Teksańska masakra piłą mechaniczną

playoffs-nfl24-brown

Alex Smith miał okazję stać się drugim Joe Montaną w oczach kibiców Chiefs, a Brian Hoyer drugim Timem Tebow z 2011 roku w barwach Broncos. Czy młody rozgrywający dorównał wyczynowi legendy?

22 lata – tyle czekali kibice Kansas City Chiefs, żeby znów móc oglądać zwycięski mecz swojej drużyny w fazie play-off. Ostatnim, który przysporzył im tyle radości był Joe Montana, a dziś rolę legendy przejął Alex Smith i to w nie byle jakim stylu, bo prowadząc drużynę do 11 zwycięstwa z rzędu – a tym samym kończąc haniebną passę ośmiu porażek z rzędu w PO – na terenie rywala, nie pozwalając przeciwnikom na zdobycie chociażby punktu. To pierwszy taki przypadek od ponad dekady! Goście zapowiadali, iż będą chcieli zdominować gospodarzy (Houston Texans) od samego początku i już pierwsza akcja meczu dała nam to głęboko do zrozumienia.

Przed meczem moją uwagę przykuły dwie statystyki:

  1. Od 1990 roku tylko 14 drużyn znalazło się w postseason mając passę +8 wygranych z rzędu i tylko jedna skończyła swoją przygodę na Super Bowl (New England Patriots), a aż sześć nie wygrało nawet meczu.
  2. Ostatnią drużyną, która dostała się do PO i wygrała mecz – zaczynając sezon od bilansu 1-4 byli Denver Broncos z 2011 roku, kiedy to rozgrywającym był Tim Tebow.

Ta druga dawała nadzieję gospodarzom, jak również pozostałym kibicom, że obecność Briana Hoyera za centrem nie musi oznaczać dotkliwej porażki, co więcej, może i nawet przynieść zwycięstwo, o którym będziemy mówić przez następne lata. Rzeczywistość jednak głęboko nas rozczarowała, a zarazem utwierdziła w przekonaniu, że cuda często się nie zdarzają. 4 straty w pierwszej połowie i 5 na przestrzeni całego meczu… Tragedia. Ostatni rozgrywający, który zanotował tak okropne statystyki? Brad Johnson w 2001 roku w barwach Buccaneers.

Śmiało możemy wysnuć teorię o fatum Chiefs nad Houston, bo jak na ironię przystało, 22 lata temu, kiedy Chiefs odnieśli swoje ostatnie zwycięstwo w PO, z Montaną na boisku, również odnosili je przeciwko ekipie z Houston (wówczas zwaną Oilers). Jednak ówczesny mecz przyniósł o wiele więcej dramaturgii i emocji, aniżeli teraźniejszy. Jestem pewien, że gdyby było to zwykłe spotkanie sezonu regularnego, to obeszło by się bez najmniejszego echa, a i nasze podejście do niego byłoby znacznie mniej emocjonalne.

Rozpoczął się o wiele szybciej niż moglibyśmy się spodziewać. Nawet stacja Eleven Sports nie była przygotowana na taki początek, bo kiedy Knile Davis pędził z piłką na odległość 106 jardów po przyłożenie – zdobywając tym samym drugi najdłuższy bieg po TD w historii PO, a piąty po returnie – na 128 kanale platformy nc+ dopiero opuszczaliśmy spotkanie piłkarskiego Serie A pomiędzy Romą i Milanem. A cóż to był za bieg… Choć może powinienem powiedzieć: cóż za niefrasobliwość w szeregach gospodarzy, którzy najwyraźniej zapomnieli, że punkty można zdobyć już w pierwszych sekundach meczu.

Po tym biegu mecz rozgrywał się tak, jak wszyscy się tego spodziewaliśmy. Inicjatywę przejęły defensywy i tylko dzięki nim nie oglądaliśmy kolejnych przyłożeń. Pierwszy przechwyt meczu wylądował w rękach Erica Berry’ego – niesamowite co ten zawodnik przeżywa po swoim powrocie na boiska NFL – za które niemal od razu odwdzięczył się Brian Cushing. Ale co z tego, kiedy rozgrywającym jest Brian Hoyer rozgrywający swój najgorszy mecz w sezonie (lepszego momentu nie mógł sobie wybrać). Tylko dobra postawa defensywy gospodarzy pozwoliła kibicom wierzyć, że 13-0 do przerwy jest jeszcze do odrobienia. Jednak w tym wypadku trzeba było pozostać realistą i pamiętać, że defensywa Chiefs od siódmego tygodnia sezonu regularnego nie ma sobie równych, co więcej, tylko dwa razy przegrała prowadząc więcej niż dziesięcioma punktami w przerwie meczu.

