NFL 2017: Thanksgiving Day pod znakiem narastających niewiadomych

nfl-logo

Część obywateli Stanów Zjednoczonych spędzi świąteczny czas w sporym stresie. Mowa oczywiście o fanach footballu, których drużyny będą mierzyć się podczas czwartkowego wieczoru.

Futbolowe emocje w Święto Dziękczynienia to tradycja sięgająca 1920 roku, a więc trwająca od ponad 70 lat! Od 35 lat Amerykanie są przyzwyczajeni, iż drużynami, które szczycą swoją obecnością są Detroit Lions oraz Dallas Cowboys. Natomiast dopiero od 2006 roku zadecydowano, że w tym wyjątkowym dniu kibice będą mogli oglądać trzy spotkania.

Tegoroczny sezon wszedł już w decydującą fazę. Tutaj najmniejsze błędy mogą przełożyć się na brak miejsca w fazie pucharowej dla wielu drużyn, którym ogromnie na niej zależy. Dla niszowych zespołów to też czas na sprawdzanie ewentualnych opcji na przyszły rok. To też prowadzi nas do sytuacji, w której z góry moglibyśmy założyć, że pierwsze dwa spotkania Thanksgiving Day będą należeć do tych ciekawych, a ostatnie pomiędzy Redskins a Giants już nie do końca.

Detroit Lions – Minnesota Vikings, godz. 18:30 (transmisja na kanale Eleven Sports 1 z polskim komentarzem)

Zdaje się, że będzie to najciekawsze spotkanie, jeżeli chodzi o poziom gry oraz ewentualne korzyści po zwycięstwie. W Detroit zdecydowanie zrobiło się gorąco, a temperatura w klubie nie pozwala na żaden odpoczynek. Lwy są blisko sięgnięcia po play-offy, ale przeszkadzają im w tym właśnie czwartkowi rywale – Vikings.

Bezapelacyjnie oba zespoły należą do tych pewnych punktów ligi, a sprawę znacznie ułatwiła im kontuzja Aarona Rodgersa, który prawdopodobnie w tym roku nie zapewni wielkiego powrotu swoim kolegom z drużyny, co zrobił oczywiście przed rokiem, w jakże spektakularny sposób. To otwiera wiele możliwości dla Lions i Vikings, jednak wyniki na pozostałych murawach musiałyby się ułożyć po ich myśli, a z tym może być oczywiście sporo problemów.

Tymczasem oba obozy mają coś, co na tym etapie rozgrywek nikogo nie dziwi – sporą plagę kontuzji. Ta może oczywiście wpłynąć niekorzystnie na wynik którejś z ekip oraz obniżyć poziom prezentowanego na boisku footballu.

Matthew Stafford jest z pewnością w dobrej formie, a przy pełnym wsparciu swoich kolegów z drużyny oraz własnej publiczności może odnieść sukces w starciu z Wikingami. Nie należy zapomnieć o tym, że do dyspozycji ma takie nazwiska jak Marvin Jones Jr. i Golden Tate. Ci skrzydłowi grają na rzeczywiście wysokim poziomie w tym roku. Jeżeli chodzi o ofensywę, to idealnie uzupełnia ją Ameer Abdullah, co w rezultacie daje nam jedną z lepszych ataków ligi. Niestety, defensywa Lwów nie jest już tak dobra, przez co atakujący często muszą nadrabiać spowodowane przez nich straty – z pozytywnym skutkiem.

Spośród strat przyjezdnych najważniejszą jest chyba Dalvin Cook. Choć zawodnik i tak nie jest jednym z kluczowych elementów zespołu – czasem może go zabraknąć. Poza tym defensorzy Wikingów należą do jednych z najlepszych w lidze, przez co wyśmienita ofensywa Lions może sobie już tak dobrze nie poradzić. Z tzw. Przodu również niczego nie ujmuje. Doświadczony Case Keenum zaskakuje mnie swoimi zagraniami, a do tego dobrze dogaduje się z Adamem Thielenem i Stefonem Diggsem, którzy zdobywają najwięcej jardów w grze górą. Wydaje się też, że Latavius Murray jest zdecydowanym strzałem w dziesiątkę, jeżeli chodzi o tegoroczne transfery minnesockiej marki.

Szczerze? Naprawdę ciężko wskazać mi tutaj jakiegokolwiek kandydata. Oba zespoły mogą sporo stracić i zyskać. Lions mogą wykorzystać atut swojego boiska, ale nadmierna pewność siebie również może doprowadzić do klęski. Jestem jedynie pewien tego, że na boisku każdy gracz zostawi część siebie, co może dać nam kapitalne widowisko.

