AFC North – analiza salary cap

nfl-logo

Super Bowl za nami i oficjalnie rozpoczęliśmy nowy sezon w NFL. Dzięki uprzejmości Mariusza Chodubskiego kontynuujemy serię tekstów związanych z analizą salary cap w poszczególnych dywizjach. Dzisiaj czas na AFC North. Zapraszamy!

Ach, AFC North. Przez ostatni rok przeglądałem te liczby tyle razy, że pewnie obudzony w środku nocy wyrecytowałbym kto ile ma dostępnej kasy i ile można oszczędzić obcinając poszczególnych graczy. Nie każdy jest jednak takim zwyrodnialcem jak ja, więc mam nadzieję, że dla większości z Was będzie to ciekawa lektura. Jak zwykle zaczynamy od samego dołu, a więc na pierwszy ogień idą..

Cincinnati Bengals

Przedziwny sezon w Cincy – bardzo mocny początek, ale zespół gasł z każdym tygodniem. Nie pomagały w tym oczywiście kontuzje. W efekcie słabiutki rekord 6-10 i pożegnanie się z Marvinem Lewisem po bagatela 16 latach, choć i tak wielu powie, że zdecydowanie za późno. Z 2018 roku Cincy przenieść może sobie ok $8.5M, co łącznie da im w marcu do dyspozycji ponad $52M do rozdysponowania. Na pierwszy rzut oka sytuacja wygląda obiecująco. Mając do dyspozycji tyle kasy, nie będziemy wchodzić w szczegóły, ale z poprzednich artykułów powinniście już wiedzieć, że te kwotę należy odrobinę pomniejszyć. Wciąż daje to jednak spory wór pieniędzy, za które można i należy wzmocnić zespół. Część przeznaczą z pewnością na zatrzymanie w zespole kilku ze swych wolnych agentów. Wśród nich kilka znanych nazwisk – Michael Johnson, Darqueze Dennard, Preston Brown, ale przede wszystkim trzech TE – Tyler Eifert, C.J. Uzomah i Tyler Kroft.  Czy zespól będzie znów pokładał nadzieję w tym , że Eifert kłopoty ze zdrowiem ma już za sobą? Jak zapowiadają scouci, tegoroczna klasa TE ma być bardzo dobra i głęboka, więc bardzo prawdopodobne, że Bengals poczekają aż do draftu, by wzmocnić tę pozycję, a potem ewentualnie popracować ze swoimi byłymi graczami nad wypracowaniem rozsądnego kontraktu. Eifert może też otrzymać kontrakt zbudowany do tego jaki swego czasu otrzymał od Ravens Dennis Pitta, czyli niskie base salary i sporo bonusów do zdobycia jeśli gracz będzie zdrowy i w dobrej dyspozycji.

