Julian Edelman, czyli co łączy Lou Gehriga oraz Wally’ego Pippa

nfl-logo

Julian Edelman to żywa legenda Patriots. Nieprzerwanie od 2009 roku sieje postrach w szeregach defensywy przeciwników. Na swoim koncie ma trzy pierścienie mistrzowskie. Nowy „nabytek” NFL24.pl Kuba Machowina przybliży Wam postać tego gracza. Zapraszamy!

Różne dyscypliny sportowe w USA nieustannie się przenikają. JJ Watt na meczu Rockets czy koszykarze „Rakiet” dopingujący Texans to bardzo częsty widok. Podobnie jest w Bostonie – świat Celtics oraz Patriots przecina się non stop, a łączy ich nienawiść oraz rywalizacja z Lakers, a ostatnio także z Rams oraz Chargers. „Celtów” oraz „Patriotów” oczywiście łączą lokalizacja oraz głęboko zakorzeniona nienawiść do klubów z Zachodniego Wybrzeża, ale jeśli by poszukać w świecie amerykańskiego sportu organizacji bliźniaczo podobnej do Pats, na myśl przychodzą… San Antonio Spurs z NBA. Dlaczego właśnie oni?

Po pierwsze trenerzy. Obaj to utytułowani nestorzy (Belichick oraz Popovich), którzy stworzyli organizacje o tak wysokim poziomie, że inni mogą tylko pomarzyć o osiągnięciu podobnego pułapu. Z Patriots oraz Spurs (przynajmniej jeszcze ostatnio) było tak, że idealnie pasowali do parafrazy pewnego znanego powiedzenia: „W życiu są pewne tylko trzy rzeczy: podatki, śmierć oraz Pats i Spurs w Playoffs”.

Spoiwem łączącym oba kluby jest także coś innego, mianowicie umiejętność szlifowania talentów. Nie wiem czy Belichick i Popovich mają oko do talentów, czy zwyczajnie z byle jakiej gliny są w stanie stworzyć rzeźbę na miarę Modiglianiego, ale fakty są niepodważalne. Popatrzmy na numery Draftu, z którymi obaj trenerzy wybrali swoje gwiazdy oraz legendy. Jedynie Duncan poszedł z „jedynką”, a reszta? Oto co ciekawsze wybory:

– Belichick: Brady 199, Edelman 232, Gronkowski 42

– Popovich: Tony Parker 28, Kawhi Leonard 15, Manu Ginobili 57

Musimy zadać sobie pytanie: Czy którykolwiek z tych graczy zostałby tym, kim jest dzisiaj, gdyby grał w innej drużynie pod okiem innego trenera? Według mnie bardzo wątpliwe. Ciekawy zwłaszcza jest przypadek Juliana Edelmana, ukochanego syna Bostonu.

Oczywiście to Tom Brady jest ikoną Patriots, najlepszym graczem, legendą GOAT i tak dalej, ale to właśnie Edelman jest sercem Nowej Anglii. To Julian podkręcał atmosferę podczas Playoffs, nieustannie wrzucając obrazki nawołujące do pokonania ekip z Los Angeles oraz odwołujące się do rywalizacji Celtics – Lakers (osławione hasło „Beat LA”), czy zamieszczając przeróbki fotek ukazujące Patriots jako… zespół Queen. I co najciekawsze – symbolem Bostonu stal się człowiek, który urodził się w… Kalifornii.

„Jesteś mazgajem? W takim razie nie należysz do rodziny Edelmanów”

Początek lat 90-tych, Redwood City, Kalifornia. Angie Edelman szukała w domu syna, ale nie mogła go nigdzie znaleźć . W końcu kątem oka dostrzegła, że mały Julian nadal kozłuje piłkę do kosza w tym samym miejscu, w którym był pół godziny temu. Zaniepokojona nietypowym zachowaniem syna wybiegła przed dom i zawołała:

– „Dlaczego ciągle kozłujesz piłkę w tym samym miejscu od pół godziny…?!”.

Odpowiedź małego Juliana uspokoiła ją, chociaż wiele innych matek by mocno zaniepokoiła:

– „Bo tata mi kazał….”.

