W SEATTLE ROBIĄ SWOJE, TYLKO TEN CHANCELLOR…

nfl logo

Porażki w meczach o Super Bowl mają zwykle to do siebie, że dość często sieją spustoszenie w szeregach pokonanego zespołu. Znane są przypadki zwolnień trenerów, głośnych transferów ważnych zawodników do innych zespołów czy pojawiania się poważniejszych konfliktów w szeregach drużyny. Seattle Seahawks przed zbliżającym się sezonem pokonali wiele poważnych przeszkód by móc powiedzieć, że klątwa przegranego finału rozgrywek NFL tym razem ich oszczędziła.

Najbliższy sezon w dużej mierze dla Seahawks będzie stał pod znakiem dużej ulgi, którą odczuli zarówno kibice, działacze jak i kilku podstawowych zawodników. Przegrana w Super Bowl z New England Patriots w lutym tego roku tylko pogłębiła niezbyt optymistyczne nastroje w największym mieście stanu Waszyngton. Już kilka tygodni po ostatnim meczu sezonu 2014/2015 okazało się, że drużyna w tak dobrze znanym i lubianym kształcie w bardzo krótkim czasie może przestać istnieć. Spore wymagania finansowe takich zawodników jak Russell Wilson, Bobby Wagner, Marshawn Lynch, Kam Chancellor czy Byron Maxwell brzmiały w kolejnych doniesieniach prasowych jak straszny koszmar. Bardzo niewiele trzeba było by każdy z tych zawodników znalazł sobie nowego pracodawcę. Oczywiście kiedy mowa o dużych sumach pieniędzy nigdy nie będzie tak, że każdy będzie w 100% zadowolony. Maxwell zamienił Seattle na Philadelphię, a Chancellor do dziś nie pojawił się na obozie przygotowawczym zespołu w ramach manifestu chęci podpisania nowego kontraktu. Wydaje się jednak, że w Seattle póki co mało kto przejmuje się nieobecnością popularnego „Bam Bam Kama”. Oczywiście zarząd zespołu cały czas trzyma rękę na pulsie i monitoruje sytuację ze swoją gwiazdą jednak NFL takie przypadki zna nie od dziś. Jest to część futbolowej rzeczywistości, a w Seattle nie ma mowy o sianiu jakiejkolwiek paniki. Menedżerowie teamu wydają się wciąż napawać dumą po udanych negocjacjach ze wspomnianymi Wagnerem, Lynchem i Russellem. Trudno im się dziwić. Ta trójka obok Richarda Shermana to niekwestionowana oś zespołu, na której zbudowano bardzo porządny i charakterystyczny wizerunek atrakcyjnej dla kibiców gry. Wydaje się, że dopóki w tej drużynie będzie wspomniana czwórka Seahawks nie zejdą poniżej pewnego, bardzo wysokiego poziomu.

Przedłużenie umowy z Bobby'm Wagnerem to sukces menadżerów Seahawks

Przedłużenie umowy z Bobby’m Wagnerem to sukces menadżerów Seahawks

To jednak nie wszystko. Wydawać by się mogło, że szefowie klubu osiądą na laurach po tym jak uda im się zatrzymać we własnych szeregach kluczowych zawodników. Nic bardziej mylnego. Tuż przed draftem NFL Seahawks zrobili bardzo udany transferowy ruch angażując tight enda Jimmy’ego Grahama. Jeden świetny transfer był potrzebny do tego by w ciągu kilku godzin dość niepewna formacja ofensywna Seahawks stała się czymś, co będzie chciał obejrzeć w akcji każdy szanujący się kibic NFL. Oto najlepszy running back w lidze Marshawn Lynch, do spółki z kilkoma niezłymi skrzydłowymi w osobach Douga Baldwina i Jermaine’a Kearse’a, wciąż nieodkrytym do końca i bardzo obiecującym rozgrywającym stworzyli z Grahamem niesamowicie imponująco prezentujący się ofensywny twór, który nie jednemu kibicowi swoją grą w najbliższym sezonie zaprze dech w piersiach. Za ten ruch władzom ze Seattle należą się potężne brawa. To co przez ostatni sezon było największą bolączką drużyny zostało zniwelowane do niemal zera. Na tym właśnie polega praca generalnego menedżera w zawodowym sporcie zespołowym. Chodzi bowiem o znalezienie i zdanie sobie sprawy z najsłabszego punktu, a potem zrobienie wszystkiego by tą wadę zredukować do minimum. Angaż Grahama z New Orleans Saints był właśnie tego typu zabiegiem. Oczywiście w życiu nie ma nic za darmo. Jimmy Graham kosztował Seahawks odejście Maxa Ungera i wybór w pierwszej rundzie draftu. Na pierwszy rzut oka zwłaszcza pozbycie się draftowego picku skazywało Seahawks na pożarcie przez opinię publiczną. I rzeczywiście pierwsze godziny po ogłoszeniu transferu na linii Seattle – Nowy Orlean nie należały do zbyt pochlebnych dla zespołu Pete’a Carrolla. Krytykowano pozbycie się zarówno wyboru w drafcie jak i doświadczonego zawodnika w osobie Ungera. Twierdzono, że wielkość Jimmy’ego Grahama zbudowana była przede wszystkim na wielkości rozgrywającego Drew Breesa. Takie opinie mogły budzić spore obawy u kibiców ze Seattle. Jednak gdy medialny kurz opadł i do głosu doszli fachowcy z chłodnym spojrzeniem na rzeczywistość okazało się, że transfer ten może okazać się prawdziwym hitem. Dziś śladów krytyki tego posunięcia próżno szukać. Wielu fachowców zrozumiało, że dodanie Grahama do zespołu Seahawks było najlepszym z możliwych posunięć. Deprecjonowanie umiejętności tego zawodnika to wielkie nieporozumienie, a dowodem na to są zarówno przedsezonowe mecze jak i treningi, z których jasno wynika, że Jimmy Graham odnalazł się doskonale w szeregach nowej drużyny. Argument o zmarnowanym drafcie też jak się okazuje przestaje być aktualnym. Wielu dziennikarzy za oceanem stawiało sprawy jasno. Seahawks marnując wybór pierwszej rundy draftu przegra całą rywalizację o młodych zawodników z NCAA. Pierwsze dni training campu i pierwsze spotkanie preseasonu jednoznacznie pokazało, że Seahawks po drafcie mają się świetnie. Wszystko za sprawą Tylera Locketta, o którym już dziś robi się bardzo głośno w mediach związanych z NFL. Filigranowy (jak na NFL) Lockett to idealna, młodsza i przede wszystkim mniej zarozumiała wersja Percy’ego Harvina, który rok temu zdobył z Seahawks swoje pierwsze Super Bowl. Harvin był doskonałą bronią Pete’a Carrolla. Klasyczny slot receiver, idealnie nadający się do kombinacyjnej gry w ataku oraz niesamowicie skuteczna broń podczas akcji powrotowych. Z tego Harvin słynął w Minnesocie w barwach Vikings, a gdy był zdrowy dawał to samo swojej drużynie w Seattle. Harvin jednak oprócz wątłego zdrowia miał nie po kolei w głowie i to go zgubiło. Nie potrafił znaleźć wspólnego języka z najbliższymi partnerami boiskowymi co szybko przełożyło się na atmosferę w całej szatni. Wspomniany Lockett to dowód na to, że sztab trenerski Seahawks ma niesamowita słabość do tego typu graczy. Posiadanie Harvina dawało niesamowicie szerokie pole manewru w dość ubogiej grze ofensywnej. Teraz gdy do zespołu dołączył Graham obecność slot receivera daje jeszcze większy komfort w poczynaniach ofensywnych. Tyler Lockett spokojnie może liczyć na duży progres pod skrzydłami Pete’a Carrolla, a i cały zespół z dużą pewnością na tym skorzysta.

