Camp od kuchni

magazyn nfl24

Training Campy to bardzo ważny okres dla trenerów przygotowujących drużyny do sezonu, ale równie istotny dla wielu fanów najlepszej ligi futbolowej świata. Właśnie w tych dniach mają często jedyną szansę zobaczyć swoich idoli z bliska. Dzisiaj postaram się przybliżyć jak wygląda to „od kuchni”. Zapraszam! 

a

Campy zazwyczaj odbywają się w małych miejscowościach, jakieś 150 do 200 km od miejsca gdzie dana drużyna rozgrywa swoje spotkania domowe. Jest jednak pewna grupa ekip (około 3 – 4 średnio w sezonie), która trenuje na swoich obiektach. Niektóre drużyny (np. Dallas Cowboys) przez długi czas jeździły do San Antonio i m.in. na Alamodome, gdzie  przeprowadzały swój obóz treningowy. Większość drużyn lokuje się jednak na obiektach, które najczęściej należą do uniwersytetów albo innych dużych uczelni mających futbolowe tradycje.

Stadion w San Antonio z zewnątrz prezentuje się imponująco.

Organizatorzy zgłaszając swój akces stoją przed wieloma wyzwaniami. Muszą znaleźć pomieszczenia dla 90 zawodników i innych członków sztabu – także skautów i kucharzy. W sumie może być to nawet około 200 osób. Dlatego zazwyczaj mieszkają oni w hotelu – który jest blisko obiektów – lub po prostu w akademiku, jak jest to chociażby w przypadku Chicago Bears. Muszą też przygotować kilka boisk treningowych. Zazwyczaj każda sesja treningowa odbywa się przynajmniej na dwóch boiskach – pierwszy skład na jednym boisku, a bezpośredni zmiennicy na drugim. Formacje specjalne są zazwyczaj gdzieś w innym miejscu, chociaż zdarza się, że trenują na wolnym trzecim boisku. Na kolejny dzień organizatorzy muszą przygotować kolejny zestaw – przynajmniej dwóch – boisk, by na tych które były poprzednio używanie, mogła odpowiednio zregenerować się trawa.

Kontrakty z miastem organizującym Camp podpisywane są zazwyczaj na kilka lat z góry (Bears niedawno podpisali taki na 9 lat). Daje to wiele możliwości, zarówno dla organizacji jak i miasta, które podejmuje się przedsięwzięcia. Zespół wie gdzie i kiedy odbywa się trening, a miasto może odpowiednio zainwestować w infrastrukturę, mając pewność wizyty drużyny NFL, która w późniejszym czasie z nawiązką im się zwróci. Często zdarza się, że stosunkowo małe miasto, w ciągu tych trzech tygodni treningowych przeżywa prawdziwy najazd kibiców. Tysiące ludzi przyjeżdża tylko po to, by zobaczyć z bliska swoich idoli chociaż na jeden dzień. Co ważne, treningi w większości są darmowe, ale np. Bears organizują jeden specjalny płatny trening na Soldier Field. Wtedy w drugą niedzielę treningową odbywa się pokazowa sesja ćwiczeń, a kończy ją wielki pokaz fajerwerków. W tym dniu wokół stadionu odbywają się też najróżniejsze pikniki dla kibiców.

Sam obóz treningowy jest maszyną do robienia pieniędzy. Nie tylko dla społeczności, która ma przyjemność witać futbolistów w swoim mieście, ale też – a może przede wszystkim – dla klubu. Żeby w normalnym dniu treningowym wejść na trybuny, często trzeba przejść przez całą serię najróżniejszych stanowisk sponsorów, którzy proponują swoje produkty, bądź rozdają je nawet za darmo. Mija się też m.in. sklepik klubowy z piłkami, czapeczkami i innymi częściami garderoby klubowej (nawet bielizny). Kluby robią to po to, by później kibic miał możliwość zebrać autografy na klubowym trykocie. Zawodnicy zawsze schodząc z treningu zatrzymują się przy swoich fanach i cierpliwie rozdają swoje podpisy – przede wszystkim dzieciom. O ciekawej sytuacji jaka zdarzyła się w tym roku na Campie Bears opowiedział mi Łukasz Dudka – organizator FF Polska, na co dzień mieszkający w Chicago. Na sesji treningowej podczas pierwszej niedzieli treningów, w zajęciach nie brał udziału znajdujący się na liście PUP rookie Kevin White. Siedział za linią boczną ubrany w klubowe ciuchy, lecz w pewnym momencie zauważył na trybunach 5-6 letnie dziecko, które miało jego koszulkę z numerem i nazwiskiem. Podszedł do niego i wręczył mu swoje rękawiczki. Na takich „spotkaniach” często też można podpatrzyć zawodników prywatnie np. z żoną czy dziećmi.

