NFL 2016: Podsumowanie 11. kolejki

nfl logo

Jedenasta kolejka w NFL stała pod znakiem powrotu International Series do Mexico City, gdzie Oakland Raiders stali przed szansą na samodzielne prowadzenie w swojej dywizji. Czy ta sztuka im się udała? Nie mniej gorąco było na innych stadionach, a szerzej o tym w naszym podsumowaniu!

Pittsburgh Steelers 24-9 Cleveland Browns

Gdyby Jimmy Haslam kiedykolwiek chciał sprzedać swoją drużynę, to powinien oddać swoje udziały na rzecz Bena Roethlisbergera. To jedyna osoba, która prowadzi tę drużynę naprzód, bezsprzeczny ojciec tegorocznych sukcesów. Po kolejnym zwycięstwie nad Browns jego bilans przeciwko tej drużynie wynosi 20-2! Samemu jednak trudno wygrać cały mecz, a więc – jak w przypadku biznesu – potrzebny jest mu współudziałowiec, a na takowe stanowisko najlepiej nadaje się Le’Veon Bell, który wybiegał największą ilość jardów w aktualnych rozgrywkach (146). Ponadto w przeciągu całego spotkania aż 28 razy miał kontakt z piłką, a to drugi najwyższy wynik w jego karierze. Po tym meczu, w Pittsburghu, powrócił optymizm, a czterotygodniowa passa porażek poszła w zapomnienie, bo tak naprawdę po 10 spotkaniach Steelers są tam, gdzie być chcieli od początku sezonu – na szczycie AFC North.

1

Czy jest sens pocenia jakichkolwiek konstruktywnych wniosków dotyczących Browns? Na usta wciąż ciśnie się tylko jedno słowo: żenada. Wciąż nie potrafią zadbać o podstawową rzecz, czyli zdrowie swojego rozgrywającego. W meczu zagrali Cody Kessler oraz Josh McCown i obaj aż cztery razy witali się z murawą boiska. 8 sacków to wyrównanie ich haniebnego rekordu od momentu, kiedy powrócili do NFL, czyli 1999 roku.

Dallas Cowboys 27-17 Baltimore Ravens

Przez większą część czasu pierwszej połowy mogło wydawać się, że najlepsza defensywa w Lidze jest w stanie zatrzymać najbardziej efektywną i efektowną drużynę w tym sezonie. Niestety, to były tylko pozory bo Cowboys zakończyli spotkanie ze statystyką 417 zdobytych jardów. Takiego meczu wygrać się nie da, a Kruki bardzo dobrze o tym wiedzą z autopsji, bo od 2013 roku takie spotkanie udało im się wygrać tylko raz (z 12-stu). Nie sprowadzajmy jednak całego problemu do defensywy, bo równie winna jest ofensywa, której wyraźnie brak siły ognia i na tle takiego przeciwnika widać to jeszcze dosadniej.

Najlepsza aktualnie drużyna w Lidze wciąż tworzy historię. Ezekiel Elliot dokładając zdobyte 97 jardów ma już na koncie 1102, co jest przełamaniem klubowego rekordu w zdobytej ilości jardów w jednym sezonie przez debiutanta! Dłużny nie pozostał również Dak Prescott, który rzucając trzy przyłożenia wyrównał rekord Dana Marino i Russella Willsona w ilości meczów, gdzie rzucił więcej niż jedno przyłożenie (5). Ale co najważniejsze dla Cowboys – wygrana z Ravens było ich dziewiątym zwycięstwem z rzędu, czym jeszcze nigdy ten klub nie mógł się poszczycić. Wyobraźcie sobie te wielkie nazwiska z 1970, 1990 roku – nie oni tego dokonali, a debiutująca para Elliott-Prescott. Skoro aktualnie najlepsza defensywa nie mogła im dać rady, to kto?

Detroit Lions 26-19 Jacksonville Jaguars

„Blake Bortles rzucił kolejne pick-six” – to w tym roku jedyna pewna kwestia, kiedy myślimy o Jaguars w kontekście kolejnego meczu. Rozgrywający Jaguarów podtrzymał swoją passę i zanotował kolejne z nich i posiada na swoim koncie już 10, czyli najwięcej od momentu rozpoczęcia kariery w NFL. Trenerowi, Gus’owi Bradley’owi, co raz trudniej będzie winić za porażki kogokolwiek innego, ale jeśli miałby szukać, to powinien to zrobić w formacjach specjalnych, gdyż Ci przepuścili łatwe punkty po puntcie.

