NFL 2016: Podsumowanie 12. kolejki

winston

Tę kolejkę zapamiętamy przede wszystkim przez wzgląd na genialny mecz podczas Sunday Night Football i wirtuozerski występ Aarona Rodgersa!

Atlanta Falcons 38-19 Arizona Cardinals

Przed tym spotkaniem Cardinals była jedną z najlepszych defensyw pod względem oddawania jardów przeciwnikowi. Po wczorajszym wieczorze ta statystyka straci na znaczeniu, gdyż Falcons przełamali wszelkie stereotypy i zanotowali 360 jardów zyskanych w ofensywie, przez co po raz trzeci w tym sezonie oglądaliśmy spotkanie, w którym defensorzy z Arizony stracili więcej niż 310 jardów. Jak można się łatwo domyślić – nie wygrali żadnego z nich. Zwycięstwo nie miało prawa przyjść też z taką grą Carsona Palmera i jego linii ofensywnej – rozgrywający był sackowany dwukrotnie, a z defensorami styczność miał 10-krotnie. Choć nawet kiedy miał czas na skuteczny rzut, to nie szło mu najlepiej – jego statystyki z tego meczu to: 25/45 złapanych podań oraz 289 jardów.

Atlanta natomiast odkryła nowy talent, a jest nim Taylor Gabriel, który dzięki zaledwie czterem złapanym piłkom i 75 zdobytymi jardami zdobył dwa przyłożenia i wzniecił burzę na Twitterze. A wszystko przez fakt, że w 2014 roku był jeszcze zawodnikiem Cleveland Browns. Ci jednak przez jego marne występy pozbyli się go ze składu i teraz… zaczyna błyszczeć w Atlancie. Na ile jednak to jednorazowy wybryk, a na ile rozpoczęcie barwniejszej kariery?

Na koniec warto też wspomnieć o defensywie Sokołów, która będąc jedynym mankamentem drużyny zanotowała bardzo solidny występ. Przede wszystkim trzymali biegaczy Cards na dystans pozwalając na dorobek jedynie 58 jardów (przy takich statystykach nie przegrali jeszcze żadnego spotkania).

Baltimore Ravens 19-14 Cincinnati Bengals

Śmiało możemy powiedzieć, że sezon Cincinnati Bengals oficjalnie został pogrzebany. Bez AJ Greena i Giovani Bernarda ofensywa Bengals nie ma żadnych szans z czołowymi formacjami defensywnymi Ligi. Mimo wszystko były okazje ku temu, aby sprawić niespodziankę, ale w kluczowych momentach zawodził Andy Dalton. Dwukrotnie, będąc na 20 jardów przed polem punktowym, gubił piłkę, która zbierana była przez drużynę przeciwną. Lepszy nie był Mike Nugent, który nie potrafił podwyższyć wynik po przyłożeni, co jest już jego trzecim niecelnym kopnięciem z rzędu, z tego samego miejsca.

Teoretycznie Bengals mają jeszcze szanse na postseason, ale praktyczne szanse na szóste z rzędu playoffs są bliskie zeru.

Fani Baltimore zapamiętają ten mecz głównie przez fenomenalny występ Justina Tuckera. Kopacz Kruków w zaledwie dwie pierwsze kwarty popisał się trzema kopnięciami z pola, powyżej 50 jarda. To pierwszy taki wyczyn w historii Ligi (choć w 2012 roku Phil Dawson popisał się podobnym wyczynem, ale w 3 i 4 kwarcie).

cysrgttviaajcsx-jpg-large

Ravens wygrali spotkanie dzięki dobrze zbalansowanej defensywie i formacjami specjalnymi, czyli dokładnie tak jak to robi John Harbaugh.

Buffalo Bills 28 – 21 Jacksonville Jaguars

Po pierwszych akcjach można było założyć, że Jaguars zagrają naprawdę wyśmienite zawody. Szczególnie zaimponował Chris Ivory, bo praktycznie w pojedynkę zdobył pierwsze punkty w tym meczu, ale później nie było tak kolorowo… Pierwszą kwartę chyba można nazwać „patologią”, zdecydowanie odbiegała od norm serwowanego nam futbolu. Rozgrywający wyglądali tak, jakby zapomnieli, co mają zrobić z piłką…

Druga kwarta poziomem zbliżona była do pierwszej, tutaj na szczęście błysnął LeSean McCoy, poza tym nie wydarzyło się nic specjalnego. Football właściwie zaczął się w drugiej połowie, tam zobaczyliśmy ponownie wspaniałego McCoy’a. Przyzwoicie odpowiedziały Jaguary – świetnie ustawiony Marqise Lee i bardzo dobre zagranie Blake’a Bortlesa. Później ponownie wymiana ciosów – Allen Hurns dla JAX oraz Justin Hunter dla BUF.

