NFL 2016: Podsumowanie 6. kolejki

nfl-logo

Wierzcie lub nie, ale powoli zbliżamy się do połowy sezonu zasadniczego. Pod nieobecność Vikings, którzy odpoczywali podczas bye week, reszta stawki zaciekle biła się o jak najlepszą pozycję startową przed konkretną walką o playoffy.

Buffalo Bills 45-16 San Francisco 49ers

Dla kibiców z San Francisco dobra wiadomość, to na pewno ta, że Colin Kaepernick gra przyzwoicie i lepiej niż jego vis-a-vis z drużyny. Nie mniej nie znaczy to, że uratuje sezon swojej drużynie. Dokonał parę zagrań, po których można było mieć spore oczekiwania (chociażby 51-jardowe podanie na TD do Torrey’a Smitha), lecz kiedy defensywa zaczęła przepuszczać kolejne punkty, ten nie był w stanie utrzymać zespołu w ryzach i dotrzymywać kroku rozpędzonym rywalom. Kaep to bez wątpienia lepszy wybór niż Gabbert, głównie ze względu na jego zdolność do biegania z piłką, lecz w grze podaniami nie jest już tak pewnym punktem. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – 49ers nie mają rozgrywającego na lata.

Wracając do samego meczu. Defensywa 49ers nie miała żadnej odpowiedzi na grę biegową Bills, czego dowodzi 312 przepuszczonych jardów (najwięcej od 1958 roku!). LeSean McCoy z nawiązką odwdzięczył się Chip’owi Kelly’owi, który wymienił go będąc trenerem Philadelphii Eagles, wyrównując swój rekord trzech przyłożeń przeciwko ekipie z hrabstwa w Kalifornii (dodatkowo: 140 jardów, czyli ok. 7.5 jardów na próbę). Całkowita liczba zdobytych jardów w ofensywie (491) to najwyższy wynik w karierze Rexa Ryana i najwyższy wynik drużyny od 2010 roku. Buffalo Bills on fire!

Washington Redskins 27-20 Philadelphia Eagles

To był najgorszy mecz Carsona Wentza w jego dotychczasowej, zawodowej karierze, przez co, tak jak zachwycaliśmy się jego niebywałą formą na początku sezonu, tak z każdym kolejnym meczem coraz mniej dobrego możemy o nim powiedzieć. Jego fatalny występ został spuentowany statystykami na poziomie: 11/22 kompletnych podań oraz 179 jardów. Oczywiście, współwinnymi tej porażki jest linia ofensywna, która zagrała równie ohydnie, dopuszczając do pięciu sacków.

Po drugiej stronie lepiej nie było, bo Kirk Cousins i formacja specjalna robili wszystko, żeby ten mecz wymknął im się z rąk (pick-six i powrót po kickoffie na TD), ale na drodze stanęła solidna defensywa, która niemiłosiernie pokiereszowała przeciwnika i wykorzystała każdą możliwą dziurę w jego grze. W wygranym meczu równie ważną rolę odegrał RB Matt Jones, który wybiegał 135 jardów i sprawia, że Redskins zdobywają najwięcej jardów w grze biegowej od grudnia 2012 roku!

kirkcousinswashingtonredskinssad

 

Tennessee Titans 28-26 Cleveland Browns

Trzeba być masochistą, żeby kazać pierwszorocznemu rozrywającemu rzucać aż 41 razy w jednym meczu. Z drugiej strony tylko jedna drużyna mogła tego dokonać – Cleveland Browns. Co ciekawe, to zadziałało! Cody Kessler zagrał pokazowy mecz, w którym zdobył 336 jardów i 2 przyłożenia, punktując już w dwóch pierwszych posiadaniach. Ale i taki mecz Browns potrafią przegrać, a to z powodu braku wsparcia w grze biegowej, gdzie zdobyli zaledwie 40 jardów, a przecież od 2000 roku ich bilans takich meczów wynosi 1-17. Dobra wiadomość to jednak ta, że połączenie Kesslera z Pryorem może zadziałać. Skrzydłowy z dziewięciu złapanych podań zdobył 75 jardów, ale to właśnie on odbierał punktowe piłki.

