NFL 2017: Podsumowanie week 2

nfl-logo

Podczas drugiej kolejki zobaczyliśmy już komplet drużyn, w tym rozpoczynających sezon dopiero teraz ze względu na huragan Irma, Buccaneers i Dolphins. Widzieliśmy powroty do formy, pobite rekordy, emocjonujące końcówki, ale też spotkania, gdzie nudą z boisk wiało mocniej niż w kieleckim. 

 

Święci w poważnych tarapatach?

Dobrze wiemy, czego spodziewać się po grze podaniowej prowadzonej przez Drew Breesa. Przed sezonem wydawało się, że drużyna zostanie wzbogacona również w sferze biegowej oraz formacji defensywnej. Cóż, po tym co zobaczyliśmy w meczach z Vikings i teraz Patriots, pokazuje, że problemy w Nowym Orleanie nie zostały rozwiązane. Sam Bradford i Tom Brady skarcili defensywę zdobyciem – w sumie – 777 jardów po swoich podaniach. Potencjalne przechwyty zostały zneutralizowane przez faule, a zawodnicy predysponowani do krycia wyglądają jakby byli kompletnie do tego nie przygotowani. Trudno też zauważyć jakiekolwiek korekty, które miałyby poprawić, chociażby tworzenie presji na rozgrywającym. Gra biegowa również nie pokazuje większego zaangażowania, jakby trenerzy nie wiedzieli, jak wykorzystać swoich zawodników na tej pozycji. Tylko 17 biegów, przy 45 podaniach w meczu z Patriots, to dość klarowny obraz nastawienia koordynatora ofensywy Świętych. Same akcje biegowe wcale nie charakteryzują się różnorodnością… Do tej pory Superdome był istną twierdzą zespołu, która budowała morale. Dziś, nawet to nie wystarczy.

Zachwiana tożsamość Jaguars

Ekipa z Jacksonville w starciu z Tennessee Titans niczym nie przypominała tej z pierwszego tygodnia, która dominowała nad Teksańczykami. Rywale ułożyli idealny plan meczowy, który może być podwaliną dla innych zespołów przygotowujących się do starcia z ofensywą Blake’a Bortlesa oraz defensywą Todda Washa. Zneutralizowali biegi Fournetta (40 zdobytych jardów) oraz grę podaniową ich rozgrywającego (dwa przechwyty, 63,7 QB rating). Brak gry biegowej prowadzi do braku „play action” i małych szans na „big play”, a dopóki ofensywa nie jest w stanie skarcić defensywy za zagęszczenie linii wznowienia akcji, to wszystko prowadzi do tego, czego doświadczyliśmy w minionym spotkaniu. Jags byli też ofiarą własnych przewinień (10 kar i strata 99 jardów), niefrasobliwości w zatrzymywaniu gry biegowej (strata 179 jardów) i niewystarczającej ilości tworzenia akcji kilkunastojardowych. To nie jest wystarczająco utalentowana drużyna, aby móc pozwalać sobie na takie prowadzenie meczu z dobrymi zespołami i wychodzić z nich zwycięsko. Tylko Fournette jest jedyną szansą na prawdziwy sukces dla ofensywy.

Tom Brady, to wciąż Tom Brady

„Tom Brady nie oszuka swojego wieku”, „Rozgrywający Patriots notuje regres” – ileż takich tez można było wyczytać po meczu z Kansas City Chiefs. Tymczasem, rozgrywający z Nowej Anglii swoim występem wyraźnie zadeklarował, że pomimo 40-tki jego forma nic na tym nie straciła. Po raz pierwszy w karierze zanotował trzy przyłożenia jeszcze przed przerwą oraz po raz drugi – w tak krótkim czasie – przekroczył barierę 300 jardów. Dopasowywał idealne zagrywki, znajdował rozwiązanie w kryzysowych momentach, a najbardziej mogły się podobać zachowania czysto werbalne, które całkowicie wymanewrowywały defensywę z Nowego Orleanu. Jedyne, co może martwić kibiców aktualnych mistrzów NFL, to liczne kontuzje. Skład jest wyjątkowo wąski, szczególnie w korpusach potrzebnych do gry podaniowej, które ograniczają możliwości grania na całej przestrzeni boiska. Ten problem może zaboleć już za tydzień, przeciwko defensywie z Houston.