Wiele wskazuje na to, że Tyler Lockett będzie ulubieńcem nie tylko trenerów ale i kibiców

Wiele wskazuje na to, że Tyler Lockett będzie ulubieńcem nie tylko trenerów ale i kibiców

Patrząc na to jak Seahawks wzmocnili swoje ofensywne formacje można odnieść wrażenie, że przyszły sezon stanie pod znakiem zmian. Dziś na nazwę Seattle Seahawks pierwszą reakcją jest słowo „obrona”, zarząd jednak zrobił naprawdę wiele by i o ataku nikt nie milczał. Seahawks w ostatnich kilku latach stworzyli coś czego nie było od bardzo dawna. Rozmach, ciągłość, kreatywność i sportowa upierdliwość sprawiły, że defensywa tej drużyny w bardzo krótkim odstępie czasu stała się rzeczą epicką. Dużą radością może napawać fakt, że ta słynna obrona nie straciła wiele ze swojej jakości. Jej cichy lider Bobby Wagner nadal jest w zespole, Richard Sherman też nigdzie się nie wybiera, podobnie jak Earl Thomas. Oby jednak znalazł się ktoś kto wbije w ten ciasny umysł Kama Chancellora, że tego typu szopki związane z wymuszeniem lepszego kontraktu odgrywa się nie na trzy lata przed końcem aktualnej umowy, a na rok i nie w czasie trwania już podpisanego potężnego finansowo kontraktu. Powrót do treningów Chancellora byłby dla Seahawks naprawdę dobrym znakiem, a tak jest znak, ale zapytania, jak to wszystko dalej się potoczy. Mimo wszystko defensywa powinna się nomen omen obronić. Z Chancellorem czy bez . Tym co jednak uatrakcyjni grę Seahawks nie jest defensywa, a atak. Patrząc oczyma wyobraźni na to do jakich rzeczy zdolna w tym sezonie będzie ta formacja można w nieskończoność. Sporo jest bowiem opcji w tym zespole. O wiele więcej niż na przykład jeszcze 2 lata temu, gdy Seahawks zdominowali całą ligę.

Ruch Kama Chancellora to spory policzek dla Seahawks

Ruch Kama Chancellora to spory policzek dla Seahawks

Nowy atak, stara obrona. W przypadku Seahawks brzmi to jak idealny przepis na drugie Super Bowl w ciągu trzech lat. Sport jednak zna przekleństwo faworyta jak nic innego i jeśli w Seattle ktoś popełni głupi błąd upadek z tak wysokiego konia będzie bolał, a huk tego upadku będzie słyszany nawet tu, w centrum Europy.

Wojciech Lehmann

About Wojciech Lehmann

Futbolem amerykańskim zaineteresowany od 2003 roku. Od tamtej pory mocno rozczarowany kibic zespołu Tampa Bay Buccaneers. Pasjonat gry formacji defensywnych, zwłaszcza zawodników z pozycji cornerback i safety. Futbolowi idole to Ray Lewis, Lawrence Taylor, Deion Sanders i Rod Woodson. Aktywnie zaangażowany także wydarzenia z aren koszykarskich i siatkarskich.

One Response to W SEATTLE ROBIĄ SWOJE, TYLKO TEN CHANCELLOR…

  1. Mati pisze:

    Świetny artykuł. GO HAWKS!

Dodaj komentarz