Trzeba przyznać jedno – ujrzeliśmy niecodzienne spotkania, takie też się przydają. Czasem warto odbiec od rutyny, a te drużyny to pokazały. Jaguarom zabrakło szczęścia i przyłożenia, a dokładnie przyłożenia w drugiej kwarcie, bo dwa ciosy na przestrzeni drugiej i trzeciej części spotkania ze strony Bills (McCoy’a) zaważyły o wyniku. Taktyczne posunięcie – zabezpieczenie na przyszłość sprawił LeSean McCoy, gdy wywalczył podwójne podwyższenie dla klubu. Jaguars mają praktycznie po sezonie, teraz mogą ogrywać nieregularnych graczy, natomiast dla Bills zabawa zaczyna nabierać prawdziwego tempa. Gonią Delfinów, a każda pomyłka może kosztować ich naprawdę wiele.

Chicago Bears 21 – 27 Tennessee Titans

Trzeba przyznać, że Niedźwiedzie mogli wygrać to spotkanie, bo stać ich na więcej. Jeżeli drużyna pokazuje przebłysk świadomości na początku spotkania, a później zapada w sen zimowy to coś jest nie tak… Na szczęście Bears obudzili się w końcówce i zredukowali wynik na przyjemniejszy dla oka. Tytani potrzebowali chwili, żeby dowiedzieć się o swojej obecności na placu gry, a później pokazali naprawdę dobry football.

Matt Barkley od początku przebijał się z kolegami pod pole punktowe rywali, co w końcu poskutkowało i Daniel Brown otrzymał dobre podanie znajdując w end zone. Zaledwie trzy minuty potrzebowali na to samo gracze Titans, a Derrick Henry cieszył się ze swojego drugiego przyłożenia w karierze.

Gra specjalnie nie porywała, a różnica polegała na tym, że przyjezdni punktowali, a ich QB celnie rozgrywał piłkę, co skończyło się dwoma przyłożeniami po cudownych podaniach Marcusa Mariot i jeszcze lepszym chwytem Risharda Matthewsa!

Soldier Field może stać się też stolicą futbolowego absurdu! Na potwierdzenie tego można dać świetny wykop na rozpoczęcie drugiej połowy… może lepiej byłoby, gdyby jej nie zaczęli? Na ich szczęście (bądź nieszczęście) szybko się ogarnęli i już po chwili mogli cieszyć się z przyłożenia… No właśnie – mogli, nie cieszyli się, bo piłka rzucona w red zone przez Matta Barkley’a trafiła prosto do rąk defensywy gości. Tytanom zabrakło szczęścia, aby ten dzień zmienił się dla Niedźwiadków w piekło.

Wiosna przyszła dopiero w ostatniej kwarcie, ale to za późno, aby odmienić losy całego spotkania. Dwa świetnie podania Barkley’a zamieniły się w dwanaście punktów dla Bears, a na czternaście po udanych próbach EP. Na pochwałę zasługuję też Marquess Wilson oraz Deonte Thompson, którzy dobrze ustawili się w polu punktowym rywali. Tytani muszą teraz spiąć pośladki, play-offy są w nich zasięgu, trzeba się postarać, aby zaznać chwały. Sprawa odmiennie ma się w Chicago, zbliża się zima, więc pora na hibernację…

San Diego Chargers 21-13 Houston Texans

W Houston naprzeciw siebie stanęło dwóch rozgrywających, których kariery w znacznym stopniu składają się z udowadniania czegoś. Rivers jest chyba jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci NFL – naprawdę fajne zawody przeplata taką kaszaną jaką zagrał przeciw Dolphins, rzucając 4 przechwyty w 4 kwarcie. Osweiler natomiast powoli urasta do miana „one hit wonder”, gdyż po świetnym sezonie 2015 zniżył loty do poziomu ligowej średniej i wygląda na to że tam zostanie. Rivers musi udowadniać że jest stabilnym, solidnym franchise QB, zaś Osweiler musi się po prostu spłacić. Póki co, żadnemu nie wychodzi.

