Krakowscy królowie

PLFA

W dwa tygodnie futbol udowodnił, że żadne statystyki nie są w stanie przewidzieć zwycięzce meczu, a szczególnie w finale. Kraków Kings – podobnie jak tydzień temu Seahawks Gdynia – pokazali, że ostatni mecz sezonu rządzi się własnymi prawami i zostali mistrzami PLFA 1, pokonując faworyzowanych Jastrzębi z Sopotu.

– W finale będziemy tą samą ekipą, którą byliśmy przez cały sezon, czyli zdeterminowani i głodni sukcesu. Największą rolę w tym finale będzie miała koncentracja oraz egzekucja planu gry. Ten mecz wygra ta drużyna, która przygotuje się lepiej, zrealizuje swój plan oraz, przede wszystkim popełni mniej błędów. – przekonywał przed meczem kapitan krakowskich Kingsów, Filip Mościcki. Jak powiedział, tak było. Mistrzostwo wygrała drużyna bardziej skoncentrowana, konsekwentna w swoich działaniach i popełniająca mniej błędów. Zespół z małopolski zaimponował przygotowaniem fizycznym, psychicznym oraz taktycznym. Prawdziwy mistrz przychodzi „znikąd”, kiedy nikt się tego nie spodziewa, ale nagle jest na ustach wszystkich – takim są królewscy krakowianie.

Z0pxJa5 Choć obie drużyny grały w zupełnie innych częściach naszego kraju i nigdy w historii nie grały przeciwko sobie, to zespół z Trójmiasta wymieniany był w roli faworyta. Jastrzębie imponowali formą oraz wysoką skutecznością zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Pomimo pierwszego sezonu w PLFA 1 całkowicie zdominowali ligę, podobnie jak Panthers najwyższą klasę rozgrywkową w naszym kraju. „Perfect season” był o krok, lecz ten okazał się jednak zbyt daleki…

Kings w PLFA 1 grają już od trzech sezonów i pomimo awansów do fazy playoffs nigdy nie dotarli do finału. Powoli, mały kroczkami, ale za to sumiennie przygotowywanymi i konsekwentnie realizowanymi. To tylko dowód na to, że: „Umiejętność zdys­cypli­nowa­nia się, by zre­zyg­no­wać z na­tychmias­to­wej sa­tys­fak­cji w za­mian za większą nag­rodę w dłuższej per­spek­ty­wie jest nieo­dzow­nym wa­run­kiem sukcesu.

11755110_1119117854772218_3732315941611792480_nJuż w pierwszych minutach meczu swoją obecność zaznaczył biegacz gości, Michał Dybowicz, który zdobywając kolejne pierwsze próby dał szansę swojemu zespołowi na zdobycie pierwszych punktów. Dzięki dobrej grze w defensywie gospodarzy – sack Levy’ego Davydovskiego – udało się zdobyć tylko trzy oczka, ale jak to mówią: „grosz do grosza…”. Na odpowiedź Luke’a Zetazate i jego ofensywy długo czekać nie musieliśmy. Choć na początku stracili 5 jardów, a akcje dołem były skutecznie zatrzymywane przez defensywę Kings, to wnet rozgrywający Seahawks zrobił to co potrafi najlepiej, posłał długą piłkę do swojego skrzydłowego – Przemysława Portalskiego – a ten zdobył przyłożenie. W dalszej części kwarty już tak łatwo nie było, gdy Jastrzębie skuteczniej pracowały na linii i zatrzymywały biegi Kingsów. To zmusiło Filipa Mościckiego do wyegzekwowania pierwszego podania do swojego skrzydłowego, co spaliło na panewce i zmusiło ofensywę do odkopnięcia piłki.

Drugą kwartę rozpoczęła ofensywa z Trójmiasta. Akcja Luke – Henicz przesunęła ich z 26 jarda połowy przeciwników na 5 jardów od pola punktowego. Chwilę potem falstart i 5 jardów dla Sopotu. Pierwsza próba – nieudane podanie do Chambersa, druga – zysk 3 jardów przez Pawła Henicza, trzecia – znów 4 jardy do przodu po biegu Abrahama i będąc 5 jardów od pola punktowego – przerwa na żądanie dla Krakowa. Po niej Adrian Abraham postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, ale został zatrzymany 3 jardy przed jego celem. Co zmarnowała ofensywa, nadrobiła defensywa, która odzyskała piłkę dając swoim kolegą szansę na zrehabilitowanie się przed kibicami. Tak też uczynili Luke Zetazate z Przemysławem Portalskim, choć Kings zdążyli cofnąć przeciwników o 15 jardów. Niestety, nieuwaga w defensywie kosztowała ich utratę sześciu punktów.

11202645_1119136664770337_3891073167297295241_n

Luke Zetazate tylko w ostateczności decydował się na indywidualne biegi

Przyłożenie, za przyłożenie i tak też było do końca całej połowy. Po raz kolejny Mościcki i Dybowicz pociągnęli swoją ofensywę przed endzone rywali, w które wbił się rozgrywający „Królewskich”. W dalszej części spotkania byliśmy świadkami fenomenalnego powrotu Adriana Abrahama, który prawie skończył się przyłożeniem, jednak w ostateczności zakończył się 15 jardów przed nim, kiedy wyraźnie nogi zawodnika odmówiły mu posłuszeństwa. Mimo wszystko już kilka zagrań później kibice mogli cieszyć się z kolejnych punktów dla gospodarzy zdobyte przez Zetazate.

