NFL 2017: Podsumowanie 9. kolejki

nfl-logo

Po dziewiątej kolejce niemal wszyscy jednym gestem kładą rękę na kandydaturę Carsona Wentza jako głównego pretendenta do nagrody MVP sezonu. Los Angeles Rams powoli przekonują wszystkich co do ich ambicji dotyczących awansu do postseason, a Dallas Cowboys starają się rosnąć w siłę po obu stronach piłki.

Dziewiąty tydzień w NFL nie obfitował w pojedynki zespołów z głównych stron gazet, jednak granica pomiędzy zespołami aspirującymi, a pretendentami do najwyższych ligowych celów zdaje się być coraz bardziej wyraźna. Poza tym, w przeciwieństwie do ostatnich tygodni, na szczęście nie byliśmy świadkami druzgocących kontuzji, które mogłyby jeszcze bardziej odbić się na jakości poszczególnych drużyn.

Potwierdzona legitymizacja ambicji Rams

Takie Los Angeles Rams to uzasadniony pretendent, z mocnymi argumentami, do wygrania wyścigu do fazy play-off w konkurencyjnej konferencji NFC. Przelecieli niemalże cały kraj, aby stawić się w Nowym Jorku i całkowicie zdominować Giants, ba, pobawić się z nimi! Pamiętacie tę godną pożałowania grę ofensywną Baranów sprzed roku? Ja też nie… Jared Goff zagrał wybornie, podobnie jak Todd Gurley, który zasługuje na uznanie przy rozdawaniu nagród MVP. Pod okiem Seana McVay’a niesamowicie rozwinął swoją grę, szczególnie w akcjach podaniowych. Były koordynator ataku Redskins, znalazł sposób, aby wykorzystać wszystkie atuty drzemiące w możliwościach tej drużyny, dzięki czemu ten „organizm” stał się znacznie trudniejszy do rozgryzienia przez przeciwników, zdolna do kreowania efektownych i efektywnych zagrań. Potrafił stworzyć rzadką kombinację rozgrywającego, coachingu, młodości, głębi i czystego, ofensywnego talentu.

Mówiąc o najbardziej wartościowym zawodniku w tym spotkaniu, to znów muszę wymienić defensywnego liniowego Aarona Donalda, który ponownie dominował i liderował kolegom.

„MVP, MVP, MVP!”

W meczu, w którym Broncos absolutnie musieli walczyć o zwycięstwo, Eagles nie pozostawili na nich suchej nitki. Z drugiej strony, można się było tego spodziewać – Brock Osweiler nie miał prawa zrobić z ofensywą nic więcej niż jego poprzednik, podczas gdy ta ma więcej problemów niż tylko pozycja rozgrywającego. Co jednak bardziej zaskakujące i imponujące, to fakt, że ofensywa z Filadelfii potrafiła być tak zabójczo skuteczna w starciu z jedną z najlepszych defensyw ligi, nawet bez Zacha Ertza, ulubionego celu Carsona Wentza.

Wentz posiada wszelkie atuty fizyczne, których poszukuje się u gwiazdorskich rozgrywających. Jednak to, o czym zazwyczaj zapominamy pisać, to jego progres w zachowaniach jeszcze przed snapem, na linii wznowienia akcji, w diagnozowaniu formacji obronnej i identyfikacji jego odczytów podczas gry. Taka wygrana na korzyść Orłów to także świetna okazja na przystosowanie się Jay’a Ajayi do swojej nowej drużyny. Orły mają teraz bardzo zróżnicowane zaplecze, którym Wentz powinien po mistrzowsku zarządzać.

Cowboys na fali wznoszącej

Większość z nas spodziewała się wysokiej punktacji w Dallas. Z pewnością nie było tak na początku, ponieważ Cowboys wyglądali tak, jakby do przerwy mieli prowadzić 7-3. Jednak potem Dak Prescott wdrapał się do strefy punktowej, aby prawdopodobnie zakończyć pierwszą połowę gry. Prawdopodobnie, bo Alex Smith zdążył jeszcze wykonać „naiwne” podanie do Tyreka Hilla, które – o dziwo – udało się skutecznie wyegzekwować, po tym jak, zaskakująco łatwo, ominął defensorów.

