NFL 2017: Kolejka pełna przewrotnych historii

nfl-logo

Najgorszy występ debiutanta w historii NFL, a tym samym upokorzenie Seana McDermotta. Prestiżowe zwycięstwo Minnesoty Vikings. Korrida New England Patriots. Wysokie loty Orłów z Filadelfii. Nowoorleańska inkwizycja. To tylko część tego, co działo się jedenastego tygodnia w NFL.

Z jednej strony, jedenasty tydzień tegorocznych rozgrywek został skarcony przerażającą grą rozgrywających w Buffalo – gdzie Nathan Perriman pokazał, że odebranie miejsca Taylorowi miało na celu bardziej zmotywowanie swojego kolegi niż wybudzenie ofensywy ze snu – oraz Denver, w którym Brock Osweiler starał się udowodnić swoją niezdatność do kierowania zespołem.

Z drugiej strony, Tom Brady oraz Drew Brees zaprezentowali imponujące zdolności do przewodniczenia swoim formacjom, w pięknym, futbolowym stylu vintage, zbierając kolejne argumenty do zapewnienia sobie miejsca w Hall of Fame. Równie głośne i pewne oświadczenia, o swoich aspiracjach i faktycznych umiejętnościach, przedstawili też Wikingowie z Minnesoty, którzy zwyciężyli nad – będącymi w gazie – Los Angeles Rams.

Zakłopotanie Raider Nation w każdym zakątku świata

Wracając po tygodniowym „urlopie”, zawodnicy z Oakland, jak powietrza, potrzebowali wygranej z obrońcami tytułu, aby móc wreszcie spokojnie odetchnąć. Niestety, nawet na obczyźnie, obawy o stan Raiders nie uspokoiły się. Tom Brady wraz z kompanami zabawili się niczym wytrawni toreadorzy z bykami, a kibice, którzy zasiedli na legendarnym Estadio Azteca obejrzeli prawdziwą korridę w futbolowym wydaniu.

Zanim Raiders zdobyli swoje pierwsze przyłożenie w ostatniej kwarcie, ich serie ofensywne kończyły się, kolejno na: puncie, przechwycie, puncie, fumble, puncie i zmianie posiadania po nieudanie wykonanej czwartej próbie. Tymczasem, Brady kompletował kolejne udane podania notując skuteczność na poziomie 30/37, 339 jardów i 3 przyłożenia. To oznacza, że w 10 kolejnych meczach obrona z Oakland dopuściła do straty 17 przyłożeń i nie zdołała przechwycić żadnego podania swojego rywala.

Co więcej, Derek Carr doprowadził do dwóch strat na rzecz obrony przeciwnika, choć ta do tej pory była dla reszty stawki wodą na młyn w zdobywaniu kolejnych jardów. Całe szczęście w nieszczęściu dla Najeźdźców, że Kansas City Chiefs przegrali z New York Giants (!), ale pomimo straty jedynie dwóch wygranych do pierwszego miejsca w dywizji, taka forma wcale nie gwarantuje przedłużenia sezonu do styczniowych rozgrywek. Przed podopiecznymi Jacka Del Rio sporo pracy, aby z powrotem być konkurencyjną drużyną dla reszty konferencji AFC.

Mocna deklaracja Vikings

Niedzielny mecz z Los Angeles Rams dał Minnesocie okazję do udowodnienia, że rozpoczęcie sezonu bilansem 7-2 wcale nie było przypadkiem lub winą przychylnego kalendarza. W dodatku, Case Keenum nadal walczy o pozycję w zespole po powrocie Teddy’ego Bridgewatera, chcąc przedłużyć swój czas spędzany za centrem Wikingów. Zwycięstwo 24-7 nad jedną z „najgorętszych” drużyn w NFL, to idealny wynik, który potwierdził, że zespół nie potrzebuje żadnych zmian, co więcej, nadal potrafi zaskakiwać.