By zająć dobre stanowiska widokowe większość kibiców pojawia się jakieś dwie godziny wcześniej. Trzeba też uzbroić się w dużą dawkę cierpliwości, bo takie wejście poprzedzone jest wieloma bramkami kontrolnymi związanymi z bezpieczeństwem. Standardowa sesja treningowa trwa kilka godzin, a jej kształt (także stopień agresji) jest zależny od tego czego zażyczy sobie trener. Część robi tak jak John Fox, który czeka aż wszyscy kibice zajmą swoje miejsca i dopiero wtedy wychodzą zawodnicy. Inni zupełnie tego nie przestrzegają. W pierwszym przypadku pierwsi wychodzą zazwyczaj zawodnicy formacji specjalnych, by wykorzystać możliwość potrenowania np. FG, a później kolejno następni, już ze standardowych formacji. Tworzą w ten sposób widowisko i mają możliwość specjalnie powitać każdego z graczy np. wywołując pojedynczo z nazwiska czy numeru. W trakcie trwania ćwiczeń grana jest muzyka, którą specjalnie na tę okazję wybierają zawodnicy. Z jednej strony ma to być umilenie czasu dla fanów, a z drugiej zabezpieczenie przed tym, by QB podajający zagrywkę bądź komunikujący się z linią boczną nie byli słyszalni.

Na trening może wejść każdy kibic drużyny, lecz jeżeli jest zatrudniony w jakimś innym klubie jako skaut, to musi być z takiego obozu wyłączony. W przypadku gdyby jednak ktoś taki wybrał się na trening innej drużyny i został przyłapany jako pracownik klubowy, to są za to przewidziane w regulaminie ligi specjalne kary. Dziennikarze również nie mogą nagrywać żadnych filmów z zagrywkami (z wyjątkiem NFL Network), natomiast zasada ta nie dotyczy kibiców, który mogą kręcić co chcą i publikować swoje filmy bez żadnych konsekwencji.

Gdy nadejdzie moment końca zajęć, kibice często zostają jeszcze w danym mieście i rozmawiają ze sobą o tym jak wygląda ich drużyna przed przyszłym sezonem. Mówią o jej problemach, jak też rozpoczynają temat Fantasy Football. Zasiadają wtedy tłumnie m.in. w okolicznych barach czy parkach.

Na koniec trzeba również wspomnieć o sytuacji bardzo przykrej dla wszystkich fanów naszego sportu –  szczególnie tych oddanych Philadelphia Eagles – która wydarzyła się w tym roku. Kibice tego klubu wynajęli pilota samolotu, który miał lecieć i ciągnąć za sobą specjalnie przygotowany przez nich baner. Samolot wystartował, a podczas tego lotu się rozbił. Pilot zginął na miejscu, a po jego śmierci te same osoby, które zbierały środki na lot, rozpoczęły zbiórkę pieniędzy dla pozostawionej przez pilota rodziny.

Źródło: Twitter

Karol Potaś

About Karol Potaś

Pasjonat futbolu amerykańskiego od 2009 roku i SB XLIII. Oddany Oakland Raiders. Zawodnicy których ceni szczególnie to K. Warner, L. Fitzgerald i C. Woodson. Lubi trudne tematy i wyzwania, a w życiu kieruje się się zasadą "odważni nie żyją wiecznie, ale ostrożni nie żyją wcale".

One Response to Camp od kuchni

  1. KKAN pisze:

    Przykra sprawa z tym pilotem, za to artykuł bardzo fajny.

Dodaj komentarz