Czas na Lowlanders #3

lowlanders_banner

To będzie wyjątkowy odcinek, który – tym razem – będzie dotyczył mojej „podróży” na rekrutację do Białegostoku. Jesteście ciekawi jak wygląda to w Primacol Lowlanders? Dlaczego warto poświęcić swój czas dla futbolu amerykańskiego? Felieton uzupełniony jest tematycznymi wypowiedziami prezesa Rafała Bierć. Zapraszam!

Od dłuższego czasu planowałem „aktywnie” włączyć się w futbol amerykański. Okazja nadarzyła się 28 października. Idealnie, że było to w środę – akurat byłem po nagraniu Pick Six i po pracy, dodatkowo w przerwie między kolejkami NFL. Niby 130 km, wiek już nie najmłodszy i warunki też nie idealne, ale jeśli nie teraz to kiedy miała być ta okazja. Tak więc namówiłem jeszcze swojego kolegę i pojechaliśmy w poszukiwaniu profesjonalnej rekrutacji, dużej dawki wysiłku i wylanego potu oraz w celu wchłonięcia „atmosfery” związanej z drużynową rywalizacją.

Droga minęła nam niezwykle szybko. Omawialiśmy sobie w trasie, że skoro i tak wiemy, że – na ten moment – do Białegostoku nie możemy się przeprowadzić, to musimy dać z siebie wszystko. Udało się zdążyć przed czasem, godzina 17.50 i na boisku widzimy… zamiast Primacol Lowlanders, jakiś mecz młodzików. O co chodzi? Źle trafiliśmy?

Białystok słynie z tego, że jest bardzo „chłodnym” miejscem, więc po 10 minutach na trybunach w bezruchu i zimnie przy oglądaniu dzieciaków postanowiliśmy wrócić do samochodu. Dostaliśmy potwierdzenie, że to na pewno odpowiednie miejsce i czas rekrutacji, więc nie było sensu czekać na powietrzu. Dochodzi 18.25 a młodziki dalej grają. Wciąż nie widać na boisku futbolistów amerykańskich, chociaż pojawia się ruch przy jednym z rogów boiska. W pewnym momencie kończy się mecz piłkarski, zawodnicy schodzą do właśnie tego rogu, w którym pojawiło się w pewnym momencie wiele osób. Myślałem, że to może rodzice tych młodych piłkarzy… lecz w pewnym momencie wyskoczyła z tego tłumu grupka około 8-9 osób i zaczęła biec. Nie mieliśmy pewności kto to jest, może kolejni juniorzy Jagiellonii, ale szkoda było czekać. Czas mijał, więc obeszliśmy boisko i przeszliśmy do wspomnianego wcześniej narożnika. Okazało się, że tu są „nasi” Lowlanders. Więc od razu na wstępie „zjeba” za spóźnienie, zrzutka plecaków i ruszyliśmy w bieg na rozgrzewkę.

Gdy skończyliśmy pierwsze ćwiczenie – w mojej grupie tego dnia było 13 rekrutów – ustawiliśmy się w jednej linii i zaczęliśmy wspólne, grupowe i zsynchronizowane pompki – w międzyczasie „spóźnialscy” w trakcie trwania zadania podawali swoje dane, m.in. wiek, wzrost, wagę i kontakt. Po pierwszym z ćwiczeń były m.in. wspólne „padnij, powstań” czy „pajacyki”. W przypadku gdy ktoś się nie zsynchronizował następowała karna – grupowa – seria „padnij – pompka – powstań”. Cała rozgrzewka skończyła się pewnie po około 20 minutach, a tuż po niej przystąpiliśmy do pierwszych ćwiczeń m.in. bieg na 40 jardów czy ćwiczenie z piłkami. W całej grupie widać było niesamowite zaangażowanie. Były upadki, potknięcia, poślizgnięcia, ale mimo to każdy dawał z siebie wszystko, a efektem tego były m.in. wielkie unoszące się chmury pary z ciała, które przy tej temperaturze były bardzo widoczne. Po którymś kolejnym ćwiczeniu nastąpił znowu bieg i „standardowe” ustawienie w linii. Znowu pompki, brzuszki w parach i inne ćwiczenia, w trakcie których m.in. mieliśmy robione „piękne” zdjęcia. Na koniec ponownie każdy ustawił się na linii, w pozycji – tak tak, dobrze myślicie – pompki, po czym po jakiejś minucie jeden z prowadzących rekrutację krzyknął „Chcecie już odpuścić, macie dość?”, a wszyscy na to jednoznaczne i głośne „Nie!”. Po czym oznajmił nam, że to już koniec – na dzisiaj – półtoragodzinnej „walki” ze słabościami i gratuluje tym, kto przetrwał i nie zrezygnował.