Jako priorytet dla Bengals na najbliższe kilka miesięcy na pewno wyrosło wzmocnienie OL i znalezienie  starterów na ILB. Te same cele stawia sobie też kilka innych zespołów, więc Bengals mogą być zmuszeni sięgnąć głęboko do kieszeni lub/i znów próbować rozwiązać te problemy w draftcie. W razie potrzeby Bengals mogą oczywiście stworzyć sobie trochę dodatkowego miejsca pod salary capem. Najwięcej oszczędności dać może oczywiście obcięcie Daltona ($16M) i A.J. Greene’a ($15M), ale przyznajmy, że jest to mało realne. Kontrakt Daltona wygasa po sezonie 2020, ale Greene będzie wolnym agentem już za rok i już teraz pojawiają się plotki, że są zespoły, które chciałyby wykupić go z Bengals. Ponoć największe zainteresowanie wyraża ekipa z Buffalo. Dla Bengals oznaczałoby to  $12M oszczędności przy $3M dead money. Zespół nie ma jednak problemów finansowych, więc jeśli do jakiegoś trade’u tam rzeczywiście dojdzie, to nie będzie to podyktowane presją finansową. Kolejna trudna decyzja dotyczy Burficta – jego cap hit w 2019 to ponad $8.5M, a obcięcie go pozwoli zaoszczędzić z tego niemal $7M. Gracz jest problematyczny, ostatnio często kontuzjowany i coraz gorzej prezentował się na boisku. Wciąż jest jednak najlepszą opcją jaką mają w środku obrony. W chwili gdy piszę te słowa, Benglas wciąż nie maja trenera, więc jasne jest, że możliwość pracy w Cincy nie wzbudziła wśród najlepszych kandydatów wielkiego entuzjazmu. Nie mogę oprzeć się więc wrażeniu, że to samo odczucie, lub jego brak, może mieć miejsce w marcu, co jeszcze potęguje moje przewidywanie, że Cincy będzie zmuszone solidnie przepłacić jeśli będą celować w graczy wysokiego kalibru. Cincy nie jest już bowiem postrzegane jako interesująca paczka. Starzejący się i wciąż średni Dalton nie jest w żadnym stopniu magnesem, który może przyciągnąć do zespołu potrzebne wzmocnienia. Bengals przypominają rozwodnika w średnim wieku, który po 16 latach związku postanowił spróbować czegoś nowego.Kasa niby się zgadza, ale ładne kobiety wciąż nie są specjalnie zainteresowane. Zwłaszcza gdy za miedzą widzą kogoś młodszego i przebojowego.

Cleveland Browns

Oj zamknęli Browns usta krytykom. Po średnim starcie i pozbyciu się głównego hamulcowego Hue Jacksona, zespół na swe młode barki wziął Mayfield i od tej pory Browns patrzą już tylko w przyszłość. Tak niewiele brakło by skończyli sezon z dodatnim bilansem. Mimo to 7-8-1 daje wielkie powody do optymizmu. Browns drugi już rok z rzędu podjęli dobre decyzje w drafcie. Wielka w tym zasługa Johna Dorsey’a, nowego GM-a Browns, który zagrał bardzo ostro stawiając na Mayfielda i Warda w 1 rundzie. W mgnieniu oka w Cleveland powstał młody, głodny i szalenie interesujący zespół, który dodatkowo ma finansowe możliwości by stać się jeszcze lepszym w nadchodzącym sezonie. W obecnym sezonie nie wykorzystali aż $54M z przysługujących im środków, więc przenosząc tę ogromną kwotę na przyszły rok, da im to łącznie ponad $84M. Paradoksalnie tak wielka kwota do wydania sprawia mi mnóstwo trudności w analizie tego, co Dorsey może zrobić. Jego pole manewru jest bowiem ogromne. Będzie próbował zatrzymać kilku ze swych wolnych agentów? Czemu nie, choć wśród nich ciężko szukać graczy niezbędnych teamowi.  Mogą oni jednak dać trochę sprawdzonych rezerwowych, więc gracze pokroju LT Robinsona, WR Perrimana czy WR Higginsa będą tani do zatrzymania. Zdziwię się jeśli w Cleveland pozostanie T. Taylor, który stracił w tym sezonie swe miejsce w zespole. Jego agent pewnie już szuka mu zespołu z jakimś średnim Qb na starterze, którego Tyrod będzie próbował wyrzucić z siodła. Myślę też, że free agency może być dla niego bolesne pod względem finansowym, bo nikt rezerwowemu Qb nie zapłaci znów kilkunastu milionów, a takie pieniądze dostawał jako starter.

Browns wyraźnie celują więc we wzmocnienia z innych zespołów. Należy przypuszczać, że będą podejmować choćby próby podpisania niemal każdego z najwyżej notowanych graczy, o ile jego dotychczasowy zespół nie nałoży na niego franchise lub tranistion taga. Ekipa z Cleveland ma też sporo picków w nadchodzącym draftcie, którymi może próbować wykupić innych graczy.

Żeby uzupełnić jeszcze sytuację Browns należy nadmienić, że nie mają wielu graczy, których mogliby łatwo obciąć, ale też nie mają takiej potrzeby. Pożegnanie się z Jamie Collinsem oszczędziłoby ponad $9M. Podobne oszczędności dałoby obcięcie Damariousa Randalla. Obaj jednak mogą raczej być spokojni o swe pieniądze.

