NFL 2017: Dominacja Saints, Rams i Patriots. Powrót SuperCama (?)

nfl logo

Dziesiąta kolejka nie obfitowała w niespodzianki, wręcz przeciwnie, potwierdziła dominację czołowych drużyn. Jedyną niespodzianką był występ Carolina Panthers, którzy przypomnieli sobie formę sprzed dwóch lat.

Inne miasto, ci sami Chargers

W tym tygodniu w Jacksonville byliśmy świadkami niezwykle zaciętego spotkania pomiędzy Chargers a Jaguars. Jags zawzięcie walczą o playoffy i potrzebowali zwycięstwa z gośćmi z LA aby utrzymać kontakt z Titans, którzy znajdowali się na czele dywizji. Koniec końców spełnili swoje zadanie, ale sposób w jaki to zrobili może podnieść kilka brwi.

Po pierwsze, po zaledwie jednym meczu przerwy, swój blask stracił Leonard Fournette. Podobnie jak jego vis-a-vis z LA, Melvin Gordon, nie pokazał się on z najlepszej strony – Panowie zdobyli odpowiednio 34 i 27 jardów, dając tym samym pole do popisu swoim zastępcom. Prawdziwym objawieniem okazał się rezerwowy RB Chargers, Austin Ekeler. Rookie z Western Colorado State zdobył łącznie 119 jardów i dwa przyłożenia, będąc tym samym najgroźniejszą bronią Philipa Riversa i dobrego wrażenia nie powinno zepsuć nawet kluczowe fumble pod koniec czwartej kwarty.

Jaguars uratowała przede wszystkim postawa formacji defensywnej. INT Bouye’a w dogrywce dał Lambo szansę na przypieczętowanie wygranej (choć kopnięcie zablokowali przyjezdni, futbolówka znalazła się między słupkami). Na uwagę na pewno zasługują jeszcze głupie, żeby nie powiedzieć idiotyczne kary z obu stron w czwartej odsłonie meczu. Najpierw taunting Marqise’a Lee, który cofnął Jags z FG range Lambo (a Bortles w następnej zagrywce rzucił przechwyt), a dwa serie ofensywne potem „roughing the passer” Joeya Bosy który, jak na ironię, pozwolił Jags spokojnie kopnąć piłkę z 34 jardów.

Jaguars już nie pokazują pazurów – oni powoli zaczynają je kłaść na zdobyczy. Po 9 meczach mają bilans taki jak chociażby przewodzący dywizji AFC West Chiefs, więc mówimy tu już o poważnych kandydatach do postseason. Chargers natomiast po raz kolejny przegrali mecz w końcówce. Zapewne robią to z podobną częstotliwością co inne zespoły NFL, ale to na nich jestem przez te wszystkie lata chyba wyczulony. Tak jak szkoda Buffona że nie pojedzie z kadrą na mundial, tak szkoda Riversa że szybko (o ile jeszcze w ogóle) nie zawita w playoffach.

Jeszcze nie tym razem

Po zwycięstwie 49ers, jest tylko jeszcze jeden zespół, który z utęsknieniem czeka, aby po lewej stronie bilansu w końcu wpisać jedynkę. Browns tymczasem po 10 tygodniu jeszcze nie zaznali słodyczy wygranej, a ich największa gwiazda, Joe Thomas (z całym dla niego szacunkiem bo jest wybitnym graczem – skoro tackle jest najlepszy w drużynie, to za dobrze o nich nie świadczy) już w tym sezonie na boisko nie wybiegnie. Trzeba im jednak oddać, że w końcu zagrali porządnie, a do zwycięstwa zabrakło wyjątkowo niewiele.

Szczególnie pochwalić należy defensywę z Cleveland, która utrudniała życie Staffordowi jak tylko mogła, w pierwszych dwóch kwartach praktycznie go wyłączając. W drugiej Matt storpedował swoich przeciwników 3 przyłożeniami, z którymi oni, szczerze mówiąc, niewiele mogli zrobić.

Dobrze zaprezentował się także Kizner, choć kontuzja żebra wyeliminowała go praktycznie z drugiej połowy, a kibice do tej pory zapewne zastanawiają się co poeta miał na myśli, gdy 15 sekund przed przerwą, bez przerw, Kizer gra QB dive z 4-5 jarda. Lions oczywiście ociągali się jak mogli z powrotem na pozycje (za co powinni dostać karę za niesportowe zachowanie, ale opóźnianie gry na pewno) przez co Browns sami sobie spalili zegar w redzone. Pomijając to, był to chyba najrówniejszy występ młodego rozgrywającego z Cleveland.

