NFL 2016: Podsumowanie 14. kolejki

nfl logo

Czternasta kolejka, to już nie przelewki. Każda porażka może zdecydować o odpadnięciu z walki o playoffs, a wygrana znacznie do nich przybliżyć. Stąd zaskakujące przebiegi poszczególnych meczów, jak i same wyniki. Kto by pomyślał, że Titans są w stanie wygrać z samymi Mistrzami?

Pittsburgh Steelers 27-20 Buffalo Bills

Bills ponownie ulegli rywalom i oddalili się od play-offów. W śnieżnej atmosferze na Ralph Wilson Stadium idealnie odnalazł się Le’Veon Bell – wpadał w endzone aż trzy razy! Trochę gorzej radzili sobie z tym gospodarze, ale trzeba przyznać, że nie oddali spotkania bez walki, bo zabrakło jedynie szczęścia i pełnej funkcjonalności przez całość meczu.

Ben Roethlisberger nie będzie wspominać tego starcia najlepiej, QB z jednej strony rozegrał niezłe zawody, a z drugiej jego brak skupienia doprowadził do trzech przejęć przez defensorów Buffalo, za co trzeba ich pochwalić, bo wykazali się niezwykłą czujnością. Steelers mogli być pewni zwycięstwa już na początku ostatniej kwarty, gdy zdołali przebić się pod pole punktowe przeciwników, wtedy po podaniu rozgrywającego Zach Brown przechwycił piłkę.

Dokładnie po takiej samej wpadce szansę na victorię stracili gracze Rexa Ryana, gdy fatalne rozegranie parę chwil później przeczytał Artie Burns. Dwa poprawnie wykonane FG przez Chrisa Boswell w czwartej kwarcie dały wygraną gościom. Zwłaszcza, że w końcówce meczu przysnęli, a w tym czasie Bills zdobyli dwa TD.

Tennessee Titans 13-10 Denver Broncos

W Nashville zobaczyliśmy dobry pokaz defensyw, a także hart ducha rodem z „Gladiatora”. Spotkanie lepiej w ofensywie zaczęli Tytani, choć z trudem przebili się pod pole punktowe przyjezdnych – z przyłożenia cieszył się DeMarco Murray . W końcówce pierwszej połowy Aqib Talib starł się w pojedynku „bokserskim” z Harrym Douglasem, a do rozdzielenia tej dwójki potrzebna była spora grupa osób. Wtedy też skończyło się zdobywanie punktów gospodarzy.

W trzeciej kwarcie ekipie z Denver zabrakło trochę szczęścia, ale i umiejętności. Pech przełożył się na sam początek czwartej kwarty, gdy piłka wyleciała z rąk Demaryiusa Thomasa. Broncos atakowali, Siemian prezentował się może i nieźle, ale szczerze trzeba sobie przyznać, że tej ofensywie potrzeba większych fundamentów.

O wygranej Titans przesądziła akcja, w której A.J. Derby wypuścił futbolówkę z rąk, co sprawiło, że Mike Mularkey i jego zawodnicy mogli spać spokojnie, po skutecznym kopnięciu z pola. Tym samym Tytani znacznie przybliżyli się do fazy pucharowej, natomiast Denver odsunęli się od niej.

Washington Redskins 27-22 Philadelphia Eagles

Kluczem do wygrania tego spotkania był DeSean Jackson, który w Filadelfii czuje się „jak ryba w wodzie” (grał tu przecież przez 6 sezonów). Być może nie czarował cały mecz, ale wystarczyły mu zaledwie trzy złapane podania, aby zdobyć 102 jardy, z czego jedno z nich to 80 jardowy bieg po przyłożenie. Dlaczego zatem był tak mało wykorzystywany? Przyczyny można doszukiwać się w słabym występie Kirka Cousinsa, dla którego nie był to dobry dzień. Na szczęście z pomocą przyszli mu jego biegacze, czyli Rob Kelley oraz Chris Thompson – obaj wybiegali 101 jardów i 2 przyłożenie, co dało średnią powyżej 5 jardów na akcję.

W Eagles Carson Wentz przybił ostatni gwóźdź do trumny, w której pogrzebane zostały wszelkie szanse Orłów na playoffy. Dwa ogromne błędy debiutanta kosztowały go cały mecz. Pierwszy z nich to przechwyt w pierwszej kwarcie, gdzie jego ofensywa znajdowała się na 3 jardy od pola punktowego, a drugi to fumble w ostatniej serii ofensywnej w spotkaniu.