Natomiast Tennessee Titans nareszcie dostali wsparcie od Marcusa Marioty. Rozgrywający nie tylko zdobył 3 przyłożenia, ale i wybiegał ponad 60 jardów, czyli więcej niż wszyscy biegacze w drużynie przeciwnej. Dodatkowe wsparcie od defensywy (sześć sacków i tylko 3 przepuszczone trzecie próby z 14-stu!) pozwoliły na końcowy sukces Tytanów w rywalizacji „Dawidów” Ligi.

New York Giants 27-23 Baltimore Ravens

Czy zwolnienie Marca Trestmana pomogło ofensywie z Baltimore? Jeśli drużyna nie może przejść 3 jardów w 4 próbach tuż przed endzone, ba, nie zdobywa nawet najmniejszej ilości możliwych punktów, to nie można powiedzieć o progresie. Abstrahując od tej jednej sytuacji, w obronie nie znaleziono sposobu na czwarte próby przeciwnika (3/3 udane), w których łącznie przeciwnik zdobył 86 jardów. Głównie te dwa aspekty zadecydowały o ostatecznej porażce.

Giants wygrali ten mecz, choć tak naprawdę nie powinni. W sumie, to żadna drużyna nie zasługiwała na zwycięstwo. Ekipa z Nowego Jorku trzy razy traciła piłkę, a samymi faulami straciła 100 jardów, co więcej, wybiegała drugi najgorszy wynik od 2014 roku. O zwycięstwo powalczyli tylko Odell Beckham Jr. i jego nie zawodna „siatka”. OBJ zdobył 222 jardów i 2 przyłożenia, a najważniejsze punkty zdobył 90 sekund przed końcem spotkania po 66 jardowym podaniu Manninga. A no właśnie.. Eli również zaliczył swój ósmy najlepszy występ w karierze notując ponad 400 zdobytych jardów.

New Orleans Saints 41-38 Carolina Panthers

Spotkanie, które miało być powrotem Panter z letargu, zaczęło się dla nich niczym największy koszmar. Saints wypunktowali wszystkie błędy obu formacji gości i w pewnym momencie prowadzili już różnicą aż 3 przyłożeń. Secondary Panthers teorytycznie było na boisku, ale niewprawne oko laika mogłoby ich nie dostrzec – przy prawie wszystkich (oprócz biegowego TD Fleenera) przyłożeniach Świętych to właśnie ich błędy i niedopatrzenia kosztowały Pantery straty punktów. Nie pomagał brak skuteczności Panter – zarówno formacji ofensywnej jak i Grahama Gano, który w późniejszej fazie meczu, który przestrzelił PAT.

Po przerwie Panthers w końcu wrzucili właściwy bieg i rozpoczęli odrabianie strat. Cam Newton przypomniał wszystkim że nie został MVP na darmo i koniec końców minutę przed końcem na tablicy widniał wyni 38:38. Zwycięstwo gospodarzom dala pewna noga Wila Lutza. Drew Brees zdobył ponad 400 jardów górą, czym pobił rekord Peytona Manninga, jeżeli chodzi o liczbę takich spotkań w karierze. To właśnie gra górą, wobec słabej postawy defensorów Panthers była kluczem do zwycięstwa. W Charlotte natomiast mają wiele powodów do obaw – obecni mistrzowie NFC zaczynają sezon miernym bilansem 1-5 i jeżeli natychmiast nie zaczną wygrywać, powtórzenie sukcesu z poprzedniego sezonu będzie niewykonalne.