Keenum zagrał solidne spotkanie i na pewno zapewnił sobie miejsce w pierwszym składzie na kolejny mecz, ale całe przedstawienie zabrał mu Adam Thielen. To kolejny mecz, w którym pokazuje pełen wachlarz swoich umiejętności – pewność i lekkość w odbieraniu podań (tylko jedno opuszczenie piłki przeciwko defensywie Rams uważam za fantastyczny wyczyn!) z nieprzeciętną szybkości i zasięgiem w powietrzu oraz zdolnością do znajdowania przestrzeni.

Zawodnik dysponuje równie imponującą techniką, potrafiąc szybko zmieniać kierunek swojego biegu, przez co jest niezwykle efektywny i efektowny na krótkich ścieżkach.

Tym występem został drugim w historii skrzydłowym Vikings, który w pierwszych 10 meczach złapał 60 podań na łączną odległość 900 jardów. Kim jest ten drugi? Randy Moss z 2003 roku. Thielen jest obiecującą supergwiazdą, która nie została wcześniej właściwie zrekrutowana i poprowadzona. Jego historia wciąż każe przypominać, jak trudna jest ta gra, jak trudną pracą jest scoutowanie i jak nierozsądne jest ignorowanie tego, co widzimy, zwłaszcza gdy najważniejsze jest to co zawodnicy posiadają w swoim „pudełku z wynikami”.

Wracając do samego meczu, Rams to spotkanie rozpoczęli jak zwykle – od przyłożenia w swojej pierwszej serii ofensywnej. Jednak, to czego doświadczyli kibice później nie da się inaczej wytłumaczyć, jak fantastyczną postawą i planem meczowym całego zespołu z Minnesoty. Todd Gurley nie istniał (tylko 37 jardów w 15 biegach), a Jared Goff nie potrafił znaleźć sposobu na zdobycie kolejnych punktów. Po prostu, gospodarze pozbawili przyjezdnych wszelkich atutów.

Z bilansem 8-2 Vikings odseparowali się od Rams w potencjalnej walce o pominięcie pierwszej rundy play-off oraz odskoczyli Lions na różnicę dwóch zwycięstw w NFC North.

Zmiana rozgrywającego w Buffalo – jedna z największych trenerskich pomyłek dekady

Nikt dokładnie nie wie co dzieje się w Buffalo, ale to musi być coś więcej niż tylko „nagły spadek formy”. Informację o zmianie rozgrywającego przyjąłem bardzo sceptycznie, z ironicznym uśmiechem na ustach. Z drugiej strony, Tyrod Taylor potrzebował nagłej motywacji do osiągania lepszych wyników niż te na przestrzeni trzech ostatnich spotkań. Szkoda tylko, że wewnętrzne spory i nieumiejętność Seana McDermotta do poradzenia sobie z kryzysem kosztowały Bills zwycięstwo, które – patrząc na ponowne wejście Taylora na boisko – można było uniknąć

Nathan Peterman prawdopodobnie zaliczył najgorszy debiut w historii NFL. Skuteczność podań poniżej 50%, zaledwie 66 jardów i 5 (!!!) przechwytów – powiedzieć wstyd i żenada, to jak nic nie powiedzieć. Równie gorsze debiuty zaliczali tylko Brandon Weeden w barwach Cleveland Browns w 2012 roku (12/35 skutecznych podań, 118 jardów, 4 przechwyty) oraz David Woodley w barwach Miami Dolphins w 1980 roku (4/15 skutecznych podań, 61 jardów oraz 3 przechwyty). Jak skończyli Ci zawodnicy wszyscy dobrze wiemy i nie lepszą przyszłość wróżę Petermanowi.

Wejście Taylora na boisko było swoistym policzkiem w stronę McDermotta, którego autorytet został solidnie nadszarpnięty, a włodarzom już zaświeciła się czerwona lampka. Z decyzją trenera najprawdopodobniej nie zgodziła się również defensywa, która zbojkotowała mecz wpuszczając aż 57 punktów na rzecz ofensywy Los Angeles Chargers, która – powiedzmy sobie szczerze – do najlepszych nie należy.