Największy jednak niepokój wywołała wśród kibiców ta akcja:

Miami Dolphins 26-23 Arizona Cardinals

Oglądając to spotkanie miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś już to widziałem. Mecz Cardinals i Dolphins do złudzenia przypominał zeszłoroczne starcie Biało-Czerwonych ze Sborną. Cóż, może jedynie z tą różnicą, że zawodnicy zza wielkiej wody byli „nieco” skuteczniejsi. Ale warunki były takie same jak na lubelskiej Arenie – oberwanie chmury nad Miami sprawiło, że piłki zachowywały się nienaturalnie i w pierwszej kwarcie mieliśmy do czynienia z aż 5 turnovers. Zarówno Carson Palmer jak i Ryan Tannehill mieli wyraźne problemy z odbieraniem snapów, a także z samymi rzutami.

Dolphins co prawda wybronili się przed szaleńczym pościgiem Cardinals w drugiej połowie i zrównali się w liczbie zwycięstw z Broncos (ale ich nie wyprzedzili, gdyż ekipa z Denver ma na swoim koncie więcej zwycięstw w meczach ze wspólnymi rywalami). Mimo zachowania dość pokaźnych szans na postseason, Dolphins mają dość małe szanse, by tam się znaleźć. Ryan Tannehill w czwartej kwarcie naciągnął (na szczęście nie zerwał) ACL i raczej go na boisku w tym sezonie nie zobaczymy. Matt Moore to klasowy backup, ale naprawdę trudno uwierzyć, że doholuje swój zespół do playoffów.

Rozczarowali mnie Cardinals, po których przed sezonem spodziewałem się ponownej walki o mistrzostwo konferencji. Tymczasem w ich grze nie widać w ogóle żadnej iskry, Palmerowi bardzo ciężko znaleźć kogoś w głębi pola, a komunikacja między drugą a trzecią linią defensywy ewidentnie szwankowała. Bruce Arians ten sezon już przegrał, teraz powoli musi myśleć na strategią na offseason, by Kardynały za rok wróciły silniejsze.

Carolina Panthers 28-16 San Diego Chargers

Przez większość meczu Chargers sprawiali wrażenie, jakby każda ich seria ofensywna miała kończyć się bezpośrednią stratą piłki albo sackiem na rozgrywającym – jednym słowem: każde posiadanie ekipy z San Diego to stres dla jego kibica. Z 67-miu wszystkich akcji, aż 10 z nich kończyły się w opisany wcześniej sposób (5 strat i 5 sacków). To czwarty taki przypadek od 2003 roku, gdzie w jednym meczu drużyna notuje aż tyle strat. Mike McCoy musi posypać głowę popiołem i wstrząsnąć swoimi zawodnikami, bo tak grać, po prostu, nie można.

Kibice Panthers mogli podchodzić do tego meczu lekko zaniepokojeni, w końcu w ich defensywie brakowało lidera – Luke’a Kuechly. W ostateczności jednak nie było to kompletnie widocznie, gdyż cała formacja zagrała jak prawdziwy kolektyw. Nie często zdarza się, żeby pięciu różnych zawodników odzyskiwało piłki od formacji ofensywnej, jak również w pięciu sackach uczestniczyło czterech różnych graczy. Ron Rivera śmiało może przekazać tytuł MVP defensywy całej swojej formacji.

Cincinnati Bengals 23-10 Cleveland Browns

Chyba wszyscy spodziewali się porażki Browns i tak też się stało. Marvin Lewis zapewne wyszedł z założenia, że najlepiej będzie wejść w mecz z impetem, a później do końca utrzymać przewagę ze spokojem. Mimo wszystko, spotkanie nie było nudne, a szczególnie jedna z akcji gospodarzy. W połowie pierwszej kwarty ofensywa nie miała pomysłu na akcję, a defensywa przeciwników również nie potrafiła dojść do powstrzymania, przez co sytuacja wyglądała komicznie – „zabawę” przerwał Tyler Kroft dopiero po trzecim podaniu podopiecznych Hue Jacksona.

