Podsumowanie Week 10: Słodka zemsta Seattle, Dallas znów to robią!

usa-today-9450081-0

Zgodnie z oczekiwaniami to była kolejna niedziela wypełniona niesamowicie wyrównanymi meczami, stojącymi na niesamowicie wysokim poziomie. Pierwszy raz w historii w dwóch meczach jednego dnia aż 7 razy zmieniało się prowadzenie, w obu wygrywały ekipy przewodzące w NFC i które po raz kolejny potwierdziły swoją klasę.

New Orleans Saints – Denver Broncos 23:25

Pamiętacie zeszłoroczne obwinianie Peytona Manninga o wszystkie nieszczęścia, jakie spotykały Denver Broncos w ofensywie? Późniejsi mistrzowie wiele meczów wygrali pomimo fatalnej dyspozycji emerytowanego już QB. Wczorajszy wieczór miał być inny. Drew Brees był o krok od poprowadzenia swojego zespołu do kolejnej sensacyjnej wygranej nad ligowym potentatem o niespotykanie silnej defensywie. Gdy podawał do Cooksa na touchdown na nieco ponad minutę przed końcem wydawało się, że znowu mu się udało. Obrona Broncos miała jednak inne plany. Zablokowany PAT, return Parksa i dwupunktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca spotkania.

Ciężko zliczyć ileż meczów w tak dziwnych okolicznościach, bez udziału ofensywy, obrońcy tytułu wygrali w zeszłym roku. Ciężko też jednoznacznie oszacować, kiedy ostatecznie wszyscy stwierdziliśmy, że atuty które mają, mogą faktycznie wystarczyć do wygrania Super Bowl. Nie mam wątpliwości, że wielu zaczęło się przekonywać do tej tezy dopiero w momencie, gdy Von Miller po raz pierwszy wybijał piłkę z rąk Cama Newtona w Super Bowl 50. Jak podchodzić do tej drużyny w tym roku?

Siemian miał spore problemy, ale dwukrotnie rzucał na touchdown i miał sporo bardzo przyzwoitych zagrań. skuteczność 25/40 i 258 również nie wyglądają źle, choć dwa przechwyty nieco psują obrazek. Braki w ofensywie Denver rażą, ale mnogość opcji nieco ratuje drużynę Kubiaka. Aż siedmiu zawodników przynajmniej dwa razy łapało podania, a Booker z Bibbsem pod nieobecność Andersona robią co mogą, żeby dodawać kolejne możliwości. Nie wiem na co tym razem stać drużynę z Kolorado, ale ciężko nei oprzeć się wrażeniu, że kiedyś w końcu limit szczęścia (?) musi się im wyczerpać.

Tennessee Titans – Green Bay Packers 47:25

Napisałbym, że z tygodnia na tydzień Packers pogrążają się we własnej beznadziejności, ale to zdecydowanie zbyt łagodne określenie, żeby opisać co dzieje się z ekipą, która miała walczyć o prymat w NFC. Postęp Marcusa Marioty i kolejne dowody na to, że DeMarco Murray znów jest sobą pokazują, że ofensywę Titans należy szanować… Ale 47 punktów?

Pittsburgh Steelers – Dallas Cowboys 30:35

To był jeden z najlepszych meczów tego sezonu. Ezekiell Elliott podbija serca kolejnych ekspertów i wchodzi do gry o tytuł MVP. Dak Prescott kończy jakąkolwiek dyskusję na temat tego, kto powinien być starterem. Natomiast linia ofensywna gości niesamowicie ułatwiała pracę obu wspomnianym zawodnikom.

Wartości tej wygranej dodaje to, jak dobrze grali Steelers. Big Ben zanotował 408 jardów, a Antonio Brown zaliczył najlepszy w tym sezonie występ dzięki 14 złapanym podaniom i ponad 150 jardom na koncie.

Dallas umocnili się na prowadzeniu w NFC i obok Seahawks wyrastają na głównego faworyta do udziału w Super Bowl z tej konferencji. Najbliższe tygodnie, kiedy to presja na dwóch pierwszoroczniakach wcale nie będzie maleć, dadzą nam odpowiedź na pytanie, czy przed Dallas wciąż długa droga, czy może już jest to ekipa gotowa do walki o Super Bowl.

New England Patriots – Seattle Seahawks 24:31

Pierwszy drive od razu przyniósł 1&goal z pierwszego jarda, Patriots wybrali bieg i od razu wyszli na prowadzenie. Gospodarze wyglądali znakomicie, zarówno w grze górą, jak i dołem, korzystali ze swoich atutów i niezliczonej ilości opcji w ofensywie. Bukmacherzy obstawiali przed meczem bardzo zdecydowane zwycięstwo New England i pierwszych akcjach niewiele wskazywało na to, że będzie inaczej.