Frank Edelman, mąż Angie i ojciec rodziny Edelmanów był fanatykiem sportu. Od dziecka wpajał synowi, że jedynie ciężką pracą może do czegoś dojść i spełnić „amerykański sen”. Frank był – i nadal jest – właścicielem dużego warsztatu samochodowego, dla którego codzienna harówka nie jest niczym nadzwyczajnym. W ten sam sposób trenował od dziecka syna, ucząc go podstaw futbolu, baseballu, koszykówki oraz piłki nożnej. Naczelna zasada rodziny Edelmanów brzmiała: „Nie mazgaimy się, jesteśmy twardzi”.

Instagram/edelman11

Wychowanie, jakie wpoił synowi może niektórym wydawać się – delikatnie mówiąc – wojskowe, zresztą sam Frank mówił o tym po latach: „Byłem dla nich ostry i twardy, może nawet zły, ale taki zły w dobrym tego słowa znaczeniu, jeśli można tak powiedzieć… Sam się sobie dziwię, że moja postawa nie zmarnowała tego chłopaka. Julian i rodzeństwo nie mieli typowego dzieciństwa – liczyła się zawsze ciężka praca i bycie produktywnym. Chodziło o nieustanny progres oraz ulepszanie samego siebie”.

W takim oto właśnie duchu Julian Edelman dorastał, trenując od dziecka ciało oraz sferę mentalną pod okiem ojca. Bywało, że ojciec wrzeszczał na niego i przeklinał, a trenując Baseball ustawiał chłopaka w polu do odbicia i specjalnie celował w niego piłkami, rzucając z całej siły. Innego razu wiązał mu z kolei jedną rękę za plecami i kazał łapać drugą piłki tenisowe, które rzucał w jego kierunku razem z siostrą Juliana. To nie koniec. Pewnego dnia Frank wpadł na pomysł, jak poprawić koordynację syna. Wziął okulary przeciwsłoneczne, zakleił jedną oprawkę taśmą i kazał je ubrać Julianowi. Oczywiście chłopak musiał łapać piłki, które rzucał znów w jego kierunku tata. Dodajmy, że łapał jedną ręką, drugą miał związaną za plecami…

Sadysta? Być może. Niespełniony sportowiec przelewający na syna swoje ambicje? Pewnie tak.  Co ciekawe, sposób „wychowania” syna bardzo różnił się od tego, jaki stosowali sąsiedzi Franka. Pamiętajcie – mówimy o liberalnej Kalifornii, słynącej ze słońca, deskorolkarzy z długimi włosami oraz dziewczyn w bikini na rolkach. Frank Edelman był jednak inny – sam wychował się bez ojca, w biedzie. Musiał rzucić szkołę i w wieku 15 lat poszedł do pracy. Wychowując ostro swoje dzieci wierzył, że dzięki temu nauczą się jak dbać o siebie w życiu.

Czy Julian ma ojcu za złe, że ten go tak musztrował od dziecka? Wręcz przeciwnie. Gwiazda Patriots jest niezwykle wdzięczna za to, że ojciec tak nim pokierował. W jednym z wywiadów Julian wspominał ze śmiechem swoje dzieciństwo: „Gdyby ojciec wychowywał mnie w dzisiejszych czasach, policja byłaby pewnie u nas w domu przez 90 procent czasu (…) Gdyby nie on, nie byłbym jednak dzisiaj tym, kim jestem”.

Wtórował mu Steve Nicolopulos, dyrektor sportowy liceum Woodside High: „Może i jego ojciec był surowy i wymagający, ale miał nosa. W dzisiejszym świecie za mało jest takich Franków (…) Patrzcie, kim stał się dzięki niemu Julian”.

Kim zatem jest Julian Edelman i jaką drogę przeszedł od quarterbacka średniej klasy do jednego z najbardziej produktywnych wide receiverów w historii Playoffs?

***

„Mam na Ciebie pomysł, Synu”

Julian Edelman w szkole średniej oraz college’u grał jako… quarterback. Na ostatnim roku studiów, grając dla Kent State zaliczył 1820 jardy podaniowe, dokładając do tego 13 touchdownów, ale i 11 intereceptions. W swojej szkole był rekordzistą, ale w skali całego kraju nie wzbudzał zainteresowania. Skauci pomijali go w swoich notesach na tyle, że nie zaproszono go nawet na Draft Combine. Co ciekawe, w innych testach czas Juliana w jednej z konkurencji zwanej „short shuttle” wyniósł 4.01, podczas gdy na Draft Combine najlepszy czas w tej kategorii wyniósł… 4.01.

