Shotgun: Udowodnić, że świat się pomylił

nfl logo

Szczerość to ponoć najszlachetniejsza cecha człowieka. Czasem może zranić, ale w życiu bywa niezbędna. Bo przecież nie ważne czy z kimś się zgadzasz czy nie. Najważniejsze to być sobą, ale przy tym pozostać merytorycznym. Zapraszam na mój „Shotgun”.

Niemal po każdej kolejnej niedzieli spędzonej przy National Football League lub nawet po rozegranym meczu w PLFA przychodzi dzień, w którym – po przeczytaniu multum analiz, statystyk, opinii – zaczynam sobie to wszystko układać w głowie i ze spokojem szufladkować. Zazwyczaj przed nagraniem kolejnego odcinka „Pick Six”, gdzie co tydzień w doborowym towarzystwie obgadujemy miniony tydzień.

I tu pozwolicie, że na chwilę wtrącę mały wątek: niektórzy uważają, że nasz podcast jest za długi i skąd pomysł, żeby to tyle trwało… Już wyjaśniam – założeniem naszej strony jest dostarczenie wam jak największej dawki podsumowań, analiz, opinii i dyskusji na tematy NFL, NCAA, PLFA oraz innych lig. Nie chcemy, aby nasz podcast był mainstreamowy, krótki, byle tylko przypodobać się szerokiej opinii publicznej (choć mocno bierzemy pod uwagę wasze sugestie, które zawsze są mile widziane). To nasz – swego rodzaju – nowy rytuał, w którym spotykają się prawdziwi pasjonaci futbolu z Polski i zagranicy, rozmawiając o minionym weekendzie (czasem zapraszając do rozmowy inne znane osobistości oraz odpowiadając na wasze pytania). Czy każemy Wam słuchać go od deski do deski? Nie, broń Boże, ale każdy znajdzie w nim coś dla siebie choć na 10-15 minut i według mnie, to prawdziwa zaleta tego projektu (który, przypomnę, nadal udoskonalamy). Po za tym możecie go również traktować jako małe radio futbolowe i puszczać sobie podczas długich podróży służbowych. Dlatego, gdy zadasz sobie następnym razem pytanie: „Dlaczego to takie długie?”, to daję Ci odpowiedź: Czy gdy Ty rozmawiasz z kolegami, przy piwie, o tym co działo się przez ostatni okres w danej dziedzinie sportu, to zastanawiasz się ile to Ci zajmie? Myślę, że nie, a wręcz przeciwnie, dajesz się porwać swojej pasji poznając szereg nowych opinii swoich znajomych. Dokładnie to samo robimy w Pick Six, choć oczywiście mamy jeszcze w nim sporo do poprawy, ale wierzę, że w końcu dojdziemy do tego, co chcemy osiągnąć. Poza tym, gdy uświadamiam sobie czasem, gdzie byliśmy z NFL24 jeszcze w sierpniu, a gdzie teraz…

Ale do rzeczy. Jak sami widzicie mój cykl nie będzie obiektywny, schematyczny, przewidywalny, więc zapewne nie każdemu z Was przypadnie do gustu. Teraz zapewne wielu z was zadaje sobie kolejne pytanie: „To po co to?”. Już wam spieszę z pomocą i tłumaczę: NFL24.pl zaczynała jako fanowska strona internetowa i od początku zależało nam, aby złapać jak najlepszy kontakt z naszymi czytelnikami. Sprawić, żeby to miejsce było nie tylko źródłem informacji, ale i spotkań wszystkich kibiców, pasjonatów, którzy mogą podyskutować o futbolu. Dlatego dziś pierwszy wyciągam do was rękę i zapraszam do dyskusji, przy okazji dzieląc się swoimi opiniami. Mam szczerą nadzieję, że ten tekst będzie wyznaczał nam czas, w którym trochę sobie pogawędzimy 🙂 Dlaczego „Shotgun”? Początkowo miało być „Ot, tak”, ale stwierdziłem, że trzeba zachować pozory „poważniejszego” artykułu 😉

Wszystko jasne? No to zaczynamy.

