Nieoczekiwana dynastia

PLFA

X SuperFinał, to już historia. Okrzepliście? Wytrzeźwieliście? Zaskoczenie, wstrząs i zaszokowanie minęły? Na swój felieton zaprasza Krzysztof Wydrowski.

Okrzepliście? Wytrzeźwieliście? Zaskoczenie, wstrząs i zaszokowanie minęły?

To nie będzie typowy tekst o futbolu. Nie dlatego, że kiepski ze mnie pisarz, a dziennikarz żaden. To nie będzie typowy tekst o futbolu, bo piszę o wydarzeniu z wczoraj, a perspektywa w której ujmuje moje bajki jest ponad 10-letnia.

Nieoczekiwana dynastia

Futbol amerykański to piękny sport, w którym każdego dnia, każdej niedzieli czy każdej soboty, może stać się coś nieoczekiwanego – Giants pokonają w Super Bowl perfekcyjnych Patriots, Joe Namath zagwarantuje pierwsze mistrzostwo drużynie związanej ze słabszą AFL czy wielkie Michigan przegra z Appalachian State. W Polsce coś nieoczekiwanego dzieje się od paru lat, a przeszliśmy obok tego obojętnie i bez refleksji. Pojawiła się w naszym kraju nieoczekiwana dynastia. Dynastia, czyli to określenie używane dla drużyn, które w ciągu krótkiego czasu potrafią zdobyć kilka tytułów mistrzowskich i zostawiają po sobie pewne dziedzictwo. Takie ekipy pojawiają się, święcą przez parę lat, a potem starzeją się i znikają – jak gwiazdy na niebie. Specyfika NFL – salary cap, draft, a ostatnimi czasy także free agency sprawiają, że dynastie trudno zbudować, a jeszcze trudniej utrzymać.

Dwa lata temu ogłoszono wielką fuzję, która miała zabetonować polski futbol na wiele lat – dwie mistrzowskie drużyny w jednej. Stworzono zespół, który miał zostać dynastią. No i tyle z tej historii.

W tym samym czasie gdzieś daleko na północy, żył sobie król, który postanowił stworzyć własną bajkę…

Król

Sukces Seahawks jest sukcesem Macieja Cetnerowskiego. On jest prezesem, trenerem i głównym zarządzającym drużyny. Został nim ponad 10 lat temu i nigdy nie spoglądnął w tył. Od tych 10 lat konsekwentnie realizuje tam swoje wizje i swoje pomysły – na grę, skład, promocję drużyny czy nawet na stroje w jakich występują. Mówisz Seahawks, myślisz Cetnerowski. I na odwrót. Przez te 10 lat doczekał się wiernych fanów, lojalnych przyjaciół, ale też zaciekłych wrogów. Podejście do tego sportu, które obrał kosztowało go wyrzucenie z funkcji trenera kadry. Nie będę w tym artykule gdybał nad powodami czy źródłami tej decyzji. Plotek wokół tej kompromitującej sytuacji narosły tak wiele, że ich werbalizowanie godziłoby w polski futbol. Jedno jest pewne, po tym meczu nikt nie ma wątpliwości, że była to decyzja błędna. Trener, który zdobywa 3 mistrzostwa w ciągu 4 lat. Trener, który dodatkowo jest Polakiem, zna realia ligi i język zawodników. Trener, który jest pogromcą innych trenerów i wielokrotnie „załatwiał” im bilet powrotny do USA. Ten pasjonat cygar i Tajlandii jest postacią oryginalną, nietuzinkową i nieszablonową. Jak go ocenić? Nieprzejednany dyktator czy rozważny król?

Superfinał_Wrocław2-15

Nieprzejednany dyktator czy rozważny król?

