PODSUMOWANIE PIĄTEGO TYGODNIA ROZGRYWEK NCAA

ncaa

Zespół Florida Gators to jeden z sensacyjnych bohaterów piątego tygodnia rozgrywek NCAA. O wyczynie popularnych „Aligatorów” przeczytacie w naszym podsumowaniu. Oprócz tego Remigiusz Czyżewski zrelacjonuje dla Was wydarzenia z konfrontacji Notre Dame Fighting Irish i Clemson Tigers. Będzie też miejsce na kilka ciekawostek związanych z kolejnym weekendem w uczelnianym futbolu.

Ole Miss Rebels – Florida Gators 10:38

Gators wrócili do żywych. Po kilku bardzo słabych sezonach ekipa Florida Gators, której alma mater co roku przysyła do NFL pokaźną grupę zawodników powoli wraca na salony NCAA. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od dłuższego czasu zameldowali się w rankingu Top 25, by w sobotni wieczór zapewnić sobie kolejną okazałą promocję. Wszystko dzięki dość sensacyjnemu zwycięstwu nad o wiele wyżej notowanymi Ole Miss Rebels. Mecz zakończył się wynikiem 10:38.

To co dziś dzieje się w Gainesville w stanie Floryda można nazwać przebudzeniem się z koszmaru. Ostatnie dwa sezony Gators spędzali głównie na brzydkich i nieprzekonujących zwycięstwach z nisko notowanymi rywalami oraz na regularnych batach od teoretycznie lepszych przeciwników. Nowy sezon z nowym trenerem Jimem McElwainem przynosi póki co bardzo optymistyczne rezultaty. Kolejnym owocem zmian wprowadzanych w Gainesville przez McElwaina było niespodziewane zwycięstwo odniesione przeciwko trzeciej najlepszej ekipie w kraju, a to już jest wyczyn godny najwyższej pochwały. Nie byłoby to jednak możliwe gdyby nie wyśmienita postawa rozgrywającego Gators Willa Griera. Quarterback ekipy z Florydy już w pierwszej połowie spotkania z Ole Miss zapewnił swojej drużynie zwycięstwo, posyłając 4 skuteczne, punktowe podania po których skrzydłowi ku uciesze publiki wbiegali w pole punktowe Rebels. Koncert gry Griera rozpoczął się już 4 minuty po rozpoczęciu meczu. 36 jardów przed polem punktowym Gators wznawiali grę. Grier po otrzymaniu piłki od centra szybkim ruchem zamarkował przekazanie piłki running backowi, po czym po szybkim obrocie posłał dalekie, mocne i szalenie precyzyjne podanie do wbiegającego w strefę końcową Demarcusa Robinsona. Ten chwytając piłkę nie dał szans otaczającym go dwóm obrońcom Rebels. Publiczność w „The Swamp” (ang. „bagno” – potoczna nazwa stadionu Bena Hilla Griffina w Gainesville) oszalała ze szczęścia, a był to dopiero dobry początek wesołej imprezy jaką swoim kibicom zafundowali gracze trenera McElwaina. Trochę ponad 2 minuty później z linii bocznej do rozgrywającego poszła identyczna komenda rozegrania akcji. Różnica polegała na mniejszej odległości do pola punktowego oraz na innym adresacie podania. Grier tym razem obsłużył dwujardowym podaniem Jake’a McGee i w połowie pierwszej kwarty Gators prowadzili już 0:13. Prowadzenie mogło być bardziej okazałe, gdyby nie to, że kicker z Florydy Jorge Powell pomylił się podczas próby podwyższenia przez kopnięcie. Widać w ten weekend nie tylko w NFL kopacze mieli ciężkie dni. W drugiej kwarcie Gators cały czas kontrolowali przebieg meczu. Gołym okiem widać było, że kolejne punkty tej drużyny są tylko i wyłącznie kwestią czasu. To co dość długo wisiało w powietrzu stało się faktem w połowie trwania drugiej odsłony. Wówczas bardzo aktywny na boisku Grier wykonał krótkie podanie do „ścinającego” do środka boiska Brandona Powella. Ten po otrzymaniu piłki wykonał niesamowity rajd pomiędzy pogubionymi obrońcami Ole Miss. Powell w ten sposób pokonał odległość około 70 jardów i pewnym krokiem wbiegł w strefę końcową, dając w ten sposób sensacyjnie wysokie prowadzenie swojej ekipie. Prowadzenie, które znów mogło być wyższe jednak Gators ponownie polegli na próbie podwyższenia. Próbując tym razem zdobyć 2 punkty, zostali skutecznie powstrzymani przez defensywę swoich przeciwników, którzy w w tym momencie meczu wydawali się być w dość dużym szoku, a nie był to jeszcze koniec ich kłopotów podczas tych zawodów. Tuż przed końcem pierwszej połowy meczu znów o sobie dał Grier, który kolejnym podaniem do środka boiska otworzył odbierającemu piłkę Antonio Callawayowi drogę po kolejne w tym meczu przyłożenie dla Gators. Tradycyjnie próba podwyższenia znów spaliła na panewce, mimo to Gators pozostawili po sobie w pierwszej połowie bardzo dobre wrażenie deklasując swoich teoretycznie mocniejszych rywali w stosunku 0:25. Rebels dramatycznie potrzebowali jakichkolwiek punktów by pozostawić sobie choć cień nadziei na w miarę korzystny wynik w tym spotkaniu. Problem w tym, że przy tak dysponowanych Gators, z tak pewnym tego wieczoru liderem w osobie Griera bardzo trudno było cokolwiek wskórać zespołowi Ole Miss. Tak czy inaczej w trzeciej kwarcie zawodnikom Rebels udało się przełamać własną niemoc. Zdobyli co prawda tylko skromne 3 punkty po kopnięciu z pola, jednak jak na uratowanie mocno nadszarpniętego honoru w tym meczu była to wystarczająca zdobycz. Ostatnia odsłona meczu to przede wszystkim dwa field goale w wykonaniu Jorge Powella, który powetował sobie niepowodzenie z pierwszej kwarty oraz krótki ale punktowy bieg Jordana Cronkrite’a, który dał swojemu teamowi prowadzenie 3:38. Punktowe popisy w tym meczu zakończyli zawodnicy Ole Miss, którzy zdobyli swoje jedyne przyłożenie po akcji dwójki Chad Kelly – Markell Pack.