Spotkania w wykonaniu Detroit Lions również są coraz bardziej przewidywalne, ale to zgoła inne emocje. Kluczem do wszystkich sukcesów jest czwarta kwarta, bo to przeważnie w tej części meczu Lwy odrabiają straty i ostatecznie wygrywają. Tym razem było identycznie, kiedy to w ostatniej odsłonie spotkania zawodnicy doprowadzili do stanu 16-19 i wtem Matthew Stafford poprowadził 79-jardowy drive w siedmiu zagraniach i zdobył przyłożenie – jedyne, które kibice mogli oglądać tego wieczoru w wykonaniu swojej drużyny. Pomimo, że przez trzy kwarty ofensywa wyglądała bardzo niemrawo, to jeden drive i dwa przyłożenia – ze strony formacji specjalnej oraz defensywnej – dały im ważne zwycięstwo. Szczęście?

Indianapolis Colts 24-17 Tennessee Titans

Choć w takich spotkaniach zazwyczaj chwali się ofensywę Colts, to tym razem lepsza była formacja defensywna. Aż pięciokrotnie powalali Marcusa Mariotę, a z przeszłości wiemy, że gdy tak się dzieje to nikt nie wydrze im zwycięstwa. Od 2000 roku, na 27 meczów – w których sackowali pięć lub więcej razy – przegrali tylko raz. Tym razem nie mogło być inaczej. O ile w defensywie można było nacieszyć oko, to nie wszystko było perfekcyjne. Andrew Luck rzucił pick-six, a Adam Vinatieri przestrzelił swojego pierwszego field-goala od ponad roku, ale to wszystko zniknie w czeluściach sukcesu, ponieważ nie tylko wygrali ważny mecz, ale go zdominowali.

Titans wydają się drużyną, która „krztusi się” w ważnych meczach. Dopiero przy wyniku 14:0 dla przeciwnika udało im się zdobyć pierwszą pierwszą próbę, a w momencie, gdy przedostali się po raz pierwszy na połowę przeciwnika przegrywali już 21:0. Shame…

Buffalo Bills 16-12 Cincinnati Bengals

Jeśli planem Bills na to spotkanie było wybiegać defensywę Bengals, to plan ten spełnili w stu procentach. LeSean McCoy wygląda nad wyraz pewnie i wystarczyło mu zaledwie 5 piłek, żeby zdobyć punkty i wyrobić średnią 6.6 jardów na bieg. Gdy idzie Ci tak dobrze, to albo stajesz się wielką gwiazdą albo ulegasz kontuzji. Niestety los nie oszczędził McCoy’a i musiał opuścić spotkanie już w pierwsze połowie. Na szczęście to nie wytrąciło z rytmu drużynę, a wszystko za sprawą Mike’a Gillislee, który godnie zastąpił kolegę z tej samej pozycji i w 14 akcjach wybiegał imponujące 72 jardy. Dzięki tym dwóm zawodnikom cała drużyna utrzymała średnią ponad pięciu jardów na akcję. Równie dobrze działo się po drugiej stronie boiska, gdyż w drugiej połowie Bawoły tylko 5 razy pozwolili na osiągnięcie pierwszej próby przez przeciwnika.

Natomiast w kwestii Cincinnati Bengals bardziej bolesne od oglądania ich formacji ofensywnej było oglądanie ich kopacza, Mike’a Nugenta. Dwukrotnie przestrzelił podwyższenie po przyłożenie i całkiem możliwe, że do końca tego tygodnia będzie musiał rozpocząć szukanie nowego pracodawcy. Oczywiście, brak solidnego kopacza to nie jedyny problem, bo była nim również kontuzja AJ Greena, który zszedł w trakcie trwania pierwszej kwarty. Jego brak tragicznie zadziałał na mobilność ofensywy.

Tampa Bay Buccaneers 19-17 Kansas City Chiefs

Bucs zaskoczyli w tej kolejce na dwóch płaszczyznach: wygrali z jedną z najbardziej rozpędzonych ekip i to na wyjeździe, a ich najgorszy kopacz znalazł się wśród garstki najlepszych (a raczej tych „nie skompromitowanych”). Z 10-ściu przestrzelonych podwyższeń po przyłożeniu przez kopaczy w minioną niedzielę, żadne z nich nie wyszło z pod buta Aguayo, co więcej każde z czterech kopnięć na bramkę z pola było celne i choć odległości nie robią większego wrażenia, to każde z nich było na wagę zwycięstwa.

