Dla tych, którzy już z nami nie zagrają

nfl-logo

Opadły już emocje po Super Bowl i początkowej fazie Free Agency, a do Draftu został jeszcze niemal miesiąc, także obecny okres uważam za idealny do spokojnych dywagacji na temat poprzedniego sezonu.

 

 

Free Agency przyniosło nam wiele ciekawych roszad w rosterach drużyn NFL. Nasz sport jest o tyle specyficzny, że gdy przeglądamy listę dokonanych transferów, część zawodników mówiąc kolokwialnie „olewamy”, ponieważ nie są szczególnie wybitnymi graczami i tak długo jak nie będą mieli do czynienia z moją drużyną, tak długo na ich nazwiska nie będę zwracał uwagi. Zmiany barw innych zawodników skłonią mnie natomiast do głębszych przemyśleń i na ich podstawie będę, gdzieś tam daleko w głowie, układał nowy układ sił w lidze.

Jest jednak taka grupa zawodników, która przypomina dział z nekrologami w lokalnej gazecie – zawodnicy kończący kariery. To im poświęcony będzie w dużej mierze ten tekst. Po sezonie 2015 pady na kołku zawiesiło wielu graczy, których nazwiska będziemy pamiętać jeszcze długo: Hasselbeck, Allen czy Tuck. Jednak wraz z upływem ubiegłego sezonu, swoje kariery zakończyło czterech zawodników, których będę wspominał ze szczególnym rozrzewnieniem.

Kiedy Michael Jordan kończył karierę, wielu twierdziło iż koszykówka nigdy nie będzie już taka sama. Podobnie narzekali kibice NHL, gdy Wayne Gretzky oświadczył, że już nigdy nie założy łyżew oraz fani baseballu, gdy Derek Jeter po raz ostatni zbiegał do szatni. Myślę, że NFL jest zbyt wyrównaną ligą, by w ten sposób rozpaczać po Peytonie Manningu, ale co by tu nie mówić – kompletnie nie wyobrażam sobie ligi bez niego.

peyton-manning-ties-nfl-record-with-7-touchdown-passes-in-a-single-game

Z przyczyn technicznych nie pamiętam NFL bez tego jegomościa w pocket którejś z drużyn (cóż, może oprócz sezonu 2011, kiedy nie mógł grać ze względów zdrowotnych) i perspektywa, że już nigdy nie zobaczę jego konfrontacji z Bradym wydaje się niemal przerażająca. Żywa legenda w Indianie i Kolorado, pięciokrotny MVP, 14-krotny Pro Bowler, w końcu dwukrotny zdobywca Super Bowl – to tylko skrócony odpis z wykazu osiągnięć starszego z braci Manningów. Uczucie niepowetowanej straty jest jednak tonowane przez fakt, że w swoim ostatnim sezonie był cieniem samego siebie i gdyby nie fenomenalna defensywa i godne zastępstwo w postaci Brocka Osweilera, jubilerzy nie szykowaliby teraz pierścieni mistrzowskich dla Broncos. Peyton był przedstawicielem (jeszcze kilka lat temu uważanego za wymierający na rzecz mobilnych QB) tzw. Field Generals, czyli rozgrywających, którzy nie ruszają się niemal z pocket, rekompensując to niesamowitą celnością podań i wysokim „football IQ”.  Mimo wyraźnego regresu formy pod koniec kariery, decyzja Manninga o przejściu na sportową emeryturę pogrążyła ekipę z Denver, gdyż nie ma tam żadnego zastępcy. Osweiler, który w 8 meczach poprzedniego sezonu spisywał się przyzwoicie, przeniósł swoje talenty do Houston i zostawił Johna Elwaya z poważnym bólem głowy.

Kolejnym zawodnikiem, który również rozpoczął swoją zawodową karierę w 1998, a kończy ją po tym sezonie, jest jeden z najlepszych defensive backs w historii sportu – Charles Woodson. Kojarzony z Raiders (chociaż siedem lat spędził w Green Bay, gdzie zresztą zdobył Super Bowl), zawiesił pady na kołku w wieku 39 lat, choć po boisku poruszał się jak gość, który dopiero co skończył szkołę średnią. Za co będę go pamiętał? Za nienaganną postawę na boisku i poza nim, oraz za Tuck Rule game, kiedy jego wymuszone na Tomie Bradym fumble zostało niespodziewanie cofnięte i koniec końców to Patrioci przeszli wtedy do Finału AFC. Na chwilę obecną nie widać w Oakland żadnego następcy Woodsona, ale do rozpoczęcia sezonu zostało jeszcze nieco ponad 5 miesięcy, zatem sytuacja na tyłach defensywy Najeźdźców może się jeszcze diametralnie zmienić.

