Dlaczego kocham futbol amerykański…

nfl logo

Urodziłem się w kraju, gdzie sportem numer 1 (a zapewne 2 i 3) jest tzw. piłka nożna. Wszystko fajnie. 22 facetów biega po trawie podbijając nogą okrągły balon niewielkich rozmiarów, a tłumy na boisku i przed telewizorami przeżywają ekstazę. Po jakimś czasie zacząłem mieć jednak pewne wątpliwości. Dlaczego coraz częściej zdarza mi się zasnąć na takim wspaniałym meczu? Czemu na usta przekleństwa cisną się same przy kolejnym wyniku 0-0?

Zza oceanu docierały wieści o innym sporcie. Bardzo dziwnym. Zawodników niby tyle samo po obu stronach, ale biegają w jakichś dziwnych strojach, kaskach, piłkę mają na kształt jaja jak w rugby, no i nie strzelają goli – tj. nie zależy im żeby tą dziwną piłkę kopać, tylko żeby ją pochwycić i biec z nią na koniec boiska. Poza tym mają jakieś bliżej niesprecyzowane (tak mi się wówczas wydawało) przepisy, które nic mi nie mówią no i ciągle jest jakaś przerwa, co sprawia, że mecz, który w założeniu ma trwać 1 godzinę trwa przeważnie średnio 3 razy dłużej. Właśnie te przerwy dla mnie – Europejczyka przyzwyczajonego do ciągłości (w rzeczywistości rozwlekłości) meczu piłki nożnej – były trudne do zniesienia.

Aż w końcu złapałem.

Futbol to właśnie tych 22 facetów z jajowatą piłką mknących do end zone pomimo zasieków obronnych rywala, a to co oglądałem do tej pory to po prostu soccer. Przepisy całkiem proste. 4 próby na zdobycie 10 jardów jako sposób na przemieszczanie się w głąb terytorium rywala. 6 punktów za przeniesienie tam piłki, 1 za kopnięcie po tym przeniesieniu, 3 za kopnięcie wysoko między słupki dziwnej wysokiej bramki kiedy jest zbyt daleko do strefy końcowej. Pamiętam kiedy w 1994 mistrzostwa świata w piłce nożnej (o przepraszam, w soccerze) odbywały się w USA. Po kopnięciach wysoko nad poprzeczką bramki Amerykanie wiwatowali, bo myśleli, że właśnie padły 3 punkty. Dla nich to ten cały soccer był dziwny i egzotyczny. Futbol był tylko jeden. Ten amerykański, wyssany z mlekiem matki, z zespołami na każdym poziomie rozgrywek od przedszkola do Opola, że się tak wyrażę.

Uwielbiam mecze rozgrywane przy sztucznym oświetleniu. Ten swoisty teatr, światło, dźwięk, kiedy cienie zawodników padają potrojone na stratowaną dziesiątkami szarż murawę. Krzyk tłumu i pełne skupienia milczenie, kiedy zagrywkę ma nasza drużyna żeby nie przeszkadzać im w komunikacji. Mecz futbolu amerykańskiego to nie jest mecz. To jest kilkugodzinna bitwa, w porównaniu z którą bitwa pod Grunwaldem była tylko drobną utarczką (nie obrażając niczyich uczuć patriotycznych). Ten sport to połączenie rugby, zapasów, koszykówki (wysokie skoki do odbioru piłki) i paru innych rzeczy. Tutaj nie ma miejsca na symulowanie kontuzji. Nikt ci się tutaj nie przewróci i nie zrobi histerii, bo rywal delikatnie cię musnął. Tutaj się kończy dopiero kiedy nie możesz sam wstać i znoszą cię z boiska na noszach, ale i wtedy jesteś bardzo zadowolony, że dałeś z siebie wszystko i pokazujesz publiczności, że „it’s all right”. Tak, czy siak jesteś bohaterem.

Najtwardszy sport dla najtwardszych zawodników na tej planecie i najbardziej zespołowy ze wszystkich. Tutaj nie ma obrażania się na trenera, strojenia fochów i małpich min, że trener zdejmuje nas z boiska. Jest walka na całego i do ostatniej sekundy, bo nawet ona może zmienić wynik tej bitwy. Jest poświęcenie, krew pot i łzy oraz chwała do grobowej deski, ponieważ ludzie pamiętają twoje najlepsze mecze do śmierci. Tutaj nie ma żadnych niedomówień, gdyż sędzia ogłasza wszem i wobec swoją decyzję i często ogląda powtórki wideo żeby ją podjąć właściwie.

11949627_133241600354450_930271576_n

Nadchodzą długie jesienne wieczory, które dla mnie znowu będą za krótkie. Tak bardzo bym chciał zobaczyć wszystkie mecze rozgrywane w danej kolejce choć dobrze wiem, że to niemożliwe, bo jest ich po prostu za dużo. 3 lata temu wybrałem jako priorytet rozgrywki NCAA. Liga mniej atletyczna, wolniejsza, mniej siłowa, ale jakby piękniejsza i bardziej romantyczna od zawodowej. Więcej finezji, mniej kalkulacji, więcej punktów, żadnego tankowania do draftu i ciekawsze dogrywki. Liga, która jest trampoliną do NFL i ewentualnego ustawienia siebie i całej swojej rodziny finansowo na resztę życia. Zeszłoroczne wprowadzenie w NCAA systemu play off (póki co nieco skromnego) było traktowane prawie jak poprawka do konstytucji USA. Futbol to religia. Dramat, emocje, walka, dziedzictwo kulturalne Stanów Zjednoczonych. I może to co najważniejsze – tu nie ma nudnych meczów. Zawsze może się coś zdarzyć i każda akcja jest na wagę złota.

Przesadzam? Może trochę, ale i tak wiem, że będzie tak jak zwykle. Że w pewnym momencie zacznę krzyczeć – biegnij, biegnij! Zerwę się z fotela i uniosę znowu ręce w geście triumfu dokładnie tak samo jak zrobił to Jimbo Fisher 2 lata temu po zwycięstwie Florida State Seminoles. Ale o co chodzi? Przecież ja nawet nie znam tego faceta. Nigdy nie byłem na Florydzie (i nie zanosi się). A jednak coś nas łączy. Miłość do tej wspaniałej dyscypliny, emocjonalna pasja i ekstaza, która trwa tylko kilka chwil, ale dla której warto żyć.

Remigiusz Czyżewski

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

2 Responses to Dlaczego kocham futbol amerykański…

  1. Bolo pisze:

    A Polacy i tak pompują pieniądze w nogę.

  2. hank pisze:

    Amen Bracie 🙂

Dodaj komentarz