Król nie rządziłby z takimi sukcesami, gdyby nie jego rada. Jako pierwszy przyjechał ze Śląska Daniel Piechnik. Hesus odpowiada za formacje specjalne, których sposób wykonania przez Seahawks zrobił w ostatnich latach furorę i które znalazły wielu naśladowców w całej PLFA. Jednak w tym roku i w tym SuperFinale zobaczyliśmy ze strony Jastrzębi konserwatywne special teams. Następnie przyjechał zabłąkany kanadyjski Filipińczyk, prawdziwy kosmopolita – najpierw jako QB, a następnie koordynator ataku i konsultant ofensywny. To z nim Micah Brown rozmawiał przez headset na sideline SFX, otrzymując wskazówki prosto z wrocławskiego Skyboxu. Mistrzowie Polski mają też wrocławskiego agenta – Pawła Kaźmierczaka. Kaziu odpowiadał za linię ofensywną, a w ostatnich latach również za szkolenie młodego nadmorskiego narybku. W sztabie trenerskim jest też nieukryta opcja niemiecka – Franz Klein, wybitny szkoleniowiec z GFL, który od paru sezonów wspiera swojego polskiego przyjaciela w jego walce o mistrzowskie tytułu.

Maciej Cetnerowski nie jest dyktatorem ani despotą – on tylko dobiera ludzi i zarządza nimi bardzo mało inwazyjną ręką, wręcz oddając im pole i powierzając liczne dodatkowe kompetencje. Wiem, bo widziałem. W kadrze Polski on był tylko dyrygentem, osobą spinającą całość, a liczny sztab asystentów odpowiadał za wszystko. Ten styl zarządzania jest obecnie najbardziej preferowanym stylem zarządzania stosowanym w dużych korporacjach. A przede wszystkim – ten styl zarządzania sprawdza się najlepiej w sytuacjach kryzysowych.

Wierni pretorianie

Czym byłby król bez jego najwierniejszych pretorian?* Króla by nie było. Już dawno ktoś by go zasztyletował, otruł albo zrzucił do morza. Coach Cetnerowski ma swoich ludzi – tych samych z którymi miałem nieprzyjemność przegrać 10 lat temu w podwrocławskiej Żórawinie. Jest Sebastian „Bambo” Krzysztofek, którego starsi pamiętają jako znakomitego RB, a młodsi kojarzą z występu w „Niepowstrzymanych”. Bambo zakładał futbol w Trójmieście i mówiąc Seahawks, myśląc Cetnerowski stosowałem powyżej duże uproszczenie. Bambo stworzył futbol na Pomorzu i od wielu lat, mimo strasznych kontuzji, walczy za drużynę Jastrzębi. Jest też Maciej Siemaszko, którego starsi pamiętają jako kiepskiego QB z fatalną fryzurą, a młodsi jako dobrze skrojonego DB, który zawsze znajduje się tam gdzie powinien być. O kluczowej roli tego zawodnika świadczy sytuacja sprzed lat, gdy QB Siemaszko odniósł kontuzję w jednym z meczów, gdy byliśmy świadkami prawdopodobnie jedynego puntu w historii PLFA wykonanego w 2-giej próbie. Gdy przyszła era amerykańskich QBs, przekwalifikował się na WR/DB/K i z sukcesami grał w Seahawks i kadrze narodowej. Gdy został trenerem w kadrze, wielu DBs pytało „czego on może mnie nauczyć?!” – teraz przyszła lekcja pokory, wyłożona przechwytem w endzone Seahawks. Jest Maciej Suchanowski, jeden z najsilniejszych defensywnych liniowych ligi, prywatnie fan orientalnej kuchni (wideo) i towarzysz zagranicznych eskapad króla. Od lat w żółto-czarnych barwach jest ten sam trzon linii – Łukasz Miotke (mój Kaszub!), Tomek Peciak, Szymon Wesołowski i Jakub Krystecki. Nawet nie przypominam już, że to na linii wznowienia akcji wszystko się zaczyna i często kończy.

Do wiernych pretorian niedługo będzie można zaliczyć młodsze (niekoniecznie po PESELu, ale futbolowym doświadczeniu) pokolenie – braci Fabich, Berbecia, Probierza, Czerwińskiego czy Blumę. Jak wielkim grzechem i policzkiem byłoby ich nie wymienić?