Dallas Cowboys – Los Angeles Chargers, godz. 22:30 (transmisja na kanale Eleven Sports 1 z oryginalnym komentarzem)

Pamiętam, jak w zeszłym roku po Dniu Dziękczynienia napisałem, że piękny sen Cowboys trwa nadal. Dziś, role zdecydowanie się odwróciły, a teksański zespół przeżywa prawdziwy dreszczowiec. Wydaje się również, że nie lada wyzwanie jest po stronie ekipy przyjezdnej. Po przeprowadzce do Los Angeles formę Chargers mógłbym zaprezentować sinusoidą – raz jest naprawdę dobrze, raz jest klapa. Dlatego do tego widowiska zasiądę zapewne ze sporym dystansem.

Dystans ten może być również wywołany sympatią, jaką darzę gospodarzy dzisiejszego meczu. Ci zdecydowanie nie spełniają oczekiwań fanów, którzy już na długi czas przed sezonem wymierzyli cel w fazę pucharową – jak będzie? To się oczywiście okaże w najbliższych tygodniach, z pewnością przepełnionych szarpaniną nerwów, której można było uniknąć. Największym zmartwieniem sztabu na pewno jest brak Ezekiela Elliotta, którego wojownicza saga z przepisami zakończyła się zawieszeniem. Co nam to daje?

Już dwa ostatnie mecze pokazały, że Dak Prescott został w pełni rozgryziony przez rywali. Defensorzy ekip przeciwnych mają już w pełni rozpracowany plan gry Cowboys, którzy teraz są zmuszeni do gry górą. Alfred Morris jest dobrym biegaczem, ale nie wystarczającym, by spełnić oczekiwania gry ofensywnej Kowbojów. Przejawia się również zeszłoroczna pięta achillesowa teksańczyków – defensywa. Ta nie została poprawiona, a samą ofensywą nie da się wygrywać spotkań. To daje nam dość ciekawą sytuację, w której podopieczni Jasona Garretta zdobyli, jak i stracili równo po 242 punkty. Dla przypomnienia – aby grać w fazie pucharowej trzeba wygrywać, a do tego przeważnie potrzebny jest dodatkowy wskaźnik zdobytych zwycięstw oraz punktów. Nie powinniśmy zapomnieć o istnieniu takich graczy, jak Dez Bryant, Cole Beasley, czy też Jason Witten… na ten moment pozostaje postawić sobie pytanie, co z tego, skoro inne kluby wiedzą, że w tej sytuacji należy jeszcze bardziej kryć tych zawodników?

Jak już wcześniej wspomniałem – forma Chargers jest niczym kolejka górska. W ostatnim tygodniu ekipa Anthony’ego Lynna bez problemu poradziła sobie z rozgromieniem Bills. Tym samym ukazali, że potrafią pokazać zęby również w ofensywie, czym na pewno zaniepokoili sztab defensywny Cowboys – przecież pojawi się jakieś wyzwanie! Porównując obie formacje, wydaje mi się, że i w przypadku defensywy zawodnicy z Miasta Aniołów są w lepszej pozycji wyjściowej. W końcu potrafią blokować i nie tracą przy tym ogromnych ilości punktów, a do tego wiedzą, że będzie przeważać gra podaniami. Należy też zauważyć, że Philip Rivers idealnie dogaduje się ze swoimi skrzydłowymi – z Keenanem Allenem udaje mu się zdobywać spore ilości jardów, a do przyłożeń docierają Melvin Gordon (ten prezentuje też bardzo dobrą formę w grze biegowej), Travis Benjamin oraz Austin Ekeler.

Z ręką na sercu tego dnia będę wspierał drużynę Cowboys – jednak to tylko sprawa osobista. Widzę przewagę, z jaką do Dallas przyjeżdżają zawodnicy z Los Angeles. Wyglądają zdecydowanie lepiej, choć mogę się mylić, co do przygotowania względem ofensywy Kowbojów. Z tym bywa naprawdę różnie – zwłaszcza, że skrzydłowi gospodarzy należą do inteligentnych i sprytnych ludzi. Pod względem merytorycznym – może do być dobre widowisko przepełnione ogromem emocji, jakie towarzyszom klubom z tą fazą rundy zasadniczej. Do play-offów oba zespoły muszą jeszcze się napracować, a za sobą czują oddech dywizyjnych rywali – Redskins oraz Raiders.

New York Giants – Washington Redskins, godz. 2:30 (transmisja na kanale Eleven Sports 1 z oryginalnym komentarzem)

Większość kibiców o tej porze może już spać z powodu przejedzenia indykiem lub obowiązkiem stawienia się w pracy następnego dnia, ale niech Was wcale nie zwiedzie ta perspektywa. To wcale nie musi być flegmatyczne spotkanie! Nikt nie ukrywa faktu, że obie ekipy to najbardziej znienawidzone przez siebie organizacje w dywizji NFC East. W dodatku, każdy z nich posiada swoje problemy spowodowane kontuzjami lub konfliktami wewnątrz szatni. Wobec tego, jeśli spróbować zdefiniować przepis na możliwie najbardziej emocjonujące spotkanie, obfitujące w wyjątkowo wysokie stężenie wszelakich napięć, spowodowane, m.in. chęcią udowodnienia swojej wartości – to te spotkanie powinno być jego przykładem.