Browns za tydzień grają z Jags i ciężko wierzyć w to, że przełamią swoją pechową passę.

Bez Zeke’a jak bez nogi

Zawieszenie Elliotta wisiało nad Cowboys od początku sezonu i w końcu, po wielu bojach prawnych, popularny Zeke rozpoczął swoją banicję. Zastąpił go Alfred Morris i choć zaprezentował się przyzwoicie, to sztab Kowbojów nie do końca mu chyba ufał. Prescott częściej grał górą, na co defensywa Falcons była wyśmienicie przygotowana i nie pozwoliła mu się po prostu odpowiednio rozwinąć.

Zabolał brak Tyrona Smitha. Adrian Clayborn zaliczył w tym spotkaniu aż 6 (!!!) sacków, a niemoc linii ofensywnej była obok braku Zeke’a największym minusem formacji ataku zespołu z Dallas, który ma kolejne problemy na horyzoncie (właściciele niektórych klubów chcą „wyrzucić” Jerry’ego Jonesa z biznesu, choć perspektywa NFL bez Cowboys wydaje się być zanadto absurdalna).

Przyzwoite spotkanie rozegrał Matt „Icy” Ryan. Statystykę psuje nieco przechwyt w pierwszym drivie, ale potem było tylko lepiej i QB Falcons w całym meczu podał łącznie 22/29 podań na 215 jardów, 2 przyłożenia i INT. Obie ekipy po tym spotkaniu są o jedno zwycięstwo od strefy playoff i nadchodzące spotkania będą dla nich niezwykle kluczowe – Cowboys zmierzą się z Eagles, Falcons zaś powalczą z Seahawks.

Murray bohaterem w Nashville

Dużych emocji dostarczyło spotkanie Titans-Bengals. Gospodarze wygrali dosłownie „rzutem na taśmę” dzięki ich biegaczowi DeMarco Murray’owi.

W pierwszej kwarcie obie ekipy zdobyły po jednym przyłożeniu. Różnica była jednak taka, że Succop – w porównaniu do Bullocka – trafił podwyższenie. Miało to swoje konsekwencje w samej końcówce. Po drugiej akcji punktowej gospodarzy, w drugiej kwarcie, goście odpowiedzieli przyłożeniem Joe Mixona. Był to przedziwny drive Bengals, najpierw w red zone piłkę po fumble stracił Dalton, a już w następnej akcji Mariota podał prosto w ręce CB Cincinnati Dennarda, dzięki czemu goście odzyskali piłkę tuż przed strefą punktową. Przy stanie 12-14, zupełnie nie wiadomo dlaczego, Marvin Lewis nie zdecydował się na akcję dwupunktową tylko standardową, konserwatywną formę podwyższenia. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 17-13 na korzyść Tytanów.

W trzeciej kwarcie mieliśmy stały obrazek – zupełnie nieudane akcje ofensywne Bengals i nieco lepsze Titans, jednak ta część gry nie przyniosła zmiany wyniku. Po obu stronach boiska królowała obrona. Była to cisza przed burzą. W ostatniej kwarcie gospodarze byli o włos od decydującego ciosu. Skrzydłowy Corey Davis otrzymał świetne podanie od swojego rozgrywającego i wpadł z piłką w pole punktowe. Kiedy cały stadion świętował już przyłożenie w powtórce akcji okazało się, że w ostatniej chwili, tuż przed linią, piłkę wybił mu z rąk obrońca Tygrysów Dre Kirkpatrick. Sędziowie słusznie zmienili decyzję i orzekli touchback. Ta sytuacja spowodowała napływ nowej wiary w szeregi gości. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Doskonałe podanie Daltona przejął AJ Green, minął dwóch obrońców gospodarzy i po biegu do końca boiska zdobył sześć punktów dla Bengals, którzy jednocześnie wyszli na pierwsze prowadzenie w meczu, 20-17. Widmo porażki zajrzało w oczy Titans, ale pozostali w pełnym skupieniu do końca. Przez całe spotkanie wychodzili obronną ręką przy trzecich próbach, czy to po udanej akcji czy to po błędach gości, którzy w głupi sposób łapali kary. Tak też było tym razem. Kiedy już wydawało się, że za chwilę Succop będzie kopał z pola za trzy punkty na dogrywkę, karę złapał CB Shaw (to było jego takie trzecie zagranie w meczu), a przy kolejnej trzeciej próbie Mariota zagrał do Murray’a, który, jakimś cudem, poradził sobie z trójką obrońców gości i dosłownie wylądował z piłką na linii pola końcowego. Zrobiło się 24-20 i mało czasu na zegarze. Chybione podwyższenie Bullocka oraz błędna decyzja Lewisa z pierwszej połowy meczu postawiła gości w arcytrudnej sytuacji. Musieli koniecznie zdobyć przyłożenie, ale na podobną pogoń nie starczyło już czasu.