Trzecia i czwarta kwarta były zdecydowanie nudnawe, oprócz przyłożenia Roberta Griffina III nie działo się nic ciekawego, choć kilka podań tego rozgrywającego zasłużyło na uwagę. Sezon dla obu klubów jest już zakończony, więc pora na testowanie nowych opcji na przyszły rok.

Detroit Lions 20-17 Chicago Bears

Rozpędzone Lwy pokonały teoretycznie najsłabszą drużynę swojej Dywizji i poraz kolejny wygrali. Wszystko wskazuje na to, że detroiccy zawodnicy nie dadzą się dogonić reszcie stawki i zagrają w fazie pucharowej. Po pierwszej połowie mogliśmy wywnioskować, że zapowiada się średnie spotkanie, ale w drugiej połowie gra nabrała tempa.

Dynamiczna gra sprawiła, że raz lepiej grali Bears, a po chwili inicjatywę przejmowali Lions. Skończyło się na victorii gospodarzy, którzy dali sobie wejść na głowę w niektórych akcjach, a tym samym Niedźwiedzie udowodniły, że mają potencjał, aby być liczącą się drużyną. Często brakuje pełnej wiary w swoje umiejętności, a zdecydowanie było widać, że gracze Johna Foxa cieszyli się grą na Ford Field.

Houston Texans 22-17 Indianapolis Colts

Na Lucas Oil Stadium Texans ponownie pokazali, że są nieobliczalni. To spotkanie zdecydowanie zapadnie w pamięci fanów, dlaczego? Nick Novak właściwie dał zwycięstwo swoim kolegom z drużyny, którzy docierali na odległości odpowiednie, aby ten mógł poprawnie zdobywać trzy punkty za FG, czego dokonał aż pięć razy.

Andrew Luck najpewniej będzie chciał zapomnieć o tym spotkaniu. Z Jets zagrał fenomenalnie, a z

Aug 28, 2016; Houston, TX, USA; Houston Texans quarterback Brock Osweiler (17) makes the call at the line during the first half of an NFL football game against the Arizona Cardinals at NRG Stadium. Mandatory Credit: Kirby Lee-USA TODAY Sports

Texans była to kompletna katastrofa, jego podania były celne w 53%. Proszę się nie martwić, Brock Osweiler również się niczym specjalnym nie popisał, byli zbyt niepewni. Do tego doszło też słabe pokrycie, przez co QB Colts skończył mecz nieco poobijany.
Texans muszą uciec reszcie swojej Dywizji, w dodatku taki sam bilans zwycięstw mają Tytani, dla których terminarz jest ostrzejszy, bo będą mierzyć się z Chiefs. Natomiast teksańczycy zagrają z Jacksonville Jaguars, więc terminarz zdaje się być po ich stronie. Wszystko okaże się w najbliższym czasie. W AFC South na pewnoe nie będzie nudno!

Minnesota Vikings 25-16 Jacksonville Jaguars

Te spotkanie śmiało mogło zakończyć o wiele wyższym wynikiem, jeżeli goście byliby tylko bardziej skuteczni w terytorium goal-line przeciwnika. Vikings dwukrotnie znajdowali się na 1 jard od pola punktowego i w żadnej z tych okazji nie zdołali zdobyć punktów. Na szczęście dla kibiców przyjezdnych to była jedyna bolączka ich drużyny w tym spotkaniu. Wikingów, przede wszystkim, nie zawiódł Sam Bradford oraz Kai Forbath. Pierwszy z nich zanotował na swojej tablicy 292 jardy i przyłożenie, a drugi skutecznie posyłał piłkę do bramki przeciwnika we wszystkich, czterech podejściach (43, 32, 40, 46).

Natomiast gospodarze zagrali najlepszy mecz od dwóch miesięcy, ale na tle takiego przeciwnika śmiało można stwierdzić: i co z tego? W 13 kolejnych meczach, dopiero po raz trzeci nie zdołali odzyskać bezpośrednio piłki dzięki swojej defensywie. Czyżby w tym sezonie fatum tej drużyny był ich własny stadion? Na EverBank Field nie wygrali jeszcze ŻADNEGO spotkania!

