25 lat suszy w dżungli

playoffs-nfl24-brown

Obejrzałem w swoim niezbyt długim życiu wiele spotkań, ale z takim się jeszcze nie spotkałem. Pomimo zaciętej rywalizacji do samego końca, pięknych akcji i niesprzyjających warunków pogodowych, po meczu Steelers-Bengals czuję pewien niedosyt.

Powiedzieć że obie ekipy znają się doskonale, to jak nie powiedzieć nic. Od fuzji NFL z AFL oba zespoły grają w jednej dywizji, a co za tym idzie, spotykają się dwa razy do roku. W tym sezonie nie było inaczej – 1 listopada Steelers przegrali u siebie 10:16, by półtora miesiąca później pojechać do Cincy i pokonać gospodarzy 33:20. To właśnie w meczu rozegranym 13 grudnia kontuzji nabawił się Andy Dalton, ostoja ekipy z Cincinnati i jeden z najlepiej opłacanych zawodników w NFL (96 mln dolarów za 6 lat gry). Niestety, ognistowłosy rozgrywający nie zdążył wyleczyć kontuzji prawego kciuka i musiał zostać zastąpiony przez AJ McCarrona, trzykrotnego mistrza BCS w barwach Uniwersytetu Alabama.

502721988-594x356

Stalowi też padli ofiarą kontuzji – zarówno podstawowy RB, Le’Veon Bell, jak i zastępujący go DeAngelo Williams, który ma za sobą niesamowity sezon zasadniczy, nie mogli wczoraj pomóc swojej drużynie. Wobec tego naturalnym wydawało się zwiększenie nacisku na grę podaniową. Na przeszkodzie stanęła jednak pogoda i intensywny deszcz, który zaczął padać już pod koniec pierwszej kwarty.

Początek spotkania to gra punt za punt i spokojne rozpracowywanie rywala. Ani jedna, ani druga drużyna nie ryzykowała gry długimi podaniami – zarówno Steelers, jak i Bengals, zachowawczo grali krótkimi podaniami i biegami przez środek. Wielu europejskich fanów NFL zobaczywszy taki początek poddało się i oddaliło w objęcia Morfeusza, gdyż mieli już dość futbolu po „seansie” jaki zafundowali im Chiefs i Texans. W drugiej kwarcie zobaczyliśmy co prawda fumble i przechwyty drive po drivie, ale nadal żadna z ekip nie potrafiła dostać się do endzone przeciwników. Przed przerwą na tablicy widniał wynik 6:0 dla przyjezdnych.

Mecz przypominał mi nieco wrześniowe spotkanie naszej kadry narodowej ze „Sborną”. Podobnie jak w Lublinie, w Cincinnati warunki nie rozpieszczały zawodników, a media prześladowały problemy techniczne – mi zalało laptop, a Phil Simms przez parę minut nie mógł komentować tego, co właśnie działo się na boisku.

A działo się sporo i to od początku trzeciej odsłony gry. Już w pierwszym drivie zobaczyliśmy gracza Steelers w endzone. Williamowi Gay’owi nie zaliczono jednak tego przyłożenia, które zdobył podnosząc piłkę upuszczoną przez kolegę z defensywy, który z kolei wszedł w jej posiadanie po fumble McCarrona. Rozgrywający Bengals zdecydował się założyć rękawiczki, aby poprawić chwyt piłki kosztem jakości spirali. Żaden ze skrzydłowych gospodarzy nie złapał jednak piłki tak, jak zrobił to Martavis Bryant. Rzutem na taśmę został jednym z głównych kandydatów (obok Odella Beckhama Jr. i Jarvisa Landry’ego) do chwytu sezonu. Zresztą, sami zobaczcie!

 

Bengals znaleźli się wówczas pod ścianą i mało kto wierzył w to, że są jeszcze w stanie powalczyć o pierwsze od 25 lat zwycięstwo w postseason. Wiara wróciła, gdy Stalowi zostali zmuszeni do gry bez, pochodzącego ze szwajcarskiej wioski Geissbuehl Lauperswil, Big Bena. Roethlisberger został zwieziony do szatni po tym jak upadł na prawy bark, a jego miejsce w pocket zajął Landry Jones. Drużyna Marvina Lewisa momentalnie to wykorzystała, zdobywając 6 oczek po biegu Jeremy’ego Hilla i nieudanym two-point conversion.

