„Business is boomin”, czyli Szaleństwa Króla Antoniego

nfl-logo

Jak dobrze wiecie w ostatnich dniach, a nawet godzinach było bardzo głośno o sytuacji Antonio Browna. Kuba Machowina w swoim felietonie przybliży wam jego postać. Zapraszamy!

Na pierwszy rzut oka Antonio Brown uosabia wszystko to, czego stereotypowy wyborca popierający Donalda Trumpa oraz biali właściciele klubów w NFL nienawidzą. Oto mamy czarnoskórego sportowca z farbowanymi włosami, wąsami, w ekstrawaganckim futrze, dodatkowo mówiącego głośno co myśli – krytykującego trenera czy wbijającego szpilę w kolegę z drużyny.

Dlaczego wyszedłem z poziomu narracji konfliktu, będącego uosobieniem odmiennych punktów widzenia wśród Amerykanów? Ponieważ nie ma obecnie – może z wyjątkiem Colina Kaepernicka – drugiego gracza w NFL, który by tak polaryzował opinię publiczną jak właśnie Antonio Brown.

Według białych właścicieli klubów oraz części kibiców Antonio to zwykła rozkapryszona diva, do tego uosabiająca negatywne wzorce dotyczące czarnoskórych sportowców milionerów, wywodzących się z nizin społecznych. Wiecie, o czym mówię – dziwne stroje, tona złota, futra, do tego humory i ekscesy.

Dla drugiej części kibiców Brown to z kolei boiskowy geniusz, jedna z ikon NFL, któremu po prostu znudziła się gra u boku Bena Roethlisbergera, do tego nie umiejący znaleźć wspólnego języka z trenerem Mikiem Tomlinem. Gracz potrzebujący zmiany, startu w nowej drużynie, która pozwoli mu być tym, kim sam się czuje – kolorowym ptakiem NFL, artystą Touchdownów.

Jak to zatem jest z Antonio, który punkt widzenia jest prawdziwy? Czy mamy do czynienia z unikalnym zawodnikiem, który zwyczajnie ma problemy natury mentalnej, chociaż w jego mniemaniu to świat go nie rozumie? A może po prostu mamy do czynienia ze zdziwaczałym oraz zblazowanym gwiazdorem, któremu wydaje się, że pozjadał wszelkie rozumy i może wszystko? Odpowiedź nie jest wcale tak oczywista, jak Wam się wydaje.

***

Witamy w Oakland

Jeszcze w piątek wydawało się, że włodarze Steelers oraz los zwyczajnie zakpią z Browna, wysyłając go z hutniczego Pittsburgha do Buffalo, czyli miejsca, gdzie – bądźmy szczerzy – nie jest wymarzona destynacją dla żadnej z gwiazd NFL. Co prawda Antonio Brown szybko zdementował tę plotkę wymownym „fake news”, ale na Twitterze zawrzało. Memom nie było końca, wszyscy śmiali się, że Antonio chciał zmienić Steelers na innego title contendera, najlepiej z wielkim rynkiem pod kątem marketingowym, a wysłano go – cytując – „na zadupie, do mroźnego Buffalo”.

Bills to zespół w przebudowie, dodatkowo miasto nie jest super atrakcyjne, to nie San Francisco, Los Angeles czy leżący niedaleko Buffalo Nowy Jork. Czytając o Brownie w kontekście Buffalo przypomniała mi się historia O.J. Simpsona, którego po karierze uniwersyteckiej w LA wybrali w Drafcie właśnie Bills. Gdy Simpson przyjechał do Buffalo, był po prostu przerażony. Zimno, z dala od hollywoodzkich kin i teatrów, bez wielkich klubów i modnych sklepów, dodatkowo niedaleko Kanady…

Jeśli akurat chodzi o Kanadę (czyli północ), to wracając do Antonio Browna mnie akurat najbardziej do gustu przypadły te memy nawiązujące do „Gry o Tron” i sugerujące, że „Steelers wysłali Browna na zesłanie do Nocnej Straży, na Północ, by bronił muru” oraz te ukazujące AB jako płaczącego Jordana.

Ostatecznie Brown zawetował transfer i nie pojechał bronić muru przed armią umarłych, a trafił na Zachodnie Wybrzeże, a ściślej mówiąc do Oakland Raiders. Czyli dostał to, czego chciał:

  1. 50 milionów dolarów za trzy lata, gwarantowane z tej puli jest aż 30 milionów.
  2. Brown to gwiazdor, zarówno w pozytywnym jak i negatywnym tego słowa znaczeniu (o tym później), a gwiazdy zasługują, by występować na wielkich scenach. Antonio trafia do słonecznej Kalifornii, a po relokacji zespołu występować będzie w samym „Mieście Grzechu”, czyli Las Vegas. To chyba dobre miejsce dla człowieka w futrze i z farbowanymi wąsami, prawda?