Jakkolwiek w swoich pierwszych drive’ach zarówno Osweiler jak i Rivers zabłysnęli. QB Texans zdobył swoje pierwsze TD dołem, zaś Rivers w spółkę z Inmanem porobili secondary gospodarzy jak dzieci, zdobywając łatwe, 52-jardowe przyłożenie. Potem wszystko wróciło do normy i Brock zakończył mecz z tragicznymi statystykami (22/37, 246yd, 3INT), chociaż w kilku drive’ach uratował swoją ekipę i gdyby rzucił przyłożenie w ostatniej akcji, zostałby zapewne obwołany honorowym obywatelem Houston.

Generalnie rzecz biorąc obie drużyny zmagają się z problemami spowodowanymi przez kontuzje i rozgrywających, którzy nie potrafią ustabilizować swojej formy. Obie drużyny mają także wielkie ambicje, ale chyba na nich się zakończy, biorąc pod uwagę ich rozkład jazdy do końca sezonu.

Miami Dolphins 31 – 24 San Francisco 49ers

Chyba nikt nie zrozumiał nadmiernej radości, jaką pokazał Carlos Hyde po zdobyciu przyłożenia. Owszem, jego drużyna prowadziła, a na początku dobrze się zaprezentowała. Niestety szybko się to zmieniło, a inicjatywa została przejęta przez gospodarzy. Końcówka pierwszej kwarty – 3rd &7, a Ryan Tannehill przesyła futbolówkę prawie na drugi kraniec boiska, choć to naprawdę zrobiło wrażanie, niestety nie przełożyło się na punkty dla jego drużyny. Lepiej to wyglądało już w drugiej części starcia, gdy dobre podania przełożyły się na wyrównanie.

49ers próbowali, próbowali, bo mogli, ale nie przekładało się to na wynik. Brakowało skuteczności w obronie, która u Dolphins pokazała się z dobrej strony. Przykładem luk w defensywie SF może być ta akcja – dwie minuty przed końcem pierwszej połowy, 2nd &13 – Tannehill zagrywa pięknie do Diona Simsa, a sędziowie jednoznacznie wskazują na TD, nie pomogło nawet podwójne krycie… Gospodarze mogli zdobyć w tym starciu więcej punktów, defensywa 49ers… Jest coś takiego? Wszędzie luki, które wykorzystywał rozgrywający Delfinów. Colin Kaepernick nie stracił w pełni swojego szóstego zmysłu, ale sam QB meczu nie wygra…

Na chwilę obecną Dolphins mają awans do play-offów, ale to się może zmienić, więc gotowość trzeba zachować i walczyć do ostatniej kropli krwi. W San Francisco nie ma o czym rozmawiać, potrzebne są zmiany… poważne…

Cleveland Browns 13 – 27 New York Giants

Przed tym spotkaniem na naszej stronie pojawił się komentarz jednego z użytkowników, który powiedział, że Browns w końcu wygrają spotkanie. Niestety, gospodarze tego spotkania zawiedli jego oczekiwania dążąc do perfekcyjnej liczby – 0 zwycięstw.

Samo spotkanie specjalnie nie porwało, a jedną z niewielu wartych uwagi akcji ujrzeliśmy w ostatniej kwarcie, gdy Browns „wybijali” futbolówkę ze swojego pola punktowego, a ta trafiła wprost do rąk Terrelle’a Pryora, a cały plan spalił się na panewce. Tutaj w pełni zgodzę się z opinią użytkownika 73ndera73xans, iż Giants wygrywają tylko, dzięki szczęściu, co do dowodzi fakt, w jaki sposób Jason Pierre-Paul sięgnął po przyłożenie na początku czwartej kwarty, po dość niewyjaśnionej sytuacji podczas próby rozegrania piłki przez gospodarzy, która śmiało mogłaby trafić do Archiwum X.

Hue Jackson powinien przeprowadzić swoim zawodnikom wykład pt.: „Jak utrzymać piłkę w dłoniach i jej nie stracić?”, to ważna wada drużyny z Cleveland, którą trzeba wyeliminować. To samo z zaklejeniem dziur w defensywie. Wszystko należy złożyć do całości, przymknąć jedno oko, później drugie, powinno wyglądać nieźle.

New Orleans Saints 49-21 Los Angeles Rams

Gdyby Kuba Sienkiewicz miał zagrać prywatny koncert dla Rams w szatni, śpiewałby na całe gardło „A miało być tak pięknie”. Jared Goff w końcu gra tak jak w NCAA, rzuca 3 TD, Los Angeles szaleje, ludzie w podzięce dla swojego młodego QB wychodzą na ulicę… po czym patrzą na wynik, na te piękne 49 punktów z tyłu i rozchodzą się do domów. Wynik nie odzwierciedla jednak prawdziwego przebiegu tego spotkania i gdyby Rams zagrali cały mecz tak, jak zagrali pierwszą połowę, wracaliby do LA z tarczą, a nie na niej.