Prowadzący oświadczyli nam, że oczywiście będą w najbliższych dniach się z nami kontaktować i poinformują o wynikach naborów, ale dla mnie to miało mniejsze znaczenie. Wiedziałem, że przez zaangażowanie na stronie i odległość nie jestem w stanie pogodzić tego z treningami, a chciałem po prostu spróbować pokonać kolejne wyzwanie. Kiedyś nie myślałbym nawet o takich rekrutacjach. Życie bez niemal 35 kilogramowego „bagażu” dało jednak nowe możliwości. Już nie koniecznym było siedzenie przed telewizorem i oglądanie futbolu. Pokazała się możliwość by go „dotknąć” i to było w tym wszystkim „najsłodsze”. W drodze powrotnej czuliśmy – wspólnie z kolegą – napinające się z minuty na minutę co raz bardziej mięśnie, a to była wystarczająca odpowiedź na pytanie postawione na wstępie. BYŁO WARTO!

Po wszystkim – nie ukrywam, że pełny entuzjazmu – udałem się jeszcze do Prezesa Primacol Lowlanders Białystok, by go podpytać jak wyglądała jego rekrutacja (czy było pospolite „ruszenie”, ile ludzi przewinęło się przez ich warsztat itp.) Oto co powiedział: Mój udział w zespole nie był poprzedzony żadną rekrutacją. Pojawiłem się znikąd i od razu dołączyłem do drużyny. Nie pamiętam czy w ogóle w tym czasie prowadzone były jakiekolwiek rekrutacje do zespołu. Myślę, że wiadomość o nas rozchodziła się pocztą pantoflową a to powodowało, że wówczas każdy znudzony uprawianymi przez siebie dyscyplinami pragnął w swoim życiu jakiejś odmiany w tym aspekcie i tak po prostu do nas dołączano. Naturalnie później wprowadziliśmy selekcję oraz nabory kontrolowane, co zresztą trwa do dziś. Dzięki nim przez Lowlanders przewinęło się z mniejszymi bądź większymi zasługami ok. 400 chętnych, jednakże to oni sami weryfikują siebie najlepiej już na pierwszych treningach. Jeśli oczywiście ukończyli rekrutację, bowiem zdarza się i teraz, że młodzi ludzie nie są w stanie dojść do ostatniego zadania w niej przewidzianego.

lowlanders_logo

Kończąc temat – choć tylko kwestią uzupełnia – okazało się w poniedziałek, ze rekrutację przeszedłem pomyślnie, co mnie zaskoczyło i z drugiej strony zasmuciło, bo musiałem odmówić treningów… Na szczęście przez współpracę klubu z NFL24 i prowadzony cykl będę dalej z Primacol Lowlanders i już nie długo – mam nadzieję – będzie kolejna część tekstu. Tym razem poświęcona już czysto wyglądzie drużyny na przyszły sezon, która właśnie podpisała kolejną roczną umowę sponsorską z firmą Primacol.

Karol Potaś

About Karol Potaś

Pasjonat futbolu amerykańskiego od 2009 roku i SB XLIII. Oddany Oakland Raiders. Zawodnicy których ceni szczególnie to K. Warner, L. Fitzgerald i C. Woodson. Lubi trudne tematy i wyzwania, a w życiu kieruje się się zasadą "odważni nie żyją wiecznie, ale ostrożni nie żyją wcale".

Dodaj komentarz