Jednak niech ta akcja nie definiuje całej gry obronnej Kowbojów w tym meczu. Prawda jest taka, że defensywa poczyniła wyraźny postęp na przestrzeni minionych dziewięciu tygodni, podobnie jak ta z Nowe Anglii. Przez całą pierwszą połowę Chiefs zdołali wybiegać jedynie 20 jardów, a sam Kareem Hunt, przez całe spotkanie, zanotował zaledwie 37 jardów! Obrona z czasów kontuzjowanego Seana Lee vs. z nim w składzie, to nadal taka róznica jak pomiędzy dniem a nocą, ale fakt jest taki, że Lee jest już zdrowy i jest w dobrej formie.

Z tygodnia na tydzień niezłomnie poprawia się też młode secondary, a i pass rush w wykonaniu tej drużyny może zaczynać robić wrażenie na przeciwnikach. DeMarcus Lawrence jest zdolny do prezentowania wysokiej formy przez cały rok, ale odkąd David Irving, niezwykle utalentowany młody człowiek, powrócił z odbytej kary zawieszania, Dallas zaczynają docierać do rozgrywających bez konieczności blitzowania, czyli tak jak życzy sobie tego Rod Marinelli.

Tymczasem Dak Prescott jest lepszy niż kiedykolwiek, a linia ofensywna Cowboys wygląda tak, jak przed rokiem. Równie obiecujący występ zanotowali Terrance Williams oraz Cole Beasley. Jak pokazała niedziela, atak Cowboys zaczyna być coraz bardziej zrównoważony i zdolny do generowania zysków powyżej 350 jardów. Ze sposobem, w jaki grają w obronie, jeśli kontuzja kostki Deza Bryanta nie jest zbyt poważna, a Ezekiel Elliott może uniknąć zawieszenia, Dallas mogą wrócić z dalekiej podróży na właściwe tory.

AFC South, czyli bitwa o byt już tylko dwóch drużyn

Dywizja, która była gotowa do zdobycia zaledwie kilka tygodni temu, teraz ma tylko dwóch realistycznych pretendentów. A to w obliczu wiadomości, które zakomunikowały nam, że ani Andrew Luck, ani Deshaun Watson juz w tym roku nie zagrają. Jeszcze kilka dni temu nikt nie powiedziałby, że Indianapolis Colts są w stanie pokonać tak prezentujące się Texans, a jednak, tak stało się w miniony weekend. Mimo wszystko, Colts nadal okupują ostatnie miejsce, a Jacoby Brissett nie jest w stanie podjąć walki o wyższe miejsca posiadając defensywę, która przepuszcza największą ilość jardów w całej lidze. Tymczasem Tom Savage zrobił wszystko, aby jeszcze bardziej uwidocznić brak Watsona za centrem, kompletując zaledwie 43% swoich wszystkich podań. Tylko jedno przyłożenie, podczas gdy w pięciu ostatnich występach ich minimum zdobytych punktów wynosiło 33, to najlepsze zobrazowanie problemu.

Z Tennesee Titans oraz Jacksonville Jaguars, okupującymi dwa pierwsze miejsca z bilansem 5-3, każe przypuszczać, że przyszłość AFC South rozegra się w siedemnastym tygodniu rozgrywek, kiedy do pojedynku staną naprzeciw siebie właśnie te dwie drużyny.

Czy Jaguars wykorzystają szansę po kontuzjach Lucka oraz Watsona?

Czy Jaguars wykorzystają szansę po kontuzjach Lucka oraz Watsona?

Skoro poruszyłem już temat Jaguarów to warto i ich pracę docenić. Nawet bez L. Fournette – którego zabrakło z powodu naruszenia zasad klubu, czyli nie stawienia się na wspólnej sesji zdjęciowej na początku tygodnia – potrafili kontynuować swoją skuteczną kampanię. Tym razem miało to miejsce przeciwko Cincinnati Bengals, którzy w tym roku, umówmy się, nie są wymagającym rywalem. Końcowy wynik 23-7 idealnie obrazuje całą historię tego spotkania – całkowita dominacja Jacksonville w każdy możliwy sposób.