Chłopak wpadł jednak w oko Patriots, którzy zaprosili go na prywatne treningi przed Draftem 2009 roku. Belichick miał na niego pomysł, ponieważ to, co zwróciło jego uwagę to wcale nie zdolności na pozycji QB, ale… możliwości fizyczne Edelmana. Cofnijmy się jeszcze raz do czasów studiów. Edelman był typem biegającego QB, na ostatnim roku college’u jego staty to: 1370 jardów, znakomite 6.4 jardu na próbę oraz aż 13 przyłożeń (plus mecz przeciwko Seanowi McVayowi, dzisiejszemu szkoleniowcowi Rams)

Bellichick widział Edelmana jako receivera w formacji „Wildcat”, gdzie piłka trafia bezpośrednio do zawodnika z pominięciem pozycji Quarterbacka. Takim oto sposobem Julian trafił do NFL, gdzie ze średniego QB zrobiono z niego świetnego Wide Receivera oraz Punt Returnera. Wybrano go na końcu siódmej rundy Draftu z numerem 232. Reszta to już historia NFL.

Tym, co wyróżnia Juliana spośród innych zawodników to wcale nie gra w sezonie regularnym. Tylko dwa razy zaliczył w karierze ponad 1000 jardów w reg. season, nigdy nie zbliżył się nawet do poziomu 10 przyłożeń w jednej kampanii. Skąd zatem głosy, że Edelman to przyszły Hall of Famer? Bo to zawodnik na najważniejsze mecze. Statystyki Edelmana w regular season 2018 to: 12 meczów, 850 jardów. A Playoffs? Tutaj liczby robią się naprawdę ciekawe: trzy mecze, 26 receptions, 388 jardów, tytuł MVP Super Bowl.

Sezon 2017 Edelman stracił z powodu kontuzji, ale w 2016 roku było podobnie. Co prawda w regular season zaliczył 1106 jardów, ale w trzech meczach PO to znów były aż 342 jardy w trzech spotkaniach. To właśnie Playoffy są królestwem Juliana, który w karierze ma aż 115 receptions oraz 1412 jardów w post season.

To liczby, które na liście wszech czasów w obu kategoriach w Playoffs stawiają Edelmana na… drugim miejscu, jedynie za królem Receiverów, samym Jerrym Rice’em. Dodajmy do tego trzy wygrane Super Bowl i mamy gotową odpowiedź na to, czy Julian zasługuje na złotą marynarkę Hall od Fame. Co ciekawe, nie tylko rekordy łączą go z Jerrym Rice’em. Niewielu wie, że pierwszą dziewczyną Juliana była… Jaqui Rice, córka Jerry’ego. Rice’owie mieszkali zaledwie ulicę dalej od Edelmanów.

Dzisiaj Edelman to symbol, ale nie zawsze tak było. Gracz Pats przeszedł długą drogę z samego dołu na szczyt. Bill Belichick jest genialnym trenerem. Podobnie jak Popovich w NBA, rozwija w swoich zawodnikach nie tylko zdolności czysto sportowe, ale także sferę mentalną. Zadaje swoim graczom łamigłówki, zmusza ich do myślenia. Edelman wspomina:

„Gdy wybrano mnie w Drafcie, ja oraz inni rookies siedzieliśmy w szatni, gdy wszedł Bill i pokazał nam zdjęcie. Spytał kto jest na fotce, ale nie do końca wiedzieliśmy. Myślałem, że to inny z zawodników Patriots, Steve Neal, ale nie byłem pewien. Trener odparł: „Będziesz obok tych ludzi siedział w szatni przez następne lata, może warto byłoby ich poznać?”. Wydrukowałem więc wielkie zdjęcie całego naszego aktualnego składu i nauczyłem się na pamięć. Zagadki  były różne. Każdego ranka siedziałem z segregatorem z zagrywkami i różnymi danymi modląc się, by nie wybrał mnie do odpowiedzi. Czułem się jak w szkole”.