Podsumowując, kibice Browns mogą po wielu latach w końcu optymistycznie patrzeć w przyszłość. Dorsey wydaje się idealnym człowiekiem do odbudowania świetnego footballu w Cleveland.

Pittsburgh Steelers

Jeśli wsiądziecie w samochód w Cleveland w stanie Ohio i ruszycie na południowy-wschód, po 2h dojedziecie do Pittsburgha, już w Pennsylvanii. Niecałe 200km w realnym świecie, ale w realiach NFL wydają się to dwa zupełnie inne światy. Tak było od wielu lat, bo Steelers to standardowo kandydat do najwyższych celów, a Browns…no cóż. Świat ligowy więc stanął na głowie, bo w Ohio nie mogą doczekać się już kolejnego sezonu, a w Stalowym Mieście team chwieje się w posadach. Plotki, że w zespole nie dzieje się dobrze pojawiały się co jakiś czas już ponad 2 lata temu, ale szybko to wkładano na półkę z innymi plotkami, którymi nie warto sobie zawracać głowy. Wtedy wybiła pierwsza studzienka z kanalizacji w postaci sporu z Le’Veon Bellem o jego nową umowę. Wszyscy chyba wiemy na czym się to skończyło. Teraz warto spojrzeć na to, co stało się przez to z salary cap Steelers. Gdy zdecydowali się oni nałożyć franchise tag (po raz drugi z resztą) na Bella, byli gotowi ponieść duży jak na RB $14.5M cap hit i jak najbardziej brali tę kwotę pod uwagę konstruując swój zespół. Problem jednak w tym, że krnąbrny RB nigdy tego taga nie podpisał, więc kontrakt nigdy nie wszedł w życie. Jako, że liga nalicza wypłaty kontraktów dla graczy wg 17-tygodniowego sezonu ligowego, Bell zostawiał na stole $855k każdego tygodnia. Ostatecznie Bell nie pojawił się w ogóle w zespole w tym sezonie, nie zostaje on mu zaliczony, więc teoretycznie Steelers przysługuje w przyszłym sezonie prawo by nałożyć na niego franchise tag po raz kolejny. W praktyce wydaje się to jednak wręcz niemożliwe, bo wszyscy w teamie woleliby jak najszybciej o nim zapomnieć. Poza tym, sytuacja pod salary cap będzie w przyszłym sezonie bardzo napięta i to pomimo niemal $20M, które Steelers przeniosą z 2018 roku. Głównie są to środki „zaoszczędzone” dzięki Bellowi. Overthecap.com szacuje, że  w 2019 roku Kevin Colbert – wieloletni GM Steelers, będzie miał do wykorzystania ok $20M. Na pierwszy rzut oka tragedii nie ma, ale pamiętajcie o Rule of 51, adjustmentach i rookie class. Co także bardzo istotne, Steelers mają jak na razie podpisane kontrakty z zaledwie 38 graczami, a ledwie $20M dostępnych środków. Za ten słabiutki stan rzeczy odpowiada głównie kontrakt A.Browna, który Steelers zrestrukturyzowali w marcu 2018 roku, gdy wciąż podejmowali próbę zorganizowania środków na franchise tag dla Bella. Cap hit Antonio w zakończonym już dla Steelers sezonie wyniósł zaledwie $8M, ale od 2019 rośnie aż do kosmicznych $22M. Biorąc pod uwagę, że Brown robi wszystko by jak najszybciej opuścić drużynę z Pittsburgha, sytuacja wygląda dla Steelers jeszcze gorzej. Obcięcie go lub wymiana zostawiałaby zespół z ogromnym $21M dead money, a dawała jedynie $1M oszczędności. Jeśli ktoś chce wyrwać AB, to okup w pickach musi być solidny, bo cap Steelers będzie ugotowany.