Wypada także dodać, że na całej sprzedaży Antonio do Oakland to właśnie Raiders dokonalli majstersztyku, a Steelers zwyczajnie oddali go za bezcen. No bo tak należy chyba traktować trade, w którym – znów cytując, tym razem jednego z ekspertów z NFL – „jedna z drużyn oddaje picki z trzeciej oraz piątej rundy Draftu, a w zamian dostaje najlepszego Wide Receivera ostatniej dekady”. Inny z dziennikarz dodał z kolei: „Sprzedaż AB za te marne picki w Drafcie? To rozbój w biały dzień”. Kibice Raiders, wyciągajcie szampany. Otrzymujecie wielkiego gracza za worek kartofli i jeśli nawet się nie sprawdzi, to strraciliście tylko trzecią i piątą rundę Draftu…

Wychodzi na to, że w Pittsburghu zwyczajnie mieli już dość Browna i chcieli dostać za niego cokolwiek, byle nie musieć go więcej już oglądać. Zwłaszcza, że pałeczkę po nim przejmie  młody JuJu Smith-Schuster, talent być może nawet większy niż AB.

Ok, ale wróćmy do Antonio Browna – co w takim razie jest z nim nie tak?

***

„Business is boomin”

Z punktu widzenia czysto sportowego Antonio Brown to super gwiazda NFL. W ostatnich sześciu sezonach jego średnie są więcej niż imponujące. W każdej z sześciu ostatniej kampanii AB zaliczał minimum:

– 100 złapanych piłek

– 1200 jardów

– osiem Touchdownów

(Getty Images)

Staty z ostatniego sezonu? Proszę bardzo: 15 meczów, 104 piłki złapane, 1297 jardów, rekordowe dla ligi (oraz dla samego Antonio) 15 TDs. To niemalże statystyki z gry komputerowej, której nomen omen Brown jest twarzą – to przecież były już WR Steelers widnieje na okładce NFL Madden 19. Ok, ale to boisko. Poza boiskiem zaczyna się prawdziwa jazda. Tutaj liczba grzechów AB jest całkiem pokaźna.

Zaczęło się dwa lata temu, kiedy po wygranej przeciwko KC Chiefs Brown transmitował na Facebook Live… pomeczową przemowę trenera Mike’a Tomlina. Wiecie, jak jest z szatnią – co dzieje się w szatni, zostaje w szatni. Nie wyciąga się brudów na zewnątrz, a słowa trenera skierowane prywatnie do graczy są święte. Brown złamał tę zasadę, Tomlin był wściekły. Antonio kajał się jak mógł: „To był głupi błąd (…) Nie wierzę, że to zrobiłem. To już się więcej nie powtórzy (…) Wiem, że musze dorosnąć. Odbuduję zaufanie kolegów i trenera”.

Ale prasa była bezlitosna. Mike Freeman z Bleacher Report donosił: „Kilku anonimowych graczy Steelers powiedziało mi, że ego Antonio Browna zaczyna wymykać się spod kontroli (…) Tomlin i trenerzy myślą to samo. Tolerują go, ponieważ na boisku jest genialny. No i jeszcze jedno – AB zaczyna za bardzo patrzeć na swoje statystyki, a nie cele drużyny”.

Wtórował mu Quarterback Pittsburga, Ben Roethlisberger: „Jest jednym z najlepszych w tym biznesie, a rzeczy których dokonał w swojej karierze są czymś wyjątkowym (…) Jednak to przysłania inne rzeczy – jego gestykulację, machanie rękami, frustrację, grymasy i niezadowolenie”.

To był w styczniu roku 2017. Następny sezon (2017-18) przebiegł raczej spokojnie, a Antonio robił to, co umie najlepiej – zaliczał Touchdowny, zdobywał jardy i robił show. Nagrywał masę filmików, szturmował social media, na każdym kroku promując swoje ukochane hasło: „Business is boomin”, co można przetłumaczyć jako „Biznes idzie do przodu, rozkwita”, czyli wszystko jest w jak najlepszym porządku.