Drugim bohaterem spotkania został Jameis Winston, który zanotował 331 jardów, zdobywając przy tym TD i będąc niekwestionowanym liderem w drużynie. Wynikiem tego było zdobycie „zwycięskiej piłki” w szatni po meczu.

Z drugiej strony, Kansas City Chiefs mają problem z dysponowaniem czasu. Kiedy dostali piłkę w ostatniej kwarcie na blisko 6,5 minut przed końcem gry, zamiast śpieszyć się – mając do odrobienia dwie akcje punktowe – to ślimaczyli się jak tylko mogli, tracąc na punktowej serii ofensywnej 4 minuty. W ten sposób Bucs dostali piłkę na 2,5 minuty przed końcem i nie mieli problemu z jej utrzymaniem.

New York Giants 22-16 Chicago Bears

RB Rashad Jennings nieoczekiwanie stał się zawodnikiem nie do zatrzymania. Jeszcze przed 10-tym CT bear21.JPGtygodniem rozgrywek na swoim koncie miał zaledwie 80 zdobytych jardów, a w dwóch kolejnych spotkaniach podwoił ten stan! Przeciwko ekipie z Chicago wybiegał 85 jardów, dodał 44 ze złapanych podań i raz zapunktował.

W defensywie brylował Jason Pierre-Paul, który dwukrotnie sackował Jay’a Cutlera, a kolejni zawodnicy dodali kolejne dwa powalenia rozgrywającego.

Kibice w Chicago mogli cieszyć się tylko po pierwszej połowie, gdy ich podopieczni schodzili z prowadzeniem 16-9, gdyż druga połowa to kompletna katastrofa i powrót do formy z początku sezonu. Na siedem serii ofensywnych, pięciokrotnie znaleźli się w sytuacji 3rd&out. W tych dwóch wypadkach stracili piłkę przez przechwyt oraz przestrzelili próbę kopnięcia z pola.

To piąta wygrana Giants z rzędu, a to najlepszy wynik od 6 lat!

Minnesota Vikings 30-24 Arizona Cardinals

Carson Palmer mógł potrzebować po tym meczu kilka solidnych tabletek przeciwbólowych. Został wręcz zmasakrowany przez defensywę Wikingów będąc pod presją w blisko 63% wszystkich swoich akcji, w tym aż 23 razy zderzał się z defensorami i 4 razy musiał wstawać z kolan. Natomiast nawet jeśli rozgrywający Cardinals nie był pod presją, to nie mógł znaleźć rytmu, a wynikiem tego było 100 jardowe pick-six Xaviera Rhodesa.

Ofensywa Vikings nie wyrwała się ze swojej rutyny i nie była najmocniejszym punktem w meczu, ale i tak udało im się zdobyć dwa przyłożenia. Dodatkowo po 100 jardowej akcji Rhodesa, w prezencie dostali też przyłożenie po akcji powrotnej po kickoffie – również o długości większej niż 100 jardów, co znaczy, że po raz pierwszy w historii zdobyli punkty po dwóch, min. 100 jardowych, biegach.

To pierwsza wygrana Vikings od ponad miesiąca, a już za trzy dni stoczą pojedynek z Detroit Lions o prowadzenie w NFC North.

Miami Dolphins 14-10 Los Angeles Rams

Po raz pierwszy od 28 lat, Dolphins znów odwiedzili Los Angeles. Trochę się przez ten czas pozmieniało.. W 1988 roku, kiedy to pod wodzą Dana Marino goście z Miami wygrali z LA Raiders 24-14, Prezydentem USA był Ronald Reagan, trwały igrzyska w Seulu, a Wayne Gretzky dopiero co przeprowadził się do LA, by tu kontynuować swoją karierę.

Tej niedzieli pogoda nie rozpieszczała zawodników – na przemian a to mżyło, a to padało, mimo to jednak oglądaliśmy sporo długich podań, szczególnie w czwartej kwarcie, kiedy oba zespoły rzuciły na szalę wszystko co mają, byle tylko nie doprowadzić do dogrywki. Zwycięstwo było kluczowe dla obu ekip – dla Rams to już ostatni gwizdek, by zacząć odrabiać straty, natomiast Dolphins musieli wygrać, by utrzymać swoją nienaturalnie długą serię wygranych meczów z rzędu i złapać kontakt z zespołami które obecnie okupują miejsca 5 i 6 w AFC (czyli Broncos i Chiefs).