Reszta pierwszej połowy należała jednak do Seattle, którzy schodzili na przerwę prowadząc 19-14. Duet Prosise – Michael wykorzystywał korytarze tworzone przez grającą nadzwyczaj dobrze linię ofensywną przyjezdnych. Russell Wilson również robił to, co do niego należało, a ułatwiali mu to jego koledzy, którzy bez najmniejszego problemu wygrywali indywidualne pojedynki z cornerbackami Pats. Baldwin złapał dwa TD, Lockett gubił krycie w niemal każdej zagrywce, a Jimmy Graham uruchamiał się rzadko, ale w kryzysowych momentach zawsze był tam, gdzie trzeba.

Przed drugą częścią gry jasnym było, że jeśli podopieczni Billa Bellichicka nie poprawią pass-rushu i krycia, w tej wymianie ciosów najzwyczajniej nie wytrzymają tempa. Zwłaszcza, że defensywa Seattle zdawała się rozkręcać – DeShawn Shead jako pierwszy w tym sezonie przechwycił podanie Brady’ego, a powrót Chancellora uruchomił najlepszą wersję Earla Thomasa. W duecie sprawiali, że zagrożenie ze strony duetu Gronkowski – Bennett malało niemal do zera, a to właśnie miało być największe wyzwanie dla tej obrony.

Kolejne pół godziny gry upływało pod znakiem popisów obu rozgrywających. Świetne zawody grał też C.J. Prosise, który pod nieobecność Rawlsa i przy limitowanej liczbie snapów Michaela grał pierwsze skrzypce w grze biegowej gości. Fakt, że swego czasu grał jako WR tylko mnożył opcje ekipy Carrolla, która dodatkowo zyskiwała także dzięki zwiększonej mobilności Russella Wilsona. Wymiana ciosów trwała w najlepsze, prowadzenie zmieniało się siedem razy, a wszyscy czekali na to, aż któraś defensywa zmieni oblicze spotkania. Zagranie, na które wszyscy czekali należało do duet Chancellor – Sherman. Ten pierwszy wybił piłkę z rąk Amendoli, Sherman ją podniósł i zatrzymał potwornie istotny drive, ułatwiając Seattle podwyższenie prowadzenia.

Ostatnie podejście ekipy z Gillette Stadium to tradycyjny, nieśpieszny drive, który dzięki podaniu do Gronkowskiego sprowadził się do 1&goal z drugiego jarda. Cztery próby jednak nie wystarczyły, a gdy przy ostatniej szansie Brady podawał, zamiast oddać piłkę Blountowi, chyba wszystkim stanęły przed oczami sceny z Super Bowl 49. Tej nocy Chancellor przy 4&goal uniemożliwił Gronkowi złapanie podania i zapewnił Seattle wygraną.

Tym samym rewanż za ostatnie starcie obu ekip w wykonaniu podopiecznych Pete’a Carrolla można zaliczyć do udanych. Po tym meczu śmiało można stwierdzić, że Seattle są drużyną idealnie skrojoną pod rywalizację z Patriots. Fatalny pass-rush gospodarzy nocnego spotkania sprawia, że linia ofensywna Seahawks nagle wygląda, jak ta Cowboys. Pomimo kilku niezłych chwytów Tigh Endów, wyraźnie było widać, że duet Gronk – Bennett nie czuł się tak swobodnie, jak w większości tegorocznych spotkań. Wilson z kolei wykorzystuje wszystkie swoje atuty (a także te swoich reciverów). Secondary New England wczoraj właściwie nie istniała, a Bellichick jeszcze niejednokrotnie w tym sezonie może żałować zbyt łatwego pozbycia się Collinsa.

Pats mają za mało atutów w defensywie i jeśli chcą walczyć o Super Bowl, Tom Brady będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, by nadrobić to, co ekipa z AFC straci po drugiej stronie boiska.

Pozostałe wyniki:

Carolina Panthers – Kansas City Chiefs 17:20

Jacksonville Jaguars – Houston Texans 21:24

New York Jets – Los Angeles Rams 6:9

Philadelphia Eagles – Atlanta Falcons 24:15

Tampa Bay Buccaneers – Chicago Bears 36:10

Washington Redskins – Minnesota Vikings 26:20

San Diego Chargers – Miami Dolphins 24:31

Arizona Cardinals – San Francisco 49ers 23:20

Piotr Stokłosiński

About Piotr Stokłosiński

W futbolu, tym europejskim, już 15 lat temu oszalał za Manchesterm United. W tym amerykańskim siedzi od niedawna, ale już z ciężkim sercem znosi wyczyny Eagles, a z nadzieją patrzy na poczynania Seahawks. Największy fan Richarda Shermana na wschód od Seattle.