Inne duże kontrakty, które zdecydowanie rosną w 2019 należą do Cama Heywarda – rok temu hit na poziomie $7M, a w 2019 niemal $15M i Stephona Tuitta -$5M w 2018 i niemal $14M w 2019. Naprawdę nie wiem, co szefowie Steelers mieli na myśli tak konstruując kontrakty, ale ewidentnie widać, że ktoś tu spartolił robotę. Cap hit Big Bena, AB, Heywarda i Tuitta stanowić będzie ok 40% całego dostępnego salary cap zespołu co jest wartością bardzo wysoką.

Zanim więc przejdziemy do tego, co Steelers mogą zrobić z dostępnymi środkami omówić należy przede wszystkim co mogą zrobić by mieć ich więcej. Oczywistą sprawą wydaje się zaoferowanie przedłużenia umowy Big Benowi, którego kontrakt wygasa po sezonie 2019. Jego obecny cap hit wynosi $23.2M, ale extension może go zdecydowanie zmniejszyć. O ile dokładnie? Ciężko powiedzieć, bo zależy to od tego ile lat Roethlisberger będzie chciał jeszcze pograć. Myślę jednak, że da on tym razem zespołowi dość precyzyjną informację na temat swojej przyszłości, bo wszystko wskazuje na to, że będzie to już jego ostatnie extension. Inną drogą na znalezienie oszczędności jest oczywiście obcinanie graczy z obecnej ekipy. Nawet osoba średnio znająca się na salary cap szybko wychwyci patrząc na listę płac Steelers, kto jest zagrożony. Liczby przy nazwisku Joe Haydena aż wołają, że raczej może się już pakować. Nie dlatego, że grał źle. Wręcz przeciwnie, myślę, że Mike Tomlin z chęcią by go zatrzymał w ekipie, ale nie za $12M, gdy obcięcie go pozwala zaoszczędzić aż równiutkie $10M. Może on także otrzymać extension, które obniży nieco hit, ale czy gracz zgodzi się na niską pensję w 2020, by obniżyć hit w 2019? Pewnie nie, bo na rynku pewnie dostanie całkiem miłą dla niego kwotę. Zagrożona jest też Stalowa OL i pozbywanie się graczy tutaj jest pewnie ostatnim czego Tomlin by sobie życzył. Obcięcie C Pouncey’a to aż $7M oszczędności. Obcięcie RT Gilbera to niemal $5M oszczędności. Wolnym agentem w tym roku jest też G Ramon Foster i OT Matt Feiler a RFA jest B.J. Finney, więc możliwe, że bardzo mocna OL Steelers ulegnie koniecznemu przemeblowaniu. Warto także wspomnieć, że zespół może wycofać chęć skorzystania z opcji 5-tego roku w kontrakcie Buda Dupree. Obecnie jego hit w 2019 to ponad $9M i tyle team mógłby oszczędzić.

Wspomniałem już, że wolnym agentem w tym roku będzie Ramon Foster. Inni wolni agenci, których Steelers z chęcią by zatrzymali to Jesse James oraz para rezerwowych WR  – Eli Rogers i Darrius Heyward-Bey. Jak wspomniałem, roster liczy obecnie 38 nazwisk, więc z pewnością część wolnych agentów zostanie w zespole na minimalnych kontraktach przewidzianych dla weteranów. Foster trafi najpewniej na rynek jako jeden z lepszych G do podpisania i dostanie całkiem solidny 2-3 letni kontrakt, na który Steelers już po prostu nie stać.

