Super Bowl na promocji? Na czym zaoszczędzić, by walczyć o tytuł?

112512_spt_fins008

Święto Dziękczynienia za nami, tym samym sezon zasadniczy wchodzi w ostatnią fazę, kiedy wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich i coraz trudniej o element zaskoczenia. Słabe punkty poszczególnych ekip w mniejszym lub większym stopniu zostały już bezlitośnie obnażone, przez co niektóre z faworyzowanych wcześniej ekip już teraz mają jedynie matematyczną szansę na postseason. Jak bardzo i którą formację można sobie „olać”, żeby pozostać w grze od najwyższe cele?

To już zależy od filozofii i konstrukcji pozostałej części drużyny. Ekipa z mało mobilnym QB nie może pozwolić sobie na oszczędności w linii ofensywnej, a zespół bez odpowiedniego pass rushu, nie inwestując także w secondary, wystawia się na pożarcie. Spora część ekip z czołówki podeszła do tego dość lekkomyślnie. Green Bay Packers zupełnie odpuszczając braki w defensywie jako całości teraz ma ogromne problemy w dywizji, Carolina Panthers po niesamowitym zeszłym sezonie zupełnie przespała draft, straciła Josha Normana i choć Cam Newton wciąż miewa momenty, to nie jest w stanie już wygrywać meczów w pojedynkę. Cardinals, Bengals, Colts i wiele innych ekip, od których więcej oczekiwano przed sezonem mają mnóstwo swoich mniejszych problemów i jeśli nic nie zmienią, mogą mieć przed sobą ciężkie lata.

Są jednak ekipy, które nawet mimo pewnych zaniedbań są w walce o najwyższe cele. Seattle Seahawks zdaniem ekspertów mają najgorszą linię ofensywną w całej lidze. Obecnie gra w niej były koszykarz, trzech rookie, a do tego mało kto gra na swojej macierzystej pozycji. Pete Carroll od lat stosuje jednak filozofię nie inwestowania w tę formację. Jest przekonany, że z czasem zawodnicy ci się zgrywają i dzięki wytworzonej chemii grają znacznie lepiej. Potwierdziło się to w zeszłym roku. Hawks zaczęli wówczas od bilansu 2-4, a Wilson był sackowany raz za razem. W drugiej połowie sezonu grał tak dobrze, że zaczęto o nim mówić w kontekście walki o MVP, a Seattle awansowało do postseason. Na Century Link Field mają jednak szczęście, bo wspomniany QB jest jednym z bardziej mobilnych rozgrywających w NFL,  w ostatnią niedzielę wybiegał 80 jardów (najwięcej z całej drużyny) i niejeden drive udało mu się przy życiu. Choć mecz z Tampa Bay Buccaneers okazał się testem absolutnie oblanym, nie da się oprzeć wrażeniu, że ofensywa wiceliderów NFC wraca na właściwe tory.

Bill Belichick z kolei bez większych oporów postanowił niemal całkowicie zrezygnować z pass-rushu, co sporo go kosztowało w ostatnim meczu z wspomnianymi Seahawks. Mało brakowało, a kosztowałoby to go również klęskę z Jets, ale Tom Brady i spółka uratowali sytuację. Patriots bardzo jednak ryzykują, oddając Collinsa jeszcze bardziej osłabili swoją najsłabszą formację. Ten ruch miał oczywiście inne podłoże, ale nie zmienia to faktu, że ta decyzja może mieć swoje negatywne konsekwencje, gdy w play-offach New England nie będą w stanie wywrzeć presji na Siemianie, Carrze, czy Smithie. Mam wrażenie, że w AFC jest dużo dobrych zespołów, które mogą to wykorzystać i sprawić przykrą niespodziankę kibicom na Foxborough.

Podobny problem mają zresztą prowadzący w NFC Dallas Cowboys. O ile ich linia ofensywna to chyba najlepsza formacja w całej lidze, o tyle pass-rush pozostawia wiele do życzenia. Kirk Cousins miał w ostatnie Święto Dziękczynienia sporo czasu, co zresztą skrzętnie wykorzystał. Te braki sprawiają, że wyniki Dallas nie są tak imponujące, jak mogłyby być. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo szanują robotę Jasona Garretta, ale to nie ten rok. Chłopaki z Texasu są o jeden draft, o mądrą wersję Randy’ego Gregory’ego od bycia faworytem do wygrania konferencji, ale dziś? Jeśli w starciu z Seahawks, czy Falcons pójdą na wymianę ciosów, moim zdaniem Dak Prescott nie wytrzyma intensywności, jaką mogą mu narzucić bardziej doświadczeni rywale. A kiedy Ezekiel Elliott na swojej drodze spotka Bobby’ego Wagnera i innych czołowych LB NFC, jego wyniki mogą nie być już tak olśniewające.