Tampa Bay Buccaneers 16-11 New Orleans Saints

Czyżbyśmy byli świadkami większego kryzysu w Nowym Orleanie? To już drugi tydzień z rzędu, kiedy ofensywa Drew Breesa zostaje skutecznie neutralizowana przez przeciwnika. Dla rozgrywającego Świętych to też drugi mecz bez przyłożenia, a to dla zawodnika z tej pozycji powód do coraz większej irytacji. Szczególnie, że w jego wykonaniu, to prawdziwa rzadkość (ostatni raz taki kryzys miał miejsce w 2009 roku). Jego gra i trzy przechwyty nie mogło pomóc drużynie, która nawet w grze dołem spisywała się fatalnie, o czym świadczy tylko 46 wybieganych jardów… Biednie.

Trzeba jednak oddać, że ofensywna niemoc Saints i słabe wyniki w każdym elemencie gry były wynikiem również świetnej dyspozycji obrony Tampa Bay. Solidny mur Korsarzy nie ukruszył się nawet na chwilę, wciąż trzymając rywali na dystans i pozwalając sobie na stratę jedynie 11 punktów. To dobra wiadomość dla kibiców, którzy od pięciu tygodni mogą obserwować znaczną poprawę gry w tym elemencie swojej drużyny. W pięciu ostatnich meczach (wliczając i ten) średnio 3 razy odzyskiwali piłkę i stracili zaledwie 12.8 punktów. Najważniejsze jednak, że to przynosi nie tylko imponujące statystyki, ale i wygrane – ostatni raz kiedy fani mogli cieszyć się z takiej ilości regularnych zwycięstw? 2002 rok zwieńczony wygraną w Super Bowl!

Oct 5, 2014; New Orleans, LA, USA; New Orleans Saints quarterback Drew Brees (9) is slammed down by Tampa Bay Buccaneers defensive tackle Gerald McCoy (93) in the fourth quarter of their game at the Mercedes-Benz Superdome. The Saints won in overtime, 37-31. Mandatory Credit: Chuck Cook-USA TODAY Sports

N.Y. Jets 23-17 San Francisco 49ers

Dla Odrzutowców plan na ten mecz był jasny i niezbyt skomplikowany. Skoro przed ich rozgrywającym dopiero drugi mecz w karierze, a stają przeciwko drużynie, która najgorzej radzi sobie z grą biegową, to trzeba przekazywać piłkę w ręce Bila Powella tak często, jak tylko to będzie możliwe. Fakt, zawodnik zdobył 145 jardów i 2 przyłożenia dla swojej drużyny, ale większość z tych statystyk zdobył jednak dopiero w czwartej kwarcie i dogrywce, co pozwoliło na ostateczną wygraną, a kibicom pozwoliło zapomnieć o przechwycie Petty’ego w pierwszym jego rzucie w meczu.

49ers mogli sprawić niespodziankę, ale tylko oni mogą dać odebrać sobie zwycięstwo w ostatnich pięciu minutach. Czy kibice z San Francisco mogą z czegokolwiek być zadowoleni? Chyba tylko z występu Carlosa Hyde’a który zanotował 193 jardy… i to tylko tyle. 11-sta przegrana z rzędu boli o tyle bardziej, że naprzeciwko stała drużyna z nominalnym trzecim swoim rozgrywającym..

Atlanta Falcons 42-14 Los Angeles Rams

Różnica klas. Po prostu. Falcons wyszkli do tego spotkania po prostu dobrze przygotowani. Sukcesywnie rozpracowywali defensywę Rams i po 3 kwartach mieli ten komfort, że mogli sobie zwyczajnie dać spokój i bronić wyniku 42:0. Matt Ryan pokazał że nie na darmo mówi się o nim „chłodny” gdyż zachował zimną głowę i skrupulatnie realizował założenia Kyle’a Shanahana. Defensywa Sokołów natomiast nie miała większych problemów z gospodarzami, którzy koniecznie chcieli chyba dorównać poziomowi Browns.

Dlatego też decyzja Rams o zwolnieniu Jeffa Fishera absolutnie mnie nie dziwi. Pal licho to, że dostał w tym sezonie nowy kontrakt. Ba, pal licho jego tragiczny bilans, „wyśrubowany” przez 5 lat. W drużynie nie ma ani krzty chemii, Fisher jako trener podejmował mocno kontrowersyjne decyzje (Goff), a Rams muszą pierwsze kilka sezonów rozegrać na 110%. Aby fani z LA przychodzili jeszcze na spotkania Kozłów, trzeba dać im drużynę z charakterem. Mieszkańcy Los Angeles są wyjątkowo wybredni, dlatego też drużyna bez wyrazu nie będzie ich absolutnie interesować. Kto ma w takim razie zastąpić Fishera? Przeczytałem gdzieś plotkę o.. Jimie Harbaugh, która być może wydaje się niedorzeczna, ale faktycznie, nie ma obecnie drugiego, „wolnego” trenera bardziej wyraźnego niż Jim.