Gwiazdą tego meczu bez wątpienia był Will Grier, który oprócz wspomnianych 4 przyłożeń zanotował na swoim koncie 271 jardów. Brawa za grę należą się również Kelvinowi Taylorowi – autorowi 83 jardów biegiem, Demarcusowi Robinsonowi za 98 jardów i 1 przyłożenie na skrzydle oraz cornerbackowi Vernonowi Hargreavesowi III, który w czwartek kwarcie przypieczętował dominację obrony Gators nad rywalami skutecznym przechwytem podania Chada Kelly’ego. Po stronie pokonanych na słowa uznania zasłużył właśnie Kelly. Jego 259 jardów i przyłożenie na tle bladej reszty zespołu wyglądało nadzwyczaj dobrze.

Po tym meczu Gators zaliczyli spory awans w rankingu Top 25, plasując się na świetnym 11 miejscu. Ole Miss z kolei z numer 3 stali się raptownie ekipą numer 14.

Will Grier-nowy idol w Gainseville?

Will Grier-nowy idol w Gainseville?

Wojciech Lehmann

Notre Dame Fighting Irish-Clemson Tigers 22-24

Świadkami dramatycznego widowiska byli odziani w peleryny i płaszcze przeciwdeszczowe,widzowie na stadionie Memorial w Clemson. Końcówka tego meczu dla ludzi o słabszych nerwach
mogła skończyć się zawałem serca. Bez wątpienia pogoda zdeterminowała przebieg boiskowych wydarzeń bo w taką ulewę, na którą psa nikt by z domu nie wypuścił gra podaniowa staje się wielce
ryzykowana. Faktem jest, że skrzydłowi Notre Dame upuszczali piłkę aż pięciokrotnie i to nie dlatego, że brakło im umiejętności ale, że ta była po prostu mokra i śliska od deszczu. Powiedzieć jednak, że Irish przegrali bo padał deszcz byłoby sporą przesadą bo warunki były identyczne dla obu drużyn. Przegrali, bo popełnili zbyt dużo błędów własnych oraz mieli problemy z koncentracją podczas tego spotkania. Przegrali bo dali się zaskoczyć na początku meczu i później musieli cały czas gonić wynik co w tych warunkach nie było prostym zadaniem. Nie oglądaliśmy wielu dalekich podań i jardów zdobywanych odbiorem piłki przez pół boiska ale oglądaliśmy świetny spektakl trzymający w napięciu do dosłownie końcowych sekund.

