NFL 2018: New England Patriots vs. Philadelphia Eagles w Super Bowl LII!

playoffs-nfl24-brown

Minionego weekendu byliśmy świadkami ostatnich dwóch meczów tegorocznego sezonu NFL, w którym wyłonili się finaliści najważniejszego wydarzenia w futbolu amerykańskim, Super Bowl LII. W tym roku będzie on gościć w Minneapolis. Zapraszamy na nasze podsumowanie Championship Games!

Stalowe nerwy mistrza

– To była szalona kontuzja. Środa, czwartek i piątek były mocno niepewnymi dniami. Dopiero później zacząłem być coraz pewniejszy swego i dzisiaj zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać. Nie mogłem pozwolić, aby cały mój sezon sprowadził się do przypadkowego urazu w trakcie przekazywania piłki w ręce biegacza i to na treningu. – mówił na konferencji pomeczowej Tom Brady, wyjaśniając całe zmieszanie wywołane jego kontuzją kciuka. Przypomnijmy, że zeszłoroczny MVP Super Bowl doznał urazu na początku zeszłego tygodnia, na treningu i do ostatniej chwili jego status aktywności na najważniejszy mecz sezonu, stał pod znakiem zapytania. Jeszcze w piątek, na oficjalnej konferencji prasowej, Brady pojawił się w rękawiczkach, nie chcąc ujawniać publicznie, faktycznego stanu jego ręki. O samej sprawie wszyscy milczeli i do samego końca sprawa była otwarta. Ostatecznie, pięciokrotny zwycięzca Super Bowl wyszedł na boisko w pierwszym składzie z widocznym opatrunkiem.

To jednak nie przeszkodziło liderowi zespołu z Nowej Anglii w egzekwowaniu kolejnych akcji, co więcej, zanotował jeden z lepszych występów i po meczu mógł pochwalić się statystykami na poziomie 26 kompletnych podań (68,4% skuteczności), 290 jardów, 2 przyłożeń i 0 przechwytów. Nawet 12 szwów przy kciuki nie wpłynęło na jego solidność, dokładność i decyzyjność w wykonywaniu swoich zadań przeciwko najlepszej, podaniowej obronie w lidze. Ofensywnie, gospodarze zyskali dodatkowe 68 jardów dzięki karom ze strony defensywy za, tzw. DPI. Choć na początku czwartej kwarty, aktualni mistrzowie NFL, przegrywali różnicą dziesięciu punktów (10:20), to spokój i doświadczenie 40-letniego rozgrywającego pomogło im odrobić stratę w dramatycznych i imponujących okolicznościach, dzięki czemu niedzielna noc zapadnie nam na długo w pamięci.

Bohaterem klubu z Foxborough, bezsprzecznie, został skrzydłowy Danny Amendola (gdyż osoba Toma Brady’ego w tym kontekście jest oczywista). W dniu, w którym Rob Gronkowski został zmuszony do opuszczenia boiska ze względu na wstrząśnienie (trzeba przyznać, że tej nocy był bezpardonowo traktowany przez defensywę Jaguars, która nie tylko była dokładna w jego kryciu, ale i wyjątkowo agresywna), a Dion Lewis nie miał wystarczająco miejsca na linii wznowienia akcji, żeby wspomagać atak swoimi biegami – wydawałoby się, że Patriots zostali wystarczająco ograniczeni do regularnego przesuwania znacznika wzdłuż boiska. Tymczasem, Josh McDaniels wprowadził w życie swój „Plan B”, którego głównym bohaterem został Danny Amendola. 32-latek w pełni wykorzystał swoją szansę, zostając Jokerem w talii kart swojej formacji. W zeszłym roku udało mu się zostać „czarnym koniem” Super Bowl LI łapiąc bezcenne przyłożenie warte odrobienia straty do zaledwie jednego posiadania, a później wykreować dwupunktowe podwyższenie doprowadzające do pamiętnej dogrywki. Również i tym razem był kluczowym elementem w procesie odrabiania strat, a rozpoczął od akcji przy sytuacji 3rd&18 na 25 jardów od własnego pola punktowego, która nadała momentum dynastii Billa Belichicka.

Szybka zmiana posiadania po nieudanych trzech kolejnych akcjach gości, Amendola odebrał piłkę po puncie Brada Normana i ustawił piłkę na 30 jardów przed polem punktowym rywala. Chwilę później złapał jeszcze dwie piłki od swojego rozgrywającego, w tym, zdobywając niezwykle efektowne przyłożenie.