Udowodnić, że świat się pomylił

New York Jets to prawdopodobnie jedna z najdziwniejszych organizacji ostatnich sezonów. Kiedy w 2013 roku Geno Smith został wybrany w Drafcie przez New York Jets, z marszu stał się pierwszym rozgrywającym ekipy kierowanej wówczas przez Rexa Ryana. Miał być impulsem do lepszej gry, by wkrótce móc walczyć w playoffach i rozpocząć ekspansję na skalę ligi. Teraz wydaje się to śmieszne, ale wtedy ta teoria miała jeszcze swoich zwolenników (w tym mnie), którzy wierzyli w umiejętności młodego rozgrywającego. Ostatecznie stać go było jedynie na marny bilans 8-8 i 2-14 w poprzednim roku. O ile jeszcze po pierwszym sezonie wierzono, że chłopak dopiero się rozegra i nabierze doświadczenia, o tyle drugi zweryfikował go niemiłosiernie. Nagle przyszedł sezon 2015 i gdy ponownie miał stanąć za sterami „Zielonych” (jak ja kocham te polskie odpowiedniki 😛 ) – choć sami kibice nawoływali do nowego trenera Todda Bowlesa: „Nie, nie! My już go mamy dość!” – to z „odsieczą” przyszedł IK Enemkpali, który pod pretekstem nie spłacenia długu w wysokości 600 $, złamał swojemu rozgrywającemu szczękę. Na dodatek tak precyzyjnie, że wykluczyła Smitha z gry na 6-10 tygodni sezonu regularnego, gdyż musiał poddać się operacji. Tak, wiem, że snuję niepotrzebne teorie spiskowe, ale zwyczajnie nie chcę mi się wierzyć, że poszło jedynie o 600$… Nie mniej, ta sytuacja spowodowała, że za centrem pojawił się Ryan Fitzpatrick. Doświadczony – według mnie niedoceniany w Teksasie – rozgrywający, z wielką brodą a’la wiking, który podczas meczu wygląda, jakby miał to wszystko w czterech literach. Mimo wszystko kibice byli zadowoleni, byle tylko Geno nie musiał pojawiać się na boisku. Zmiana, jak się okazało, wyszła Jets tylko na dobre i po ośmiu kolejkach niespodziewanie plasują się na drugim miejscu w AFC East z bilansem 4-3. Co więcej, imponują w grze ofensywnej, jak i defensywnej, i jako jedyni postraszyli wielkich New England Patriots. Jednak od początku męczyło mnie jedno pytanie: „Czy ten sam wynik byłby możliwy z Geno Smithem?”. I wtem, jakby ktoś słuchał moich myśli, Fitzpatrick doznaje kontuzji na początku meczu z Raiders, a w jego miejsce wchodzi… Geno Smith!

Geno

Na marginesie: można było zdziwić się zmianą „Fitza”, który co prawda uszkodził sobie więzadła w palcach, ale gdyby tak sięgnąć pamięcią, to Brett Favre w takiej sytuacji okleiłby sobie palce, posmarował jakimś specyfikiem i wrócił do gry. Ale dobra, to jest jednak Ryan Fitzpatrick, a nie Brett Favre.

Tym sposobem Geno Smith miał okazje pokazać, że za jego kadencji „Odrzutowcy” również mogą grać poprawnie i co najważniejsze wygrywać mecze. Jak mu to wyszło? Wszyscy dobrze wiemy. Nie dość, że musiał zejść na chwilę z boiska przez drobny uraz (Fitzpatrick zastąpił go na dwa snapy, udanie przesuwając drive do przodu), to przegrał z kretesem przeciwko Oakland Raiders. I choć jeszcze rok temu taka porażka byłaby dla niego ujmą, to dziś nie mogę w całości go obwinić. Śmiało trzeba sobie powiedzieć: ofensywa Raiders była zbyt szybka i zbyt dobra na aktualną dyspozycję defensywy Jets. Co więcej, w ostatnich minutach doznał dwóch, chyba, najgłupszych sacków, jakie mogą przytrafić się rozgrywającemu. W obydwu przypadkach, kiedy czas i odległość grały istotną rolę, Geno zamiast wyrzucić piłkę za linię boczną (tym samym zatrzymując czas), dał się złapać defensorom i stracić kilka, a nawet kilkanaście cennych jardów! Takie zachowanie nie działa na jego korzyść i tylko daje powody kibicom do tęsknoty za swoim przybranym „Wikingiem”.

Oczywiście, były i też dobre momenty. W końcu passer rating na poziomie 104 i 64% udanych podań nie bierze się z niczego. Do tego dołożył dwa przyłożenia, no i jednego INT (wyjątkowego dla 39-letniego Charlesa Woodsona, który stał się liderem tej klasyfikacji w lidze). Jednak, czy ten występ był odpowiedzią na zadawane przeze mnie sobie pytanie? Myślę, że tak. Geno Smith nie jest jeszcze dobrą opcją dla Jets, kiedy za linią boczną dostępny jest Ryan Fitzpatrick. Może i nie genialny, ale doświadczony i poprawny, wpasowujący się w aktualną filozofię gry trenera Bowlesa. Fakt, Smith ma większy talent w ręce, ale nadal popełnia licealne błędy, których wystrzega się jego kolega z zespołu, a to robi różnicę na tym poziomie. Ale to dobrze, bo Geno ma się od kogo uczyć i gdy nadejdzie jego czas, to może rozpocząć całkiem nowy rozdział w jego krótkiej karierze.

