NFL 2017: Eagles nadal na czele, hit kolejki spełnił oczekiwania

nfl logo

Philadelphia Eagles nadal na szczycie, podczas gdy New Orleans Saints znaleźli pogromcę. Browns kontynuują haniebną historię, Jaguars nie mają planu B, Chiefs stoją w miejscu, a DeAndre Hopkins walczy o przetrwanie.

Ostatnia niedziela listopada z NFL obfitowała w spotkania okrutnie nieatrakcyjne po naprawdę magiczne, wywołując nie małe rumieńce na twarzach zapalonych fanów. W momencie kiedy kibice już wyleczyli swojego kaca wywołanego z okazji Dnia Święta Dziękczynienia, Chicago Bears wyglądali jakby nadal mieli ciężkie żołądki, czego nie można powiedzieć o Eagles. Zawodnicy już tak przyzwyczaili się do wygrywania, że na ławce rezerwowych zaczęli grać w „kółko i krzyżyk”. W tym samym czasie Chiefs postanowili zostać „dobrymi” gospodarzami dla swojego rywala – który jeszcze przed tygodniem przegrał w dramatycznych okolicznościach 24-54 – dzięki czemu McDermott i Bills nadal mają swój los we własnych rękach. Po pierwszej dawce różnorodnych emocji, byliśmy świadkami poważnej bójki w Oakland, siódmego zwycięstwa z rzędu New England Patriots oraz obronę pierwszego miejsca w NFC West przez Los Angeles Rams w hicie kolejki.

Philadelphia blues

Nikt nie spodziewał się, że Chicago Bears, którzy do tej pory wygrali trzy spotkania, przyjadą do Miasta Braterskiej Miłości i będą konkurencją dla niekwestionowanej, najlepszej drużyny konferencji NFC. Jednakże pierwsza połowa w wykonaniu przyjezdnych okazała się nieprzewidzianym horrorem.

Po pierwszych dwóch kwartach przegrywali aż 0-24, mając na koncie 33 jardy przy 273 przeciwnika. Co więcej, nie zdobyli żadnej pierwszej próby, podczas gdy gospodarze mieli ich na swoim koncie 16! To właśnie ten brak konkurencyjności ostatecznie doprowadził do porażki 3-31 i tylko napędza amerykańskich dziennikarzy do dalszych spekulacji o przyszłości Johna Foxa.

Natomiast Eagles nadal utrzymują pozycję najlepszej drużyny w lidze i to nie tylko przez wzgląd na ich niemal perfekcyjny bilans (10-1), ale sposób w jaki wykorzystują błędy swojego przeciwnika, karcąc go kolejnymi przyłożeniami. Na tę chwilę ciężko doszukać się ich jakiekolwiek słabości, co jednak nie oznacza, że są nie do pokonania. Aktualnie dysponują trzecią w stawce ofensywą, czwartą obroną oraz jedenastą formacją specjalną – taki bilans gwarantuje wysoką pozycję.

Problemy secondary z Nowego Orleanu

Starcie Saints z Los Angeles Rams zapowiadane było jako wielki hit 12. kolejki i… tak właśnie było. Święci przegrali tę batalię o jedno posiadanie, przez co spadli na czwarte miejsce w konferencji, lecz zawodnicy nie musieli opuszczać murawy z zawieszonymi głowami. W końcówce zdobyli przyłożenie, które utrzymywało ich w grze o zwycięstwo, a o przegranej zadecydowała strata piłki przy onside kicku. Wszystko to bez dwóch podstawowych cornerbacków, których stratę nie byłoby widać, gdyby nie jeden zawodnik.

Przez większość sezonu wszyscy zachwycamy się nad wyczynami debiutującego Marshona Lattimore’a, zapominając, że to nie on sam decyduje o jakości drugiej linii obrony. Oczywiście, od razu zachwycił i wywarł ogromny wpływ na ogólną postawę formacji, co nie zdarza się często na tej pozycji u tak młodych, niedoświadczonych zawodników (a jeśli tak się dzieje, to są wyjątkowi). Zgodnie z danymi Sports Info Solutions z Football Outsiders, Lattimore zajmuje ósme miejsce (na 66. pozycji) w ilości straconych jardów przy podaniach w jego stronę oraz 28. w ogólnym rozrachunku. Jednakże, jego kolega z drużyny, Ken Crawley – wolny agent przez brak wyboru w Drafcie 2016 – jest jeszcze lepszy w tych statystykach (szóste oraz czwarte miejsce). Tym razem, nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ żaden z nich nie zagrał w jednym z najważniejszych meczów w sezonie regularnym.