Blake Bortles rozpoczął od mocnego uderzenia, kompletując 14 z 19 wyegzekwowanych podań, co dało szybkie i łatwe prowadzenie 10:0. To tylko napędziło ich kolejne ataki, bo na przestrzeni całego spotkania rozgrywający Jaguars nie rzucił żadnego przechwytu, a defensywa trzymała Andy’ego Daltona na dystans od swojego pola punktowego, nie pozwalając mu zapunktować (zdobyli jedynie 136 jardów). Jedyne co spowodowało, że o tej rywalizacji mówi się głośno to sytuacja, której nie chcemy być więcej świadkami:

Zaklinanie rzeczywistości w Seattle

Po pladze kontuzji, które tylko pogłębiły istniejące już problemy w drużynie z Waszyngtonu, przed meczem wszyscy widzieli oczami wyobraźni gładkie zwycięstwo gospodarzy. Nic z tych rzeczy. Kombinacja niepotrzebnych naruszeń przepisów, kosztownych błędów Russella Wilsona oraz brak skupienia w obronie w najważniejszym momencie meczu – całkowicie odwróciło losy spotkania.

To podanie było na wagę sensacyjnego zwycięstwa zespołu prowadzonego przez Kirka Cousinsa. Choć to spotkanie nie miało prawa być tak dwustronne kosztem Jastrzębi. Ofensywa z Seattle wygenerowała ok. 200 jardów więcej, a Redskins próbowali atakować bez swoich trzech podstawowych zawodników na linii ofensywnej. To doprowadziło do sześciu sacków „Legion of Boom”! Niestety, z drugiej strony oglądaliśmy dwa przechwyty Wilsona i 16 przewinień, które kosztowały „12” 138 jardów i to zadecydowało o takim, a nie innym obrazie gry. Z bilansem 5-3 Seahawks znajdują się jeden mecz za Los Angeles Rams w NFC West… Wow.

Jedna kwarta Falcons

Po pierwszej kwarcie niedzielnego meczu z Carolina Panthers mogliśmy otwarcie oznajmić, że zeszłoroczny mistrz konferencji NFC nareszcie odnalazł swoją tożsamość (wygrywali wówczas 10:0). Jednakże rywalizowali z drużyną, która również przeżywa kryzys, szczególnie w formacji ofensywnej, gdzie niedawno pozbyli się jednej z kluczowych broni – Kelvina Benjamina. Po pierwszych minutach wszystkie znaki na niebie i ziemi zdawały się opowiadać za zespołem gości, którzy gładko radzili sobie z przeciwnikiem.

Niestety, później Sokoły wróciły do swojej dyspozycji z ostatnich tygodni kalecząc swój dotychczasowy występ. W samej drugiej kwarcie dwukrotnie stracili piłkę na rzecz gospodarzy. Pierwszy raz po zatrzymaniu biegu D. Freemana przy czwartej próbie, a drugi po okropnym przechwycie byłego MVP ligi. Przeciwnicy wykorzystali to bezlitośnie, zdobywając dwa przyłożenia.

W drugiej połowie Atlanta nie potrafiła wrócić na właściwe tory. Poza 92-jardowej serii ofensywnej w ostatnich minutach czwartej kwarty, przez resztę czasu potrafili zdobyć łącznie 46… To brutalna rzeczywistość dla drużyny, która dopiero co wróciła z tygodniowej przerwy, po której powinno wglądać się znacznie lepiej.

Co jeszcze, czyli krótki przegląd pola:

  • Jay Cutler wyglądał dobrze. Było dużo wzlotów i upadków, ale był dokładny, nie popełniał błędów i miałby jeszcze więcej jardów na swoim koncie, gdyby nie te wszystkie flagi. To wszystko jednak przeciwko słabej obronie.
  • Julius Thomas, DeVante Parker i Jarvis Landry równomiernie rozdzielali między sobą role, a gdy Landry złapał krótkie podanie na przyłożenie, pozostali dwaj wykazali się umiejętnościami kreowania akcji. Parker wyglądał na w pełni sprawnego po powrocie, po wyleczeniu kontuzji kostki.
  • Kenyan Drake zaprezentował się solidnie biegając z piłką, a także złapał sześć podań na 35 jardów. Natomiast Damien Williams miał sześć chwytów na 47 jardów, ale wygląda na tak chytrego jak jego konkurent, chociaż obaj dzielili akcje dość równomiernie. Ciężko stwierdzić, który przejmie pieczę po Ajayi, lecz osobiście kierowałbym się w stronę Drake’a.
  • Derek Carr grał wystarczająco dobrze, ale padł ofiarą niektórych niezłapanych podań. Najbardziej efektowna akcja to 44-jardowe podanie do Johnny’ego Holtona. Z pozostałych tylko Jared Cook zrobił coś więcej łapiąc 8 podań na 126 jardów. Amari Cooper złapał ich dziewięć, a Crabtree zaledwie cztery. Za to Marshawn Lynch zdobył dwa przyłożenia będąc blisko strefy punktowej!