Legion of Boom 2.0 (?)

To chyba najlepszy czas, żeby móc „posłodzić” defensywie Denver Broncos. Nie boję się teorii, że jest to najlepsza defensywa w całej historii ligi NFL. Praktycznie w pojedynkę załatwili ekipie z Denver bilans 6-0, bo niepoważnym jest przypisywanie tej zasługi pięciokrotnemu MVP i żywej legendzie, Peyton’owi Manning’owi (jeśli nie jesteś na bieżąco, to wiedz, że nie pomyliłem się w tym zdaniu). Przed meczem miałem szczerą nadzieję na to, że Packers będą tą drużyną, która wreszcie pokona niepokonanych, ale jak się okazało – srogo się pomyliłem. Ich ofensywa – parafrazując Pawła Kukiza – istniała tylko teoretycznie i dla fanów, jak i włodarzy ekipy z „lodowatego miasta” ten mecz, tak jakby się nie wydarzył. Tylko 77 jardów i 14 kompletnych podań, jednego z najlepszych rozgrywających w lidze, będącego 14 razy (na 27 możliwych) pod presją – o Panie! Ta defensywa to MACHINA!

0880082001446400885_filepicker

Do tej pory to formacja defensywna Seattle Seahawks z 2013 roku była uważana za najlepszą, jaką kiedykolwiek świat mógł oglądać. Dopuszczająca jedynie 4,4 jarda na mecz, a 273,6 łącznie, gromiąc Broncos (wówczas najlepszą ofensywę, jaką kiedykolwiek kierował starszy z braci Manningów) w Super Bowl. Jak to wygląda aktualnie po drugiej stronie barykady? 4.1 jarda na mecz i 261.1 łącznie – MAGIA! Chris Harris Jr, Aqib Talib i Bradley Roby – trzech najlepszych CB tej defensywy – w meczu przeciwko Packers dali sobie „wpuścić” jedynie 33 jardy na 9 rzutów. Do tego w środku pola stoją tacy zawodnicy jak: Von Miller, DeMarcus Ware, Shaquil Barrett, Shane Ray (aktualnie nieaktywny), no i Lerentee McCray, który też potrafi popisać się wielkimi zagraniami (patrz: sack sprzed dwóch tygodni). To tylko dowód na to, że ta formacja ma playmakerów na niemal każdej pozycji. Mamy znakomitych pass-rusherów, świetnych defensorów na froncie i secondary, która potrafi zatrzymać cały korpus odbierających, a nie tylko jednych, czy dwóch konkretnych skrzydłowych (czy jak to czasem nazywa „Google Tłumacz” – „odbiorników” 😀 ).

Dlatego daleki byłbym od stwierdzenia, że Packers będą słabnąć, bo Broncos obnażyli ich wszystkie słabości. Po prostu defensywa zagrała rewelacyjnie (do tego i ofensywa zrobiła swoje), a Rodgers po prostu nie miał do kogo grać. To była klasa sama dla siebie. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na Week 12, kiedy to zmierzą się z New England Patriots. Jeśli i tam wygrają w taki sposób, to można stawiać pomniki. Strzeżcie się nowego Legion of Boom!

Flashback, czyli moja krótka podróż po ostatnich wydarzeniach

– Peyton Manning dostaje porządnego tight enda – nie ujmując Owen Danielsowi, Vernon Davis to wyższa półka i może znacznie poprawić statystki rozgrywającego Broncos, który przecież uwielbia współpracę z zawodnikami z tej pozycji. Rok temu miał Juliusa Thomasa, ale ten odszedł do Jacksonville Jaguars (5 lat, 46 milionów dolarów). Davis w tym roku złapał 18 podań na 194 jardy, a przecież grał ze znacznie niżej notowanym rozgrywającym, więc jest szansa na ponowny blask w ofensywie Gary’ego Kubiaka. Pierwszy sprawdzian – Indianapolis Colts.