Drugi tydzień rozgrywek – pełen futbolowej brzydoty

Zaczęło się od wygranej Texans z Bengals 13:9 podczas TNF, a niedziela wręcz obfitowała w rywalizacje na podobnym poziomie (Carolina 9, Buffalo 3; Arizona 16, Indianapolis 13; Seattle 12, San Francisco 9). W każdym z tych meczów oglądaliśmy nierówną grę rozgrywających, zbyt wiele kluczowych, nie złapanych podań, brak chemii wśród zawodników i beznadziejne występy linii ofensywnych.

Aktualnie w lidze mamy zbyt wiele dobrych drużyn, które swoją niedoskonałością sprawiają, że „mniejsi” przeciwnicy toczą z nimi wyrównane pojedynki. Z wyjątkiem Bengals, wszystkie przegrane drużyny, które wymieniłem, nie mają przed sobą wiele perspektyw.

Zepsuty jubileusz

10 000 snapów z rzędu w linii Browns spędził Joe Thomas. Ikona zespołu z Cleveland, a ponadto niezwykle sympatyczny człowiek nie mógł jednak w pełni cieszyć się ze swojego jubileuszu (chociaż jak widać niżej, odbił sobie to po meczu).

Browns po raz kolejny zaczynają sezon od dwóch porażek, a do listy QB których chronił może dodać Kevina Hogana, gdyż Deshone Kizer część meczu spędził na sideline z powodu bólu głowy. Isaiah Crowell znowu został powstrzymany przez defensywę rywali, a jedynym jasnym punktem może być TD Njoku. Rookie niedługo może stać się jednym z podstawowych zawodników ofensywy z Cleveland. Wydaje się że kluczowe dla losów spotkania były 4 przechwyty świetnie prezentującej się formacji defensywnej Ravens oraz ich gra biegowa. W tamtym tygodniu wyśrubowali 157 jardów, w tym tylko 20 mniej. W połączeniu z formą Watsona i Maclina, Ravens mogą stać się poważnym zagrożeniem dla Steelers, z którymi grają za 2 tygodnie.

Joe-Thomas

Dobrze naoliwiona machina Steelers

Na Heinz Field Steelers podejmowali VIkings, osłabionych kontuzją Sama Bradforda. Jego obowiązki przejął Case Keenum. Nie zagrał jakichś wybitnych zawodów (20/37, 167yd), toteż kibice Wikingów z utęsknieniem czekają na powrót Bradforda, gdyż bez niego ani Diggs, ani Rudolph nie mogli w pełni rozwinąć swych możliwości. Cook z kolei nie dostał wsparcia linii ofensywnej, która nie wytrzymała naporu front seven Steelers i goście nie mogli polegać nawet na grze dołem. Z kolei gospodarze po powolnym starcie sezonu z Browns w końcu dali popis swoich umiejętności. Trio Roethlisberger-Bell-Brown co prawda nie udało się zdobyć TD, ale i tak widać progres od meczu w Cleveland. W endzone zameldował się za to Martavis Bryant, który okazał się za szybki dla defensywy Vikings, a także rookie JuJu Smith-Schuster. Ekipa z Pittsburgha po raz kolejny pokazała się jako drużyna, do której bardzo ciężko jest się przyczepić. Za tydzień czeka ich wyprawa na Soldier Field i ciężko się spodziewać by Bears mogli ich zaskoczyć. Wikingowie natomiast wrócą do Minneapolis by podjąć Bucs i wg Toma Pelissero, Sam Bradford powinien w tym meczu zagrać.

