Moja Philadelphia

Super Bowl logo

Jak wyglądał sezon Philadelphii Eagles z perspektywy kibica Baltimore Ravens, mieszkającego w Filadelfii? Mariusz Chodubski, nasz przyjaciel zza Oceanu, dzieli się z Wami atmosferą, która otaczała go przez cały rok w Mieście Braterskiej Miłości.

Pięć miesięcy, a w zasadzie pięć miesięcy i 3 dni. Pamiętam dokładnie, bo na ekranie leciał właśnie ostatni mecz przedsezonowy z New York Jets. Tyle czasu minęło odkąd moi, solidnie już podpici, koledzy z pracy rozciągnęli w barze wydrukowany terminarz sezonu, rozpoczynając swoje knajackie przewidywania sezonu Philadelphii Eagles. Bilans, który im wyszedł opiewał na 12-4 oraz wolne w pierwszym tygodniu playoffs. Osobiście mocno upierałem się, że realnie – bo przecież nie bylem tak zalany jak oni – widzę tam 9-7 i to przy dobrych wiatrach. Pięć miesięcy i 3 dni temu po raz pierwszy zwątpiłem publicznie w Eagles. Cały sezon wysłuchiwałem kąśliwych komentarzy po kolejnym wielkim meczu Philly i kolejnym słabiutkim spotkaniu moich Ravens. Co poniedziałek nie dopijałem rano kawy bez wysłuchania głupawego pytania: “czy wskoczyłem już na “Wentz wagon”, czy jeszcze wątpię?”. Wątpiłem, a po kontuzji Wentza moje wątpliwości przerodziły się w pewność – Eagles nic w tym sezonie wielkiego nie ugrają. Ale czy byłem w tym sam? W poniedziałek, po meczu z Rams, w pracy nastroje były morowe. Dziewczynom na samo wspomnienie Wentza szkliły się oczy, jeden z chłopaków przyznał, że nie mógł zasnąć przez całą noc. A ja siedziałem zły przy swoim biurku, bo przecież Eagles mieli się potknąć jak zawsze, a ja miałem mieć malutki, wredny moment rewanżu. Teraz, gdy Eagles zawiodą nawet nie będę mógł się z nich porządnie pośmiać, bo obie strony wiedziałyby, że pomiędzy nami lata wielkie, niewidzialne: “GDYBY WENTZ GRAŁ…”.

Coś zaczęło we mnie pękać i choć nie pałam do Eagles sympatią, to kibice w tym mieście zaczęli mi imponować. Przeprowadzając się do Philadelphii wiele o tym mieście czytałem. Duże obszary biedoty, wysoka przestępczość, jedno z najbardziej posegregowanych etnicznie miast w całych USA, ale też z wielkim charakterem. Dla mnie okazało się miastem, przede wszystkim, brzydkim, które poza kilkoma turystycznymi punktami, budziło mój strach. Nie czułem mocy i charakteru, którym tak chełpili się także moi znajomi. Przez wiele miesięcy uważałem, że walające się po ulicach śmieci, bezdomni rozłożeni na chodnikach, rozpadające się domy i stare magazyny to, po prostu, przykry widok wielkiej podupadającej aglomeracji, a ten rzekomy charakter wymyślono chyba tylko po to, by ludzie mieli czego się trzymać. Teraz muszę przyznać, że myliłem się, bo to właśnie Ci ludzie definiują to miasto i to Ci ludzie absolutnie ubóstwiają swoje Orly. Spójrzcie co pojawiło się na bilbordach, kilka dni po kontuzji Wentza.

jm_rvSKek2H2jBgl_6Uw1LZRkPEak5M4cn24GL2mHPU

Oni wciąż wierzyli, a ja, gdy do miasta przyjechali Falcons, wciąż wątpiłem. Pomimo, że Orły weszły w postseason z najlepszym bilansem w lidze i jako drużyna nr 1 wśród statystyk, w wielu ważnych kategoriach, to futbolowy świat oznaczył mianem faworytów gości z Atlanty. Tak oto ukochana drużyna wskoczyła do szuflady, w której od lat znajdowała się ich mała ojczyzna – szkaradna, ale niezłomnie dumna – Philadelphia. Ten mecz zabolał to miasto i jednocześnie rozwścieczył. Zawodnicy ubrali to w psie maski symbolizujące niedocenianie ich przez resztę stawki, a fani wsparli to z całą mocą. Psie maski wykupiono z Amazonu w kilka godzin, a psie czapki i koszulki pojawiły się na straganach. A ja wciąż nie wątpiłem i uważałem, że całe to zamieszanie z „underdogiem” to naciągana i ckliwa historyjka, którą Wikingowie rozgniotą swym toporem. Nie w Philly. Nie w mieście, które, jak żadne inne, jest żywym przykładem underdoga. Nie w mieście, którego ulicami biegał Rocky Balboa, któremu nikt nie dawał szans w walce o tytuł. To miasto naprawdę takie jest i Ci ludzie też! Nieważne, że imponujący stadion Eagles i jego mniejsi sąsiedzi – hala Sixers, Flyers i piękny stadion Phillies, wyrastają z otchłani południowej części aglomeracji, gdzie królują kraty w oknach szeregowców, stare magazyny, które lata świetności straciły w latach 50-tych XX wieku, dziurawe drogi żłobione torami dawno już nie jeżdżących tramwajów. Wielki sport może narodzić się i bez blasku kasyn Las Vegas, cudownych plaż Florydy, bogactw Teksasu. Eagles zbudowali w szatni coś, czego nie można w żaden sposób zaplanować. Pomimo przeciwności losu, pomimo niedowiarkom (jak piszący te słowa), pomimo brutalnej zimy, która w tym roku doświadczyła wschodnie stany. Jak Rocky okładający zamrożone tusze wołowe zamiast worków treningowych, Eagles wciąż walczą i podnoszą się po każdym ciosie. Jak Rocky, który wstawał, choć wszyscy na około woleliby by już został na deskach.