– Andy Dalton nadal kopie tyłki wszystkim zespołom w NFL i rzuca, po raz kolejny, na łączną odległość 325 jardów. Pytanie tylko kiedy wróci do swojej „magicznej” dyspozycji, która wyrzuca do śmietdaltonnika wszelkie nadzieje i radość… Choć ostatnio, kiedy Bengals tak zaczynali, to kończyli z Super Bowl.. To by dopiero była niespodzianka! A po sezonie ogłoszono by „ReadheadGate”.

– „Panu Caldwellowi już dziękujemy” – a przynajmniej tak powinny brzmieć słowa GM Lions, który powoli powinien tracić cierpliwość. Kto wie, czy trener główny zespołu z Detroit nie będzie drugim – po Philbinie – trenerem, który pożegna się ze swoim zespołem jeszcze przed końcem sezonu. Spróbowano obwinić koordynatora ofensywy, ale mecz z Chiefs w Londynie pokazał, że nie w nim leżał problem. Ta drużyna nie ma ani ofensywy, ani defensywy i „sukcesywnie” kroczy po pierwszy wybór w Drafcie (no chyba, że taki był plan…). EDIT: Właśnie przeczytałem, że Caldwell jest przekonany, iż zachowa swoją posadę po „bye week”… I tak uważam, że „co się odwlecze, to nie uciecze”.

– Minnesoto nie bój się! Stefon Diggs tu jest! – po Amari Cooperze to drugi najlepszy rookie na pozycji WRa, a Vikings z nim w składzie mają więcej punktów, jardów i zagrań niż przez cały okres, kiedy był niedysponowany. Diggs tchnął w ofensywę większą dynamikę, dzięki czemu Teddy Bridgewater może swobodnie zmieniać taktykę z akcji dołem na akcje górą, a rywale zawsze powinni być czujni zarówno we front seven, jak i secondary. Brawo młodzieńcze!

– „Boże, czemuś mnie opuścił”, czyli wołania kontuzjowanych zawodników w tym roku. Jak już myśleliśmy, że nic gorszego stać się nie może, to nagle w jeden weekend widzimy taką listę:

Le’veon Bell [KOLANO]steve-smith-ravens-humble-pie
Khiry Robinson [KOSTKA]
Larry Donnell [SZYJA]
Keenan Allen [PRAWE RAMIĘ]
Eddie Royal [KOLANO]
Kendall Wright [KOLANO]
Jason Verret [NOGA]
Desmond Trufant [PLECY]
Matt Forte [KOLANO]
Jadeveon Clowney [PLECY]
Joe Haden [GŁOWA]
Steve Smith [Achilles] – nie pojawi się do końca sezonu
Nate Washington
Orleans Darkwa [PLECY]
Mike Evans [NOGA]
Ricardo Lockette [SZYJA] – nie pojawi się do końca sezonu

Jak żyć? Jak się cieszyć futbolem? Kontuzja Steve’a Smitha to o tyle zła informacja, że już wcześniej zapowiadał, iż istnieje możliwość, że po tym sezonie zawiesi korki na kołku. Więc co teraz? Oby zmobilizował się na jeszcze jeden sezon, bo ten miał naprawdę znakomity!

Do zobaczenia za tydzień! 🙂

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

2 Responses to Shotgun: Udowodnić, że świat się pomylił

  1. pablito pisze:

    początek mi przypomniał słowa D.Szpakowskiego w trakcie któregoś meczu na mundialu ’14, gdy transmisje rozpoczął słowami do kibiców, ze uczepiają się go wymowy nazwisk przez niego… wszyscy wiedzą że jest źle, a on kulturalnie kazał im się odp…. ubierajac w inne slowa że ma to gdzies i ja podobnie czytam ten fragment o pick6… dla mnie za długie ale skoro wolicie zdanie własne od zdania sluchacza… trudno

    • Kuba Kaczmarek Kuba Kaczmarek pisze:

      Nie, nie próbuję powiedzieć, żebyście się od nas „odp…”, bo zawsze bierzemy do siebie wasze zdanie i zmieniamy się dla Was. Jednak też próbuję wytłumaczyć, co nami kieruje i jaki mamy na to pomysł – nie musisz słuchać wszystkiego za pierwszym razem (ja sam odsłuchuje sobie dwa, trzy dni po jednym segmencie). Nadal nad nim pracujemy i staramy się by był jeszcze ciekawszy. Nowy odcinek też wniesie kilka zmian, więc zachęcam. Tu tylko przedstawiam swoje zdanie i bronię podcastu, który może jest i długi, ale jest bogaty w merytorykę. I nie opiera się na przypadkowych ludziach 🙂 Ale spokojnie, będę miał w głowie Twoją sugestię, jak każde inne 🙂

Dodaj komentarz