Od początku sezonu uważałem, że Jeff Fisher powinien wystawiać Jareda Goffa, nawet jeżeli ten nie grał by na miarę swoich możliwości. Tak oto mamy 12 tydzień rozgrywek, a pierwszy pick Draftu dopiero oswaja się z boiskiem. Co prawda z meczu na mecz Goff wygląda coraz pewniej, a w pierwszej kwarcie meczu z Saints zaprezentował się naprawdę dobrze… no właśnie, w pierwszej polowie.

Nie mam pojęcia co się mogło stać gościom w przerwie. Zjedli coś nieświeżego? Wypili po małym piwku? Nie wiem, może ich przewiało? Na trzecią kwartę wyszła już kompletnie inna drużyna. Defensywa grała tragicznie, puszczając w zasadzie wszystko, co przyszło na myśl gospodarzom. Nie pomogła ofensywa, której chyba skończyły się pomysły, jak zaskoczyć dobrze dysponowaną defensywę Świętych. Jest to wygrana o tyle ważna, że oprócz podniesienia morale o 100%, Święci tracą do 6 miejsca tylko jeden mecz.

Tampa Bay Buccaneers 14-5 Seattle Seahawks

Ten pojedynek zapowiadał się na jednostronne widowisko. Tampa Bay wygrywa raczej ze słabszymi drużynami, a przecież Seahawks to jedna z najlepszych ekip NFL. Fani jednak przeżyli ogromne zaskoczenie. Russell Wilson nie jest w tym sezonie w formie, do jakiej nas przyzwyczaił. Mimo, że ma swoje momenty to jego ogólna gra nie wygląda już tak okazale jak w poprzednich sezonach. Natomiast Jameis Winston jest „on fire”, zalicza świetne występy i obok Marcusa Marioty jest najlepszym, młodym QB w lidze.

Samo spotkanie raczej rozczarowało, fani nie zobaczyli zbyt wielu ciekawych akcji, zwłaszcza ze strony Seattle, które jedyne punkty zdobyło po safety, oraz po field goalu Hauschki. 

Niemrawo grali skrzydłowi Seahawks, Doug Baldwin złapał 7 piłek na zaledwie 34 jardy, troszkę lepiej radził sobie Jimmy Graham, ale również on nie zachwycił, tak jak miał w zwyczaju robić to wcześniej. Russell Wilson był sackowany aż 8-krotnie! Dorzućmy do tego 17 kompletnym podań na 33 próby, zaledwie 151 jardów, zero przyłożeń i dwa przechwyty. Z taką postawą swojego lidera, drużyna z północy nie ma co liczyć na zwycięstwa. Troszkę lepiej radził sobie w grze dołem, wybiegał 80 jardów, ale to za mało, żeby odnieść zwycięstwo.

W drużynie z Florydy brylował Mike Evans, 8 złapanych piłek, 104 jardy, dwa przyłożenia. Mike zdecydowanie wyrasta na jednego z lepszych skrzydłowych ligi, to jego trzeci z rzędu sezon, w którym jest główną bronią drużyny Bukanierów. Powracający po kontuzji Doug Martin również był postrachem dla defensywy z Seattle. Dwadzieścia trzy próby dołem, 87 jardów, nie zdobył sześciu punktów ale w walce z silnym rywalem wspomógł swoją drużynę w stu procentach, mimo jednego „fumble”. Wielki dzień miał cornerback Tampy, Alterraun Verner. Zanotował przechwyt, po którym zszedł w stronę ławki gdzie zalał się łzami. Swoje świetne zagranie zadedykował zmarłemu ojcu, który odszedł zaledwie 2 dni wcześniej, na atak serca..

Po tym spotkaniu Tampa zajmuje drugie miejsce w NFC South z bilansem 6-5. Zdecydowanie zaczyna nam wyrastać nowy pretendent do PO, ale będą musieli to udowodnić w następnych kolejkach, gdzie ich rywali będą m.in. Chargers, Saints czy świetni Cowboys. Seattle wciąż na pierwszej pozycji w NFC West, a trzy z ostatnich pięciu spotkań sezonu rozegrają u siebie, więc nie powinno się to zmienić, bo to właśnie „w domu” są najgroźniejsi.