Najemnicy

Wojsko króla przez lata zostało przetrzebione licznymi zwycięskimi bitwami, a jeszcze mocniej tymi przegranymi. Odszedł Jakub Małecki – NT dominujący teraz w GFL. Zniknął Krzysztof Karsznia – niegdyś kluczowy LT (Zaraz, zaraz. Jak to Krystecki nie był LT?!). Kontuzję wykluczyły z gry Gawła Pilachowskiego, Kubę Muraszko, a może nawet i Tomasza Białego, któremu zawsze spod kasku wystawała fryzura na Claya Matthewsa. Kontuzje wykończyły też Tomasza Sikorę, który z Garbowskim tworzył duet nie do przejścia. SKS dopadł Lwa Davydovsky’ego, który jednak został w organizacji i pomagał rozwijać nowe talenty w Seahawks B i Seahawks Sopot.

Te wszystkie niedobory trzeba było czymś uzupełnić. Najlepiej było znaleźć sprawdzonych w bojach lokalnych najemników. Cetnerowski nie brał jednak całych drużyn, a niczym wytrawny Jastrząb dziobał tylko najlepsze kąski. Tak wyłowił Jakuba Mazana z Angels Toruń (kluczowe returny i podanie pod endzone, które na dobrą sprawę zakończyło mecz), Arka Cieśloka z Thunders via Steelers (zdobywcę przyłożenia i autora kilku ładnych solo tackli na Marcusie Simsie), Piotra Nawrota z Giants Wrocław (w finale bez fajerwerków, ale jednak solidnie), Huberta Chudego z Kozłów (świetne krycie najlepszych WR w lidze). Ci zawodnicy stanowili w tym finale o sile Seahawks, a w 75% są tam tylko jeden sezon. Niektórzy kwestionowali etyczność tych akwizycji, pojawiały się oskarżenia o handel miejscami w kadrze. Historia Mazana, który jednego dnia grał w jednym klubie, drugiego w drugim, a trzeciego w trzecim, pewnie też nada się na dobry film. Nie zmienia to faktu, że wszyscy Ci zawodnicy, z czterech różnych krańców Polski stwierdzili, że Gdynia to ich dom i chcą grać dla takiego, a nie innego trenera. Bez różnicy jakie byłyby obietnice, argumenty czy podteksty. Oni poszli tam po mistrzostwo, nie po kadrę. Najdobitniej pokazują to moim zdaniem powołania sprzed lat, gdzie zawodnicy Seahawks byli przez znającego ich trenera oceniani bardziej restrykcyjnie. Innymi słowy – z Seahawks nie prześlizgnął się żaden przypadkowy zawodnik.

Mówiąc o dynastii, nie możemy zapominać o innych najemnikach – są zawodnicy z Bydgoszczy (zarówno w Gdyni jak i w Sopocie), jest Maciek Alf Jarosz z Sharksów, są byli zawodnicy Sabercats. Przez moment był też Łukasz Melerski, który niefortunnie dla siebie, w tym roku wybrał Eagles. Mistrzowski epizod w 2012 miał też reprezentant Polski i wieloletni gracz lig niemieckich – Arek Soberski. Dużą rolę w tym roku odegrał Wiktor Hudyka – Krakowianin z Tigers (przez moment z Kings), ale przede wszystkim zawodnik, który zaczął spełniać swój amerykański sen i wyjechał grać w dwóch uczelnianych drużynach w Teksasie. Chyba było warto zaryzykować – wtedy i dziś.

Superfinał_Wrocław2-16

Najemnicy z dalekich krain

W każdym wojsku znajdzie się miejsce dla egzotycznych jednostek. Nie inaczej było w armii pod żółto-czarnymi sztandarami. Ostatnimi czasy mieliśmy w Seahawks dużą zmienność – do tytułu w 2012 poprowadził duet McMahon – LeDuc. McMahon wciąż pozostaje najlepszym QB, który kiedykolwiek grał w PLFA. To on wprowadził wraz z kolegą z uczelni nową mistrzowską mentalność – „Expect to win”. W obronie wspomagali ich Jeff George i Peter Plesa. Kolejne mistrzostwo to masywny duet Kriesien-Ogun, wsparty w defensywie Paulem Wrightem i Charlesem McCrea. Charles, który występował również w ofensywie, w tym roku tak jak Łukasz Melerski odszedł do Eagles. Jeśli miałbym cokolwiek w tej sprawie do powiedzenia, to nie była to jego najlepsza decyzja.