Denver Broncos zaryzykowali z kolei chyba najbardziej w tym sezonie. Już poprzedni rok i fatalna dyspozycja Peytona Manninga sprawiały, że nikt nie wyobrażał sobie, by Broncos zrobili to-co-zrobili. Dziś nie ma Manninga, nie ma kilku z ważnych ogniw defensywy, ale jest Trevor Siemian, który wszystkim zaimponował w meczu inaugurującym sezon z Panthers. Trevor ma zresztą zupełnie przyzwoity sezon, który – gdyby był rozgrywającym Bears, Browns, czy 49ers – urósłby do „sezonu, po którym jakiś poważny zespół powinien dać mu szansę”. Póki co pozostaje jednak jednym ze słabszych elementów zespołu z wielkimi aspiracjami, który może mieć spory problem z obronieniem tytułu. W Denver nie mają już po prostu miejsca w salary cap, żeby zaoferować porządne pieniądze zawodnikowi pokroju Romo, więc muszą ryzykować i choć eksperyment z Siemianem póki co wypada na… słabą czwórkę (?), to ryzykowanie akurat na tej pozycji ze słabszym zawodnikiem póki co wciąż jest chyba jednak szaleństwem. Jednak jeśli Lombardi Trophy po tym sezonie wciąż będzie należało do Broncos, być może stanie się trendem?

Rewelacją tego sezonu okazują się Oakland Raiders, którzy mają ogromną ilość argumentów ofensywnych, zwłaszcza w grze podaniowej, ale kiedy muszą się zmierzyć z rywalem o podobnych atutach, zaczyna się duży problem. Jako jedna z siedmiu ekip mają stracone ponad trzy tysiące (dokładnie 3008) jardów górą, to prawie 900 więcej niż prowadzący w tym zestawieniu Broncos.  Dobrą wiadomością dla zespołu z Alameda Colliseum jest fakt, że w AFC u rzadko której ekipy QB jest wyróżniającą się pozycją, złą – jeśli awansują do Super Bowl, musieliby mieć mnóstwo szczęścia, by nie trafić na QB z absolutnej czołówki ligi.

Żeby móc poszukać Super Bowl na wyprzeadaży, trzeba dobrze wiedzieć, gdzie zaoszczędzić. Koncepcje jak widać są różne, ale od dawna w ścisłej czołówce nie było tak wielu drużyn, które miałyby tak potężne problemy na konkretnych pozycjach. Czy czasy zbalansowanego budowania drużyn, w którym każdy dba o każdą formację powoli się kończą? Nie wykluczone, że za pięć, czy dziesięć lat, podział salary cap w poszczególnych drużynach będzie wyglądać zupełnie inaczej. W końcu patrząc na tegoroczny sezon, o solidną podwyżkę płac powinni się upomnieć przede wszystkim najlepsi w lidze… kickerzy.

Piotr Stokłosiński

About Piotr Stokłosiński

W futbolu, tym europejskim, już 15 lat temu oszalał za Manchesterm United. W tym amerykańskim siedzi od niedawna, ale już z ciężkim sercem znosi wyczyny Eagles, a z nadzieją patrzy na poczynania Seahawks. Największy fan Richarda Shermana na wschód od Seattle.

2 Responses to Super Bowl na promocji? Na czym zaoszczędzić, by walczyć o tytuł?

  1. osinho pisze:

    w AFC jest Brady, Big Ben, Luck i Mariotta – rzeczywiście mało tych rozgrywających może być w playoffach w tym sezonie w tej konferencji

    Cardinals nie mają co zmieniać a i tak są ugotowani, wg wstępnych wyliczeń w przyszłym sezonie będą mieć 38mln wolnych zasobów, z czego 1/3 zeżre im Chandler Jones, a 10 starterom kończą się kontrakty (plus kilku solidnych rezerwowych), Palmera nie zwolnią, bo dali mu w 100% gwarantowany kontrakt, Fitz w przypadku jeśli nie będzie „Kardynałem” też mocno obciąży budżet, a zwolnienia żeby zaoszczędzić max. 2 mln nie mają sensu
    na pustyni powinni spisać rok 2017 na straty i w drafcie 2018 z kompensacyjnymi pickami odbudować skład i liczyć, że trafią QB

  2. Szarlatan pisze:

    Packers nie odpuścili braków w obronie, trafiło im się milion kontuzji. Częśc graczy trzeba wbyło wypuścic bo nie było miejsca pod czapką. A do uzupełnienia były inne formacje.

Dodaj komentarz