Sean McDermott będzie musiał się ostro tłumaczyć przed włodarzami klubu z Buffalo

Sean McDermott będzie musiał się ostro tłumaczyć przed włodarzami klubu z Buffalo

Lions ratują sezon dzięki świetnej drugiej kwarcie

Zarówno w NBA (Bulls-Pistons), NHL (Blackhawks-Red Wings) tak i w NFL, takie rywalizacje, są specjalnymi wydarzeniami dla mieszkańców obu sąsiadujących aglomeracji. Początek należał do bardzo zmotywowanych Bears, którzy szybko objęli prowadzenie 10-0 w pierwszej kwarcie. Jednak już druga odsłona całkowicie odmieniła oblicze spotkania. Matthew Stafford dwukrotnie skutecznie zagrywał do swoich skrzydłowych w pole przyłożeń, a kolejne dołożyła formacja obronna Lwów, po fumble. Dzięki temu do przerwy prowadzili już 21-17.

Taki wynik długo utrzymywał się na tablicy w drugiej połowie. W pewnym momencie Bears zdobyli przyłożenie i odzyskali nadzieję na zwycięstwo. Niestety, ostatnia kwarta pokazała jaką różnicą jest posiadanie w składzie klasowego kopacza. Matt Prater kolejny już raz zademonstrował wysoką klasę i ulokował piłkę w samym środku bramki z 52 jardów. Natomiast Connor Barth w ostatniej minucie meczu, mając możliwość wyrównania wyniku, fatalnie przestrzelił z 46 jardów i to Lions mogli cieszyć się z wygranej 27-24.

Jak ważne to było zagranie pokazał następny dzień. Jak się okazało był to ostatni field-goal Bartha w barwach Niedźwiadków, bo już następnego dnia został zwolniony. Detroit z wynikiem 6-4 pozostają w walce o play-off. Dla Chicago porażka jest przysłowiowym „gwoździem do trumny”, gdyż z bilansem 3-7 jeszcze nigdy w historii ligi nie udało się awansować do postseason.

Hubert Domański

Czas sprawdzić Paxtona…

Taki sam cel jaki Bears mieli przed sobą, miały również drużyny Broncos i Bengals, które spotkały się na Mile High w Denver. Obie ekipy zawodzące swoich sympatyków z bilansem 3-6, chciały koniecznie uniknąć kolejnej porażki, statystycznie eliminującej z większych planów na ten sezon. Udało się to zawodnikom z Cincinnati, którzy pokonali gospodarzy 20-17. Drużyna z Denver posiadała przewagę na boisku przez większość czasu gry, dużo częściej była w posiadaniu piłki i ogólnie zdobyła 340 jardów. Liczy się jednak skuteczność, a tutaj górą byli goście. Co prawda, mieli problemy w ofensywie, jak to często już w tym sezonie bywało, gdyż zdobyli tylko 190 jardów, ale dzięki dobrej grze w defensywie w kluczowych momentach, utrzymywali ciągły kontakt punktowy z Broncos. Wreszcie popisał się też QB Andy Dalton, który wszystkie 3 podania na przyłożenia zdobył przy trzecich próbach, pod presją, co było zawsze jego „piętą Achillesową”. Bengals po serii trzech wyjazdów wracają do Cincinnati z bilansem 4-6, Broncos pozostają outsiderem AFC West z wynikiem 3-7.

Przy okazji, był to ostatni mecz Brocka Osweilera, który – co zostało już potwierdzone – w następnym spotkaniu zostanie zmieniony przez Paxtona Lyncha. Będzie to trzeci rozgrywający w Denver na przestrzeni całego sezonu… Czy tym razem bardziej skuteczny?

Hubert Domański

We Dem Eagles

Stało się w zasadzie to, czego niemal każdy fan NFL mógł się spodziewać. Eagles pokonali osłabionych Cowboys na ich własnym terenie i pokazali, kto tak naprawdę rządzi w NFC East. Ofensywa Cowboys została rozmontowane przez zawieszenie Elliotta i przede wszystkim kontuzję Tyrona Smitha, który w drugim meczu nie może zostać godnie zastąpiony. Po zeszłotygodniowych „popisach” (6 wpuszczonych sacków) Greena zastąpił Byron Bell i on także nie zapewnił bezpieczeństwa i komfortu pracy Prescottowi. Jeżeli Smith nie wyzdrowieje do następnego spotkania, Cowboys po raz kolejny będą musieli grać z potężną dziurą w ofensywnym murze.