Szczególnym wolnym agentem jest też dla Steelers Ryan Shazier. W kwietniu 2017 roku Steelers zdecydowali się skorzystać z opcji 5-tego roku w jego kontrakcie, co wtedy było dość oczywistą decyzją. Ten dodatkowy rok gry w 2018 zapewniał mu więc gwarantowane $8.7M i co ważniejsze w tym całym rozważaniu – CBA określa, że opcja 5-tego roku była gwarantowana na wypadek kontuzji. Steelers nie mieli więc żadnego interesu w obcinaniu Shaziera, bo nie dawałoby to zespołowi żadnej oszczędności w kontekście salary capu a byłoby z pewnością fatalnie odebrane. Nadmienić absolutnie też warto, że zespół zachował się świetnie restrukturyzując kontrakt Shaziera tak, aby jego $8.7M base salary w całości zamienić na signing bonus. Dla nich nie zmieniło to absolutnie nic, bo bonus został rozłożony na 1 rok kontraktu, więc cap hit był dokładnie ten sam. Dla Shaziera zaś zmieniło to bardzo dużo, bo dostał cały przelew jednorazowo na konto, a nie co tydzień w 17 ratach po każdym rozegranym przez zespół spotkaniu.

Ostatnie już wtrącenie odnośnie zespołu z Pittsburgha – Chris Boswell, kopacz drużyny, który w minionym już sezonie prezentował się średnio bądź słabo, ma podpisany kontrakt aż do 2022. Jego cap hit w 2019 to aż $4.2M, ale z uwagi na to, że podpisał nową umowę ledwie rok temu i dostał $6M signing bonusa jego ewentualne obcięcie pogorszy salary cap Steelers o dodatkowe $0.6M. Nie wiem czy kibice Steelers są tego świadomi pisząc kolejne petycje o wywalenie kickera.

 

Baltimore Ravens

Mistrzowie AFC North, przepraszam, ale musiałem tak rozpocząć☺ Nie ma co ukrywać, że sytuacja Ravens jest mi zdecydowanie najbliższa sercu. Przyznaję bez bicia, że ich coroczna walka by zmieścić się pod salary cap i jednocześnie zbudować jak najlepszy zespół była dla mnie dodatkowym i bardzo istotnym elementem rozwijania miłości i szacunku jakim darzę ten zespół. Piszę te słowa w piątek 11 stycznia, czyli w dniu, w którym  swe urzędowanie w gabinecie GM zakończył Ozzie Newsome. Co za niesamowity dla mnie zbieg okoliczności. Newsome to w Baltimore człowiek-instytucja, pierwszy czarnoskóry GM w historii ligi. Człowiek, do którego Art Modell miał bezgraniczne zaufanie, gdy przenosił swoją drużynę z Cleveland do Baltimore. W światku ligowym Ozzie jest zaś postrzegany jako profesjonalista starej daty – słowny i sprawiedliwy, z którym uwielbiano współpracować i robić interesy. Gdy w sierpniu ubiegłego roku siedziałem na trybunach stadionu w Canton, Ohio podczas ceremonii przyjęcia do Hall of Fame rocznika 2018 i gdy na scenę wchodziły kolejne Złote Marynarki, owacja jaką tłum zgotował Newsome’owi była jedną z najgłośniejszych i godnie przywitali go nie tylko fani Ravens na trybunach.

Żeby nie budować mu tu nieskazitelnej laurki należy też jasno stwierdzić, że wieloletnie problemy Ravens z salary cap to też jego błędne decyzje. Cofając się do 2011 roku, gdy w życie weszło nowe CBA – po roku nielimitowanym, salary cap został obniżony aż o $11M. Ravens, którzy do tej pory problemów nigdy nie mieli zaczęli restrukturyzować kontrakty lepiej opłacanych graczy. Pamiętajcie jednak, że restrukturyzowanie to rozwiązanie tymczasowe, które prędzej czy później ugryzie GM-a w tyłek. W Baltimore zmaterializowało się to w postaci kontraktu Ngaty, który w 2015 roku miał mieć cap hit na absurdalnym poziomie $16M. Obcięcia tego typu graczy sprawiło, że Ravens przez 4 lata byli jednym z najgorszych zespołów pod względem dead money. Kontuzje wysoko opłacanych graczy (Pitta, Webb) dodatkowo ten problem pogłębiały, a już gwoździem do trumny był wybryk R.Rice’a. Jeśli więc ktoś za średniawkę jaką prezentowali Ravens po wygraniu SB zwala jedynie na kontrakt Flacco, to widzi jedynie jedną stronę tego medalu.