Decyzją trenera, jednym z zastępców został De’Vante Harris (kolejny gracz niewybrany w Drafcie z 2016 roku), który przez cały okres swojej gry był odpowiedzialny za krycie Sammy’ego Watkinsa. Ten, powiedzmy sobie szczerze, nie zachwyca w tegorocznych rozgrywkach. Jednakże, tego dnia zagrał swój najlepszy mecz. Już na początku spotkania, przy pierwszej akcji punktowej Rams, pokonał Harrisa na ścieżce typu slant jak pierwszoroczniaka ostatniego sortu.

Nie ujmujmy jednak Baranom, którzy są bardzo dobrze zrównoważonym zespołem, a Sean McVay’owi – który jeszcze na konferencjach przedmeczowych mówił: „Przygotowanie planu meczowego na Saints jest katorżniczą pracą.” – udało się uwypuklić wady przeciwnika odkupując winy ze starcia przeciwko Vikings. Saints mogą być zadowoleni, że zdołali być tak dużą konkurencją dla imponujących Rams, pomimo swoich braków, bo żadne drzwi przed nimi się nie zamykają.

„Arrowhead” tylko z nazwy, czyli problemy w Kansas City

Sezon 2017 to istne szaleństwo, lecz jeszcze na jego początku jedyną „stałą” byli Chiefs. Teraz nawet tego nie mamy. Po genialnym starcie, pięciu kolejnych zwycięstw z rzędu, nagle coś się zacięło i w sześciu kolejnych spotkaniach wygrali tylko raz (przegrywając, m.in. z Giants, którzy już stracili szansę na play-offs). Nic już nie pozostało z tej mocno naładowanej (niemal przeładowanej) formacji ofensywnej, która generowała masowe ilości wielojardowych akcji, specjalizująca się w dezorientowaniu przeciwnika oraz wyróżniająca się kreatywnością. Ich gra biegowa, która w pierwszym meczu sezonu przemieliła New England Patriots, praktycznie nie istnieje przez brak bloków w linii ofensywnej oraz mniejszą dynamikę biegów Kareema Hunta, który powoli traci wiarę w swoje umiejętności. Przeciwko Buffalo Bills (obronie, która pozwoliła Saints wygenerować 300 jardów samymi biegami) zdołał zdobyć zaledwie 17 jardów w 11 biegach. Lepszy od niego był nawet Alex Smith, który zdobył ich 35 przy pięciu próbach.

Skoro już mowa o rozgrywającym – na początku sezonu był w samej czołówce w klasyfikacji średnich zdobywanych jardów co podanie. W trzech z czterech ostatnich występach jego średnio wynosi już poniżej siedmiu jardów, a w dwóch ostatnich nawet poniżej sześciu. Ten ofensywny marazm zdaje się nie mieć końca, a w dywizji już czują oddech Los Angeles Chargers na swoich plecach.

Phillip Rivers wraz ze swoimi kompanami rozprawili się z Cowboys niczym prawdziwy weterani. Rozgrywający średnio zdobywał ponad 13 jardów przy swoich podaniach, pokazując swoim odpowiednikom z AFC West, iż to on jest teraz najlepszy w profesji. Nie muszę chyba mówić, co będzie działo się za dwa tygodnie, kiedy te obie ekipy spotkają się ze sobą w Kansas City 😉

Życie w ciągłym biegu bez planu B

Tegoroczna historia Jacksonville Jaguars to jedna z najzabawniejszych historii 2017 roku. Zespół zbudowany na zabawnej obronie, składającej się głównie z młodych graczy i wolnych agentów typu premium, którzy odpowiadają za ofensywę skupioną wokół „żółtodzioba”. Do momentu kiedy to działało było wspaniale. Jednakże, kiedy formuła zaczęła się wyczerpywać – Jaguary wpadły w kłopoty. Dokładnie to stało się w starciu z Arizoną Cardinals, kiedy to przez większość meczu musieli gonić wynik (13-0, 16-3 i 24-17). Co więcej, udawało im się to, ale nigdy nie wrócili na tyle, by uzyskać wygodną przewagę. Ich jedyna przewaga (17-16) była wynikiem 10-jardowej akcji biegowej Yannicka Ngakoue (byłego Kardynała) po fumble na przeciwniku i została zniweczona już w następnej serii ofensywnej gospodarzy.

Ci całkowicie pozbawili przyjezdnych największego atutu – gry biegowej. Leonard Fournette próbował przedzierać się przez linię wznowienia akcji 12 razy, ale wyprodukował jedynie 25 jardów. Jego obowiązki zaczął więc przejmować Blake Bortles, który zdobył po swoich biegach aż 62 jardy i dwa przyłożenia! Jednak jego zdolność do podtrzymywania równie skutecznej gry podaniowej, to już inna „para kaloszy”. Średnia zdobycz 4,8 jardów na rzut oraz przechwyt w najważniejszym momencie, to statystyki okaleczające jego „przyziemny” dorobek.