W tym meczu zadebiutował także drugi wybór zesżłorocznego Draftu – Jared Goff. Co prawda lepiej późno, niż wcale i trzeba przyznać że Goff faktycznie radzi sobie w tej roli lepiej niż Case Keenum, ale nadal nie zaprezentował tego poziomu, do którego nas przyzwyczaił podczas gry w UCal. Gdyby nie fenomenalna postawa defensywy gospodarzy, trzecia kwarta na pewno nie zaczynałaby się z wynikiem 10:0 dla Rams.

Gospodarzom zdecydowanie brakowało jardów górą – Todd Gurley nie mógł znaleźć sposobu na coraz lepiej grające front seven Dolphins, a Goff nie mógł znaleźć wspólnej częstotliwości ze swoimi skrzydłowymi. W międzyczasie obudził się Ryan Tannehill i dwoma skutecznymi drive’ami pod koniec czwartej kwarty zapewnił Dolphins piąte zwycięstwo z rzędu.

O ile nic się nie popsuje w Miami (a tak to zwykle bywa) to naprawdę urastają do miana pretendenta nr 1 do dzikiej karty i myślę że są w stanie spokojnie przeskoczyć Chiefs. Rams natomiast muszą wziąć sie w garść jeżeli chodzi o grę górą, bo wysiłki jednej z najlepszych defensyw w kraju niweczy jedna z najgorszych formacji ofensywnych.

New England Patriots 30-17 San Francisco 49ers

Trudno powiedzieć, by kibice z Bostonu byli podekscytowani meczem z drużyną, która wygrała tylko jedno spotkanie, lecz akurat ten mecz był wyjątkowy głównie dla jednej osoby – Toma Brady’ego. Po raz pierwszy w swojej karierze zagrał z 49ers na Bay Area, czyli stadionie, który stoi w mieście, w którym się wychował. Tym bardziej zdobywanie kolejnych przyłożeń musiało sprawiać mu jeszcze większą radość, bo na oczach jego rodziny. Rob Gronkowski w tym spotkaniu nie pojawił się nawet na ławce rezerwowych, dlatego przyłożenia powędrowały do czterech różnych zawodników (Juliana Edelmana, Jamesa White’a, Danny’ego Amendoli  oraz Malcolma Mitchella). Formacja defensywna również świetnie bawiła się na „przyjęciu” swojego lidera, bo aż pięciokrotnie dorywali się do skóry Kaepernicka.

Co do gospodarzy, ten mecz pokazał nam dlaczego są tak słabą drużyną: mimo iż zagrali jeden z najlepszych spotkań w sezonie, to i tak przegrali różnicą 13 punktów. Jestem przekonany, że w drugiej połowie odbiorniki w San Francisco zostały przełączone na inny program telewizyjny.

Seattle Seahawks 26-15 Philadelphia Eagles

Tak jak na początku sezonu Seahawks nie wzbudzali większych emocji, tak teraz mogą siać popłoch. Aktualnie z Thomasem Rawlsem w składzie to jedna z najlepiej zbilansownych ofensyw w Lidze. Wraz z C.J. Prosise’m i Rusellem Willsonem wybiegali 152 jardy, co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie, a jak dobrze wiemy, kiedy Hawks biegają efektywnie wtedy są nie do zatrzymania. Nie dość, że defensywa coraz bardziej przypomina Legion of Boom, Willson jest zdrów jak ryba, to jeszcze Pete Carroll robi z niego odbierającego!