Dziś w gabinecie pojawił się nowy GM – Eric DeCosta. Młody, bo ledwie 48-letni adept Newsome’a, którego od lat inne zespoły kusiły wolnymi posadami general managerów. Odmawiał on za każdym razem, bo zastąpienie Ozziego było dla niego profesjonalnym spełnieniem marzeń. Z resztą naznaczył go do tego już w 2011 roku sam Steve Bisciotti – właściciel Ravens. Ledwie wczoraj czytałem świetny artykuł na temat nowego GM-a Ravens. W połowie lat 90-tych, DeCosta rozsyłał do zespołów w NFL swe CV z prośbą o przyjęcie go na choćby bezpłatny staż. W 1996, świeżo po skończeniu college’w w końcu uśmiechnęło się do niego szczęście – Art Modell przenosił swój zespół z Cleveland do Baltimore. Nowy GM kompletował zespół ludzi – scoutów, analityków, którzy mieli mu pomagać. Budowanie profesjonalnego zespołu sportowego w zasadzie od zera wymaga jednak wielkich nakładów ludzkich, więc przy okazji do współpracy wciągnięto mnóstwo ludzi pokroju DeCosty – tanich w utrzymaniu stażystów-pasjonatów, którzy gotowi byli poświęcić wiele by pokazać się z dobrej strony. DeCosta sam wspomina, że rozpoczynał od roznoszenia poczty, parzenia kawy i kserowania dokumentów. Szybko dostrzeżono jednak jego niebywałe oko do wynajdowania talentów w mniejszych szkołach i awansował na scouta. Dziś wstąpił zaś na sam szczyt organizacji. Nieprawdopodobna historia i bardzo ciekawy człowiek, w którym fani Ravens pokładają ogromne nadzieje.

Dziś rozpoczął z przytupem, bo ledwie po kilku godzinach urzędowania nowego GM-a, Ravens ogłosili zmiany na pozycji ofensywnego koordynatora. Po klęsce ofensywy sprzed tygodnia, z posadą pożegnał się  (zdecydowanie za późno) Marty Mornhinweg a zastąpił go Greg Roman – poprzednio asystent trenera w Ravens i przede wszystkim człowiek odpowiedzialny za ofensywę 49-ers w czasach, gdy na scenę wchodził Kaepernick. Zamiar wydaje się tu oczywisty – zbudowanie ofensywy wokół Lamara Jacksona.

Ravens są jednak na rozstaju dróg, bo choć w końcu mają trochę finansowego pola manewru mogą jednak zdecydować się na rok przebudowy, by w 2020 walczyć o najwyższe cele. Niemal przesądzony jest trade Flacco. Kierunek wciąż nieznany, ale Ravens oszczędzą w ten sposób $10.5M z czego trzeba będzie też opłacić rezerwowego Qb. RG III zażyczy pewnie sobie trochę więcej niż poprzednio, więc mówimy pewnie o jakichś $2-3M. Obcięcie innych weteranów będzie jednak dla zespołu bardziej bolesne. Jimmy Smith grał w znów bardzo dobrze, ale z jego historią kontuzji i zawieszeń, ten gracz jest w zasadzie tykającą bombą. Można obciąć go oszczędzając $9.5M przy $6M dead money. Myślę, że nie wróci już do Ravens – zwłaszcza gdy świetnie grali młodzi CB.  Eric Weddle – mózg tej obrony jest już niestety coraz wolniejszy a ilość nietrafionych tackles woła o pomstę do nieba. Zwalniając go team oszczędziłby $7.5M przy jedynie $1.75M dead money. Sam Weddle zapowiedział, że jeśli Ravens zwolnią go, to zakończy karierę. Wyjaśniając działania salary cap, wspominałem, że gracze bardzo rzadko godzą się na obniżenie wynagrodzeń. Weddle wydaje się do tego idealnym kandydatem – gra w Ravens krótko, ale jest uwielbiany w szatni i wśród kibiców. W jego kontrakcie nie ma już żadnej kasy gwarantowanej, więc jeśli ma w perspektywie zostać obcięty i zakończyć karierę lub pograć kolejny rok za np $2-3M zamiast obecnego $6.5M base salary, to pewnie głęboko się nad tym zastanowi. Podobną drogę może obrać guard M. Yanda, którego obcięcie pozwoliłoby zaoszczędzić aż $7M. Yanda to absolutna legenda zespołu i wciąz jeden z lepszych guardów w lidze. Przekonać go do zmniejszenia pensji może być ciężko. Mocnym kandydatem do obcięcia jest też Crabtree, który nie zachwycił i jego zwolnienie dałoby zespołowi dodatkowe $4.7M. W żadnej z analiz, które czytałem nie padło nazwisko puntera Sama Kocha, ale jeśli do pełni zdrowia wróci Kaare Vedvik – norweski kopacz/punter, to wydaje mi się, ze może on wygryźć weterana. Obcięcie Kocha dałoby zespołowi aż $3.1M co jak na puntera jest dużą kwotą. Ravens mogą więc przez kilka szybkich ruchów zorganizować sobie dodatkowe $30+M a dodane to do ich obecnie prognozowanych $28 dałoby naprawdę spore pole do popisu nowego GM-owi.