  • Blair Walsh nie potrafił wykorzystać żadnej ze swoich prób kopnięcia piłki na bramkę z pola, co znów kosztowało drużynę z Seattle przegraną. Byłbym zaskoczony, jeśli nie zostałby na dniach zwolniony…
  • Dobry występ ma za sobą Jeremy Maclin, który może nie miał wiele okazji do wykazania się po powrocie po kontuzji, ale zadeklarował, że nadal będzie pierwszym skrzydłowym w drużynie. Jego konkurencja nie zagroziła jego pozycji w żaden sposób. Mike Wallace zdobył przyłożenie w końcówce, ale na przestrzeni całego spotkania nie zrobił niczego nadzwyczajnego. Ofensywa starała się więcej angażować Bresharda Perrimana (siedem podań), ale bez większych sukcesów.

Wyniki wszystkich spotkań 9. kolejki

Thursday Night Football
Jets 34, Bills 21

Niedziela
Panthers 20, Falcons 17
Titans 23, Ravens 20
Jaguars 23, Bengals 7
Eagles 51, Broncos 23
Colts 20, Texans 14
Rams 51, Giants 17
Saints 30, Buccaneers 10
Cardinals 20, 49ers 10
Redskins 17, Seahawks 14
Cowboys 28, Chiefs 17
Oakland 27, Miami 24

Monday Night Football
Detroit 30, Green Bay 17

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

10 Responses to NFL 2017: Podsumowanie 9. kolejki

  1. Baran pisze:

    O brawo W końcu przestano nazywać Rams Bawołami 🙂

  2. monki pisze:

    „Blair Walsh nie potrafił wykorzystać aż field-goali, co znów kosztowało drużynę z Seattle przegraną. Byłbym zaskoczony, jeśli nie zostałby na dniach zwolniony…”

    Autor zapomniał wpisać ilość tych field-goali 🙂

    • Kuba Kaczmarek Kuba Kaczmarek pisze:

      Fakt 😉 Miałem jeszcze się upewnić i sam zapomniałem, że w taki sposób sformułowałem zdanie 😛 Wszystko przez to, że nie trafił żadnego i byłem pewien, że tak to ująłem 😛 Ale dzięki za czujne oko, poprawione 😉

  3. jajko pisze:

    seahawks to nie jastrzębie a rybołowy 😉

    The osprey (Pandion haliaetus) — also called sea hawk, river hawk, and fish hawk

    • Kuba Kaczmarek Kuba Kaczmarek pisze:

      Ciekawa interpretacja 😉 W żaden sposób nie chcemy narzucać spolszczonych nazw drużyn, jednak wydaje mi się, że „Jastrzębie” tak przyjęły się w polskim środowisku. Chociażby dlatego, że w taki sposób nazywa się polski odpowiednik – Seahawks Gdynia 🙂

    • DexterLuthor pisze:

      Fakt Seahawk to rybołów ale ekipa z Seattle ma pseudonim The Hawks czyli jastrzębie a nawet sokoły….wg google 🙂 Jak zwał tak zwał ale wiadomo o kogo chodzi.

      • jajko pisze:

        Może tak w skrócie mówią….Hawks są w Atlancie (NBA) 😉 …Seattle to typowo portowe miasto (jak Gdynia) więc pewnie więcej tam morskich jastrzębi aniżeli tych lądowych 😉

  4. kaliber pisze:

    Ciekawe, że AJ Green nie dostał zawieszenia za ten boks i w niedzielę normalnie zagra w Nashville.

    • Kuba Kaczmarek Kuba Kaczmarek pisze:

      Szczególnie, że zawieszenie dostał Mike Evans, a ich zachowania były bardzo podobne pod względem nadmiernej reakcji… Ale o tym już nie raz pisałem, że Liga ma ogromny problem z interpretacją niesportowych zachowań i wyciąganiem wniosków…

Dodaj komentarz