Jacksonville Jaguars 17-16 Chicago Bears

Arreolius Benn ostatnie przyłożenie zdobył w 2o11 roku w barwach Tampa Bay Buccaneers – z perspektywy kibica Jaguars warto było jednak czekać, gdyż to właśnie kapitalny, 51-jardowy rajd absolwenta Illinois dał im wyjazdowe zwycięstwo na Soldier Field. Większą część meczu kontrolowali jednak gospodarze i gdyby poprawili swoją skuteczność w redzone, Jags nie mieliby już nic do powiedzenia. Jednakże w polu punktowym ekipy z Chicago zameldował się tylko Jordan Howard, resztą zajął się Connor Barth.

Jags odpalili dopiero w czwartej kwarcie, najpierw przeprowadzając konsekwentny atak zwieńczony przyłożeniem Ivory’ego, a następnie odpalając petardę do zapomnianego przez Boga i świat Benna. Najbardziej pluć w brodę mogą gospodarze – mieli zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, a zamiast tego doznali już piątej w tym sezonie porażki. Chyba jeszcze trochę czasu minie, nim w Wietrznym Mieście będą mogli oglądać playoffy na Soldier Field.

Detroit Lions 31-28 Los Angeles Rams

Podobnie jak w Nowym Orleanie, kibice oglądający mecz Lions i Rams nie mogli narzekać na nudę. Case Keenum póki co nie ma zamiaru oddawać miejsca w pocket Rams Jaredowi Goffowi – w spotkaniu z Lwami rzucił 20 celnych podań z rzędu, co z miejsca stało się nowym rekordem franczyzy. Wydatnie przy osiąganiu tego rekordu pomógł mu Kenny Britt, który złapał 7 piłek na 136 jardów i 2 TD.

Nie wystarczyło to na dobrze naoliwioną maszynę z (jakby nie było) Detroit – Matt Stafford wzniósł się na wyżyny swoich możliwości rzucając 4 przyłożenia, z czego jedno, używając terminologii koszykarskiej, do złudzenia przypominało fadeaway shot. Lwy odniosły już drugie zwycięstwo z rzędu i po raz wtóry zapewnia im je rekordzista NFL i były zawodnik Denver Broncos, Matt Prater. Dla Rams z kolei jest to drugi przegrany mecz z rzędu i z obiecującego 3-1, nagle zrobiło się mierne 3-3.

Miami Dolphins 30-15 Pittsburgh Steelers

Chyba nikt się nie spodziewał, że grający totalnie mierny futbol Dolphins są w stanie zagrozić Steelers, którzy w tym sezonie na pewno celują w Super Bowl. Tak się jednak stało i kibice z południowej Florydy chociaż przez chwilę mogą się cieszyć z poczynań swoich pupili. „Różnicę” między tymi zgoła innymi drużynami zrobił Jay Ajayi. Początkowo wyklęty przez Adama Gase’a, wrócił do jego łask kiedy był zmuszony wystawić go w zastępstwie za Fostera. Ajayi z meczu na mecz coraz bardziej się rozkręcał i eksplodował w niedzielę, zdobywając 204 jardy i 2 przyłożenia .

Jednakże zarówno w Pittsburghu, jak i w Miami, mecz ten będą wspominać ze względu na 2 znaczące kontuzje – Bena Roethlisbergera i Reshada Jonesa. Już wiadomo że opoka defensywy Dolphins w tym sezonie nie zagra, a co do Big Bena to wiemy tylko tyle że nie zagra w najbliższym meczu z Patriots, choć prognozy przewidują nawet 3-tygodniową absencję żywej legendy Steelers.