W tym roku było ich czterech: #1, #2, #3 i grubas. Przejdźmy zatem do fragmentu z cyklu „nie znam się, ale się wypowiem”. Nie znam żadnego z nich osobiście, nie plotkowałem o Toplidze tak zaciekle jak w latach ubiegłych, ale zarysuję ich trochę karykaturalnie. Kim moim zdaniem są, co o nich myślałem na początku sezonu, a co myślę teraz.

#1 podobał mi się od początku. Wyglądał na solidnego zawodnika, a gdy przyjechał do Polski od razu zaczął kręcić futbolowe filmiki. W trakcie sezonu zdobył mój wielki szacunek, gdy grając w dwie strony uzupełniał lukę po Angelo Pease’ie. W finale zanotował dużo bardzo mocnych uderzeń i był pewnym punktem środka defensywy Seahawks. Razem z Garbowskim stworzyli wspaniały duet, który oglądało się z przyjemnością.

#2 podobał się wszystkim. Człowiek z legendarnej ekipy Packers, w naszym kraju miał godnie zastąpić bestię Tunde Oguna. W trakcie sezonu pojawiły się kontuzje i urazy, a niektórzy zaczęli używać w jego kierunku takich epitetów jak „soft” czy „injury prone”. Było to też widać w SFX, gdy pod koniec meczu, gdy ważyły się jego losy oddawał pole do biegania Sebastianowi Krzysztofkowi i regularnie ustawiał się na WR lub schodził z boiska. Trzeba mu jednak oddać, że w kluczowych momentach brał ciężar gry na własne barki i zdobywał pierwsze próby i przyłożenia. Być może takie użycie Krzysztofka było spowodowane przemyślaną strategią trenera.

#3 miał być jak Russell Wilson, nawet numer się zgadzał. W sezonie regularnym mocno rozczarował, mecze z Panthers czy Lowlanders musiały być dla niego traumatycznym przeżyciem, które obudziło w nim Jastrzębia. W finale nie zachwycił w grze podaniowej (forsując podania do Mazan, gdy wielokrotnie miał otwarty daleki środek pola), jednak na ziemi był nie do zatrzymania i ostatecznie poprowadził drużynę do zwycięstwa. Winning isn’t everything, it’s the only thing.

#90 a.k.a. grubas, czyli „fat guy” – ktoś spoza środowiska mógłby się zbulwersować, ale my wiemy, że nasze kruszynki są najważniejsze i decydują o zwycięstwie i tytułach. Jego sprowadzenie było odważnym ruchem ze strony Seahawks – do Polski jeszcze nikt nie ściągnął prawdziwego NT, który ma zapchać dwa A gapy na raz i za każdym razem ściągać na siebie double team linii przeciwnika. W sezonie regularnym (mecze z Panthers i Lowlanders – jedyne mecze, na które warto zwracać uwagę oceniając importów Seahawks) nie zdominował linii wznowienia akcji. Sprawdził się jednak w najważniejszym meczu sezonu, właśnie wtedy, kiedy miało to znaczenie (chociaż już czytałem jakieś wrocławskie komentarze, że trzeba patrzyć na tabelę, a ten jeden mecz się nie liczy…). #90 ściągał na siebie potrójne bloki rywali i bardzo uprzykrzył życie Simsowi.

I żyli długo i szczęśliwie…

Chociaż każda bajka ma swoje zakończenie, to bajka o Seahawks trwa, a ekipa żyje na żółto-czarno. Dokonali czegoś, czego nikt przed nimi nie dokonał – pokonali niepokonanych, a przede wszystkim obronili tytuł Mistrza Polski. Są pierwszą drużyną, która tego dokonała i tak zapamięta ich historia. A jeśli dołożymy do tego tytuł z 2012 to możemy zacząć szeptać coś o Dynastii…

Krzysztof Wydrowski


 

*Wiem, że Rzym nie miał króla, ale Gdynia ma i króla i pretorian 🙂

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

Dodaj komentarz