Choć występ No. 80 w ataku Patriots zostanie zapamiętany na lata, głównie dzięki powyższym akcjom w samej końcówce, nie sposób nie docenić pracy Brandina Cooksa. Nie tylko złapał sześć podań na łączną odległość 100 jardów, ale również wystarczająco regularnie uwalniał się spod krycia czołowych CB’s ligi, imponował kontrolą swojego ciała oraz silnymi, pewnymi rękoma przy chwytaniu piłek. Równie istotna była jego szybkość wzdłuż linii bocznej, dzięki której zwracał uwagę obrońców jak i sędziów (to właśnie on zmusił arbistrów do wyrzucenia w flagi przy jego walce z Bouye o pozycję).

Jacksonville Jaguars niewiele mogą sobie zarzucać po tym spotkaniu. Przez około 55 minut trzymali legendarną drużynę mistrzów na dystans, zmuszając do absolutnej koncentracji, do ostatniej akcji meczu. Systematycznie wywierali presję na rozgrywającym gospodarzy, doprowadzając go niekiedy do frustracji i wybijając z rytmu, co więcej, obnażali słabości linii ofensywnej, a Leonard Fournette niemiłosiernie karcił front-7 swoją mobilnością, szybkością i agresywnością. Jedyne, czego zabrakło to przysłowiowej „kropki nad i”, którą mogło być odzyskanie piłki po fumble i defensywne przyłożenie. Niestety, Mylesowi Jackowi zabrakło zimnej krwi i chłodnej głowy, kiedy to wyrwał piłkę z rąk Diona Lewisa i zmusił sędziów do wyrzucenia flagi w ramach przewinienia „down by contact on the recovery”.

Tak jak przez cały sezon i fazę pucharową, kluczem do sukcesu ekipy z Jacksonville była defensywa, która spełniała oczekiwania do momentu ostatnich minut czwartej kwarty. Gospodarze, przez całą pierwszą połowę, nie mogli przesunąć znacznika przy trzeciej próbie, a w trzeciej kwarcie dokonali tego tylko raz. Tom Brady nie mógł przebić bariery 200 zdobytych jardów zanim wkroczył w ostatnią część spotkania, gdzie udało mu się rzucić dwa przyłożenia na wagę ostatecznego zwycięstwa. W spotkaniach takich jak to, szczególnie na Gillette Stadium, z przeciwnikiem o takiej skali, obronie Jaguarów zabrakło przede wszystkim przechwycenia piłki i punktów, które mogłyby dopełnić pracę formacji ataku. Pomimo wykluczenia z gry Gronkowskiego, nie potrafili tego dokonać, jak również pokryć Danny’ego Amendole w kluczowych akcjach, wiedząc, że ten jest w wyraźnym „gazie”. Josh McDaniels potrafił wdrożyć nowy plan i znaleźć rozwiązanie na grę bez swojego topowego tight enda, podczas gdy Todd Walsh nie wykorzystał tego w odpowiedni sposób.

Winą za porażkę nie winno obwiniać się Blake’a Bortlesa. Rozgrywający gości zagrał fantastyczne zawody w pierwszej połowie (13/15, 155 jardów, 1 TD). W drugiej był solidny, choć zdarzyły mu się gorsze zagrania do swoich skrzydłowych, którzy mieli otwarte pole w drodze po przyłożenie. Mając jednak w pamięci jego zeszłoroczny sezon i pierwszą połowę tegorocznego – jego gra w fazie playoffs była wyjątkowo dobra i skuteczna. Nawet podanie do Dede Westbrooka w czwartej próbie, w ostatniej akcji gości, nie było złe w wykonaniu, po prostu, Stephon Gilmore popisał się jeszcze lepszym zagraniem. Jestem pewien, że 26-latka, po raz kolejny, zobaczymy za centrem Jags w następnym sezonie.

New England Patriots – Jacksonville Jaguars 24:20

Jakub Kaczmarek

Wykorzystana szansa Philadelphii Eagles

Orły z Filadelfii po raz kolejny nie były faworytem w tegorocznych playoffach. I po raz kolejnych status „underdoga” przysłużył się Eagles, którzy nie tylko awansowali do Super Bowl, pierwszy raz od 13 lat, ale nie pozostawili cienia złudzeń kto był lepszą drużyną w finale konferencji NFC.

Początek jednak tego nie zapowiadał i dał fałszywe wyobrażenia na temat tego jak to starcie będzie wyglądać. Minnesota jako pierwsza otrzymała piłkę i komfortowo przesuwała się w terytorium przeciwnika, kończąc posiadanie podaniem na przyłożenie od Case Keenuma do Kyle’a Rudolpha. Po puntcie gospodarzy, niektórzy fani zaczęli powątpiewać w szanse Philadelphii, lecz wówczas Chris Long przedarł się przez linię ofensywną i uderzył Keenuma w momencie rzutu, co zmieniło trajektorię lotu piłki i ta wpadła w ręce Patricka Robinsona, który zdobył przyłożenie.

Eagles wyraźnie złapali wiatr w żagle. Nick Foles szybko poprowadził kolejną serię punktową, zakończoną bezpardonowym biegiem LeGarrette Blounta. Choć Wikingowie wciąż mieli swoje szanse, jednak kolejna świetna akcja defensywy Eagles – tym razem wyrwanie piłki z rąk rozgrywającego w wykonaniu Barnetta – spowodowało stratę i od tej pory mecz toczył się już tylko w jedną stronę.

Bez wątpienia, rezerwowy rozgrywający Philadelphii, miał swoje „pięć minut” niedzielnej nocy:: 26/33 udanych podań, 352 jardy i trzy przyłożenia. Dwa z nich były dość efektowne:

  1. Pod koniec pierwszej połowy, kiedy to zachował zimną krew w powoli zapadającej się „kieszeni” utworzonej przez linię ofensywną i rzucił dalekie podanie do Alshona Jeffery’ego, który jak dziecko ograł weterana Terrence’a Newmana.

  1. Po przerwie, kiedy popisał się jeszcze bardziej spektakularnym rzutem. Tym razem flea flicker (oddanie piłki do biegacza, który potem odrzuca rozgrywającemu, by ten rzucił w głąb pola) i świetny chwyt Torreya Smitha na przyłożenie.

Na koniec, piłkę w polu punktowym złapał jeszcze Jeffery, po raz drugi, i ustalił wynik spotkania na 38-7. Vikings wiele razy weszli głęboko w terytorium Orłów, jednak za każdym razem kończyli bez punktów, w tym nieudane podanie do Thielena przy czwartej próbie i przechwyt Grahama w końcówce.

Fani Eagles mają ogromne powody do zadowolenia, nie tylko awansowali do Super Bowl, ale również uciszyli krytyków skreślających ich drużynę po kontuzji Wentza i początkowych problemach Folesa. No. 9 nie jest uważany za elitarnego rozgrywającego, jednak w playoffach radzi sobie bardzo dobrze, w każdym spotkaniu jego rating przekraczał 100, więc jeśli tylko wytrzyma presję na U.S. Bank Stadium, to będzie ciężkim orzechem do zgryzienia dla defensywy Patriots.

Starcie między Patriots a Eagles będzie też rewanżem za sezon 2004. Prowadzeni przez Andy’ego Reida i Donovana McNabba przegrali trzema punktami, a przez cały sezon ogórkowy dyskutowano na temat rzekomej niedyspozycji rozgrywającego w tym spotkaniu. Nikt z obecnych zawodników Philadelphii nie grał wtedy w drużynie Orłów, jednak kilku graczy ma już doświadczenie na największej scenie i to po zwycięskiej stronie. Blount i Long grali rok temu dla… Patriots, a Torrey Smith chciałby nawiązać do sukcesów z Ravens.

Przed nami dwa tygodnie rosnącego napięcia, a w międzyczasie Pro Bowl, które odbędzie się w najbliższą niedzielę o 21 czasu polskiego w Orlando na Florydzie. W czwartek będzie miał też miejsce pokaz umiejętności poszczególnych zawodników, który został przywrócony rok temu. Relację z tego wydarzenia przeprowadzi ESPN i ABC w nocy z czwartku na piątek o 3:00.

Philadelphia Eagles – Minnesota Vikings 38:7

Michał Barański

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

28 Responses to NFL 2018: New England Patriots vs. Philadelphia Eagles w Super Bowl LII!

  1. jakub pisze:

    Witam. Kibicuje Orlom.Czekam na mecz. Pozdrawiam.

  2. goniners pisze:

    „Niestety, Mylesowi Jackowi zabrakło zimnej krwi i chłodnej głowy, kiedy to wyrwał piłkę z rąk Diona Lewisa i zmusił sędziów do wyrzucenia flagi w ramach przewinienia „down by contact on the recovery”.”

    W tym momencie nie było chyba żadnego przewinienia :/

  3. drzazga pisze:

    Trzymam kciuki za Eagles :-))))

  4. M pisze:

    A ja za NE 🙂

    • Oceansizer pisze:

      A ja za jednych i drugich.

    • M pisze:

      Uwielbiam NE za te powroty. Niewiele zespołów umie je robić tak jak NE.

      Dlaczego te powroty się udają:
      – gra się przez 4 kwarty
      – 5 minut to dużo czasu
      – trzeba mieć odpowiednią mentalność (NE ma ją jak mało kto)
      – doświadczenie (daje cierpliwość, bo NE cały mecz grała cierpliwie swoje)
      – zdolność dostosowania (BB ma ją jak mało kto i zauważcie, że w drugiej połowie obrona NE straciła tylko 2 FG z czego jeden z ponad 50 yardów)
      – przygotowanie kondycyjne.

      Wiele z tych uwag podsunął mi kolega (trener FA).

  5. kaliber pisze:

    Patriots kolejny raz stają do SB w roli faworyta ale pamiętajmy w jakich okolicznościach wygrali 2 ostatnie tytuły. Seahawks i Falcons, epickie mecze z happy endem dla New England. Eagles są bardzo mocni, będą równorzędnym rywalem. Pewnie tradycyjnie jakieś drobne niuanse zdecydują o wygranej Patriots czego już nie raz byliśmy świadkami.

    • M pisze:

      NYG jedno z SB wygrali dzięki pamiętnemu helmet catch. Pamiętam jak przy SB z ATL pokazywali podanie z tego meczu, do tego dołożyli jeszcze jedno i pytali czy znowu to samo. Okazało się inaczej, bo wtedy bodajże Amendola złapał i TB12 zrobił drive na wyrównanie.

      NE stracili takim zagraniem SB z NYG a wygrali z SEA (przechwyt Butlera) i chwytem Amendoli z ATL. Teraz też z JAX Amendola złapał kluczowe podanie. Jak jesteś dobry, masz doświadczenie i odpowiednią mentalność (po części wynik dwóch poprzednich) to wychodzi częściej. Zresztą na pewnym poziomie decydują detale, a NE po mistrzowsku je wykorzystują.

  6. DALLAS COWBOYS pisze:

    New England wraca , New England comeback , Patriots fantastyczny finisz . To już normalnie jest nudne jak przysłowiowe flaki w oleju , jak można grać tylko 3 kwarty meczu w dyscyplinie której mecz składa się z 4 kwart a już to co zrobili Falcons w minionym SB to kur…. mistrzostwo świata . Dla mnie jest oczywiste jeżeli gram w finale to choć bym miał gryżć ziemie a po meczu mieli by mnie znieść z boiska na noszach to daję z siebie wszystko bo wiem że to może być jedyna i nie powtarzalna szansa na zdobycie mistrzostwa , a nie staję w ruchomych piaskach i nie wiem co tu robię. Oglądam NFL od 1993 i przyznam że nie lubię Patriots choć to im kibicowałem w SB z sezonu 2001 przeciwko ST, Rams , nie mniej cały czas odnoszę wrażenie że tylko im pomimo tego co już osiągneli zależy na zwycięstwie jak żadnej innej drużynie bo dla mnie to właśnie Patriots są tymi którzy gryzą ziemię bo do póki piłka w grze a na zegarze nie widnieje zero to wszystko możliwe i nawet jeżeli przegrają to z podniesionym czołem mogą powiedzieć że zrobiliśmy wszystko co mogliśmy czego inni powiedzieć nie mogą . Nie mówię że cała reszta zawodników i trenerów NFL jest do kitu bo umiejętności sportowych w lidze innym nie brakuje ale mentalności prawdziwego zwycięscy już owszem i w tym temacie Patriots jak dla mnie ,,NUMBER ONE ,,

    • jakub pisze:

      Witam. Zgadza sie. A to co maja Patriots ta umiejetnosc wygrywania to jest tak zwany kiler instynkt .Bez tego nie wygrali by dwoch ostatnich tytolow. Dobrze ze sa. Do Patriots reszte druzyn sie porownuje.Oni sa wzorcem. Ja tez pierwszy mecz obejrzalem w pierwszej polowie lat 90tych.To bylo Wow!,chyba Kostyra komentowal-jest mocny haha.Tobyly troche inne czasy.

    • kaliber pisze:

      1993 rok Pasadena Cowboys-Bills co to był za mecz 🙂 W ogóle Dallas to była znakomita drużyna, po prostu najlepsza w tamtych latach, szkoda że nie mogą do tego wrócić. Patriots jednak przebili wszystkich, niesamowite że tak długo utrzymują się na szczycie ligi. Ta dwójka B-B jest niesamowita. Kiedyś ta drużyna była lepsza, mieli więcej gwiazd po obu stronach boiska a ostatnio jest inaczej a Brady i Bill ciągle dają radę i wygrywają te tytuły. Trudno mi uwierzyć w fakt, że oni specjalnie narzucają takie tempo, rozpędzają się później. Mentalnie są lepsi, mają przygotowane te warianty plus nie drży ręka Brady`go, a nogi u reszty stalowe. Po prostu mają doświadczenie, może wspominiana dwójka to mentorzy dla reszty, mobilizują ich, wznoszą na wyżyny umiejętności i ducha walki. Co do instynktu kilera jako drużyny to Patriots, Seahawks, Packers i Steelers to potrafią.

      • Oceansizer pisze:

        Pamiętam ten finał jak dziś. Chyba byłem w mniejszości wtedy,bo kibicowałem Kelly’emu i Bills. Pamiętam,że wtedy nie E. Smith,a Thurman Thomas był moim ulubionym zawodnikiem :). Mecz chyba oglądałem na DSF niemieckim,który dawał sporo amerykańskiego sportu.

        • kaliber pisze:

          Mecz był w TVP, a czy w DSF to nie pamiętam ale co do telewizji satelitarnej z tamtych czasów to na pewno niemiecka Premiere, kodowana stacja miała część spotkań. Był też taki okres, że mecze pokazywał Eurosport ale to chyba krótko trwało. Na DSF na 100% pokazywali SB New England vs Green Bay, Bladsoe vs Favre. W ogóle na Niemców można było liczyć jeśli chodzi o te transmisje kiedyś. SAT 1 chyba też brało w tym udział.

          • Oceansizer pisze:

            Tak,na sat1 było również NFL i trochę NBA. Przed DSF-em z tego co pamiętam chyba pro7 zapoczątkowało jako takie sporty amerykańskie.

  7. Bartek pisze:

    Zgadzam się. Mnie też to nudzi i mam cichą nadzieję, że ten Super Bowl skończy się nieco inaczej. A Falcons to w ogóle żenada…to co odwalili w ostatnim finale predentuje ich do miana frajerów. Dlatego nie byli dla mnie faworytem w starciu z Eagles. Pamiętam taki mecz gdy grali z Seahawks w PO bodaj w 2013 roku…też długo prowadzili jakąś tam sporo różnicą i wygrali chyba jednym punktem. Seahawks gonili i mało brakowało a by dogonili. Potem 49 eros ich wyjasnili-grając zresztą w Atlancie.Falcons tacy zawsze byli jak to przeanalizować na spokojnie. Instynkt kilera mają właśnie Seahawks i Patriots, częściowo też Packers -tyle, że tam Rodgers musi się uwijac jak w ukropie bo nie ma często odpowiedniego wsparcia. Ale Falcons i Ryan nigdy nie mieli mentalności zwycięzcy. Dobrze, że to nie oni grają w tym finale. Bo by przyszli na niego zesrani.

  8. M pisze:

    NE grają do końca cierpliwie. A wiele drużyn myśli za wcześnie, że mecz jest wygrany i chcą tylko dograć do końca. A w tym sporcie to się mścii strasznie, jako, że 2 posiadania są dość szybkie do odrobienia. Wystarczy jeden błąd i różnica spada do jednego posiadania a wtedy przeciwnik zaczyna się denerwować i popełnia kolejne błędy. Do tego zachowawcze akcje w ataku (zwykle bieg) powodują, że za chwile oddaje piłkę i nim się obejrzy jest remis lub przegrywa. W przypadku NE nie ma gry na hurra, ale jest cierpliwość np. 3 punkty z ATL po FG choć wiele drużyn by grało czwartą próbę, albo wyczekiwanie na błąd JAX (wymagało lepszej gry obrony i była w drugiej połowie).

    Mechanika gry i głowa.Jak ktoś ma mocną głowę, to wyciągnie wszystko z tej gry. A ostatnia kwarta potrafi być zabójcza.Zresztą już nie jeden raz uważałem, że jest po meczu a tu czwata kwarta wywracała wszystko.