Zarówno Woodson jak i Manning byli uwielbiani nie tylko przez fanów, ale i przez media. Marshawn Lynch zostanie natomiast zapamiętany m.in. jako ten, który unikał rozmów przed kamerami i przez to musiał „pozbyć się” części swojego majątku na poczet kary nałożonej prze Komisarza Ligi Rogera Goodella. Uciążliwy dla niektórych introwertyzm nie przyćmił jednak jego boiskowych wyczynów. Kiedy załączał swój „Beast Mode”, chyba nawet najzagorzalsi przeciwnicy drużyny z Seattle przyklaskiwali z podziwu. Dla mnie karierę Lyncha podsumowuje ta akcja:

Zaiste, jest to kwintesencja tych 8 lat spędzonych przez niego w Orchard Park i Seattle – najpierw ledwo co przedziera się przez line of scrimmage, by póżniej eksplodować, odepchnąć paru rywali i z impetem wskoczyć w pole punktowe, po drodze pokazując krytykom co o nich myśli. W stanie Waszyngton być może uronią za nim łezkę, ale Thomas Rawls, namaszczony na kolejną „Bestię” z Seattle, powinien ich szybko pocieszyć.

W 2016 przygodę z NFL zakończył także  Calvin Johnson, którego decyzja była chyba dla mnie najbardziej niespodziewana ze wszystkich wymienionych. Nie powinna być ona jednak zaskoczeniem – były ku temu liczne pogłoski, WR to przecież pozycja, gdzie dość szybko następuje „zmęczenie materiału”.  Mimo to żyłem w przeświadczeniu, że „Megatron” będzie z uporem maniaka dążył do tego, by chociaż zbliżyć się do zdobycia trofeum Vince’a Lombardiego i przez parę lat będziemy jeszcze oglądać popisy skrzydłowego wiernego barwom Lwów z Detroit. Lions tracą tym samym swoją największą armatę w ataku i niekwestionowanego lidera drużyny, którego zastąpić będzie ciężko, aczkolwiek myślę, że duet Tate-Jones zminimalizuje reperkusje tej straty.

Doprawdy dziwnie jest pisać o powyższej czwórce w czasie przeszłym, gdyż po pewnym czasie da się odnieść wrażenie, jakby kończąc futbolową karierę, odeszli od nas na zawsze. Tymczasem będą nas jeszcze kilka ładnych lat „męczyć” zasiadając w różnego rodzaju studiach telewizyjnych czy figurując w artykułach na ESPN jako wykładnie wiedzy futbolowej. Ja natomiast, pisząc ten artykuł, przeglądając przebiegi karier Manninga, Woodsona, Lyncha czy Johnsona, widziałem nie tylko ich najlepsze mecze, genialne zagrywki, ale także momenty z mojego własnego życia. Koniec końców doszliśmy zatem do popularnego truizmu – futbol to więcej niż sport.

CaFVE24XEAQnduF

Kuba Tłuczek

About Kuba Tłuczek

Zamościanin, fan futbolu od 9 lat, tyleż samo kibicuje Delfinom z Miami. Pisze o NFL i CFL. Z NFL24 związany od kwietnia 2013 roku.

One Response to Dla tych, którzy już z nami nie zagrają

  1. kaliber pisze:

    Niestety taka jest kolej rzeczy a ten sport jest szczególny jeśli chodzi o wyczerpanie organizmu. Manning to cała historia ligi, jedna z większych gwiazd jej historii. Ale mnie będzie też bardzo brakowało Hasselbacka i Woodsona. Megatron i Lynch sami przedwcześnie zakończyli kariery. Ich decyzja, trzeba ją uszanować, ogólnie wielkie dzięki za te wszystkie lata.

Dodaj komentarz