Porażka niczego jeszcze nie pozbawia, ponieważ ekipa z Jacksonville nadal ma ponad 97% szans na awans do fazy play-off.

Walka Ravens z przeznaczniem

Baltimore Ravens mogą skończyć w fazie play-off, ale jeśli do tego dojdzie, będzie to mocno naciągnięty sukces. Argumentem Kruków może być defensywa, która gra na godnym poziomie wyrobionej przed laty elitarnej marki. Jak powiedział po meczu Terrell Suggs (linebacker Ravens): „To jest Baltimore. To organizacja stworzona przez Raya Lewisa. Nie zamierzamy zapomnieć o Edzie Reedzie. Ten zespół został zbudowany na obronie.” Tak jest i dziś. Formacja defensywna pomaga ofensywie, prowadzonej przez rozgrywającego, który gra zdecydowanie poniżej średniej. Dobrą wiadomością dla fanów Ravens jest to, że mogą ślepo ufać i zakładać, że gdy tylko przyjdzie im grać w fazie play-off, Joe Flacco nagle się obudzi.

Jedenaście gier w sezonie regularnym nie dało żadnego realnego dowodu na to, by mogło być inaczej, a poniedziałkowe zwycięstwo nad Teksańczykami, zakończyło się brzydkim finałem na oczach zaskakująco cichego, rodzinnego Baltimore. Flacco przeciwstawił się Tomowi Savage’owi i, szczerze mówiąc, nieprzyjemnie było to oglądać. Jego gra zawsze była oparta na egzekwowaniu podań w głąb pola. Aktualnie nie ma już takiej dokładności – być może ze względów zdrowotnych – i nie ma też odpowiedniego arsenału, by móc kontynuować taki styl. Mike Wallace nie jest rozwiązaniem. Najbardziej ekscytującą rzeczą ofensywy ze stanu Maryland jest Alex Collins, który w 16 biegach zdobył 60 jardów i przyłożenie, ale jeśli to jedyna rzecz, z której można się cieszyć, to problem tej formacji jest ogromny.

Na szczęście obrona w Baltimore jest nadal zabójcza. Jimmy Smith został w poniedziałek przyćmiony przez DeAndre’a Hopkinsa, ale do tej pory miał świetny sezon. Dodatkowo, z odrodzonym Brandonem Carrem oraz nieśmiertelnym Eric’iem Weddle – druga linia obrony jest wciąż niebezpieczna. No i wspominany już wcześniej Suggs…

Czy nadal możemy coś zauważyć z legendarnego zespołu z 2012 roku? Albo chociażby oczekiwać, że jeszcze powróci? Świetna defensywa, która jest w stanie ciągnąć wątpliwy zespół w wyścigu o fazę play-off, jednocześnie trzymając kciuki i krzyżować palce, że ofensywa jest w stanie wygrywać. Problem w tym, że wciąż żyjemy tym przestarzałym poglądem, wierząc, że Kruki są w stanie magicznie wrócić na ten poziom. Ale nie ma już Ray’a Rice’a i Anquana Boldina, którzy byli w stanie przywrócić drużynę do życia i podtrzymywać swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami.

Monday Night Football tak naprawdę należał do DeAndre Hopkinsa. Zawodnika, który był wybrany przez Teksańczyków, aby wspomagał ówczesnego lidera skrzydłowych – Andre Johnsona. Jego szybkie odejście sprawiło, że Hopkins wskoczył na jego miejsce szybciej niż wszyscy się spodziewali. Dopiero niedawno dostaliśmy moment, w którym mogliśmy oglądać jak odbiera piłki od wysoko jakościowego rozgrywającego, jakim był DeShone Watson, który pomógł odzyskać mu entuzjazm z grania w futbol. Teraz znów zależy od Toma Savage, który być może jest lepszy od Brocka Osweilera i Briana Hoyera, ale na pewno nie sięga wyższej półki. Pomimo tego, Hopkins nadal znajduje sposób na przetrwanie. Łapiąc 39-jardowe podanie w czwartej kwarcie przekroczył barierę 100 jardów, co zapewniło mu najlepszy wynik w pierwszych pięciu sezonach od czasu… Andre Johnsona.