Green Bay Packers 38-10 Seattle Seahawks

Nie wiem czy to ja mam takiego pecha, czy po prostu naukowcy w najbliższym czasie udowodnią tę zależność, ale często gdy nastawiam się na to, że spotkanie będzie nas trzymało od początku do końca w fotelach, tak za każdym razem jest do spotkanie „do jednej bramki”, jeżeli mamy używać terminologii piłkarskiej. Tym razem swoisty „koncert” dał Russell Wilson. Zdobywca Super Bowl sprzed 3 lat rzucił aż 5(!) przechwytów. Co prawda 3 z nich były ewidentną winą odbierających, co nie zmienia faktu, że tragiczna postawa QB Seahawks walnie przyczyniła się do porażki na Lambeau.

Packers pomimo zwycięstwa stracili dystans do Lions i mało prawdopodobne, by udało im się jeszcze wyrwać im mistrzostwo dywizji. Do szóstych Bucs brakuje im tylko jednego zwycięstwa i wydaje się, że mający początkowo problemy zawodnicy z Green Bay, są w stanie to osiągnąć. Praktycznie bezbłędny mecz zagrał Aaron Rodgers (18/23, 246yd, 3TD) i wskoczył na właściwe tory w najbardziej odpowiednim do tego momencie. Packers muszą jednak cały czas stawiać czoła starym demonom, a w zasadzie demonowi który nazywa się „Nie umiemy grać dołem”. Cóż, może nie tyle nie umieją, co nie mają kim. McCarthy’emu wyraźnie brakuje Lacy’ego i po raz kolejny, losy Packers spoczywają na barkach (w zasadzie to na padach) Rodgersa.

N.Y. Giants 10-7 Dallas Cowboys

Druga porażka Cowboys w tym sezonie i druga z New York Giants. Czyżby nowojorczycy mieli patent na tegoroczną rewelację rozgrywek? Z pewnością coś jest na rzeczy, ale to Jason Garrett będzie musiał wytłumaczyć się ze swojej taktyki na drugą połowę meczu. Pomimo, że Ezekiel Elliott, po dwóch kwartach, wybiegał średnią prawie 5 jardów na akcję, to ze wszystkich 20 akcji ofensywnych po przerwie, aż 15 były akcjami podaniowymi. Patrząc na cały sezon Kowbojów, to nie byłoby nic dziwnego, jednak tego wieczoru Dak Prescott był beznadziejny. Z 37 jego podań tylko 17 było celnych, co dało zaledwie 165 jardów i 2 przechwyty (Zeke po dwóch kwartach miał na swoim koncie 107 jardów…). Największą bolączką ofensywy była skuteczność w trzecich próbach – tylko w jednej sytuacji udało im się zdobyć pierwszą próbę, a zaledwie w dwóch, jeśli podsumujemy ostatnie dwa spotkania. Nie pomógł nawet Dez Bryant, który został stłamszony przez Janorisa Jenkinsa. To mógł być świetny wieczór defensywy Cowboys, ale z taką formą ofensywną, ten pozytyw zszedł na drugi plan. Czkawka faworyta? Na pewno powinien modlić się, żeby nie trafić na Giants w playoffs, bo Ci wyraźnie mu nie leżą…

Dla drużyny z niebieskiej części Nowego Jorku plan na ten mecz był teoretycznie prosty: solidna defensywa podparta dobrą formą formacji specjalnych i skuteczne dalekie podania Eli Manninga do OBJ’a na przyłożenia. Ta formuła w poniedziałkową noc wypaliła wyśmienicie, czego dowodem jest ta akcja:

Defensywa zrobiła resztę: trzy razy odzyskiwała piłkę i trzymała Cowboys na dystans pozwalając im na zdobycz jedynie 7 punktów, co w tym sezonie nie miało jeszcze miejsca. Jedyne za co można ganić gospodarzy, to za trzy straty ich rozgrywającego (2 przechwyty i jeden fumble).