12 Responses to Podsumowanie Week 10: Słodka zemsta Seattle, Dallas znów to robią!

  1. kaliber pisze:

    Wg programu dzisiaj – chyba po raz pierwszy mamy na żywo MNF – Bengals at Giants – miła niespodzianka 🙂

  2. kaliber pisze:

    Mecz z orginalnym komentarzem amerykańskim, zawaliłem pół nocy bo na koniec się okazało, że Bengals zawalili kolejny mecz w tym sezonie i zamiast spokojnie to wygrać zostali z niczym. Trzeba przyznać, że te przy takiej sile ofensywnej jaki posiadają to jest zupełnie niedopuszczalne. Zły play call, błędy w rozegraniu, kary w kluczowych momentach i ktoś za to w końcu powinien ponieść konsekwencje bo tak być dalej nie może. Udział w PO jest zagrożony i to co trzyma jeszcze w grze to kiepska postawa rywali w AFC North. Rozumiem tłumaczenia, że mieli najtrudniejszy schedule ze wszystkich drużyn ale teraz to już się skończyło. Najpierw Redkins a teraz Giants to już są wtopy niewytłumaczalne a w niedzielę przyjeżdzają Bills, to chyba też trzeba będzie drżeć o wynik z taką grą.

  3. Lopez pisze:

    Chancellor wybił piłę Edelmanowi, a nie Amendoli o ile dobrze pamiętam.

    • oceansizer pisze:

      Zgadza się, Kam wybił piłkę Edelmanowi, a nie Amendoli. Ciekawi mnie stwierdzenie, że „BB może żałować zbyt łatwego pozbycia się Collinsa” Jest takie ładne powiedzenie, że z niewolnika nie ma robotnika, które idealnie pasuje do sytuacji Collinsa. Collins grał swoją prywatną gierkę, a nie wykonywał planu założonego przez sztab szkoleniowy, co w żaden sposób nie pomagało zespołowi. Mało tego, bez niego na boisku powstrzymywanie gry biegowej wyglądało lepiej niż z nim ( proponuję zobaczyć choćby wygrane starcie z Bills na Orchard Park, gdzie Jamie wyglądał jakby chciał na boisku rozdawać autografy, a nie tacklować rywali ). Jest „more probably than not” , że i tak po sezonie by nie został w NE, bo po prostu nie da sie zatrzymać Hightowera, Butlera, Shearda, Bennetta oraz Jamiego. Teraz Jamie Collins ma sielankową atmosferę, iście rodzinną jak twierdzi, więc będzie mógł brylować do woli. Jest tylko jedno małe ale – ciężko mu w Cleveland będzie walczyć o najwyższe cele.
      Prawdą jest, że NE ma problem w defensywie, Dmac oraz Chung wyglądali w starciu z Seattle fatalnie. Nadal kuleje pass rush (pomimo 3 sacków ) oraz obrona gry biegowej, ale śmiem twierdzić,że Collins nie był żadnym panaceum na te bolączki, nie w tym sezonie.

      • waterpolo pisze:

        Brawo oceansizer! Dobrze skomentowane!

      • waterpolo pisze:

        Prawdą jest też, że gdyby nie dwa błędy, bezmyślne podanie Toma i interseption oraz strata piłki przez mojego ulubionego zawodnika Edelmana, to Pats powinni ten mecz wygrać!
        Trzeba też dodać, że Wilson i cały off zagrali bardzo dobre zawody i wydaje mi się,iż lepiej grać już nie będą! Natomiast Pats zagrali stosunkowo słabo i mają dużo większe możliwości. Cztery próby z 1-2 Jarda i nic … to boli.

  4. michu_bronx pisze:

    Mnie zarwana nocka akurat wyszła na dobre, zupełnie niespodziewanie 4 wygrane z rzędu Giants i jakaś tam szansa na PO się pojawia. Co do Bengals to wygląda na to że trener Lewis prochu nie wymyśli. No i też jestem zaskoczony mimo wszystko wynikiem meczu Seahawks -Pats, choć prawda jest taka że Pats moim zdaniem do finału konferencji spokojnie dojadą.

    • kaliber pisze:

      Jak nie będzie w Cinci awansu do PO to chyba czasy Lewsia ostatecznie dobiegną końca, chociaż tam jest ciągły ubytek krwi w postaci koordynatorów (Gruden, Zimmer, Jackson) i to też się odbija czkawką. Giants muszą poprawić grę biegową, natomiast fizycznie są bardzo mocni w liniach, tutaj mieli przewagę zwłaszcza w IV kwarcie.

  5. David400 pisze:

    Co powiecie o tym , że jak leci na eleven sport futbol amerykański to w przerwach leci ta biała reklama z napisem zaraz wracamy i moim zdaniem jest to bardzo wkurzające! Przez pare meczy kamera podczas przerw zostawała na stadionie i było super! Jesli ma ktoś możliwość zgłoszenia to do stacji to bym o to bardzo prosił czy było by można cos z tym zrobić bo ja kontaktu do stacji eleven nie moge znaleść :/ Pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz