NFL 2016: Świąteczne rarytasy i dramaty

nfl logo

Świąteczna kolejka z National Football League to prawdziwy rarytas tegorocznych rozgrywek. Byliśmy świadkami fenomenalnych spotkań, nagłych niespodzianek oraz prawdziwych dramatów, jakby na przekór świątecznemu nastrojowi.

 

Pittsburgh Steelers 31-27 Baltimore Ravens

Do teraz nie mogę uwierzyć, że Ravens dali zgarnąć sobie wygraną tuż przed nosem. Defensywa grała świetnie przez większość czas meczu, choć nie miała dostatecznie dużo „paliwa w baku”, żeby móc utrzymać tak groźną ofensywę, jaką posiadają Steelers, w ryzach przez pełne 60 minut gry. Kibice mogą wyszukiwać winnych w formacja ofensywnej Kruków, którzy choć we wszystkich pięciu pierwszych posiadaniach znajdywali się na połowie rywali, to tylko dwukrotnie udało im się przebić do red zone, a tylko raz zdobyć przyłożenie. Fakt, że poprawili tę skuteczność w drugiej połowie (trzy drive’y do red zone, dwa przyłożenia i jeden field-goal), ale wcześniejszy jej brak przesądził o końcowym wyniku.

Stalowi przez pierwszej trzy kwarty zasługiwali na najniższą notę końcową, ale kilka akcji z czwartej kwarty to majstersztyk, który obrócił całokształt o 180 stopni. Mówi się, że wielcy zawodnicy potrafią wyczuć moment i zrobić wielkie rzeczy w odpowiedniej chwili. Tak właśnie było w kontekście ekipy z Pittsburgha i wielkiej trójcy pod znakiem Big Bena, Antonio Browna oraz Le’Veona Bella. Rozgrywający podawał skutecznie 24 razy na 33 próby, zdobył 279 jardów i trzy razy punktował, choć wcześniej rzucił dwa wstydliwe przechwyty. Etatowy skrzydłowy przez trzy części spotkania był trzymany na dystans, ale w ostateczność złapał 10 piłek na łączną odległość 96 jardów i zdobył decydujące punkty. Ostatni z bohaterów dwa razy meldował się w polu punktowym (raz łapiąc piłkę, raz z nią biegnąc), a łącznie wybiegał 122 jardy (piętnaście dołożył po podaniach). Trzeba przyznać, że wszyscy razem robią różnicę…

Kansas City Chiefs 33-10 Denver Broncos

Ostatnie tygodnie dla aktualnych, jeszcze, Mistrzów NFL są więcej aniżeli tylko kompromitujące. Obrona, która zwykle była powodem do dumy i wewnętrznego spokoju wygląda jakby została wyrejestrowana z sezonu i zbierała siły do następnego. Od 2013 roku nie zdarzyło się, żeby rywalowi udało się zdobyć przeciwko tej formacji aż 484 jardy! Trudno jednak zdobyć się na motywację, gdy Twoja drużyna praktycznie nie posiada ofensywy. Najlepszy biegacz, Devontae Booker, zdobył dla swojej drużyny aż 27 jardów, a tuż za nim Trevor Siemian popisał się 17-stoma trafionymi piłkami do swoich skrzydłowych i może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie próbował tej sztuki aż 43 razy! Zespół jest na poważnej równi pochyłej i nie wygląda, jakby miał nagle wystrzelić niczym „Filip z konopi”.

Takich problemów nie mają za to w Kansas City, gdzie w roli Mikołajów wystąpili Travis Kelce i Tyreek Hill, którzy dostarczyli swojej formacji wszystko to, czego potrzebowała do zdominowania przeciwnika. Pierwszy z nich ustanowił swój indywidualny rekord 160-ściu złapanych jardów, podczas gdy Hill wprawiał wszystkich w zachwyt, gdy został autorem najbardziej widowiskowej akcji meczu. To najbardziej spektakularna wygrana Chiefs nad Broncos od 2000 roku, przez co Święta w tym regionie nabrały nowego znaczenia i będą wspominane przez długie, długie lata.

Cleveland Browns 20-17 San Diego Chargers

Przed tym meczem nie można było inaczej postawić aniżeli na przegraną Cleveland Browns. Ostatni raz wygrywali kiedy za centrem stał nieokrzesany Johnny Manziel i wciąż coś jeszcze znaczył. 54 tygodnie później Browns znajdowali się w jednym z największych kryzysów w historii Ligi: 17 porażek z rzędu, najgorsza efektywność w całej stawce, brak rozgrywającego i niewiele lepsza defensywa. Choć zatrudniono Paula DePodesta oraz Hue Jacksona, co miało odmienić całą historię Browns, to nic się nie zmieniło (hej, w końcu to Cleveland!). Nikt by ich nie obwinił, gdyby wywiesili białą flagę, podnieśli ręce i usunęli się w cień, ale nareszcie, na prawie sam koniec upokarzającego sezonu Cleveland dostało nagrodę za cierpliwość – wygraną nad San Diego Chargers, którzy od pięciu tygodni nie doznali żadnej porażki, a do tej pory oceniani byli jako najlepsza drużyna z tych, które posiadają ujemny bilans meczowy.

Ale czy to ma jakieś znaczenie? Najważniejszy dla kibiców jest jeden fakt – nie dołączą do Detroit Lions z 2008 roku, którzy nie wygrali żadnego spotkania w sezonie. Szansa na to, że ten stan rzeczy się zmieni do końca sezonu, przed meczem wynosiła zaledwie 1%, ale jeśli cud miał się zdarzyć to właśnie tylko teraz. Przeciwko drużynie, której sezon można podsumować jednym słowem: „pech”,  okraszona licznymi kontuzjami, ale żadna z tych przyczyn nie jest pretekstem do tego co stało się w niedzielę. Nawet Phillip Rivers nie był nigdy świadkiem podobnych rzeczy, choć przez 13 lat widział wiele. Nawet on nie potrafił odwrócić biegu historii i zdobył tylko 2 przyłożenia przy jednym przechwycie. Z Cleveland, jako kozioł ofiarny wyjechał jednak Josh Lambo, który w końcówce nie wykorzystał dwóch kopnięć z pola.

W takim wypadku szukanie winnych, czy nagradzanie pozytywnych bohaterów (Antonio Gates znajduje się już tylko o jedno przyłożenie za rekordem Tony’ego Gonzaleza) nie ma zbytnio sensu. Chargers przegrali z Browns i to wystarczy. Mike McCoy nie tylko doznał bolesnej porażki, ale prawdopodobnie był świadkiem ostatniego wbitego gwoździa w jego trenerską trumnę w San Diego.

Natomiast Cleveland dostało swoje metaforyczne Super Bowl w formie Bożonarodzeniowego cudu i tego nikt im nie odbierze.

Miami Dolphins 34-31 Buffalo Bills

Szacunek dla Miami, którzy na trudnym terenie, bez swojego etatowego rozgrywającego zdołali znaleźć sposób na wygraną. Rok temu w tej samej sytuacji byli Jets, którzy potrzebowali wygranej w Buffalo do zakwalifikowania się do postseason, ale nie wykorzystali szansy i dziesięć poprzednich zwycięstw poszło na marne. Na szczęście tego wyczyny nie powtórzył Adam Gase. Trener, którego gdyby prześledzić drogę w tym sezonie, śmiało można by obsadzić wśród kandydatów do nagrody Trenera Sezonu. Po tragicznym początku i bilansie 1-4 nagle wywalczył 9 kolejnych zwycięstw z jedną porażką po drodze i Dziką Kartę w fazie playoffs. I tak drużyna, która była największym rozczarowaniem doszła do godnego sobie miejsca.

Dla Bills kozłem ofiarnym będzie defensywa, która na początku spotkania nie stanowiła żadnego oporu dla ofensywy rywali i pozwoliła, by ta odskoczyła na bezpieczną ilość punktów. Na szczęście swój dzień mieli QB Tyrod Taylor (26/39 celnych podań, 329 jardów i 3 przyłożenia) oraz RB LeSean McCoy (24 biegi na 128 jardów i jedno przyłożenie). To głównie oni wyprowadzili swoją drużynę z deficytu 28-14 do dogrywki, w której… zawiodła defensywa, która przepuszczając 57-jardowy bieg Jay’a Ajayi pozwoliła na ostateczne, skuteczne kopnięcie z pola.

New England Patriots 41-3 New York Jets

Dobra wiadomość dla Odrzutowców? Todd Bowles jest zdrowy i pojawił się podczas meczu na linii bocznej. Trener jeszcze w piątek wizytował w szpitalu przez nieznaną nikomu chorobę, ale wygląda na to, że nie była ona zbyt poważna. Jednak po tym co stało się na Foxborough mogło przejść mu przez myśl: „a może niepotrzebnie spieszyłem się z tym powrotem do zdrowia?”. Jego zawodnicy raczej nie byli zainteresowani grą w futbol, bo mało brakowało, a wyjechaliby z Bostonu bez żadnego dorobku punktowego.

Bill Belichick po raz kolejny doprowadził do sytuacji, w której jego rywal musi zastanawiać się nad przyszłością swojego trenera oraz całego przyszłorocznego sezonu. Mimo iż znany jest z tego, że stara się zachować w biegu swoich starterów od początku do końca, to Brady’emu pozwolił odpocząć już po trzeciej kwarcie. Nic dziwnego patrząc na jego skuteczność: 17/27, 214 jardów i 3 przyłożenia i brak oporu ze strony przeciwnika. Wśród skrzydłowych najlepsze statystyki wykręcił Julian Edelman: 89 jardów przy pięciu podaniach.

Jacksonville Jaguars 38-17 Tennessee Titans

Jeszcze w sobotę to Tytani byli predysponowani do wygranej oraz ostatecznego sięgnięcia po playoffs. Jednak Jaguars, którzy w zeszłym tygodniu zwolnili trenera mieli odmienne wyobrażenia. Zdominowali przeciwnika przez większość wieczoru doprowadzając do 15-punktowego prowadzenia i największej katastrofy o jakiej nikt w Tennessee nie myślał, kiedy nagle, w trzeciej kwarcie Marcus Mariota… złamał nogę.

To ostatecznie zakończyło sezon Tytanów, który i tak jest nieporównywalnie lepszym niż ten zeszłoroczny (2-14). Choć tak niewiele zabrakło do euforii…

Natomiast jeśli chodzi o Jaguars: Blake Bortles w końcu przypomniał nam o tym, że potrafi coś więcej niż tylko rzucać przechwyty. Ukończył mecz z 70-procentową skutecznością podań, 325 jardami i jednym przyłożeniem. Co więcej, jedno przyłożenie zapisał sobie na konto dzięki złapanemu podaniu w akcji, którą śmiało można zaliczyć do najlepszej w całej tej kolejce.

Doug Marrone wywalczył swoje pierwsze zwycięstwo jako tymczasowy trener główny w Jags. Czyżby zwolnienie Gusa Bradley’a obudziło Bortlesa?

Green Bay Packers 38-25 Minnesota Vikings

Obiecujący start Vikings w tym sezonie zaczyna się zamazywać i prowadzić do totalnej katastrofy. Przypomnijmy: po stracie Teddy’ego Bridgewatera na „pięć minut” przed sezonem do Minnesoty sprowadzono Sama Bradforda, który – o dziwo! – doprowadził drużynę do pięciu kolejnych zwycięstw i pierwszego miejsca w dywizji, sprawiając wrażenie rozgrywającego, który zasługuje na franchise tag. Karta losu odwróciła się wraz z ich bye week, który rozpoczął serię porażek, Mike Zimmer omal nie stracił oka, a kilka godzin przed najważniejszym w sezonie meczu z Packers ich samolot zjechał z pasa podczas lądowania, na szczęście, bez poważnych konsekwencji.

Oczywiście to nie jest przyczyną porażki Vikings, ale na pewno trafną metaforą co się z tym zespołem w ostatnich miesiącach dzieje. W tym spotkaniu kluczowym zawodnikiem był Aaron Rodgers, który rzucając na łączną odległość 347 jardów zdobył przy tym aż cztery przyłożenia i chowa swój zespół przed kompromitacją. Jednak, czy na pewno chcemy taki zespół w playoffs?

Washington Redskins 41-21 Chicago Bears

Tegoroczny sezon dla Redskins to istna sinusoida wrażeń. Po zeszłotygodniowej, bezproduktywnej porażce z Panthers wygrywają na wyjeździe pokazując się z fenomenalnej strony. Kirk Cousins zagrał na dobrym poziomie zdobywając 270 jardów i jedno przyłożenie, a do tego doszli Mack Browns (82 jardy) oraz DeSean Jackson (114 jardów). Pomimo, że drużyna przy bilansie 8-6-1 potrzebuje nieco pomocy ze strony swoich przeciwników, żeby myśleć o playoffs, to jednak dobrze dla kibiców, że widzą takie przebłyski ofensywne swojej ekipy. Nie jest to sezon beznadziejny, ale też nie wybitny, po prostu, niezły.

Trudno też winić Bears za porażkę, którzy niemiłosiernie przetrzebieni są przez liczne kontuzje, bez swojego etatowego rozgrywającego z pytaniami o kolejnego. Matt Barkley to raczej krótkoterminowa odpowiedź. Choć zdobył dwa przyłożenia, to jednak pięć przechwytów pozostawia niezmazalną szramę na jego występie.

Atlanta Falcons 33-16 Carolina Panthers

Falcons są już tylko o krok od zgarnięcia tytuł w NFC South i pojawienia się w playoff po raz pierwszy od 2012 roku. Wygrana z Carolina Panthers daje im dziesiąte zwycięstwo w sezonie, a Matt Ryan podtrzymuje świetną formę (27/33 złapanych podań, 277 jardów i 2 TD), która daje mu niezmienną nominacje do nagrody MVP Sezonu. Trzeba jednak oddać Panterom, że uczynili lekki progres w porównaniu do starcia tych dwóch ekip z początku sezonu. Wówczas rozgrywający z Atlanty rzucił ponad 500 jardów zdobywając przy tym 4 przyłożenia.

Cam Newton jednak pozostał sobą, bo jego skuteczność w tym spotkaniu zawodziła na całej linii. Tylko 18 złapanych piłek po jego podaniach ze wszystkich 43 prób? C’mon man! Na szczęście znaczenie tego meczu uratował Greg Olsen, który stał się pierwszym tight endem w historii Ligi, który trzeci sezon z rzędu zdobył ponad 1000 jardów w sezonie. Niestety nad Ronem Riverą zbierają się coraz ciemniejsze chmury, bo to już czwarty z sześciu jego sezonów, w którym Panthers tracą sezon…

New Orleans Saints 31-24 Tampa Bay Buccaneers

Ten mecz to potwierdzenie tego, o czym mówiliśmy już wcześniej w tym sezonie: Bucs nie potrafią grać ważnych spotkań. Wydawać by się mogło, że kiedy grasz o miejsce w playoffs, z drużyną, która swój sezon już zakończyła, to nic jak tylko zwycięstwo nie wchodzi w grę, a jednak… Na rózgę zasłużyli zarówno Jameis Winston (dwa przechwyty), jak również cała defensywa, która nie potrafiła zatrzymać Świętych w ich ostatnim posiadaniu, co mogło pomóc ich rozgrywającemu doprowadzić do dogrywki. Niestety, takiej możliwości nie miał, a Bucs najprawdopodobniej stracili szansę na zaistnienie w postseason.

Na słowa uznania zasługują za to zawodnicy z Nowego Orleanu, którzy zdobyli się na motywację, żeby zagrać jeden ze swoich najlepszych meczów w sezonie (tak się zazwyczaj dzieje, kiedy nie ciąży na tobie żadna presja). Drew Brees lśnił na własnym stadionie jak zawsze rzucając blisko 300 jardów z jednym przyłożeniem, ale bez żadnych strat. Współtowarzyszyli mu w tym dwaj skrzydłowi: Brandin Cooks oraz Michael Thomas, którzy razem zdobyli dla drużyny blisko 200 jardów. Swoje winy z całego sezonu próbowała też odpokutować defensywa, która jak nigdy powodowała straty przeciwnika w kluczowych momentach. O playoffach w Nowym Orleanie już zapomniano, ale przynajmniej ich drużyna nie będzie musiała się wstydzić ujemnego bilansu.

Oakland Raiders 33-25 Indianapolis Colts

To chyba najsmutniejsze zwycięstwo Raiders w całym sezonie. W czwartej kwarcie boisko opuścił Derek Carr u którego zdiagnozowano złamanie kości strzałkowej, która automatycznie wykluczyła go do końca sezonu. To też odziera wszystkich ze złudzeń, że Najeźdźcy mogą zawojować playoffs bez swojego etatowego rozgrywającego, a szkoda, bo zapowiadało się na nie małą niespodziankę w ich wykonaniu. Szczególnie, że jeszcze przed zejściem Carra, ten grał niesamowite spotkanie, a jego passer rating zatrzymał się na genialnym poziomie – 122.6. Do tego doszła też świetna gra dołem (219 jardów, czyli ok. 5,7 jardów na akcję), a i defensywa skutecznie odpierała ataki swoich przeciwników. Niestety, wraz z zejściem podstawowego rozgrywającego wszystko zaczęło się sypać, co jest niepowetowaną stratą nie tylko dla sympatyków z Oakland, ale i całej Ligi, która mogła oglądać jedne z ciekawszych playoffów w wykonaniu tej drużyny, a tak.. zobaczymy.

W Indianapolis nastroje nie będą lepsze, bo tylko wygrana pozwalała im wygrać AFC South, a tak playoffy nie dla nich drugi rok z rzędu (choć patrząc przez pryzmat całego sezonu, czy aby na pewno zasługiwali na to miejsce?). Za ten stan rzeczy winić przede wszystkim trzeba defensywę, która nie była w stanie przeciwstawić się rywalom w żadnym aspekcie gry. Nie dajcie zmylić się wynikowi, bo Colts ani przez chwilę w tym meczu nie byli blisko Raiders.

Oczywiście więcej o tym spotkaniu przeczytacie na RaiderNationPolska!

Arizona Cardinals 34-31 Seattle Seahawks

Pomimo, że Seahawks nie są już takim monolitem jak kiedyś, to wygrana na ich terenie to wciąż trudne zadanie. To udało się Kardynałom, którzy nie mieli już nic do stracenia oprócz własnej dumy. Żeby to zrobić potrzebowali najwyższej dyspozycji ze strony Davida Johnsona (136 jardów) oraz Carsona Palmera (blisko 11 zdobywanych jardów na akcję i passer rating na poziomie 111.7). Słowa uznania również dla defensywy, która do czwartej kwarty kompletnie stłamsiła swojego przeciwnika, a kredytem zaufania objęto również kopacza Chandlera Catanzaro, który wykonał zwycięskie kopnięcie z pola. Cardinals wygrali z jednym z najgroźniejszych przeciwników na arcytrudnym terenie i to się im chwali, choć w czwartej kwarcie doprowadzili do straty 13-punktowego prowadzenia.

Gospodarze ten mecz zaczęli jak na początku sezonu – ich ofensywa była strasznie anemiczna. Nieskuteczni w sytuacji goal-line oraz niezdolni do prowadzenia piłki w akcjach biegowych (tylko 2.9 jarda na bieg) – skąd to pamiętamy.. Defensywnie również nic im nie wychodziło, a jedyna odzyskana piłka była efektem upuszczenia piłki przez Davida Johnsona bez pomocy żadnej z defensorów. Jedynym powodem, dla którego Seahawks nie zasłużyli na najniższą notę, to ich zdolność do powrotu w mecz w ostatniej kwarcie. Russell Willson po raz kolejny przełamał swoją niemoc rzucając ostatecznie cztery przyłożenie, ale jakkolwiek to imponujące, to jednak niewystarczające do osiągnięcia ostatecznego celu.

San Francisco 49ers 22-21 Los Angeles Rams

To jedno z tych zwycięstw, które w tym wypadku nie powinno cieszyć. 49ers potrzebowali dwóch przegranych, żeby zgarnąć pierwszy wybór w przyszłorocznym Drafcie, a tak… nic z tego. Nie mniej, wygrana, to wygrana, nawet jeśli przychodzi z takim zespołem jak Los Angeles Rams, którzy – umówmy się – nie są w wybitnej formie. Ale za to swojego ego miał okazję podreperować Colin Kaepernick, który po raz pierwszy od dawien dawna poprowadził zwycięski drive dla swojej drużyny w ostatnich minutach spotkania (i to nie byle jaki, bo uwieńczony 10 jardowym podaniem do Roda Streatera i dwupunktowym podwyższeniem). Co więcej, jego defensywa równie dobrze poradziła sobie z atakami Todda Gurley’a, który zdołał wybiegać średnią tylko 3 jardów na bieg. Progres i kolejny bożonarodzeniowy cud!

Rams nie mają się czym pochwalić. Cóż powiedzieć skoro nawet Todd Gurley wygląda mizernie przeciwko najgorszej defensywie biegowej w Lidze… Równie słabo zaprezentował się Jared Goff czy cała defensywa, która pozwoliła na finalny drive bez Carlosa Hyde’a, który zszedł z kontuzją. Powiedzmy sobie szczerze, Rams przegrali z drużyną, która nie była w stanie wygrać od pierwszego tygodnia rozgrywek… nie ma na to wytłumaczenia.

Houston Texans 12-10 Cincinnati Bengals

Texans potrzebowali tej wygranej, żeby wygrać w AFC South. Wygrali, ale prawdopodobnie w najgorszym meczu w sezonie. Sztuka ta udała im się tylko i wyłącznie z powodu braku umiejętności kopania piłki przez ich byłego kopacza, Randy’ego Bullocka. Gdyby trafił, to przegraliby przez to, że wcześniej Nick Novak nie potrafił podwyższyć za jeden punkt po przyłożeniu. Tom Savage nadal nie wygląda na rozgrywającego, który byłby w stanie zbierać lepsze noty od Brocka Osweilera (18/29 skutecznych podań, 176 jardów i passer rating równy 79.1), a więc, wbrew pozorom, sytuacja w Houston nie jest do pozazdroszczenia.

Ze wszystkich drużyn, które w miniony weekend nie miały nic do stracenia, tylko Bengals wyszli pogodzeni ze swoim losem. Zarówno biegacze (2,6 jardów na bieg), jak i Andy Dalton (6,5 jarda na podanie) grali jakby chcieli jak najszybciej zakończyć sezon. 86-jardowa akcja przyłożeniowa Brandona LaFella nabiła jego drużynie większość zdobytych ostatecznie jardów. Podobnie jak Texans nie zasłużyli na wygraną, ale w przeciwieństwie do nich przegrali.

Detroit Lions 21-42 Dallas Cowboys

Oficjalnie, sezon Detroit Lions znajduje się już na krawędzi przepaści. Po zeszłotygodniowej, bolesnej porażce z New York Giants przyszła kolejna, kompromitująca z rewelacją tegorocznych rozgrywek. Swoje okazje w tym meczu mieli na samym początku, kiedy zapunktowali w dwóch pierwszych seriach ofensywnych i przed zakończeniem pierwszej połowy wyszli na prowadzenie 21:14. Jednak, jak można wywnioskować po końcowym wyniku, na tym gra Detroit się skończyła. Po zmianie stron Matthew Stafford wyglądał jakby powrócił do pierwszych swoich sezonów tracąc dwukrotnie piłkę. Jego linia ofensywna nie pomogła mu w żaden sposób doprowadzając aż do czterech powaleń swojego rozgrywającego. Również i gra biegowa przeżyła kryzys, choć w pierwszej połowie wyglądała więcej niż obiecująco (pierwsze dwie kwarty przyniosły im 65 jardów w tym elemencie gry, a skończyli z dorobkiem 90-ciu). Konkludując, ofensywa w drugiej połowie nie miała nic do powiedzenia.

Porażka stawia Lwy w bardzo niekomfortowej sytuacji, bo muszą wygrać ostatnią potyczkę w tym sezonie z Green Bay Packers (gdyż przy wygranej Redskins nad Giants, to przegrany tego spotkania pożegna się z playoffs). A kto jak nie fani Chicago Bears pamiętają, co w takich sytuacjach robi Aaron Rodgers…

O ile sytuacja w Detroit jest mocno niepewna, to w Dallas wciąż śrubują rekordy. 13-ste zwycięstwo Cowboys w sezonie, to wyrównanie rekordu klubu, a Dak Prescott i Ezekiel Elliott wciąż są nie do powstrzymania. Już w pierwszym posiadaniu w meczu młody rozgrywający tylko raz pomylił się w swoim podaniu, a cały drive zakończył 21 jardowym podaniem na przyłożeniem do Brice’a Butlera. Warto też zaznaczyć, że to zwycięstwo równie dużo znaczy dla samego Prescotta, który wyrównał rekord Big Bena z debiutanckiego sezonu.

Swoje „pięć groszy” dorzucił również Dez Bryant, który zaprezentował wszystkie swoje umiejętności. Od niewiarygodnego chwytu…

… po umiejętności podaniowe.

W kontekście całego spotkania Bryant zdobył trzy przyłożenia i praktycznie w pojedynkę wyprowadził drużynę na 21-punktowe prowadzenie.

Cowboys prawdopodobnie osiągnęli już maksimum swojej formy. Pytanie tylko, czy utrzymają ją do końca sezonu czy staną się ofiarą jak Carolina Panthers w zeszłym roku?

A na sam koniec najlepsze oraz najgorsze akcje całej kolejki wg. NFL.com:

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

18 Responses to NFL 2016: Świąteczne rarytasy i dramaty

  1. Kazik pisze:

    Dziękuję stronie nfl24 za kompletne niemal olanie w tym roku tematu NCAA. Zawsze jak to wytykam słyszę, że brak ludzi i zapraszamy do współpracy. To tak jakbym poszedł do szewca po buty a ten na to-sam se pan zrób.Rozumiem, że strona poświęcona przede wszystkim NFL ale daleko jej do jakiegokolwiek profesjonalizmu. W sumie obniżacie loty coraz bardziej. Sorry ale taka jest moja opinia. I już słyszę- jak się nie podoba to nie czytaj! No to już od dawna nie czytam:)

    • Kuba Kaczmarek Kuba Kaczmarek pisze:

      Nie da się ukryć, że redakcja w tym roku przeżywa jeden z większych swoich kryzysów w całej jej historii. Niestety, taka kolej rzeczy, że niemal co roku ludzie odchodzą przez inne zobowiązania czy lepszą pracę i coraz trudniej zastąpić ich równie wykwalifikowanymi osobami i trzeba szkolić nowych. Dla portalu non-profit to niestety nieunikniona ścieżka. W tym roku niestety wszystko idzie nie tak jak powinno, przez co oczywistym jest, że portal traci na jakości i również z bólem serca na to patrzę. Walczę jednak o lepszą przyszłość i mam nadzieję, że temat futbolu tak szybko nie zniknie, a NFL24 będzie jeszcze prezentowało poziom, co najmniej ten z poprzedniego roku. Czasem po osiągnięciu pewnego poziomu potrzeba sięgnąć dna, żeby znów być na TOPie. Mam szczerą nadzieję, że nasi czytelnicy nas nie zostawią i będą mogli nas wesprzeć w Nowym Roku, który będzie odskocznią od tego, który – na szczęście – już mija. Tymczasem walczymy, nie tylko na stronie, ale i po za nią 🙂

      • M pisze:

        Oby w Nowym Roku się poprawiło, bo kpiną z czytelnika jest np. wrzucanie w DDF informacji sprzed meczu, który już dawno się odbył.

  2. rafal pisze:

    Jesli o mnie chodzi to stronka jak na darmową jest całkiem wporzo wiadomo że może być zawsze lepiej. Inna sprawa że mnie NCAA nie interesuje nie wiem jak możecie się tym fascynować gdy to jest bardziej podobne do łyżwiarstwa figurowego nie ważne jak grasz ważne jakie wrażenie robisz. Wyobrażacie sobie że Dallas nie gra w playoff bo komitet ich nie wybrał bo nie ładnie biegają dla mnie NCAA jest groteską. Mam pytanie do redakcji. Macie informację czy wszystkie mecze playoff będą na Eleven czy będzie kaszana?

    • M pisze:

      Głupoty piszesz. Nikt by nie pominął Dallas, tak jak nikt nie pominął w NCAA Alabamy. Po prostu są to ekipy z najlepszym bilansem i miejsce mają pewne. Jeżeli jest jednak kilka drużyn, które mają taki sam bilans, to wtedy musi dojść do rozstrzygnięcia. Tak samo jest w NFL, gdzie decydują mecze w dywizji itp. rzeczy. Tak tutaj, decyduje komisja, gdyż ciężko bardziej wymiernie porównać poziom ekip gdy w całym sezonie często nie miały one ze sobą styczności, lub także z rywalami drużyny przeciwnej. Idealne to nie jest, ale ciężko o coś lepszego.

    • Kazik pisze:

      NCAA nie jest groteską ani łyżwiarstwem figurowym tylko bezpośrednim zapleczem NFL. Myślisz, że skąd się biorą zawodowe gwiazdy? Z kosmosu czy gier play station? W większości wypadków wszyscy oni grali w NCAA na naprawdę wysokim poziomie. Równie dobrze można powiedzieć, że PLFA to śmiech na sali a na pewno tak nie jest. Zobacz chociaż jeden mecz NCAA to może zmienisz zdanie:)

    • alfa pisze:

      Polecam mecze na pro7 maxx z astry, no chyba że zależy Ci na polskim komentarzu…

  3. rafal pisze:

    Widzę że trochę podrażniłem. Już wyjaśniam i trochę sobie zaprzeczam .
    Wiem że z NCAA biorą zawodników do draftu i wiem że jest fajna atmosfera i sama gra jest ekscytująca pełne stadiony nawet 100 tysięczne te tam orkiestry grające taki lokalny koloryt. Oglądałem mecze NCAA jak był Espn America w Polsce myślę że przez te kilka lat to nie licząc więcej niż 200 meczów obejrzałem i wiem o co chodzi potem też się oglądało na Americe loterię draftowa i emocjonujące było które gwiazdy NCAA gdzie trafią. Ale jednak psuje mi oglądanie tych rozgrywek ta komisja bo to jest uznaniowe i dla mnie nie przejrzyste. Pamiętam że prawię zawszę były jakieś kontrowersje. Teraz już nie oglądam tego bo w telewizorni nie ma w necie nie chcę mi się tego szukać ale wiem że w tym roku znów coś było nie tak kogoś nie dopuścili do playoff nawet w podcascie przedostatnim o tym mówili na tej stronie. Już lepszy jest rzut monetą lub jakieś losowanie a nie wysoka komisja

    • Karol Potaś Karol Potaś pisze:

      Dokładnie. Sprawa dotyczy Uniw. Penn State, który wygrał Big 10, a mimo to do „czwórki” nie awansował kosztem… Ohio State, które w trakcie sezonu NCAA pokonał 24:21. Jak wspominał Rafał, mówiliśmy o tym szeroko w Pick Six 47 (http://nfl24.pl/pick-six-47/).

      • Kazik pisze:

        No ale Penn State przegrali 2 mecze w sezonie a Ohio State 1 i to zadecydowało. Pewnie, że trochę głupio jak mistrz konferencji nie wchodzi do play off ale taki już koloryt NCAA

        • Karol Potaś Karol Potaś pisze:

          Dokładnie. Btw. nie rozumiem Kazik (czasami Andrzej, a kiedyś Remix, bo różne masz nicki) dlaczego tak bardzo chcesz nam dopiec, przez to, że nie dajemy rady wszystkiego ogarniać, często ze względu na obowiązki rodzinne i to, że jest nas niewielu. Wiemy, że jesteś fanem CFL a piszesz coś co nie rozumiem np.
          – Sęk w tym, że w poprzednich latach było dużo i regularnie o NCAA nawet chwilami o CFL (nie jestem fanem tej ligi).Jeżeli u góry strony jest napisane jak byk NFL, NCAA a o tej drugiej nic- to sorry!

          Do tej pory się nie odzywałem publicznie na ten temat, ale jak zobaczyłem twoje komentarze np.
          „Generalnie cała strona schodzi nieuchronnie na psy.”
          czy
          – Dziękuję stronie nfl24 za kompletne niemal olanie w tym roku tematu NCAA. Zawsze jak to wytykam słyszę, że brak ludzi i zapraszamy do współpracy. To tak jakbym poszedł do szewca po buty a ten na to-sam se pan zrób.Rozumiem, że strona poświęcona przede wszystkim NFL ale daleko jej do jakiegokolwiek profesjonalizmu. W sumie obniżacie loty coraz bardziej. Sorry ale taka jest moja opinia. I już słyszę- jak się nie podoba to nie czytaj! No to już od dawna nie czytam:)

          … to proszę przypomnij sobie w jakiej sytuacji zostawiłeś mnie w poprzednim sezonie. Nagrywaliśmy podcasty co tydzień o NCAA, a ty odszedłeś tuż przed podsumowaniem całego sezonu. To było profesjonalne? A mimo to spróbowałem jakoś to ogarnąć, choć było mega trudno przez twoje „profesjonalne” zachowanie.

          Byłeś ważną częścią ekipy NFL24. Szanuję twoją wiedzę, ale twoje wypowiedzi pozostawię bez komentarza. Szkoda, że tak się zachowałeś, bo miałem o tobie inne zdanie. Pozdrawiam.

  4. Arti pisze:

    nie rozumiem tej gównoburzy….janusze – cebulaki tzw. eksperci to do was, jeśli macie jakieś zastrzeżenia do strony i ludzi, którzy poświęcają swój wolny czas publikując w skrócie to co nas wszystkich interesuje nie tylko w NFL, ale rodzinnej lidze nie czytajcie tego i nie wylewajcie swoich żali i frustracji życiowych. Jestem przekonany, że Redakcja zdaje sobie sprawę z swoich słabości i braków, ale jest to jedyny taki portal w Polsce, który w miarę na BIEŻĄCO relacjonuje to co działo się w najlepszej lidze świata. Skoro brakuje wam tego i owego są stronki poświęcone NCAA i CFL o samej NFL już nie wspomnę i tam się edukujcie i wylewajcie swoje wymioty. To nie oznacza również i te słowa kieruje do Redakcji, że użytkownicy nie mają prawa do ( i tu zaznaczam) konstruktywnej krytyki i rozmowy o tym co można byłoby zmienić a co tylko delikatnie poprawić aby wiedza i dyskusja dotycząca NFL i pochodnych przekładała się na rozwój tej strony. Ja osobiście nie mam tyle czasu jak eksperci janusze komentujący na tej stronie oglądam spotkania Patriots i z chęcią na szybko dowiem się co działo się w innych spotkaniach bez konieczności oglądania skrótów na ,które czasami brakuje czasu. Do wszystkich bo jest tutaj spora grupa użytkowników, którzy zamiast wytykać palcami błędy innych dzielą się swoimi przemyśleniami i uwagami odnośnie spotkań co jest zajebiste powinniśmy się cieszyć z tego co mamy. Z okazji Nowego Roku sobie i wszystkim użytkownikom życzę jak najwięcej szczęścia, pomyślności i dystansu a Redakcji pracy nad stroną i jak najwięcej optymizmu. Pats Nation Baby!!!!!

  5. kaliber pisze:

    To nie jest strona o NCAA tylko o NFL. Ta pierwsza z resztą jest po prostu mało interesująca jak dla mnie. Pozdrowienia dla Redakcji i Wszystkiego Najlepszego na Nowy Rok!

  6. kks pisze:

    NCAA u nas to już dla koneserów gatunku. Dobrze, że NFL jest wciąż opisywane na poziomie. 🙂

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla wszystkich!

  7. Szarlatan pisze:

    Dobra robota, chłopaki! Cieszę się, że jesteście. Mimo, że czasem niezłe babole walicie, czytam Was z przyjemnością.

  8. ikon pisze:

    Podpisuje się pod powyższymi słowami (Szarlatana). Jest krytyka ale spójrzmy na to w ten sposób, że gdyby krytyki nie było to by znaczyło że nikt się tą stroną nie przejmuje 😉 Myślę że jak na fakt, że tworzycie nfl24 hobbystycznie, łącząc z innymi obowiązkami to na prawdę dajecie radę 😉 Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku Panowie!

    • Choć czasami nie zgadzam się z niektórymi kwestiami, to i tak bardzo szanuję to, że promujecie football w naszym kraju. Śledzić spotkania, newsy, mieć pojęcie o każdej z ekip, to wymaga na pewno poświęcenia. W dodatku każdy ma swoje obowiązki dnia codziennego, co nieco blokuje rozwój naszej pasji. Także nie dajamy się zwariować i nie bierzmy wszystkiego tak do siebie ” football is just an entertainment folks”. Wszystkiego dobrego dla całej redakcji i wszystkich fanów footballu w Nowym Roku. Aha, no i Pats po SB!

  9. Sempurs pisze:

    Też mam swoje uwagi do strony ale w sumie to drobiazgi. Nfl24.pl jest dla mnie bezcennym źródłem wiedzy o NFL. Dzięki za jej prowadzenie i za nagrywanie Pick Six. Życzę szczęścia i dalszego zapału w Nowym Roku.

Dodaj komentarz