New England Patriots 22-17 NY Jets

Na uwagę zasługuje fakt, że pomimo skarg Toma Brady’ego na ból w kolanie ten aż 50 razy podchodził do akcji podaniowych. To piąty mecz w jego karierze, kiedy będąc tak mocno wykorzystywanym zdobył więcej niż jedno przyłożenie przy żadnym przechwycie. Ale nie tylko z tych faktów będzie kojarzone te spotkanie przez kibiców z Bostonu. Ich rozgrywający wygrał dwusetny pojedynek w karierze wyrównując rekord Peytona Manninga.

Dla Odrzutowców ten mecz mógł być spełnieniem marzeń, lecz te odleciały wraz z upływem czwartej kwarty. Przy prowadzeniu 17-16 nagle zaczęli się gubić nie wiedząc w jaki sposób zbić czas. Kara dla Ryana Fitzpatricka za intentional grounding została poprawiona niekompletnym podaniem i ostatecznie puntem na 5 minut przed zakończeniem spotkania. A wszyscy dobrze wiemy, co się dzieje, kiedy w takim momencie oddajesz piłkę Brady’emu. Było blisko niespodzianki…

A mogło być tak pięknie..

A mogło być tak pięknie..

Oakland Raiders 35-32 Carolina Panthers

Cóż za mecz na Colliseum. Chociaż zapowiedzi skazywały Pantery na porażkę, Ci nie dali się Raiders i postawili im ciężkie warunki, mimo że początek w ich wykonaniu nie wyglądał najlepiej. Tylko zapomnieli o jednym – nigdy nie spuszczaj ze smyczy Khalila Macka.

To właśnie Mack był prawdziwym MVP tego spotkania, mimo że Derek Carr powrócił na boisku, po tym jak zszedł z niego z potwornie wyglądającą kontuzją palca, rzucił 315 jardów i dwa przyłożenia, to „bestia z Oakland” zagrała jeden z najlepszych meczów kariery! Jeden zwycięski sack, 6 powaleń, jedno fumble recovery i przede wszystkim pierwszy pick-six w karierze. Mack był nie do zdarcia w defensywie, atak Caroliny nie miał na niego sposobu.

Cam Newton próbował zatrzymać Raiders, udawało mu się to, ale w ostateczności nawet takie zagrania, jak 88 jardowe przyłożenie górą Teda Ginna Jr. nie powstrzymało „Najeźdźców”.

Dobrze dołem grał Jonatham Stewart, który skończył mecz z dwoma przyłożeniami i wybieganymi 96 jardami. Jego vis a vis z Oakland, Latavius Murray, nie miał tak dobrego wieczoru, 45 jardów, i mimo przyłożenia nie zachwycił szczególnie. Najlepszy w ataku Raiders był Michael Crabtree, 8 złapanych piłek na łączną ilość 110 jardów.. Weteran potwierdza, że jest w tym sezonie w świetnej formie. Amari Cooper był cały czas pod presją secondary, co Carr wykorzystywał podając do wspomnianego Crabtree czy wielkiego TE Clive’a Walforda, który zaliczył jedno przyłożenie.

Emocje trwały do samego końca, ale w ostatniej akcji meczu wspomniany już Khalil powalił Cama Newtona i zakończył spotkanie zwycięsko dla swojej ekipy. Drużyna z Zatoki jest w tym sezonie absolutnie jednym z pretendentów do udziału w Super Bowl, mają właśnie bilans 9-2. To ich pierwszy sezon z dodatnim bilansem od 2002 roku, gdy zresztą uczestniczyli w SB.

Carolina natomiast już raczej pogrzebała swoje szanse na udział w posezonowych rozgrywkach. Zeszłoroczni finaliści, ten sezon mają bardzo nieudany, po ostatniej porażce są 4-7 i zajmują ostatnie miejsce w NFC South..

Kansas City Chiefs 30-27 Denver Broncos

Mecz w wykonaniu Kansas City Chiefs to idealny przykład na to, że w futbolu trzeba posiadać wszystko trzy, dobrze grające w formacje. Przez trzy kwarty defensywa gości dominowała na boisku, aż w czwartej kwarcie do jej poziomu zbliżyła się ofensywa, kiedy to Alex Smith popisał się genialnym podaniem na przyłożenie, 12 sekund przed końcem meczu, a jeszcze lepszym podwyższeniem za 2 punkty doprowadził do dogrywki!