Problemy na pustyni

Cardinals, a w szczególności Carson Palmer nie zaliczą początku tego sezonu do udanych. Na grę ofensywy z Phoenix ciężko patrzeć. Colts przez ponad 3 kwarty kontrolowali spotkanie, nie dając Kardynałom możliwości rozwinięcia gry dołem i zmuszając ich ofensywę do kolejnych puntów. Z dobrej strony pokazał się były 3rd string QB Patriots, Jacoby Brissett, który pod nieobecność Lucka, pełni rolę startera w Indy. Nie zdobył co prawda przyłożenia, ale podołał poiwerzonemu mu zadaniu. Co prawda to właśnie jego podanie przechwycił w dogrywce Tyrann Mathieu, rozstrzygając spotkanie na korzyść gospodarzy, ale w przeciwieństwie do Scotta Tolziena, nie pogrzebał swoich szans na start za tydzień. Luck wróci najwcześniej na week 5, więc stabilny backup przyda się teraz Źrebakom. Cardinals natomiast muszą poprawić skuteczność i zgranie w ofensywie, bo jeszcze nie jest za późno by walczyć z Seahawks.

Piraci zajęli Michigan

Buccaneers, podobnie jak Dolphins, zaczynają rozgrywki tydzień później, ale robią to w nieco lepszym stylu niż sąsiedzi z Florydy. Defensorzy Bucs nie mieli ani grama litości dla swojego byłęgo kolegi i przechwycili Glennona dwukrotnie w pierwszej połowie, dokładając do tego fumble. Kibice Da Bears coraz głośniej domagają się by to Trubisky był starterem i po takich występach Glennona trudno się im dziwić. Mimo tego kolejny dobry występ zaliczył Tarik Cohen, choć w meczu z Bucs częściej odbierał piłki, niż sam z nimi biegał. Pokazuje to jednak jak wszechstronny jest rookie Niedźwiedzi  i daje nadzieje że przez następnych kilka lat będzie w stanie ciągnąć ofensywę Bears za uszy do góry. Dobre zawody zaliczył też Jameis Winston (18/30, 204yd, TD). Potwierdza to przedsezonowe aspiracje Buccaneers do playoffów i bardzo możliwe że ekipa z Tampy powalczy z Falcons o prymat w NFC South, o ile oczywiście utrzyma taką formę.

Travis lepszy od starszego brata

Był to dość sentymentalny mecz – Andy Reid grał przeciwko swojej byłej drużynie kierowanej teraz przez Douga Pedersona, a Jason Kelce odwiedził swojego brata Travisa. Offensive lineman Eagles nie może jednak tych odwiedzin zaliczyć do udanych. Carson Wentz był sackowany aż sześciokrotnie, a nieustanna presja pass rusherów Chiefs nie wpłynęła korzystnie na podejmowane na niego decyzje. Mimo to, Eagles przez cały mecz trzymali kontakt. Po dość niespodziewanym zwycięstwie z Pats wielu ekspertów spodziewało delikatnego zjazdu ekipy z Kansas City, tymczasem Alex Smith znowu wykręcił niezłe numerki (21/28, 251yd, TD) a Kareem Hunt i Travis Kelce nie obniżyli poprzeczki, wysoko zawieszonej tydzień temu. Dzięki nim AFC będzie bardziej zacięta, niż by się mogło wydawać na początku sezonu. Eagles mieli jeszcze w końcówce okazję doprowadzić do dogrywki po udanym onside kick, ale Alshon Jeffery nie złapał długiego podania od Carsona Wentza. Zdecydowanie jeden z przyjemniejszych do oglądania meczów w tym tygodniu.

Uwaga na Raiders!

Już po pierwszym przyłożeniu zaczęło mi być żal ekipy z zielonej części Nowego Jorku. Ofensywa Raiders przesuwała się po boisku z aż zatrważającą lekkością, a i w defensywie udowodnili, że są utalentowanym monolitem. Co jeszcze bardziej przeraża, to że najbardziej efektowne i efektywne akcje kreowali zawodnicy, którzy w teorii odgrywają drugoplanową rolę w drużynie. Cordarrelle Patterson oraz Jalen Richard zanotowali po jednym, widowiskowym przyłożeniu, a Michael Crabtree trzykrotnie meldował się w polu punktowym. Derek Carr jest w gazie, co pokazuje, że jego kontuzja wcale nie nadwyrężyła jego jakości z poprzedniego sezonu. Rozrzucał defensywę jak chciał i wynajdywał odpowiednich zawodników w odpowiednich miejsach. W dodatku dużo zawdzięcza swojej linii ofensywnej, która imponująco zabezpiecza jego teren. Siłą Odrzutowców jest głównie pierwsza linia defensywna, ale w starciu z Raiders zostali zmiażdżeni. Równie dobrze ten mecz zapamięta Marshawn Lynch, który zanotował swoje pierwsze przyłożenie po powrocie z emerytury! Nie stracił nic ze swojej jakości. W meczach ze słabszymi zespołami powinien zdobywać punkty, a z silniejszymi rywalami pewnie będzie wykorzystywany do kontrolowania czasu i pieczętowania zwycięstw w czwartych kwartach.