27332676_10155821217173145_4062110073802946174_n

Dla takich historii ogląda się sport, a ja, w końcu, uwierzyłem. Ba, kupiłem swoją własną koszulkę z psem (na zdjęciu)! Uważam, że oklepane jest pisanie o Dawidzie i Goliacie. W niedziele to będzie pojedynek dwóch wielkich zespołów. Nic nie ujmując Patriots, ale Philadelphia nie zasługuje by nazywać ich Dawidem. Nie po tym co już zrobili. Jeśli więc należycie do nielicznego grona osób, które ani nie kochają, ani nie nienawidzą Patriots i wciąż zachodzicie w głowę komu macie kibicować – zachęcam Was gorąco do ściskania kciuków za Eagles. Wesprzyjcie ich dobrą myślą, a ja odwdzięczę się relacją z parady!

Mariusz Chodubski

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

7 Responses to Moja Philadelphia

  1. jakub pisze:

    Witam i pozdrawiam autora. Ciezko jest ograc Patriots w finale ale skoro.Giants to zrobili dwa razy to moze tym razem Eagles. Uszczesliwia swoich kibicow. Bedzie sie dzialo! .

    • DALLAS COWBOYS pisze:

      Będzie , będzie zabawa , będzie się działo i nawet nocy będzie mało , będzie głośno , będzie radośnie znów przetańczymy razem całą noc !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  2. Panzer pisze:

    Jestem kibicem Chicago Bears. Moi pupile nic nie grają już od niepamiętnych czasów. W tegorocznej edycji Superbowl trzymam kciuki za Philadelphia Eagles. Wprawdzie Patriots sa zespołem bardziej utytułowanym, ale mnie się marzy udany rewanż Eagles za przegrany 13 lat temu Superbowl, wlasnie z zespołem z New England.

    • jakub pisze:

      Witam.Chicago zawsze dobrze mi sie kojarzy-to Polskie miasto w USA. Dali lupnia Patriots w finale dawno temu. Pozdrawiam. Dawno dawno temu w odleglej galaktyce…….

  3. Artur pisze:

    Sorry brat. Artykul pierwsza klasa ale dzis Pats rozjada Eagles. Pozdrawiam.

  4. Piotr pisze:

    Ta „Twoja Philadelphia” pokazała w nocy jacy to dumni, z mocą i charakterem miłośnicy swojej małej ojczyzny 😀

    • Cycu pisze:

      Tygodniami tu nie zagladalem i nie bylem swiadomy, ze jakas dyskusja sie tu odbywa. Powiedz mi Piotrze, z czym masz albo miales problem. Z tym, ze wsrod 2 milionow ludzi, ktorzy wylegli na ulice bylo kilkunastu idiotow, ktora zdewastowala stacje benzynowa? ze kilku osilkow postanowilo pokazac jacy sa mocni i przewroclii auto? Ze ktos wlazl na slup? Sorry, ale zyjemy w swiecie mediow spolecznosciowych, gdzie takie filmiki leca przez swiat z predkoscia swiatlowodu. Polaczenie alkoholu, wielkiego tumu i spelnienia zyciowego marzenia dla wiekszosci z tych ludzi nie jest mieszanka, ktora da „madre” rzeczy. Nie jest to jednak „Philly special”, a raczej przypadlosc ogolnoludzka, ktora i w naszym kraju niestety widzimy. Jesli wolisz budowac swoja opinie o calym miescie i ludziach w nim zyjacych na podstawie filmikow, ktore widziales w necie , to jest to Twoja prawo. Ja mam za to prawo powiedziec, ze jest to podejscie niesprawiedliwe i bardzo plytkie.

Dodaj komentarz