Prawdziwy przebłysk geniuszu i to w takim momencie! Jedynym, co mogło równać się z tą akcją było zwycięskie kopnięcie Cairo Santosa, który powinien po tym meczu wracać do Kansas na kolanach dziękując za swoje szczeście.

Zawodnikiem, któremu zapadnie ten mecz w głowie na długie lata (choć komu on nie zapadnie!) będzie również Tyreek Hill. To pierwsze debiutant od 1965 roku, który w jednym meczu zanotował przyłożenie po akcji podaniowej, biegowej i powrotnej. Cóż to jest za rok dla rookies!

O Broncos moglibyśmy pisać równie entuzjastycznie, gdyby nie końcówka w ich wykonaniu. Choć przez pierwsze trzy kwarty pozwolili rywalowi zdobyć jedynie 145 jardów, to przez ostatnie trzy minuty czwartej i całą dogrywkę stracili aż 128 i 14 punktów! Oprócz marnej gry defensywnej, wydaję mi się, że w czwartej kwarcie błąd popełnił Bennie Fowler, kiedy, na 3 minuty przed końcem spotkania, złapał podanie od Trevora Siemiana i pobiegł po przyłożenie. Oczywiście, trudno mu się nie dziwić, bo każdy z nas chciałby podreperować swoje statystyki, ale gdyby wtedy „przewrócił” się przed polem punktowym, to Broncos mogliby zbić z zegara trochę czasu, a wówczas goście nie zdążyliby poprowadzić wyrównującej serii ofensywnej. Ale to tylko gdybanie. Taka gra w końcówce Mistrzowskiej drużynie nie przystoi.

Green Bay Packers 27-13 Philadelphia Eagles

Przez całą pierwszą połowę sezonu zastanawialiśmy się, co dzieje się z Aaronem Rodgersem, który wyraźnie nie mógł odnaleźć formy. Dziś odpowiedź na to pytanie brzmi: nic. Rozgrywający Serowych przez ostatnie kilka tygodni prezentuje świetną formę, a jego występ przeciwko Eagles to czysta wirtuozeria. Ten mecz był dla Packers na wagę złota i Rodgers potwierdził to już w pierwszych swoich zagraniach.

Był nie do zatrzymania, a dowodem na jego doskonałość i precyzyjność jest chociażby poniższe zdjęcie:

cyzr-xcusaahspg-jpg-large

Normalnie taka piłka powinna być przechwycona, ale posłana IDEALNIE w punkt była nie do zatrzymana dla Nolana Carrolla. Aaron zakończył spotkanie z niewiarygodnymi statystykami: 30/39 udanych podań, 313 jardów, 2 TD i 0 INT. Ten mecz przypomniał mi sezon z 2015 roku, kiedy siła Packers zależała tylko i wyłącznie od umiejętności ich QB.

Wciąż jednak nie ma w tej drużynie obrony ani gry biegowej. Linia ofensywna to naprawdę silna jednostka, jak również skrzydłowi są mocno utalentowanymi zawodnikami, ale bez tak grającego Rodgersa inaczej będzie trudno o większe sukcesy (a takie mecze często się nie powtarzają…).

Co do Carsona Wentza – jego chwalebny czas z początku sezonu już się skończył. Jego występ nie można zaliczyć do udanych – wiele momentów, w których wyglądał na zagubionego, nie uniknął sacków ani przechwytów, jednym słowem, jedynym wytłumaczeniem takiej gry może być tylko fakt, że jest debiutantem.

Autorzy podsumowania: Kuba Tłuczek, Kuba Kaczmarek, Patryk Segda, Kamil Plata

 

 

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

5 Responses to NFL 2016: Podsumowanie 12. kolejki

  1. M pisze:

    Kto to pisał, przecież większość opisów jest kompletnie nie zrozumiała?

  2. Marcin pisze:

    „Nie” z przymiotnikami piszemy razem zwłaszcza jak kogoś krytykujemy

  3. jurrone pisze:

    Z Goffa może coś jeszcze być, ale wydaje mi się, że Wentz póki co prezentuje się lepiej. Gra o wiele bardziej przebojowo, jest bardziej ruchliwy i pewnie rzuca. Jako kibic Rams życzę Goffowi jak najlepiej ( może jak nabierze pewności siebie to jego długie piłki będą postrachem) ale myślę, że ofensywa LA miała by więcej opcji z Wentzem w składzie.

  4. jurrone pisze:

    W sumie odwołuje – oglądam wszystkie rzuty Wentza od początku sezonu i muszę przyznać, że z jego accuracy jest coś nie tak… 😛

Dodaj komentarz