Czyżby Cowboys trafił efekt Panthers z zeszłego sezonu?

Kto wie kiedy i czy zawieszenie Ezekiela Elliotta wejdzie w życie, ale to już nie jedyny problem Cowboys. Kolejne odsłonili Denver Broncos, którzy wyglądali tak dobrze, jak w pierwszym meczu przeciwko Giants. Dak Prescott aż 50 razy rzucał piłkę za linię wznowienia akcji, a tylko 14 razy posyłał w bój swój korpus biegaczy. Kiedy Elliott w dziewięciu biegach zyskuje tylko osiem jardów, linia ofensywna nie jest w stanie być konkurencyjną dla przeciwnika, to wiedzcie, że coś się dzieje. Jednym zdaniem: Cowboys nie byli sobą, wyglądając na cień drużyny, do której nas przyzwyczaili. W obronie nie byli w stanie zaskoczyć w kryciu przeciwnika, częściowo z powodu nieskutecznego pass rushu. Zresztą, obrona w Dallas nigdy nie była i nie będzie najmocniejszą stroną klubu, a ich wygrane będą zależały od gry biegowej i kontrolowania czasu. Jeśli marzą o fazie play-off, to muszą zacząć wygrywać, gdyż, z wyjątkiem spotkania z Packers, do czasu Halloween nie mają wymagających przeciwników. A o tym meczu… zapomnijcie.

Więcej szczęścia niż rozumu

Może to i bez znaczenia, ale po porażce Bills, Dolphins grali o fotel lidera AFC East. Przedwczesny bye week, do tego niespodziewana absencja Lawrence’a Timmonsa – urwał się z nim kontakt, Dolphins zgłosili zaginięcie, a w sprawę włączyli się także Steelers, byli pracowdawcy Timmonsa. Koniec końców odnalazł się, a powodem były sprawy osobiste. Ponoć jest gotowy do gry, ale najpierw musi zostać dokładnie przebadany. Po pierwszej połowie wyraźnie przeważali Chargers, dla których był to pierwszy mecz w LA. Jay Cutler bał się podawać na dalsze odległości, a uporczywe próby biegów off-tackle Ajayiego i krótkich podań do Landry’ego, kończyły się kolejnymi 3&out. W trzeciej kwarcie nowy QB Dolphins przypomniał sobie jak powinno się grać i „odkrył” Devante Parkera.  Minutę przed końcem Delfiny miały punkt przewagi, ale ofensywa gospodarzy pod wodzą Riversa szybko przemieściła się w field goal range Younghoe Koo. Jednak nowy kicker Chargers drugi tydzień z rzędu nie trafił w ostatniej akcji meczu i choć za blok w Denver nie możemy go zbytnio obwiniać, o tyle tutaj zawalił na całej linii – 44 jardy dla kickera w NFL to powinna być kaszka z mleczkiem. Dolphins rozpoczynają sezon zwycięstwem, a za tydzień mierzą się z Jets. LA Chargers za tydzień grają z Chiefs, co przy obecnej formie ekipy z Arrowhead może zapewnić im tragiczny bilans 0-3.

Wziąć bizona kozła za rogi

Jay Gruden i Sean McVay, byli współpracownicy, spotkali się po raz pierwszy odkąd ten drugi objął stery w Los Angeles. McVay, młodszy niż niektórzy jego zawodnicy, wygrał swój pierwszy mecz i na pewno chciał się pokazać Grudenowi, pokonując Redskins. Nie zdołał jednak rozgryźć formacji, którą sam przecież współtworzył. W pierwszej połowie Kelley i Thompson zdobyli łącznie niemal 170 jardów, czym walnie przyczynili się do 10 punktowej przewagi po dwóch kwartach. Rams nie złożyli broni i dzięki Todowi Gurleyowi i jego 136 jardom i dwóm przyłożeniom zdołali wyrównać stan rywalizacji na 7 minut przed końcem spotkania. Czerwonoskórzy odpowiedzieli dość szybko -przyłożeniem Ryana Granta w następnym drive i zatrzymaniem ofensywy Rams w kolejnym, przechytując podanie adresowane do Kuppa. Niepokoić mogą kontuzje graczy Redskins – Morgan Moses i Rob Kelley zakończyli przedwcześnie to spotkanie, a Jordan Reed był z niego na dłuższy czas wyeliminowany.