Rozgrywający Clemson, Deshaun Watson oszukał rywali już w pierwszej akcji niespodziewanie zrywając się do biegu i uciekając na 38 jardów, co za chwilę zaowocowało pierwszym przyłożeniem
i było 7-0 dla Tigers. Kilkanaście sekund później stadion eksplodował radością kiedy fatalny punt Notre Dame wylądował w okolicach 50 jarda, co było idealną pozycją wyjściową do ataku dla Clemson. Szybko zrobiło się 14-0 kiedy zawodnik Tigers minął obrońców Irish potykających się o własne nogi i biegiem na 13 jardów podwyższył prowadzenie. Notre Dame nadal miało poważne problemy z wejściem w mecz, natomiast defensywa gospodarzy grała doskonale, szczególnie jak chodzi o front seven. Najlepszy RB Irish, C.J. Prosise został kompletnie zablokowany przez przednią formację defensywną Clemson i na koniec pierwszej kwarty mógł się „poszczycić” negatywną zdobyczą jak chodzi o liczbę jardów w postaci minus 5 jardów, co nie tylko w tym sezonie ale na pewno dawno mu się już nie przytrafiło. Wynik zmienił się na 14-3 po długim na 46 jardów FG gości i tak się zakończyła pierwsza kwarta. Na początku drugiej odsłony gracze Irish próbowali mocno zirytować swojego trenera wykazując karygodny brak koncentracji i skupienia i fundując sobie i head coachowi 3 kary pod rząd będąc w ofensywie. To nie miało nic wspólnego z nadal lejącym się z nieba strumienia deszczem gdyż problem tkwił raczej w sferze mentalnej wśród zawodników gości. Dwa falstarty plus holding cofnęły Irish o ponad 12 jardów uniemożliwiając zmniejszenie straty punktowej a na domiar złego defensywa Clemson wciąż grał bezbłędnie odbierając chęć do życia Prosise’owi. QB Notre Dame DeShone Keizer też nie wyglądał zbyt pewnie a jego podania były w większości w tzw. „kosmos” tj o wiele za wysokie żeby najlepszy WR Irish, Fuller, mógł je pochwycić i pomknąć na TD. Wydawało się, że gorzej już z Notre Dame być nie może ale początek trzeciej kwarty to był dla nich istny koszmar, który omal nie zamknął wyniku spotkania już na tym etapie. Brian Kelly pewnie dawano już nie przeżywał takiej traumy ale co ma powiedzieć C.J. Prosise, który dwukrotnie pod rząd zanotował fumble. Można się załamać. Po pierwszym z tych błędów QB Tigers, Watson osobiście pomknął 21 jardów do end zone rywali. Po drugiej stracie Notre Dame udało się jakoś odepchnąć rywala od własnego pola punktowego. Sytuacja w tym momencie wyglądał następująco- 21-3 dla Clemson, wide receiverzy Notre Dame nie łapią piłek, ich najlepszy RB ma na koncie dwie straty i 4 (słownie cztery!) jardy oraz początek myśli samobójczych, QB gospodarzy ustanawia rekord życiowy w jardach biegowych i ma ich już 81 czyli więcej niż wszyscy biegacze rywala razem wzięci. Czy coś tu się jeszcze może zmienić? Teoretycznie nie może ale piękno futbolu amerykańskiego polega między innymi na nieoczekiwanych zmianach przebiegu niemal rozstrzygniętego spotkania i niesamowitych zwrotach akcji po których serce kibica zaczyna walić w mocno przyspieszonym tempie. I coś takiego nastąpiło w tym meczu. Sygnałem do ataku było INT w end zone Notre Dame pod koniec 3 kwarty a poza tym okazało się,że Prosise wcale się nie załamał i postanowił pokazać na co go stać. Czwarta kwarta to szalony pościg Notre Dame, który długo będzie jeszcze wspominany w Clemson, niesamowity, wspaniały pościg w deszczu w sobotni wieczór. W końcu wyszło długie podanie kiedy to QB Notre Dame rzucił piłkę na 56 jardowy TD i w tym momencie przy wyniku 21-9 (bo podwyższenie za 2 się nie udało) amerykańscy komentatorzy zaczęli wspominać legendarnego Joe Montanę, który swego czasu grając w Notre Dame doprowadził do come backu właśnie w starciu z Clemson. DeShone Kizer póki co z Montaną się równać nie może tym bardziej, że był to dopiero jego 3 mecz w roli startera ale zaczął grać coraz lepiej i serca kibiców Clemson zadrżały z niepokoju tym bardziej, że i Prosise wyraźnie złapał wiatr w żagle. Po udanym FG gospodarzy wynik na tablicy zmienił się na 24-9, później TD dla Irish i do końcu pozostawała jeszcze cała wieczność,która w tym przypadku oznaczało ponad 8 minut efektywnego czasu gry. Clemson nie miało już przerw na żądanie a Irish mieli jeszcze 2 time out w zanadrzu. Zaczął się futbolowy thriller dla ludzi o mocnych nerwach bo Notre Dame zwietrzyli szansę a defensywa Clemson była już mocno zmęczona bieganiem po grząskim boisku. Dalej mieliśmy już pełny dramat. Kolejna strata Kizera pod presją rywali w postaci INT zdawała się załatwiać sprawę ale nieudany FG Tigers znowu postawił znak zapytania co do końcowego wyniku. Potem fumble Notre Dame przed end zone rywali ale i to nie był koniec! Zero time out po obu stronach i wyścig z czasem plus Brian Kelly pokazujący na side line żeby grać
szybciej. Obrona Irish w końcówce znowu odzyskała piłkę i 7 sekund przed końcem TD dla gości! 24-22 i próba 2-point conversion. Kiedy defensorzy Clemson powstrzymali rywala w tej sytuacji siedzący na ławce Deshawn Watson przeżegnał się nabożnie. Jeszcze tylko chwila grozy przy onside kick i stadion mógł eksplodować radością po wielkim i ważnym zwycięstwie. Czy to koniec nadziei na sukces dla Notre Dame w tym sezonie? Niekoniecznie. Co prawda spadli w rankingu ale ponieważ przegrali z silnym rywalem nadal zachowali cień szansy na play off i jeśli w kolejnych spotkaniach pokażą takie serce do gry jak w tą sobotę i oczywiście wygrają wszystkie następne spotkania w dobrym stylu, komitet wybierający zespoły do play off może spojrzeć na nich przychylnym okiem. Co do Clemson to spotkanie to pokazało jak silny i konsekwentnie budowany jest ten program od kilku już ładnych lat. Ta wygrana winduje ich wysoko w rankingu ale zabawa dopiero się zaczyna. Kibice Irish mogą pomstować na przeklęty deszcz lecz być może zabrakło trochę doświadczenia i zimnej krwi bo przecież dla ich młodego QB pochodzącego z Toledo to był dopiero trzeci mecz w pełnym wymiarze czasu i zagrał naprawdę dobrze osiągając niezłe statystyki podań. Musi jeszcze tylko podawać z większą precyzją bo 2 INT  na tym poziomie mogą decydować o cienkiej granicy między chwałą zwycięstwa a goryczą porażki.