Kiedy Kings – po raz pierwszy w tym meczu – stanęli do akcji w czwartej próbie, na jaw wyszły nerwy i problemy z koncentracją u defensywy Jastrzębi,  a konkretnie u Arkadiusza Trojanowskiego. Dwa razy popełnił offside, co pozwoliło przyjezdnym zdobyć pierwszą próbę, a w konsekwencji przyłożenie, które trafiło, zasłużenie, na konto Dybowicza.

Po pierwszej połowie bliżej mistrzostwa byli gospodarze, ale różnica była niewielka, bo tylko cztery oczka. Przede wszystkim pokazała ona taktykę obu drużyn. Siła ofensywna gości opierała się głównie na grze dołem (rewelacyjni Dybowicz i Mościcki), natomiast Jastrzębie z Luke’iem i Portalskim na czele (nie zapominając o Chambersie) straszyli przeciwników grą podaniową na zmianę z biegową.

Na drugą połowę zmieniliśmy nieco ustawienie w defensywie, spodziewając się biegów środkiem, które i tak w dalszej części meczu wychodziły naszym przeciwnikom – opowiada jeden z wyróżniających się zawodników gospodarzy, Adrian Abraham.

Trener uświadomił nam, że potrafimy ich zatrzymać. Udzieliła nam się ta adrenalina i zrobiliśmy to, co do nas należało – odpowiada mu krakowski zawodnik.

Drugą połowę rozpoczynały faworyzowane Jastrzębie i od razu skutecznie. W głównej roli wystąpił Chambers, który podwyższył wynik i – wydawało się – uspokoił grę swoich kolegów. Nic bardziej mylnego. Kings konsekwentnie realizowali swój plan i krótkimi, dłuższymi, aczkolwiek skutecznymi biegami zdobyli przyłożenie. Wtedy też doszło do najbardziej kuriozalnej akcji meczu, gdy Mościcki wbijając się w czwartej próbie na jeden jard, nagle wystrzelił jak z procy i zdobył przyłożenie. Wszyscy na trybunach, jak i boisku z niedowierzaniem patrzyli na to co się stało.

11755656_1119157074768296_4464777320521681284_n

„Jak to się stało?” – to pytanie zadawali sobie wszyscy obecni na meczu

Prawdopodobnie to był ten moment, gdy gospodarze stracili koncentrację, a „Królewscy” zaczęli unosić się na fali wznoszącej. Arkadiusz Trojanowski znów stał się „kozłem ofiarnym” wśród kibiców, bo to po jego offsidzie, goście zdobyli przyłożenie i po raz drugi – a zarazem ostatni – w tym meczu wyszli na prowadzenie. Luke Zetazate nie mógł znaleźć przepisu na podbudowaną moralnie defensywę Kings, co zaowocowało kolejną stratą posiadania i – jak się później okazało – kolejnego przyłożenia. Dybowicz zbyt łatwo przebił się przez środek i dopełnił jedynie formalności.

„Nadzieja umiera ostatnia” mówili sobie kibice zebrani na Narodowym Stadionie Rugby, ale rozwiał ją szybki przechwyt po podaniu Zetazate, pomimo, że Portalski już miał piłkę w rękach! Kings kradli czas krótkimi biegami, a Trojanowski znów zbierał kary przed własnym polem punktowym. Na szczęście tym razem bez konsekwencji, ale i tak ofensywa nie zdążyła się rozgrzać po ponownym wejściu na boisko, a już mieliśmy kolejny przechwyt! Jarosław Satkowski – do niego należała piłka meczowa na wagę mistrzostwa PLFA 1.

Myślę, że niektórzy „spalili się” w tej drugiej połowie, ale nie będziemy tutaj wskazywać palcami, bo za przegraną odpowiada cały zespół. My powtórzyliśmy „wyczyn” Panter sprzed tygodnia, a Kings wyczyn Seahawks Gdynia sprzed roku, gdzie praktycznie bez podań zdobyliśmy mistrzostwo. Co dalej? Mam nadzieję, że nasza drużyna pozostanie i zawalczy jeszcze raz o mistrzostwo, ale wszystko zależy od zarządu. – komentuje Abraham.

Głównym naszym atutem w tym meczu było przygotowanie kondycyjne. Pomimo zawsze słabszych pierwszych kwart, to swoją konsekwencją nadrabiamy to w drugich połowach. Do meczu podchodziliśmy z ogromnym skupieniem myśląc o kolejnych zagraniach, krok po kroku, nie wybiegając myślami zbyt daleko. Jak widać przyniosło to pożądany efekt – opowiada jeden z zawodników mistrzowskiej drużyny.

Konsekwentni i perfekcyjni w swoich zagraniach. Choć Seahawks dominowali przez całą pierwszą połowę, to Kraków Kings wytrzymali to spotkanie psychicznie. Kluczowe kary i złe decyzje były przyczyną porażki Jastrzębi z Sopotu.

Czy Kings zmierzą się z Kozłami Poznań w barażach o TopLigę? Głęboko w to wierzę, bo to zespół z ogromnymi ambicjami i zdolny do ciężkiej pracy. Trenerzy wyjadą teraz do USA na trenerskie szkolenia, a to tylko na plus dla klubu, który bez importów, a z młodymi i zdolnymi polskimi zawodnikami mogą zawojować najwyższą klasę rozgrywkową w naszym kraju. A przynajmniej tego im z całego serca życzę.

 

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

2 Responses to Krakowscy królowie

  1. KT pisze:

    Kings dopiero w tym roku zagrali w playoffs? W zeszłym roku grali półfinał v Husaria

Dodaj komentarz