New England Patriots 35-17 Cincinnati Bengals

Powrót do „domu” Toma Brady’ego i… kompletna demolka, niczym jedna z najlepszych domówek w okresie wakacyjnym. Pewnie niektórym podpadnę, ale śmiało można założyć już koronę New England Patriots za wygranie dywizji AFC North, bo nie w niej żadnej drużyny, która byłaby w stanie ich zatrzymać. Po oszkalowaniu secondary Browns, Brady zrobił dokładnie to samo z Bengals, lecz z tą różnicą, że na własnym boisku, Gillette Stadium. 376 jardów, 3 TD, 0 INT – nie mam pytań.. Przyjezdni postanowili z góry zrezygnować też z krycia Roba Gronkowskiego, bo ten w zaledwie siedmiu podaniach wybiegał ponad 160 jardów. Patriots znów funkcjonują jak dobrze naoliwiona maszyna z dodatkowym nitro w silniku.

Trzeba jednak oddać Bengals, że nie poddali mecz już na samym początku. Wbrew pozorom do połowy trzeciej kwarty trzymali jeszcze wynik w rozsądnych rozmiarach, ale brak skuteczności będąc jard przed polem punktowym (a sytuacji takich mieli aż trzy) zweryfikowały końcowy rezultat, a grając przeciwko Pats i to na ich boisku, musisz korzystać z takich okazji. Mecz zakończył się w trzeciej kwarcie po tym, gdy gospodarze zanotowali safety i od tego momentu… worek pękł.

Kansas City Chiefs 26-10 Oakland Raiders

Minionej niedzieli pogoda nad zatoką wcale nie rozpieszczała zawodników i kibiców zebranych na stadionie w Oakland. Okazało się, że oprócz dosłownego „zimnego prysznica” padającego prosto z nieba, drugi – tym razem metaforyczny – prysznic zafundowali im Kansas City Chiefs. Bardzo dawno przed meczem tych drużyn w roli faworyta stawiani byli Najeźdźcy i trzeba przyznać, że całkowicie zasłużenie. Raiders  w tym sezonie prezentują kompletnie inny poziom niż ten, do którego zdążyli nas przyzwyczaić.

Tak doświadczony team, jakim są Chiefs, nie mógł podejść do tego meczu ze strachem – wręcz przeciwnie, Chiefs spokojnie, od początku do końca realizowali swoje założenia taktyczne, opierając ofensywę na grze biegowej w wykonaniu Spencera Ware’a, a także na solidnej pracy swojego front seven. Nie powiedziałbym jeszcze, że ten mecz oznacza przetasowanie w hierarchii wewnątrz AFC West, ale na pewno jest to żółta lampka dla Raiders, by nie zakochali się za bardzo w samych sobie.

Dallas Cowboys 30-16 Green Bay Packers

Nie chcę tutaj wyciągać pochopnych wniosków, ale odkąd Dak Prescott i Zeke Elliott pojawili się w Dallas, potencjał ofensywny Kowbojów wzrósł kilkukrotnie. Możemy mieć tu sytuację analogiczną do tej, kiedy to Tom Brady „wygryzł” z pocket Drew Bledsoe’a, toteż uważam, że nawet przy pełnej sprawności Romo, Prescott powinien grać tak długo, jak tylko może. Mecz z Packers tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu, a czwarta kwarta w jego wykonaniu to po prostu majstersztyk.

Wiele od niego mógłby nauczyć się… Aaron Rodgers. Były MVP ligi i jedna z najjaśniej święcacych gwiazd NFL zalicza ostatnio dołek formy. Gdyby nie strata piłki tuż przed endzone w ostatnich minutach trzeciej kwarty, Cowboys byliby w zasięgu gospodarzy. Nie pomógł ani Lacy, ani korpus skrzydłowych ( z wyłączeniem Ty Montgomery’ego, który złapał aż 10 piłek).

Słowa uznania należy także kierować pod adresem linii ofensywnej „America’s Team”. Pamiętacie, jak 2 lata temu radził sobie DeMarco Murray, gdy miał przed sobą kolosów z Dallas? Podobnie jest z Elliotem, tylko że Zeke rozpoczyna swój pierwszy sezon na zawodowych boiskach i szczyt jego formy przypadnie dopiero za 2-3 sezony. Cowboys w końcu walczący o Super Bowl? To nie tak odległe jak się wydaje.