***

„Wkurzający, mały gość”

Julian od dziecka był typem pitbulla, rzucającego się na rywali. W NFL braki we wzroście (178 cm wzrostu) nadrabia zaangażowaniem, krępą sylwetką oraz muskulaturą (ponad 90 kg wagi). Nigdy nie odstawiał ręki lub nogi, wiecznie bił się z rywalami. Sam wspomina: „Zawsze nawrzucałem na boisku starszemu i większemu od siebie, nawet jeśli wiedziałem, że zleje mi dupę (…) Właściwie to całe życie ktoś kopał mnie w dupsko, musiałem walczyć ze wszystkimi”.

Skąd wzięła się taka postawa u młodego Edelmana? To pewnie efekt „wychowania” ojca, który dawał mu w kość. Sam Julian wspomina, że „był punkiem, który chodził do prywatnej szkoły, do której nie pasował”. Dlaczego? Niech wypowie się sam Edelman:

– „To była szkoła z klasą. A ja w tamtym czasie nie miałem jej w sobie zbyt dużo…”.

Był walczakiem. Na studiach w Kent State podczas jednego z treningów tak pobił się z kolegą z drużyny, że nie mógł ruszać szczęką przez dłuższy czas. Podczas spotkania ze sponsorami uczelni wyglądał jak oprych, do tego ledwo mówił i brzmiał jak stara płyta. Szukał zaczepki na boisku i poza nią. Ale trzeba mu oddać, że na boisku był świetny. Czy to w kosza, czy w futbol. Zanim jednak zaczął robić karierę na uczelni, szkoła średnia nie była sielanką.

Gdy zaczynał swoją naukę w Woodside High, mierzy mniej niż 160 centymetrów i ważył ledwie ponad 50 kg. Co prawda do końca szkoły średniej urósł i nabrał masy, ale lata dziecięce były pod tym względem straszne. Wszyscy mówili mu, że nie ma przed nim kariery w sporcie i nigdy nie urośnie. Doszło do tego, że Julian wieczorami płakał, a sam wspomina: „Miałem 12 lat i wszyscy moi rówieśnicy rośli, a ja nie. Wyglądałem nadal jak ośmiolatek…”.

Właśnie słabe warunki fizyczne były jednym z powodów, dla których wymarzona szkoła średnia Juliana powiedziała mu wprost: „Nie chcemy Cię”. Edelman nigdy o tym nie zapomniał i zawsze walczył o swoje, zarówno w liceum, na studiach, jak i już w Patriots. Oddajmy głos Wesowi Welkerowi, legendzie Patriots: „Prosto z mostu, od pierwszego dnia, siadł na biurku i zaczął zamęczać mnie milionem pytań. Mały, wkurzający gość (…) Ale to taki typ człowieka – bierze życie za rogi i nie boi się walki, konkurencji. Chce się rozwijać. Walczy o swoje”.

***

Symbol Bostonu, chociaż Bad Boy z Kalifornii

Patrząc na pomnikowe postaci z Nowej Anglii, to dla mnie podział jest jasny. Tom Brady to złoty chłopiec, Gronkowski to wesołek oraz imprezowicz. A Edelman? To „młodszy brat Brady’ego”, bad boy i inspirator, z dużą dozą dystansu do siebie. Kiedyś tak mówił o sobie w wywiadzie: „Mam cholernie brzydkie stopy. Od tego biegania i cleatsów tak mi się powykrzywiały palce, że wyglądają jak „gream reaper” (dosłownie „ponury żniwiarz”, synonim śmierci”). Takie „Opowieści z krypty”, pamiętacie ten serial”?

Julian traktowany jest przez Brady’ego jako młodszy brat, co czasem wkurza Juliana, ale ogólnie nie ma z tym problemu: „Pamiętam, jak byłem na studiach to mówiłem, że będę jak Tom Brady. A tu bum, gramy razem od tylu lat i zostałem jeszcze przekwalifikowany na inną pozycję”.