Atlanta powoli się rozpędza

Falcons to zupełnie inna drużyna, kiedy gra na swojej nawierzchni i to udowodniła w starciu z Green Bay Packers. Ofensywa pokazała swoją wszechstronność i wybuchowość, a obrona, pomimo młodszego wieku wydaje się rosnąć i doganiać jakością, wcześniej wspomnianą, formację. Mają wystarczającą ilość grup personalnych, które są w stanie dyktować warunki gry i rozciągać defensywę po całej szerokości boiska. Aaron Rodgers zrobił wszystko, co tylko mógł, ale bez Nelsona i linii ofensywnej, nie posiadał wystarczającej ilości argumentów, żeby przy takim pass rushu zrobić krzywdę przeciwnikowi. Gospodarze posiadali playmakerów po obu stronach piłki, a w dodatku są młodzi i agresywni, co zrobiło różnicę w tym meczu.

Kuba Kaczmarek, Kuba Tłuczek


Wyniki wszystkich spotkań drugiej kolejki:

Texans 13:9 Bengals (TNF)
Browns 10:24 Ravens
Bills 3:9 Panthers
Cardinals 16:13OT Colts
Titans 37:16 Jaguars
Eagles 20:27 Chiefs
Patriots 36:20 Saints
Vikings 9:26 Steelers
Bears 7:29 Buccaneers
Dolphins 19:17 Chargers
Jets 20:45 Raiders
Cowboys 17:42 Broncos
Redskins 27:20 Rams
49ers 9:12 Seahawks
Packers 23:34 Falcons (SNF)
Lions 24:10 Giants (MNF)

Jakie macie wrażenia po drugiej kolejce? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach 🙂

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

4 Responses to NFL 2017: Podsumowanie week 2

  1. kks pisze:

    Sympatyczne chwile w meczu Eagles Chiefs 🙂

  2. Jakub pisze:

    Cowboys zmiazdzeni w Denver!. Chiefs mocni i oby tak dalej.Raiders tez mocni,sezon zapowiada sie swietnie,pozdrawiam.

  3. Czizhed pisze:

    Częściowa przebudowa Packers po zeszłym sezonie ominęła OL i DL i to niestety widać. OL jest jedną z najlepszych w lidze, ale jak wylatuje chociaż jeden (a w tym meczu zabrakło dwóch) to nie ma zmienników, którzy chociaż częściowo utrzymają poziom. To samo obrona – Daniels zszedł i skończyła się gra. Przed sezonem dano odejść kilku naprawdę wartościowym gościom (TJ Lang, J. Peppers, M. Hyde), a zmienników albo nie ma, albo muszą się jeszcze podszkolić. Debiutujący w NFL CB K. King miał chrzest ognia w postaci J. Jonesa i na razie nie wygląda, jakby był w tym sezonie wyraźnym wzmocnieniem. C. Matthews jest cieniem siebie sprzed trzech lat (chociaż akurat w niedzielę nie wypadł źle). Pomyśleć, że TJ. Watt był w drafcie na wyciągnięcie ręki… jest przynajmniej V. Biegel – jego kolega po fachu (LB) z uczelni, która miała w zeszłym roku czołową obronę w całym college football. Czekam, aż zadebiutuje po wyleczeniu kontuzji. Niemniej jednak wygląda na to, że plan awansu do Super Bowl został policzony na dwa lata: w tym roku wzmacniamy TE, RB, przebudowa secondary i kilku nowych WR a w przyszłym roku reszta… Pytanie tylko, czy Rodgers doczeka tego bez połamanych kończyn… 🙂

Dodaj komentarz