Tak, czy inaczej Rawls wrócił w najlepszym momencie, bo Prosise zdążył złapać kontuzje…

W Philadelphii muszą być już przyzwyczajeni.. Ze wszystkich wyjazdów Orłów tylko raz wracali do domu z wygraną. Jednak tym razem nie tylko porażka boli, ale i strata Darrena Sprolesa (kontuzja żebra) oraz Ryana Matthewsa (kontuzja kolana)…

Washington Redskins 42-24 Green Bay Packers

Packers prawdopodobnie sięgają ostatecznego dna. Przed niedzielą pewne było, że gdy Aaron Rodgers zagra na swoim poziomie, to drużyna może być pewna zwycięstwa. Niestety, to już nie jest gwarancją. Rozgrywający Green Bay rzucił 351 jardów, zdobył trzy przyłożenia, a jego QBR wyniósł 115, a i tak odniósł bolesną porażkę (to trzeci taki przypadek z ostatnich 44 meczów, a już drugi w tym roku…). Defensywnie Serowi oglądali proces, który z każdym zagraniem obrastał ich formację w coraz to większą pleśń. 515 oddanych jardów to najwyższy wynik od 1998 roku…

Chwała za to Czerwonoskórym, którzy zagrali wyśmienite zawody! Kiedy po sezonie Cousins usiądzie do negocjacji z włodarzami klubu, to powinien w tle puścić nagranie z tego właśnie meczu. Mimo ogromnego wiatru udało mu się zdobyć 375 jardów i trzy przyłożenia, a co jeszcze bardziej cieszy to brak głupich strat z jego strony i okropnych przechwytów. Niebagatelne znaczenie w wygranej miał też Rob Kelley, który zdobywając kolejne trzy przyłożenia i 137 jardów pokazuje, że nie tak łatwo odda miejsce na boisku. Dzięki tym dwóm zawodnikom drużyna z Waszyngtonu zdobyła największą ilość jardów od października 1983 roku (również przeciwko Packers)! „You like that?!”

NFL: St. Louis Rams at Washington Redskins

Oakland Raiders 27-20 Houston Texans

To było wyjątkowe Monday Night Football, a to z powodu powrotu NFL do Mexico City! Niestety na tę okoliczność nie byli gotowi sędziowie spotkania, którzy odegrali znaczącą rolę w całym spotkaniu. Już w otwierającej spotkanie serii w wykonaniu Texans Brock Osweiler powinien celebrować przyłożenie po podaniu do DeAndre Hopkinsa, lecz przez złą decyzję sędziów drużyna zyskała tylko 24 jardy. Czy Hopkins wyszedł poza linię?

Odpowiedź jest chyba jasna. Dlaczego więc pomimo powtórek wideo taka akcja nie została zaliczona? Ponieważ sędziowie zakończyli akcję w miejscu, w którym zawodnik miał wyjść poza boisko, a więc to co działo się później… tak naprawdę nie miało miejsca.

Druga kontrowersyjna sytuacja odnosi się do czwartej kwarty. Przy stanie 20-20 i sytuacji 3rd&2 na 16 jardzie połowy Raiders Lamar Miller przeprowadził akcję biegową, którą zakończył będąc wypchniętym na znacznik pierwszej próby. Dla wszystkich kibiców i ekspertów, którzy mają zdrowy wzrok Miller zdołał zdobyć potrzebne dwa jardy, ale nie dla sędziów, którzy zdecydowali się na mierzenie i wedle ich pomiarów zabrakło kilka centymetrów. O’Brien nie zdecydował się na zakwestionowanie tej decyzji i posłał swoją formację ofensywną, ażeby Ci powtórzyli zagranie. Akeem Hunt wziął piłkę w swoje ręce, pobiegł, ale znów… sędziowie nie dali za wygraną. Cóż…

Trener Texans poprosił o weryfikację, ale ta nic nie wniosła. Raiders pięć zagrywek później zdobyli przyłożenie i ostatecznie wygrali całe spotkanie. Wygrana w cieniu skandalu nigdy nie jest przyjemna, szczególnie, że daje im samodzielne prowadzenie w AFC West i pierwsze miejsce w całej konferencji. Z tej też okazji zapraszamy Was na bardziej szczegółowy opis spotkania na jedyną polską stronę fanowską Oakland Raiders!

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

3 Responses to NFL 2016: Podsumowanie 11. kolejki

  1. Krasy87 pisze:

    Dwie rzeczy: Goff pierwszy wybór ;)! a defensywa Packers to totalna katastrofa!!! Cousins grał jakby był na treningu. Nawet raz nie był pod presją a secondary Green Bay nie istnieje!!! McCarthy OUT!!!

  2. jn pisze:

    to Oakland wygrało a nie texans

  3. kaliber pisze:

    Czyli mecz w Meksyku sędziowie przekręcili na całego…od razu wszystkich bym zawiesił i kary finansowe!!

Dodaj komentarz