Odwołując się jeszcze do pierwszej połowy, nie sposób pominąć wyczynu Cairo Santosa, który popisał się dwoma najdłuższymi, celnymi kopnięciami w posezonowej historii Chiefs – 49 jardów.

010916-Observations-Image2

I tym razem nie było inaczej. Defensywa z Arrowhead Stadium kompletnie zdominowała formację ofensywną gospodarzy pozwalając im na zdobycie jedynie 226 jardów, a Hoyera po tym meczu musiały nawiedzać koszmary – trzy razy „witał” się z murawą, cztery razy jego podania lądowały w rękach przeciwników, jak również dwa razy gubił piłkę, z czego jedna również została odzyskana przez defensorów. Do tego tylko raz (!) ofensywa Texans meldowała się w redzone, choć średnio swoją serię ataków zaczynali z 31 jarda, co jest drugim, tegorocznym, najlepszym punktem wyjściowym w lidze (pierwsze miejsce należy do, o ironio, Chiefs – 31.3). Może i druga połowa ofensywnie była lepsza po stronie gospodarzy, ale to i tak było o wiele za mało na dysponowanych gości, którzy wykorzystywali każdy, najmniejszy błąd.

Jak nie idzie, to nie idzie i trzeba się z tym pogodzić. Nawet J.J. Watt nie był sobą, bo zdążył zanotować jedynie jeden tackle (żadnego sacka), zanim w trzeciej kwarcie został zniesiony z boiska z podejrzeniem kontuzji pachwiny… Jednak z czego najbardziej go zapamiętamy, to akcji z pierwszej połowy, kiedy na 7 jardów przed polem punktowym odebrał snap od swojego centra i próbował zdobyć swoje drugie przyłożenie w karierze w postseason. Niestety, nie udało się, choć głównym blokującym był Vince Wilfork – z pozoru wymarzony duet do takich akcji, lecz nie tym razem i nie przeciwko tak dysponowanej defensywie Chiefs…

Przy okazji trzeba zaznaczyć, że po tej akcji już ani razu nie byliśmy bliżej end zone przyjezdnych, a tuż po tej akcji przechwytem popisał się Josh Mauga, co było dość okrutnym wyznacznikiem gry Hoyera, a mi trochę przypomniało ostatnią akcję zeszłorocznego Super Bowl 😀

Czy po takim zwycięstwie kibice Chiefs mogą wyciągnąć jakiekolwiek minusy? Największą stratą, jak na razie, jest niepewny los Jeremy’ego Maclina, który w trzeciej kwarcie zszedł z boiska ze skręconym kolanem, a wyniki MRI nie są jeszcze nam znane. Mimo wszystko trudno o optymizm, kiedy widzimy zawodnika zalanego łzami za linią boczną, jakby żegnał się z sezonem, oddarty z wszelkich złudzeń. 27-letni skrzydłowy jest w tym roku główną bronią Alexa Smitha, której brakowało przez cały poprzedni sezon. Jego brak automatycznie pozbawia Chiefs gry górą, co przeciwko Patriots w Divisional Round będzie jednym z kluczy do wygranej.

Houston Texans kończą swój sezon w najgorszy możliwy sposób. Po fenomenalnej końcówce sezonu zasadniczego wielu upatrywało w nich „czarnego konia”, a ostatecznie nie dorównali nawet do tytułu „rumaka”. Przed nimi dziewięć miesięcy przerwy i obowiązkiem będzie znalezienie odpowiedniego rozgrywającego na następne lata, którego brak dzisiaj szczególnie dał się we znaki.

Za to ekipa z Arrowhead to aktualnie najgorętsza drużyna w lidze, której kibice z Bostonu powinni się obawiać. Może i Texans nie postawili im twardych warunków i nie powinniśmy odnosić się do tego spotkania przed Divisional Round, ale 11 zwycięstw z rzędu i pierwsze od 22 lat w postseason potrafi magicznie wpłynąć na formę mentalną, jak i fizyczną całego zespołu.

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

3 Responses to Teksańska masakra piłą mechaniczną

  1. Arti pisze:

    Gratulacje dla Kansas. Z tego co czytałem wynika że Matt Patricia NE będzie nowym trenerem Browns jeśli to prawda dzieki za wszystko Matt i na zakończenie poprowadz def NE do zwycięstwa w SB 50.

  2. M pisze:

    Hoyer, to naprawdę jest sportowy gamoń. Trzeba podczas tego off season poszukać w końcu rozgrywającego, bo żal patrzeć jak taka defensywa się marnuję. Przez indolencję QB atak zupełnie nic nie gra.

    • ikon pisze:

      Można powiedzieć że Hoyer zanotował Forced fumble na samym sobie ;P Szok że oni w ogóle dostali się do play offów

Dodaj komentarz