***

Początek końca i przeklęta polityka

Problemy pojawiły się w czerwcu 2018 roku, kiedy Brown wypalił: „Nie mogę wyrazić siebie w tej grze (…) Potrzebuję spędzić trochę czasu w spokoju, żeby ułożyć sobie wszystko w głowie. Kiedy jesteś starszy, zaczyna docierać do Ciebie to, co istotne. Chcę zdobyć pierścien mistrzowski. Mam piątkę dzieci, chcę spędzić z nimi więcej czasu i przemyśleć to, co dla mnie istotne”.

Trzy miesiące później było jeszcze gorzej. Jeden z byłych pracowników powiedział, że świetna gra Browna to zasługa Roethlisbergera. Brown odpowiedział w swoim stylu: „Sprzedajcie mnie, przekonamy się”. Konflikt oczywiście został zażegnany, ale na początku sezonu Antonio wciąż machał rękami na boisku wściekając się, że za mało piłek kierowanych jest w jego stronę. Później  było lepiej, aż do feralnej ostatniej kolejki ligi. Steelers walczyli w niej o Playoffs, ale trener Tomlin postanowił, że w meczu nie wystąpi Brown, którego odsunął od drużyny. Dlaczego?

W tygodniu poprzedzającym mecz Antonio skarżył się na problemy z kolanem i zdecydował, że nie będzie trenował z zespołem i brał udział w spotkaniu poprzedzającym mecz. Ludzie z klubu próbowali się z nim kontaktować, bezskutecznie. Dopiero w sobotę rano, dzień przed meczem  agent Browna dał znać, że jego klient czuje się lepiej i może zagrać. Antonio wierzył, że finalnie i tak wystąpi, no bo kto odstawi największą gwiazdę zespołu i to przed decydującym o awans do PO meczu?

AB zdziwił się jednak okrutnie, kiedy go odsunięto od zespołu, a Tomlin stwierdził na konferencji prasowej: „Występ Antonio w ostatnim meczu? Tego nie ma już w menu”. Ostatecznie Brown oglądał mecz z trybun, ale w połowie wyszedł i pojechał do domu bez słowa. Jeden z graczy Steelers skomentował to tak: „To obrzydliwe, jego zachowanie to najgorsze, co widziałem”.

Co gorsza sam Brown, nad którego głową zebrały się czarne chmury, kilka dni po ostatniej kolejce sezonu regularnego NFL… wystąpił w telewizyjnym programie „The Masked Singer”. To program, gdzie znani ludzie oraz celebryci występują w przebraniach (nie widać ich twarzy) i śpiewają na scenie piosenki, a jury ocenia ich występy i stara się zgadnąć, kim są. O Brownie zrobiło się jeszcze głośniej.

https://www.youtube.com/watch?v=x5Dc3PHum7c&feature=share

Ok, ale czy to tylko wina „głowy” Browna i jego przerośniętego ego? Nie do końca. Mike Tomlin zwyczajnie nie ogarnia szatni i posypał mu się skład, do tego Steelers grali w kratkę. Ok, Le’Veon Bell opuścił sezon z powodu finansowych rozbieżności (to temat na inny artykuł), ale Pittsburgh na papierze nadal mieli skład na Playoffs. Wyszło jednak fatalnie. Oglądając mecze Steelers miałem często wrażenie, że taki Belichick poukładałby ich inaczej i doszliby nawet do Super Bowl.

Sam Antonio Brown poczuł się dotknięty marginalizowaniem swojej roli w zespole. Niecałe 48 godzin po zakończeniu sezonu doszło do spięcia pomiędzy nim, a Roethlisbergerem. Skończyło się na tym, że Antonio rzucił w niego piłką i tyle go widzieli. Niedługo później nowy już gracz Oakland za pomocą Twittera oznajmił, że chce zostać sprzedany. 17. lutego Wide Receiver spotkał się z właścicielem Steelers, Artem Rooneyem II i panowie podziękowali sobie za współpracę. Wspólnie zdecydowali, że czas rozstać się na poziomie.

To jednak nie wszystko. Po spotkaniu z Roooneyem II Brown nadal dolewał oliwy do ognia, wbijając na Twitterze szpilę w stronę „Big Bena”. Brown mówił o (jeszcze wtedy) swoim QB: „To nie konflikt, to kwestia szacunku. On (Ben) ma mentalność właściciela, wydaje mu się, że może mówić wszystko i wszystkim, nawet trenerom. A jeśli mu się sprzeciwisz, nie ma Cię, wszyscy to wiedzą. To brudna gra”.