Titans z bilansem 6-3 prowadzą w swojej dywizji AFC South, natomiast Bengals pozostają na trzeciej pozycji w AFC North z wynikiem 3-6.

Hubert Domański

Na pozostałych arenach:

  • Czy Panthers oficjalnie zadeklarowali powrót do gry o najwyższe cele? Wygrana z Dolphins była dla nich priorytetem, aby nie dać Saints uciec na nieuchwytny dystans w NFC South. Patrząc na formę, jaką prezentowali do tej pory bilans 7-3, to dla nich błogosławieństwo. Podczas Monday Night Football nareszcie zobaczyliśmy Pantery takie, do jakich przyzwyczailiśmy się dwa lata temu. Co więcej, Cam Newton przypomniał sobie jak świetnie mobilnym był rozgrywającym.

  • Rams, którzy jeszcze rok temu byli obiektem żartów i memów, teraz wyznaczają pozostałym poprzeczkę do której muszą mierzyć, aby dotrzymać im kroku. To co robi Sean McVay ze swoimi zawodnikami jest więcej niż imponujące, co pozwala zachwycać się nimi z tygodnia na tydzień.

  • Matthew Stafford i jego chirurgiczna precyzja. Choć z Browns rozpoczął dość niemrawo i potrzebował czasu, aby wejść w odpowiedni rytm, ale gdy ożył był nie do zatrzymania! Posyłał piłki po całej szerokość boiska z niewiarygodną dokładnością. Bezsprzecznie był to jeden z tych meczów, po których może powiedzieć, że zasługuje na każdy grosz swojego olbrzymiego kontraktu.

  • Teddy Bridgewater oficjalnie powrócił do składu po swojej 15-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana. Rozgrywający, który był nadzieją Vikings na świetlaną przyszłość przeżył prawdziwy koszmar, ale nie poddał się walczył o ten powrót jak lew. Jak wiele to dla niego znaczy doskonale ilustruje poniższy obrazek:
  • John Fox został autorem, prawdopodobnie, najgorszego challengu w tym sezonie. Bennie Cunningham (biegacz Chicago Bears) popisał się efektowną akcją, którą zakończył dotykając piłką pylon wyznaczający strefę punktową. Sędziowie z początku uznali, że zawodnikowi jednak do przyłożenia zabrakło i chcieli ustawić piłkę na pół jarda przed polem przyłożeń. Wtem Fox rzucił czerwoną flagę oznaczającą chęć wideo-weryfikacji. Ta pokazała, że biegacz tak naprawdę wypuścił piłkę z rąk i całe zagranie zakwalifikowano jako fumble, a przez fakt, że futbolówka wyszła za linię boczną „end zone” piłka powędrowała w ręce przeciwnika przez „touchback”. Cóż, trener Bears „wygrał” ten challenge, jednocześnie pozbawiając swoją drużynę posiadania oraz punktów…

Wyniki wszystkich rozegranych spotkań:

Thursday Night Football
Seahawks 22, Cardinals 16

Niedziela
Titans 24, Bengals 20
Lions 38, Browns 24
Packers 23, Bears 16
Jaguars 20, Chargers 17 (OT)
Vikings 38, Redskins 30
Saints 47, Bills 10
Buccaneers 15, Jets 10
Steelers 20, Colts 17
Rams 33, Texans 7
Falcons 27, Cowboys 7
49ers 31, Giants 21
Patriots 41, Broncos 16

Monday Night Football
Miami 21, Carolina 45

Kuba Tłuczek

About Kuba Tłuczek

Zamościanin, fan futbolu od 9 lat, tyleż samo kibicuje Delfinom z Miami. Pisze o NFL i CFL. Z NFL24 związany od kwietnia 2013 roku.

Dodaj komentarz