Gwiazda Patriots miała zresztą wielu idoli. Najpierw jako dziecko chciał być Deionem Sandersem, później Dougiem Flutie… Edelman znany jest także ze swojej przyjaźni z Dannym Amendolą, obecnie zawodnikiem Miami. Panowie nagrali kiedyś nawet film, w którym pariodiowali stare filmy policyjne. Zobaczcie zresztą sami.

https://www.youtube.com/watch?v=PG4mL_oNAD0

Edelman od czasów szkoły średniej ma opinię złego chłopca, ale nie można odmówić mu inteligencji i etosu pracy godnego największych. Po tegorocznym Super Bowl pojawiły się głosy krytyki mówiące o tym, że nie powinien był dostać tytułu MVP, ponieważ żaden z niego „role model” i dodatkowo był zawieszony na cztery mecze za „używanie substancji niezgodnych z zasadami ligi”.

AP Photo/David J. Phillip

Sam Julian tłumaczył się już po zawieszeniu przez ligę, że „mu głupio i nigdy się to nie powtórzy”, ale wskazywał także na to, że tak naprawdę władze NFL zawiesiły go za obecność w organizmie substancji, której liga… nie potrafi zidentyfikować i która nie jest na liście zakazanych substancji. Czeski film, ale niesmak pozostał i do Edelmana jeszcze bardziej przylgnęła łatka złego chłopca, którą wyrobił sobie jeszcze w czasach szkoły średniej oraz college’u.

Fanatycznym kibicom z Bostonu to jednak nie przeszkadza i to właśnie Juliana uważają za naczelnego motywatora, który nie boi się jawnie mówić o tym, że jest człowiekiem Bostonu oraz „chce pokonać Los Angeles na każdym kroku”. To taki chichot losu, że talizman Nowej Anglii pochodzi z… Kalifornii.

Opowieść o Edelmanie zakończymy ciekawą anegdotką, do której odwołanie zawarłem w tytule. Co łączy Edelmana oraz nazwiska baseballistów – Gehriga oraz Pippa? Cofnijmy się do roku 2009, kiedy Edelman był rookie, a startowymi Wide Receivers w Patriots byli Randy Moss oraz wspomniany już wcześniej Wes Welker. Belichick wiedział, że młody umie grać, ale nie miał pojęcia, gdzie – i czy w ogóle – go będzie wystawiał. I stał się nagle cud.

W meczu przedsezonowym Julian zaliczył 76-jardowy punt return z touchdownem, a jeden z ludzi z NFL films spytał Erniego Adamsa, asystenta Belichicka o nazwisko tego zawodnika Yankees, który stracił pracę na rzecz Lou Gehriga. Bill słysząc to zawołał z kolei Wesa Welkera, pytając go: „Wes, wiesz kim był Wally Pipp?”. Welker tylko się skrzywił i krzyknął: „Jaki Wally?!”.

O co chodzi w całej tej historii? Wally Pipp był startowym zawodnikiem NY Yankees, ale pewnego dnia rozbolała go głowa i dostał wolne. Zastąpił go nikomu nieznany zawodnik o nazwisku Lou Gehrig, który zagrał tak, że Pipp już nigdy nie wrócił do podstawowego składu Yankees, stając się symbolem zawodnika, którego kariera została złamana przez abencję w jednym meczu. Gehrig został z kolei jednym z najwybitniejszych zawodników w historii MLB, prawdziwą legendą Yankees oraz całego baseballu.

Edelmanowi wygryzienie Welkera zajęło nieco więcej, bo cztery lata, ale tamta scena z 2009 roku pokazała, że Julian ma niesamowity potencjał, a Belichick nosa, wybierając taki skarb z 232. numerem w Drafcie. Frank Edelman mówił o swoim synu tak: „To nie pomyłka. Jules to większa, szybsza oraz silniejsza wersja Welkera”.

Frankowi nie wypada nie wierzyć, ponieważ historia pokazała, że Edelman wyrósł na kawał gracza. A sam Frank, chociaż zamordysta, to wie co mówi. W końcu mówimy o gościu, który kazał ganiać synowi z piłką w śniegu przy minus 10 stopniach Celsjusza po tym, jak któregoś dnia wyliczył sobie na kartce, że większość spotkań NFL toczy się w złych warunkach pogodowych. Pamiętajcie o naczelnej zasadzie rodziny Edelmanów: „Nie wolno się mazgaić”.

Kuba Machowina

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

Dodaj komentarz