Kibicom Tigers nawet deszcz nie przeszkodził w radości ze zwycięstwa

Kibicom Tigers nawet deszcz nie przeszkodził w radości ze zwycięstwa

Remigiusz Czyżewski

Liderzy kolejki:

Najwięcej jardów podaniami w tym tygodniu rozgrywek uzyskał QB Oklahoma State Cowboys Mason Rudolph w wygranym 36-34 meczu z Kansas State.Rudolph rzucił na 437 jardów i zdobył w ten sposób 3 TD. Najwięcej jardów biegowych zdobył tym razem Ezekiel Elliott z Ohio State Buckayes. W meczu z Indiana Hoosiers miał ich 274 i zdobył 3 przyłożenia a jego zespół wygrał 34-27. Leonard Fournette z LSU Tigers nie zwalnia tempa i notuje kolejny mecz z wynikiem powyżej 200 jardów a dokładnie są to 233 jardy w wygranej z Eastern Michigan. Najlepszym jak chodzi o zdobycz terytorialną w tym tygodniu WR był Roger Lewis z Bowling Green Falcons. W 10 odbiorach piłki uzyskał 201 jardów a jego drużyna wygrała z Buffalo Bulls 28-22.

Pozostałe ciekawe informacje:

* Ranking TOP 25 po czwartym tygodniu rozgrywek:

1. Ohio State Buckeyes
2. TCU Horned Frogs
3. Baylor Bears
4. Michigan State Spartans
5. Utah Utes
6. Clemson Tigers
7. LSU Tigers
8. Alabama Crimson Tide
9.Texas A&M Aggies
10 . Oklahoma Sooners
11. Florida Gators
12. Florida State Seminoles
13. Northwestern Wildcats
14. Ole Miss Rebels
15. Notre Dame Fighting Irish
16. Stanford Cardinal
17. USC Trojans
18. Michigan Wolverines
19. Georgia Bulldogs
20. UCLA Bruins
21. Oklahoma State Cowboys
22. Iowa Hawkeyes
23. California Golden Bears
24. Toledo Rockets
25. Boise State Broncos

Sporą niespodzianką jest obecność w tym zestawieniu ekipy Toledo Rockets. Zespół ten jako niepokonany zajmuje pierwsze miejsce w konferencji MAC-West.

Remigiusz Czyżewski

About Remigiusz Czyżewski

Od około 4 lat zagorzały fan rozgrywek NCAA, choć oczywiście zaczynał od oglądania NFL. Od około 3 lat kibic Ohio State Buckeyes. Jego dewiza brzmi: "Dzień bez meczu futbolowego, to dzień stracony. Chcę codziennie obejrzeć przynajmniej jedną kwartę. Ja po prostu kocham ten sport, to jest lepsze od seksu! Jeśli miałbym wybierać-noc z piękną kobietą lub finał NCAA, to nie mam wyboru- muszę zobaczyć ten mecz!".

Dodaj komentarz