Bez swojego lidera Steelers nie byli sobą i pozwolili Bengals wyjść na prowadzenie. Gospodarze już byli w ogródku, już witali się z gąską – wystarczyło spalić trochę czasu na zegarze i upragnione zwycięstwo w playoffach stałoby się faktem. Dlaczego używam trybu przypuszczającego? Przez Jeremy’ego Hilla, który za bezcen oddał piłkę w ręce gości i powracającego na boisko, niezniszczalnego Big Bena. Momentalnie z ławki poderwał się Chris Boswell, aby ćwiczyć kopnięcia z podstawką. Aby znaleźć się w zasięgu swojego kickera Stalowi musieli dotrzeć do linii 33 jardu.

Właśnie w okolice 30 jardu poleciała piłka kierowana do Antonio Browna. Jeden z najlepszych WR w lidze jej nie złapał, padając jak rażony gromem na murawę stadionu w Cincy. Dopiero na powtórce można było dostrzec, jak mocne i jak brutalne było uderzenie Vontaze’a Burficta (gif poniżej). Rzecz jasna Burfict dostał za to uderzenie flagę, a Antonio Brown skończył ze wstrząśnieniem mózgu w szatni.

 

I tu zmierzam do meritum mojego wywodu ze wstępu. W tym spotkaniu było wszystko – comeback, cyrkowe chwyty, „football weather” – cały obraz popsuło mi jedno. Ilość brudnych zagrywek z obu stron. Jeszcze przed spotkaniem wszyscy sędziowie stali na linii 50 jarda oddzielając zawodników obu drużyn małym kordonem (o ile 6 osób może takowy utworzyć). Następnie już w pierwszej kwarcie na sideline, trener OL Steelers, Mike Munchak wdał się w bójkę w Reggiem Nelsonem, pociągając go za włosy. Potem Ryan Shazier zderzył się kask w kask z Gio Bernardem, co skutkowało nie tylko wstrząśnieniem RB Bengals, ale i bójką na boisku. Gdy zwożono Roethlisbergera, kibice obrzucili go puszkami po piwie. Po wspomnianej akcji z Burfictem i Brownem, Adam Jones poszedł z pyskówką do sędziów i jeszcze bardziej pogrążył swój zespół zbierając kolejną flagę. Rozumiem odwieczną rywalizację, mecz o gigantyczną stawkę, ale umówmy się – kochamy futbol między innymi za niebywałą kulturę na boisku i poza nim. Nie wiem, może jestem ideowcem, ale zachowanie zawodników i kibiców tej nocy było zaprzeczeniem wszelkich kanonów.

Chris Boswell, trzeci kicker w Pittsburghu w tym sezonie, nie miał prawa się pomylić przy 35-jardowej próbie i dał swojej ekipie prawo gry w Divisional Round, gdzie czekają już na nich Denver Broncos. Mike Tomlin z niecierpliwością czeka na raport o stanie zdrowia swojego podstawowego skrzydłowego, ale nawet bez niego ekipa z Pensylwanii może sprawić niemałą niespodziankę i dojść do Finału Konferencji. Liczby są po ich stronie – ostatni raz gdy pokonali Bengals w postseason, wygrali Super Bowl (2005)!

Jeżeli chodzi o Bengals – nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć ich „fenomenu”. Marvin Lewis jest prawdopodobnie jedynym trenerem, który doprowadził drużynę do playoffów i którego stołek zaczyna się robić coraz cieplejszy. Po tym spotkaniu zmniejszy się nie tylko wiara kibiców Bengals w drużynę, ale i portfel Vontaze’a Burficta. Za wybryki w grudniowym meczu ze Stalowymi zapłacił 70 tysięcy dolarów kary. Teraz może się na karze nie skończyć – chodzą słuchy, że w nowym sezonie przez parę spotkań na murawę będzie mógł tylko popatrzeć.

Ben-and-AB

Kuba Tłuczek

About Kuba Tłuczek

Zamościanin, fan futbolu od 9 lat, tyleż samo kibicuje Delfinom z Miami. Pisze o NFL i CFL. Z NFL24 związany od kwietnia 2013 roku.

One Response to 25 lat suszy w dżungli

  1. remix remix pisze:

    Big Ben wart jest swojego kontraktu, 4 próba niewiele sekund przed końcem i rzucił to jak na treningu. Dla mnie mistrz!

Dodaj komentarz