New England Patriots 30-23 Baltimore Ravens

Nie dużo brakowało, a Ravens byliby sprawcami największej niespodzianki tego weekendu. Po pewnych trzech kwartach gospodarzy i pokaźnym prowadzeniu 23-3, Patriots o mały włos, a pozwoliliby przeciwnikom na przedwczesny bożonarodzeniowy cud i zmartwychwstanie. W czwartej kwarcie kibice zebrani na Foxborough musieli zaczynać nerwowo obgryzać paznokcie, gdy w zaledwie 14 sekund i po dwóch akcjach specjalnych, Kruki odrobili 14 punktów i wrócili do gry! Ostatecznie jednak gospodarze natychmiast pogrzebali wszelkie nadzieje na powrót gości z Baltimore, jakby specjalnie chcieli pozwolić im na złudne nadzieje, a stacji transmitującej mecz podreperować statystyki oglądalności, bo Tom Brady załatwił sprawę jednym podaniem:

Gospodarzom w tym meczu wychodziło niemal wszystko i pomimo straty Roba Gronkowskiego nie zwalniają tempa. Brady znów zapisał niewiarygodne statystyki: 25/38 kompletnych podań, 406 jardów, 3 TD i 1 INT. Za nim na listę zawodników punktujących wpisał się też LeGarrette Blount dla którego było to 14 przyłożenie w sezonie, a 72 jardy pozwoliły mu przebić liczbę 1000 w całym sezonie. Na skrzydłach wciąż bryluje też debiutant Malcolm Mitchell (również 1 TD), a Martellus Bennett godnie zastępuję Gronka, przynajmniej na tyle, na ile może.

Gdyby nie wpadka w ostatniej kwarcie, to o Ravens w tym meczu byśmy praktycznie nie pamiętali. Goście starali się przeciwstawić defensywie akcjami podaniowymi, ale Joe Flacco grał na podobnym poziomie co Dak Prescott w Cowboys. Tym bardziej ciekawe, że w pierwszej połowie biegacze tylko 3 razy mogli spróbować swoich ścieżek, przy 26 podaniach rozgrywającego. Ten grał jakby bez pomysłu, bo trzeba być szaleńcem, żeby testować podwójne krycie Patriots…

Jedyne wytłumaczenie? Defensywa Pats grała świetnie, no może po za własnym red zone, bo przyłożenie Flacco nie miało prawa mieć miejsca.

Autorzy: Patryk Segda, Kuba Tłuczek i Kuba Kaczmarek

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

6 Responses to NFL 2016: Podsumowanie 14. kolejki

  1. rafal pisze:

    Dallas już drugi słabiutki mecz w ofensywie z Minnesotą się udało. Ja nie wiem jak można było przegrać z N.Y jak oni nie mają praktycznie ataku w tym meczu. Mam nadzieje ze chociaż finał Nacional osiągną

  2. Szarlatan pisze:

    Lions nie uciekli Packers. Dystans między tymi ekipami to wciąż dwie wygrane. Szanse na złapanie Lwów są całkiem spore. Detroit jedzie teraz do Nowego Jorku, a potem do Dallas. Przy urwanym ścięgnie Stafforda małe prawdopodobieństwo jest, że oba mecze będą wygrane. A to otwiera szansę Green Bay, które pokonując Chicago i Minnesotę ostatni mecz będzie grało o mistrzostwo dywizji.

  3. kaliber pisze:

    Tylko, że Packers wcale nie muszą wygrać z Bears i Vikings, moim zdaniem Lions wygrają tę dywizję chociaż faktycznie końcówkę sezonu mają trudną.

    • Szarlatan pisze:

      Muszą! Chyba, że masz na myśli to, że nie jest to takie oczywste, zwłaszcza przy kontuzji
      Rodgersa. Stafford nie ma jednego palca i to mocno utrudni Lwom grę. Nie zdziwiłbym się gdyby nagle zanotowali serie 0-3.

  4. Giants na właściwej drodze mimo klapy w ataku, pamiętajmy że Super Bowl wygrywa się defensywą. To co gra Brady najstarszy gracz ligi to kosmos , najbardziej podobało mi się gdy zwyzywał chłopaków po nieudanej trzeciej próbie w pierwszej kwarcie , ta chęć wygrywania po tylu latach. szacunek. Co do Lions myślę że dociągną do mistrzostwa dywizji.

Dodaj komentarz