Niezależnie od tego, kogo Ravens obetną, muszą się oni w pierwszej kolejności pochylić na swoimi wolnymi agentami. Już trwają negocjacje z C.J. Mosley’em – jednym z lepszych ILB w lidze. Wciąż młody gracz na pewno zażyczy sobie dużych pieniędzy. Ja szacuję, że nie dostanie jednak więcej niż Kuechly. Myślę, że nowa umowa da mu średnie zarobki w granicach $10-12M, ale jego cap hit w przyszłym roku będzie można pewnie zbić w okolice nawet $8M. Mocno zdziwię się jeśli nie wróci on do zespołu. Równie mocno zaskoczony będę jeśli wróci do niego Z. Smith, który grał świetnie i raczej zgarnie naprawdę duży kontrakt od innego zespołu. Któryż to już pass rusher, którego straci zespół? Kruger, Ellerbe, McPhee. Ten zespół potrafi znaleźć bardzo solidnych graczy w niższych rundach draftu. W kolejce po wypłatę stoi też z resztą Matt Judon, którego kontrakt co prawa wygasa dopiero w 2020, ale warto już zacząć rozmowy i może przedłużyć z nim umowę. Na ławce w Ravens także Bowser i Williams – obaj młodzi i trapieni przez kontuzje, ale pewnie to nimi będą próbować załatać dziury jakie zostawia po sobie Smith i Suggs. T-Sizzle – ostatni  wciąż grający z legendarnej trójcy obrony Ravens. Jeśli wróci do zespołu to na bardzo taniej umowie. Wciąż jest liderem szatni, ale ma już 36 lat i coraz mniej pary. Jego snap count spadł pod koniec roku dramatycznie i żaden zespół nie zaoferuje nawet średnich pieniędzy graczowi, który będzie jedynie sytuacyjnym pass rusherem. Kolejny z bardzo ważnych graczy obrony – Michael Pierce będzie RFA i na pewno team musi nałożyć na niego co najmniej 2-rundowy tender. Pierce był po prostu człowiekiem-demolką w środku DL i cap hit w wysokości $3M za tender to wciąż prawdziwa promocja. Szkoda, że nie jest to medialny gracz, bo swoją postawą na boisku zasłużył w tym roku na Pro Bowl. Jego świetna gra zmusza też do oceny kontraktu jaki Ozzie Newsome dał rok temu Brandonowi Williamsowi. Drugi ze środkowych DL podpisał wielki kontrakt i spoczął na laurach. Jego obcięcie w 2019 dałoby $4M oszczędności przy aż $9.8M dead money, ale w 2020 wygląda już to lepiej – $9.5M oszczędności wobec $4.9M dead money. I Pierce, i Williams to typowi run-stufferzy i wnoszą bardzo niewiele do pass rushu ze środka. Jeśli więc Ravens będą mieć do wybory nową umowę dla świetnie grającego Pierce’a, to najpewniej odbędzie się to kosztem Williamsa.