Dla Gigantów problem jest oczywisty: rozpoczęli sezon od 0-5, mimo że oczekiwali, iż będą jedną z najlepszych drużyn w NFC, a następnie przegrali kolejne trzy starcia, aby aktualnie przypisać sobie marny bilans 2-8. W przypadku Czerwonoskórych, zespół doznał tak ogromnych obrażeń w ciągu sezonu, że ich skład jest prawie nie do poznania, przez co organizację i kibiców zalewa rozpacz.

Czy w tym wypadku można w ogóle mówić o przewadze spowodowanej grą na własnym boisku? Oba kluby grały ze sobą tak wiele razy przez minione lata, iż powinni być przyzwyczajeni do podróży w jakąkolwiek stronę, jak również przystosowani do dopingu kibiców. Istotniejszym pytaniem jest: „Która z drużyn będzie w stanie pokonać własne przeszkody mentalne?”.

Z każdym kolejnym przegranym spotkaniem gości, mam wrażenie, że zawodnicy odwracają się od swojego trenera – Bena McAdoo. Defensive back’s jakby unikali większego kontaktu z przeciwnikiem, liniowi jakby zapatrzeni we własne stopy chroniąc bardziej siebie niż swój zespół, a zawodnicy z ławki rezerwowej jakby pogodzeni z własnym losem.

Jednakże, trzeba przyznać, że ostatni pojedynek z Kansas City Chiefs wniósł więcej optymizmu. Po sromotnej porażce z Rams aż 17-51 oraz przegranej z 49ers – którzy, tym samym, odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie – pokonanie dynamicznej i utalentowanej ofensywy Chiefs, tracąc zaledwie 9 punktów, jest nie lada sukcesem. Po raz pierwszy widziałem dumę w oczach poszczególnych graczy oraz chęć udowodnienia swojej wartości. Oczywiście, to nie wystarczy. Pomimo, że Giants zostali okradzeni przez los z zawodników o wysokich umiejętnościach atletycznych, znaleźli sposób na usprawnienie linii ofensywnej. Tydzień temu w zespole zadebiutował Chad Wheeler, na pozycji right tackle, prezentując się bardzo poprawnie przeciwko mocnej linii defensywnej Chiefs. Wheeler został zmuszony do zmiany pozycji, gdy zarówno starter Justin Pugh, jak i zastępca Bobby Hart doznali kontuzji. Aby wzmocnić tę formację, na jego skrajnych końcach ustawiono dwóch tight endów – Rhetta Ellisona oraz Evana Engrama. Jeśli linia ta wreszcie zacznie lepiej się prezentować, to największą wartością dodaną powinna być gra biegowa wspomagana przez Orleana Darkwę oraz Wayne’a Gallmana (z podkreśleniem tego pierwszego), których średnia zdobycz jardowa wynosi prawie 5 jardów. Mimo wszystko, o ile są w stanie zdobywać teren, to jestem pełen obaw o to, czy Giants są w stanie punktować bez swoich kontuzjowanych skrzydłowych. Raczej nie.

giants-football

Redskins legitymują się bilansem 4-6 i prawie pokonali rozpędzonych New Orleans Saints, pomimo straty Chrisa Thompsona. Choć mogło to być potężnym ciosem w ich morale, to wydaje się, że ich ratunkiem będzie Samaje Perine, który potrafi generować pokaźną ilość jardów.

Kontuzja Thompsona to jednak nie jedyne zmartwienie klubu z Waszyngtonu. Na boisku, już do końca sezonu, nie ujrzymy również Terrelle Pryora, który musi poddać się operacji kolana. Jest to ogromny problem, szczególnie dla Kirka Cousinsa, który każdy mecz gra o kontrakt na przyszły sezon, a nie jest w stanie przesuwać znacznika pierwszych prób po swoich podaniach, z wyjątkiem grania do biegacza. Mówiąc wprost, Czerwonoskórzy nie byli w stanie zastąpić produkcji, którą w zeszłym roku generowali Pierre Garcon i DeSean Jackson.

Myślę, że będzie to wyrównany pojedynek, może nie piękny i „wizytówkowy”, ale zacięty. Ostateczny wynik może być niezwykle niski przez obfitujące punty i popis obu kopaczy. Raczej nie przewidywałbym wielu przyłożeń.

Kuba Kaczmarek

010055

About Patryk Segda

Najmłodszy członek redakcji. Kocha Stany Zjednoczone, stąd również zamiłowanie do futbolu amerykańskiego. Sympatyzuje z Dallas Cowboys, a ulubionym zawodnikiem jest Cam Newton. Uwielbia również soccer, gdzie wspiera Ajax Amsterdam oraz Zagłębie Lubin.

Dodaj komentarz