Cała sprawa zeszła nawet na polityczno-rasowe podłoże. AB „lajkował” tweety o tym, że Roethlisberger rzekomo dopuścił się przestępstw na tle seksualnym, czarnoskórzy Twitterowicze wtórowali mu, pisząc: „Ludzie mówią, że Brown bije kobiety, a Ben Roethlisberger to idol i ikona (…) A przecież dopuścił się tego i tego względem studentek… A Kaepernick nadal nie może znaleć pracy”. Inni pisali z kolei: „Kaeprnicka oskarża się, a Bena nigdy, bo zapłacił za milczenie. DWA razy”.

Dodatkowo AB wystąpił w programie „The Shop” (w polskiej wersji „Barbershop”), prowadzonym przez gwiazdę NBA, LeBrona Jamesa. Tam potwierdził swoje zarzuty wględem Roehlisbergera, m.in. odnosząc się do nieporozumień z końcówki meczu przeciwko Broncos, a także do tego, że Ben mówił do niego per „Chłopcze” i traktuję Steelers jak właśny zespół, jakby był właścicielem zespołu. AB opisał z własnej perspektywy wszystko to, co wydarzyło się w roku 2018 i 2019.

Goście w studio oczywiście trzymali jego stronę. LeBron stara się być głosem czarnoskórych, otwarcie krytykując Trumpa, białe środowiska biznesowe oraz przypadki rasizmu. WR Afroamerykanin vs. biały QB? Wiadomo, po czyjej stronie stanie James, abstrahując od kwestii politycznych czy rasowych. Inną sprawą jest to, że biała wierchuszka NFL lubi dbać z kolei o to, by media w USA pokazywały pewne kwestie sporne z korzyścią dla nich. Ot, cała Ameryka w pigułce.

Wracając do Antonio – cała sprawa skończyła się tym, że w dniu dzisiejszym Antonio Brown został nowym zawodnikiem Oakland Riders. To było do przewidzenia po wszystkich tych aferach oraz po słowach włodarzy Steelers, którzy obiecali, że sprzedadzą go jeszcze w tym tygodniu.

Co czeka zatem Browna?

***

Hit czy kit?

AB trafia do zespołu w przebudowie, ale z widokami na lepsze czasy. Kalifornia czy Vegas, obie lokalizacje fajne. Kasa się zgadza, a Raidersi mają jej dużo na wydanie, do tego sporo wyborów w Drafcie. Czego chcieć więcej? Dla Antonio Browna nadchodzą lepsze czasy, ale…

No, właśnie – w zdaniu z „Ale” liczy się tylko to, co po „Ale”, a tutaj nie jest już tak różowo. Pod względem sportowym Brownowi nie można zarzucić nic. Co prawda niektórzy sugerowali, że w ostatnim okresie opuszczał się w treningach, ale miało to raczej związek z niechęcia do gry w Steelers, a nie z wrodzoną rutyną. Bo akurat z tej zawsze AB słynął. Jeden ze szkoleniowców mówił kiedyś o Brownie:

„Pracowałem z Jerrym Rice’em, Antonio to zawodnik tego kalibru. Obsesyjnie dba o siebie, tak jak robił to Jerry”. Mamy tutaj jasną przesłankę broniącą tezy, że Brown, mimo iż jest po 30-tce, to może grać jeszcze długi na wysokim poziomie. Problemem za to może być jego głowa. Patrząc na to, co dzieje się z Antonio, przypomina mi się była gwiazda NBA Dennis Rodman. On także mówił o „problemach z wyrażaniem siebie”, a co później zrobiło się z niego, wszyscy wiemy. Antonio idzie tym tropem, celując w dziwne fryzury, farbowane wąsy oraz kontrowersyjne zachowania. Podkreślmy jednak jeszcze raz – Raiders ryzykują niewiele, bo kupili go za worek ziemniaków. Wypali, to super. Nie wypali, trudno.

Domeną dziennikarstwa sportowego w Polsce jest bycie bezstronnym, nie ujawnianie sympatii kibicowskich. Ja akurat z tym nie mam problemow. Nigdy nie byłem fanem Steelers, ale grę Antonio Browna uwielbiam oglądać. Mam nadzieję, że powiedzie mu się w Raiders i odzyska przede wszystkim spokój psychiczny. NFL widziała zbyt wielu szalonych graczy czy samobójstw związanych z przewlekłą urazową encefalopatią (w skrócie CTE, od angielskiego chronic traumatic encephalopathy).

W konktekście nieudanego transferu Browna do Buffalo nawiązałem do O.J. Simpsona i tak też skończę opowieść o Antonio. AB to wielki gracz, ale życzę mu z całego serca, bym nie musiał oglądać go kiedyś w tv, jak ucieka przed policją swoim białym Fordem Bronco, przemierzając południową Kalifornię.

Kuba Machowina

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

Dodaj komentarz