Po pierwszej połowie kibice gospodarzy mogli mieć nadzieję, że spotkanie może jednak ułoży się po ich myśli. Eagles przespali pierwsze 30 minut i do szatni schodzili przegrywając 7:9. W trzeciej kwarcie zobaczyliśmy inny zespół – Eagles zarówno w obronie jak i w ataku nie dali szans Kowbojom. Warto zwrócić uwagę na biegaczy z Philly, wśród których prym wiedzie nowy nabytek, Jay Ajayi, który w zaledwie 7 próbach wybiegał 91 jardów, a do tego dołożył 10 jardów górą. Swoje zrobili także LeGarette Blount, Corey Clement i Kenjon Barner – ostatnia dwójka meldowała się w redzone. Obecność tylu pewnych punktów w drużynie na pewno napawa optymizmem.

Cowboys po przyzwoitym początku pikują w dół. Z meczu na mecz sprawy w Dallas mają się coraz gorzej i bardzo ciężko będzie im wydłużyć ten sezon o spotkania w styczniu. Eagles natomiast już mogą rozsiadać się powoli w fotelu zwycięzcy NFC East. Oczywiście nie chcę zapeszać, ale musiała by się wydarzyć katastrofa, żeby Orły nie wylądowały w playoffach, a Wentz nie był brany pod uwagę przy wyłanianiu MVP.

Kuba Tłuczek

Nikt się nie spodziewa nowoorleańskiej inkwizycji

W Nowym Orleanie na 3 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry sytuacja wydawała się dosyć jasna. Redskins prowadzili 31:16, czyli nie dość że Saints musieliby zdobyć dwa przyłożenia, to jeszcze musieliby jedno z nich podwyższyć za 2 pkt. Redskins do tej pory grali naprawdę równe, dobre zawody. Rookie Samaje Perine zdobył 117 jardów okraszone przyłożeniem, a na grę Kirka Cousinsa moglibyśmy patrzeć w nieskończoność. W odległej aglomeracji waszyngtońskiej wszyscy już oswajali się z myślą że Redskins poprawią swój bilans do 5-5 i nadal będą w grze o dziką kartę.

Drew Brees nie za bardzo się tym przejął, wyszedł na boisko i po prostu zrobił to, co do niego należało. Dwa perfekcyjnie rozegrane drive’y, bezbłędne 2-point conversion i zwycięzcę tego spotkania musiała wyłonić dogrywka. W niej, podobnie jak w całym meczu, popisali się biegacze z Nowego Orleanu. Alvin Kamara i Mark Ingram łącznie zdobyli 271 jardów i 2 przyłożenia.

Saints odnoszą ósme zwycięstwo z rzędu, rządząc i dzieląc w NFC South. Za tydzień czeka ich bardzo ciężki pojedynek z będącymi również na fali LA Rams – pamiętajcie żeby w nadchodzący weekend zwrócić szczególną uwagę na to spotkanie. Redskins natomiast po ciekawym, poprawnym spotkaniu muszą przełknąć gorycz porażki, przegrupować się i walczyć z Giants o ważne zwycięstwo w dywizji.

Kuba Tłuczek

Wyniki wszystkich spotkań 11. kolejki:

Thursday Night Football
Steelers 40, Cardinals 17

Niedziela
Texans 31, Cardinals 21
Ravens 23, Packers 0
Lions 27, Bears 24
Jaguars 19, Browns 7
Giants 12, Chiefs 9 (po dogrywce)
Vikings 24, Rams 7
Buccaneers 30, Dolphins 20
Saints 34, Redskins 31 (po dogrywce)
Chargers 54, Bills 24
Bengals 20, Broncos 17
Patriots 33, Raiders 8
Eagles 37, Cowboys 9

Monday Night Football
Falcons 34, Seahawks 31

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

Dodaj komentarz