Seattle Seahawks 26-24 Atlanta Falcons

Pete Carroll ma prawo by się złościć, kiedy jego formacje specjalne zostały kompletnie zdominowane przez przeciwnika, a drużyna prawie zniweczyła wysokie prowadzenie 17-3, ale kiedy zda sobie sprawę, że jego defensywa zatrzymała najlepszą tegoroczną ofensywę, oddając o 100 jardów mniej niż w poprzednich spotkaniach – to może machnąć ręką, rozsiąść się w fotelu i wypić zwycięską whisky. Bez wątpienia ma patent na efektywne, mocno ofensywne zespoły, bo przecież: w 2012 wygrana z Patriots, w 2013 z Broncos, a teraz Falcons. Najbardziej wartościowy zawodnik? Russell Wilson. Może i nie wyrobił genialnych liczb, ale był tam gdzie być powinien i zrobił to, z czego jest znany, czyli w ostatnich pięciu minutach gry zdołał dołożyć 9 cennych oczek do wyniku.

W Atlantcie tym razem mało co funkcjonowało: linia ofensywna dopuściła do czterech sacków, a na 11 trzecich prób, tylko w trzech przypadkach udało im się pokonać potrzebny dystans. Ponadto mecz zakończyli z jeszcze jednym TO na koncie, a przecież mogli go wykorzystać chociażby w ostatnim posiadaniu Seahawks.

Ten mecz będziemy też pamiętać przez jedną akcję Julio Jonesa, który zagrał mecz na swoim poziomie, ale te jedno niezłapane podanie pozostawiło pewną rysę na jego występie. Choć złapał w meczu 7 podań na łączną odległość 139 jardów, to najbardziej bolało to jedno niezłapane podanie w końcówce czwartej kwarty, które pozbawiło nadziei… Była jeszcze szansa na 1, 5 minuty przed końcem, ale w tym wypadku „popisali” się sędziowie nie wyciągając flagi przy faulu Richarda Shermana…

 

Houston Texans 26-23 (OT) Indianapolis Colts

Wielu kibiców początkowo narzekało na to, jaki mecz zostanie wyemitowany w ramach SNF. Rzeczywiście, po pierwszej połowie można było lekko przyciąć komara biorąc pod uwagę fakt, że w pierwszej połowie widzieliśmy tylko przyłożenie Doyle’a które pomogło wyjść Źrebakom na prowadzenie 13:3. Szczerze mówiąc (tak zresztą jak od początku sezonu) Andrew Luck ciągnie formację ofensywną z Indy za uszy do góry i nie inaczej było w tym meczu – do czwartej kwarty, kiedy to do głosu doszli Texans, to dobra postawa absolwent Stanford pozwoliła gościom wypracować przewagę dwóch posiadań.

Wtedy przypomniał o sobie Lamarr Miller, zdobywając pierwsze przyłożenie w barwach Houston Texans. Kluczową rolę odegrała także formacja defensywna, zatrzymując drive Colts w ostatnich sekundach i doprowadzając tym samym do dogrywki, a w dogrywce powtarzając ten wyczyn, co zapewniło zwycięstwo gospodarzy w następnym drive. Nie popisał się Brock Osweiler – co prawda prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak zaczyna, a nie jak kończy, jednak -9 jardów w pierwszej kwarcie to ostrzeżenie dla sztabu Texans.

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

2 Responses to NFL 2016: Podsumowanie 6. kolejki

  1. Kapitalna strona.brakowało mi takiego serwisu,ktory fajnie,na luzie ale rzetelnie przekazuje informacje z NFL.
    Wielka piona

  2. M pisze:

    W podsumowaniu Houston – Indy jest błąd. Prawdziwego mężczyznę poznaje się jednak po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. 🙂

Dodaj komentarz