    • Oceansizer pisze:

      No właśnie i to jest sztuka. Sam TB12 nawet nie wiem z jak silna psychą nic by nie ugrał. Grunt,to znaleźć kolektyw zawodników i tak ich ustawić,by jednakowo byli silni psychicznie i dążyli do tego samego. Czasem mam wrażenie,że dla BB bardziej wartościowi są gracze z „głową” niż gwiazdy,które chcą tworzyć prywatne show. Dlatego wielu zawodników,którzy chociażby na chwilę zawitali do „stajni” Pats mówi o kosmicznie trudnym playbooku,a także specyfice pracy w tym klubie. Obniżanie zarobków,czy to przez TB12,Amendole świadczy,że tym gentlemenom cały czas zależy na wygrywaniu i tworzeniu historii. Jasne, NFL to biznes,w którym większą grupa to najemnicy. Miło jednak się patrzy na tych zawodników,którzy identyfikują się że swoimi klubami.Cholera,a może ja po prostu się starzeje 🙂

      • M pisze:

        Trafnie to ująłeś, żę BB woli graczy z głową. Może łatwiej ich ukształtować i sprawić, że zostaną gwiazdami? Nie wiem, ale BB wie. Poza tym w każdym elemencie jest zespół i akcja jest wynikiem pracy zespołu jak choćby bieg: Gronk świetnie blokuje. Statystyki indywidualne nie są tak ważne jeśli zespół nie wygrywa. Nie tylko złapane piłki się liczą, ale także bloki do akcji biegowych, praca OL dająca czas QB na rzut. Jak masz słabą OL, to dzieją się takie rzeczy jak z Rogersem, albo Wilsonem, który przy lepszym OL pewnie w PO by zagrał.

        A co do pieniędzy, to TB12 zarobił mnóstwo pieniędzy i kilka dodatkowych milionów mogą mieć dla niego mniejsze znaczenie niż kolejny SB. Bycie GOAT-em ma swój prestiż. Pieniądze to jedno, ale jak po latach patrzysz na finały i Ciebie w nich nie było, to masz poczucie straty nawet przy mnóstwie pieniędzy na koncie. Jak zarabiasz 1M, to drugi milion ma znaczenie, ale jak 15-20M, to wartość każdego kolejnego miliona już tak nie cieszy.

        Amendola zarobił dużo mniej, ale pewnie wystarczająco dużo, żeby nie martwić się o przyszłość. Bodajże w 2013 podpisał 31M kontrakt i nawet przy obniżkach, to dużo. Może woli wygrywać i po latach być tym dzięki, któremu TB12 był wielki. Bez jego złapanych piłek nie byłoby tych wszystkich trofeów..

        A kosmicznie trudny playbook możesz zrobić jak masz wykonawców takich jak TB12 i reszta, która na to pracowała.Bez głowy nie ugraliby tego wszystkiego.

  9. Bartek pisze:

    Kto z Was ogląda Pro Bowl? a w przeszłości kto oglądał? ja oglądałem ze 2 lata temu. Ogólnie średnio mi się podobał ten mecz.

    • Oceansizer pisze:

      Jakkolwiek NBA staram się oglądać regularnie (choć ostatnie lata to też lekka zakrawa na kpinę),to Pro Bowl nigdy mnie nie kręciło.NFL zbyt opiera się na taktyce,schematach,by można z tego zrobić show w meczach o frytki.

    • M pisze:

      Pewnie obejrzę bo to przedostatni mecz sezonu, ale zawodnicy będą zapewne unikać kontuzji…

  10. krisow pisze:

    PRO BOWL ze względu na specyfikę sportu chyba bez szans na coś lepszego. Jeszcze ten termin, tydzień przed finałem.Nnikt z dwóch najlepszych zespołów sezonu nie gra. To mniej więcej tak, jakby w latach 90-tych All Star Game w NBA było rozegrane np. bez Jordana, Pippena, Malone i Stocktona. Słabo, prawda? Może gdyby taki mecz rozegrano np. na początku sezonu? Ale znowu kontuzja przed sezonem i co wtedy? Może powinni grać we flagówkę? Ostrych tackli i sacków nigdy nie będzie, a to przecież wielka część futbolu. Może więcej zabaw w typu skil challenge to by uratowało? W sumie w NBA też to teraz zabawa taka, po 200 punktów rzucają drużyny.

Dodaj komentarz