Po tym podaniu przekroczył również barierę 400 jardów w tym sezonie, licząc tylko… czwarte kwarty. Pojedyncze krycie w przypadku tego zawodnika, to woda na jego młyn. Hopkins w tym sezonie jest niesamowity, często sam utrzymując ataki dzięki wielojardowym zdobyczom. Pomimo, że w ligowej stawce ma jedno z najtrudniejszych zadań, aby jednocześnie pomagać drużynie i dbać o własny wizerunek. Jeśli oglądaliście MNF to wiecie, jak bardzo był szkalowany przez obronę. W pewnym momencie wyglądał jak komiksowa wersja kogoś, kto został zaatakowany przez duże zwierzę.

hopkins

Co jeszcze działo się w 12. kolejce?

  • Jeszcze rok temu Adam Gase występował w roli Seana McVay’a, jako najmłodszy trener w lidze, który odpowiednim podejściem do zawodników stworzył szatnię, która cieszyła się z tego, że gra w futbol. Te czasy już minęły, a kibice prawie o nich zapomnieli. Zawodnicy, którzy powinni wspiąć się na kolejny szczebel swoich możliwości nie tylko tego nie zrobili, ale go obniżyli. Dla Patriots byli bez istotnym tłem, o którym nikt nie będzie pamiętał…
  • Czy to początek Jimmy’ego Garoppolo w San Francisco 49ers? C.J. Beathard w starciu z Seahawks doznał kontuzji, która wykluczyła go uczestniczenia w dalszej części gry, co pozwoliło zaprezentować się byłemu zawodnikowi New England Patriots. Wynik? Dwa udane podania z rzędu oraz przyłożenie gwarantujące honorowe punkty, po niczego sobie akcji.

  • Browns kontynuują haniebną historię. Hue Jackson staje się twórcą drużyny, która jako pierwsza w historii, w dwóch z rzędu sezonach, sięga bilansu 0-13, a od 26 spotkań zdołał zwyciężyć… raz.
  • Aqib Talib i Michael Crabtree zawieszeni na dwa spotkania, po swoim pojedynku bokserskim:

  • Mohamed Sanu – rozgrywający od zadań specjalnych. Kto by się spodziewał, że Julio Jones zdobędzie swoje drugie przyłożenie dopiero w 11. kolejce… Więcej, kto by się spodziewał, że będzie to po podaniu skrzydłowego?! Sanu w swojej karierze takich podań ma aż trzy, a w sumie wykonał ich sześć na łączną odległość 228 jardów, dzięki czemu jego passer rating wynosi 158,3
  • Skoro mowa o tym meczu, Julio został zapamiętany nie tylko z tej akcji. Drugie przyłożenie tego dnia zdobył po magicznej akcji, w której najpierw ośmieszył Ryana Smitha, a później cudem przeciągnął piłkę nad polem przyłożeń.
  • Kogo najmocniej cieszą porażki Houston Texans? Otóż, Cleveland Brown! To właśnie oni odbiorą po sezonie dodatkowy wybór w pierwszej rundzie przyszłorocznego Draftu. Jako, że sami – prawdopodobnie – zdobędą numer pierwszy, to kolejny, w danej chwili, czeka ich już siedem wyborów później!

Wyniki wszystkich spotkań:

Niedziela
Bills 16, Chiefs 10
Panthers 35, Jets 27
Eagles 31, Bears 3
Bengals 30, Browns 16
Patriots 35, Dolphins 17
Falcons 34, Buccaneers 20
Titans 20, Colts 16
Seahawks 24, 49ers 13
Raiders 21, Broncos 14
Cardinals 27, Jaguars 24
Rams 26, Saints 20
Packers 28, Steelers 31

Monday Night Football
Texans 16, Ravens 23

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

3 Responses to NFL 2017: Eagles nadal na czele, hit kolejki spełnił oczekiwania

  1. Jakub pisze:

    Witam.Chiefs to nic nie graja teraz.Kibicuje. Eagels niech zagraja w finale z Pats.

  2. kaliber pisze:

    Browns idą na rekord Lions, nie wygrają nic do końca sezonu. Ale mają 1 i 8 numer w drafcie, muszą to sensownie rozegrać, chociaż w ich przypadku wszystko jest możliwe. Myles Garrett to jest normalnie potwór, bedzie coraz lepszy aż go szkoda, że tam poszedł. Chiefs jak pisałem parę tygodni temu, żaden pewniak na PO ale to jeszcze nie jest dla nich skreślone przy tej sytuacji w AFC.

  3. M pisze:

    Odnośnie PO:
    – Chiefs prawdopodobnie przegrają dywizję z Chargers
    – JAX lub Titans awansują do PO – jedni jako zwycięzca dywizji a drudzy z dziką kartą
    – o pozostałe miejsce powalczą Okland z Baltimore i Chiefs / Chargers (jeśli nie wygrają dywizji).

Dodaj komentarz