Wśród reszty wolnych agentów Ravens także jest kilka ciekawych nazwisk – WR John Brown, ktory miał genialny początek sezonu, ale po kontuzji Flacco i przejęciu sterów przez Lamara stał się graczem marginalnym. Nie pasuje on do pomysłu Ravens na ofensywę, ale inny zespół da mu pewnie kontrakt na tyle duży by Ravens uzyskali za jego odejście compensatory pick. Na pewno do zespołu wróci za to jeden z TE – Boyle lub Williams – obaj mocno wykorzystywani przy blokowaniu w grze biegowej. Na nową umowę zasłużył także DE Brent Urban, który po latach kontuzji w końcu zagrał cały sezon i zagrał go bardzo dobrze. Umowy kończą się także dwóm RB –za Montgomerego Ravens oddali niedawno 7 rundę w 2020 roku, więc pewnie chcieliby go zatrzymać na niskim kontrakcie. Jego powrót pewnie przekreśla szansę na kontrakt dla Javoriusa „Bucka” Allena. Tajemnicą poliszynela jest, że Ravens planują wzmacniać swój korpus RB, więc mając już Alexa Collinsa, Gusa Edwardsa, Kennetha Dixona i Montgomerego, dla Bucka po prostu zabraknie miejsca.

Poza wzmocnieniem RB priorytetem Ravens wydaje się także przebudowa OL i myślę, że będzie to zrobione naprawdę dobrze. Ten zespół po prostu ma nosa do znajdowania dobrych graczy zarówno w OL jak i DL. Gdyby stać ich było na zatrzymanie w przeszłości swych graczy, to linia Stanley-Osemele-Jensen-Yanda-R.Wagner byłaby pewnie w top 3 najlepszych formacji w lidze. Czy zaadresują tę potrzebę już w 1 rundzie draftu – być może. Poza tym na liście potrzebnych wzmocnień jest na pewno WR ( jak zawsze) przy czym celować będą w raczej w silnych graczy, którzy pomogą w blokowaniu w grze biegowej i będą w stanie powalczyć o niedokładne podania Jacksona. John Brown  nijak tu nie pasuje. Poza tym na pewno dodadzą jak co roku młodego CB i DL-a. Nawet jeśli Weddle wróci na kolejny sezon, to i tak safety staje się ogromną potrzebą – jeśli Giants nie podpiszą nowej umowy z Landonem Collinsem, to na miejscu DeCosty zrobiłbym wiele by ten gracz trafił do Baltimore.

Ravens stoją więc przed nie lada dylematem – czy oczyścić się z weteranów i powoli układać nowe klocki w ofensywie wokół Lamara, ryzykując przy tym gorszy sportowo rok – a może poprawić mankamenty z tego roku i dać ostatnią szansę kilku weteranom? Jedno jest pewne – DeCosta nie ma już finansowej presji, która przez lata zmuszała Newsome’a do zapożyczania się kosztem przyszłych lat. Ravens będą budować nietypową jak na obecne czasy ofensywę i wydają się do tego mocno zdeterminowani. Co ciekawe zbudowanie tego ofensywnego projektu wcale nie wydaje się mocno kapitałochłonne – zwłaszcza gdy Qb jeszcze 4 lata będzie na rookie contract. Ravens mogą więc dodawać tam mocno zadaniowych graczy, a wolne środki przeznaczać na zastąpienie weteranów w defensywie.

 

AFC North zapowiada się więc bardzo ciekawie, gdyż wszystkie zespoły mają przed sobą duże i nowe dla nich wyzwania. Bardzo jestem ciekaw co z tego wyniknie. Kto wie, czy za 2-3 lata nie będzie wielką rywalizacją Bakera z Lamarem – bardzo bym sobie tego życzył.

W kolejnej części zostawiamy zimną północ i przeniesiemy się na południe – NFC South.

Mariusz Chodubski

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

Dodaj komentarz