A gdyby tak naturalizować…

PLFA

Jest w Polsce dwóch zawodników, którzy wszędzie powtarzają, że świetnie się u Nas czują. „Janusz” – Jabari Harris i „Antek” – Deante Battle, to dodatkowo gwiazdy ligi i zawodnicy grający na takich pozycjach, które stanowią w dużej mierze o systemie i obliczu gry drużyny. Być może więc w obliczu zbliżających się The World Games we Wrocławiu, warto rozpocząć temat „naturalizacji” na potrzeby Reprezentacji Polski? Na to i inne pytania postaram się odpowiedzieć w gronie naszych stałych ekspertów i czytelników.

Geneza

Po ostatnich „popisach” Jabari Harrisa z Primacol Lowlanders Białystok, na jednym z profili portalu Facebook stworzył się temat i dyskusja dotycząca MVP Topligi. Sam również dorzuciłem od siebie „kamień do ogródka”, pytając o to, czy może nie jest to jeden z najlepszych grających obcokrajowców w historii PLFA? Pierwsza, szybka odpowiedź pod postem to „Deante Battle”, a zaraz później kolejna osoba dodała, że przecież to „Antek” i żeby go nie liczyć jako zawodnika zagranicznego. Piłeczkę odbiła kolejna osoba pisząc, że w podobny sposób można mówić o „Januszu” z Białegostoku. Wtedy w mojej głowie zrodził się pewien temat – co by się stało, gdyby „Antek” i „Janusz” – posiadający ponadprzeciętne umiejętności w naszej lidze – mieli okazję wystąpić podczas The World Games we Wrocławiu jako zawodnicy Reprezentacji Polski. Przecież w polskiej lidze grają już przynajmniej dwa lata, świetnie poznali zawodników, środowisko, schematy futbolu w naszym kraju. Może to odpowiedni moment by rozpocząć dyskusję o „naturalizacji”, czyli procesu nadania obywatelstwa dla obcokrajowca? Mimo wszystko najbardziej ciekawiło mnie jak zareagowaliby na to polscy kibice, eksperci, konkurujący zawodnicy, czy każde inne powiązane z dyscypliną gremium. Czy zaakceptowałoby taki stan rzeczy, czy są za takim rozwiązaniem czy przeciw podobnym inicjatywom?

Kontrowersyjny trend

Od dawna widzimy – niemal we wszystkich dyscyplinach sportowych – trend, w którym wybranych zawodników naturalizuje się na potrzeby kadry i jednocześnie włącza w systemy reprezentacyjne, w celu podniesienia poziomu całej drużyny. Nie chcę odnosić się do innych krajów – przynajmniej w dyscyplinie niefutbolowej – więc skupię się na Polsce. Bardzo bliska mojemu sercu była, przez pewien okres, koszykówka, a dokładniej w momencie, kiedy Polska reprezentacja przygotowująca się do Mistrzostw Europy w naszym kraju, pozyskała w sposób „naturalizacji” świetnie spisującego się w polskiej lidze Davida Logana. Sam zawodnik podkreślał, że świetnie czuje się w naszym kraju i z przyjemnością będzie reprezentował barwy biało – czerwonych. Czy przyniosło to zamierzony efekt? Nie znam celów reprezentacji na tamten okres, ale ekipa na rozegraniu zyskała bardzo dobrego zawodnika, o ponadprzeciętnych umiejętnościach, podnosząc jednocześnie rywalizację o miejsce w składzie.

Źródło: www.youtube.com

Podobny stan rzeczy może wystąpić w najbliższym czasie w polskiej reprezentacji siatkówki, w postaci Wilfredo Leona (zdjęcie poniżej). Do spełnienia pozostały jeszcze kwestie formalne związane z międzynarodowymi przepisami tej dyscypliny (obywatelstwo już uzyskał z racji tego, że doskonale czuje się w naszym kraju, ma plany tu zamieszkać, a dodatkowo jego narzeczoną jest polka). Trener Stephane Antiga podkreślił, że jeśli pojawi się taka okazja, to z pewnością powoła Leona do kadry. Jest tu jednak zasadnicza różnica. Wyżej wymieniony David Logan nie występował w reprezentacji USA, w przeciwieństwie do fantastycznie „wykształconego” umiejętnościami Wilfredo, który grał już wiele spotkań dla Kuby. Wiadomo, że jest to bardzo „specyficzna” drużyna, ale mimo wszystko reprezentował ten kraj na kilku ważnych imprezach, a teraz – wszystko na to wskazuje – będzie bronił barw biało-czerwonych.

Jednym z najsłynniejszych przypadków naturalizacji była osoba reprezentanta Polski w piłce nożnej, Emanuela Olisadebe. Pochodzący z Nigerii zawodnik prezentował ponadprzeciętne umiejętności w polskiej lidze i Jerzy Engel – ówczesny trener reprezentacji – zabiegał o przyznanie dla zawodnika Polonii Warszawa polskiego obywatelstwa. W końcu się to udało, a do historii przeszły fragmenty wystąpienia wojewody mazowieckiego Antoniego Pietkiewicza, który przy ogłaszaniu decyzji, zdenerwowany całą sytuacją i tłumem dziennikarzy, „przekręcał” nazwisko zawodnika z Olisadebe na „Olisabebe„. Dodał też „nie jestem w stanie ocenić, jak bardzo nowy obywatel przyda się polskiej piłce (…) nie jestem fachowcem, ale cieszę się, że Polska jest krajem na tyle atrakcyjnym, by obcokrajowcy walczyli o nasze obywatelstwo„. Czy spełnił oczekiwania? Golami z pewnością tak, bo też dzięki nim awansowaliśmy po wielu latach na Mistrzostwa Świata w 2002 roku, jednak po całej sprawie pozostał mały niesmak – zawodnik wyjechał z Polski i kilka lat później zaczęły krążyć w społeczności legendy, o tym jak bardzo miał „przekręcony licznik” wieku.

Olisadebe z działaczami klubu Henan Jianye. Na transparencie napis: „Chińsko-polska przyjaźń kibiców, wieczna i niezmienna”. Źródło: wikipedia.org

Jeżeli chodzi o futbol amerykański, to przejrzałem wiele składów europejskich ekip z okresu przed Mistrzostwami Świata w futbolu amerykańskim w Austrii w 2011 roku, lecz bardzo ciężko było mi dostać dokładne dane z miejscem urodzenia zawodników i ich rodowodem. Skupiłem się na szczegółowej analizie reprezentacji Niemiec, z racji tego, że są naszymi rywalami w The World Games. Przynajmniej kilku zawodników miało amerykańsko-brzmiące nazwiska, lecz z tych danych, do których udało mi się dotrzeć, większość – a może nawet wszyscy – miała niemiecki paszport już od urodzenia. Nie znalazłem danych urodzenia Jassona Scotta – to może być wyjątek od reguły – lecz są duże szanse, że również potwierdza wcześniejsze przypuszczenia. Dodatkowo np. Danny Washington, za naszą zachodnią granicą, przeszedł cały system szkolenia w reprezentowanej dyscyplinie.

screen Niemcy 2

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Germany_national_American_football_team

 

Linebacker Jasson Scott zatrzymujący skrzydłowego Reprezentacji Francji Anthony’ego Dable podczas Mistrzostw Świata w Austrii w roku 2011. Źródło: http://c7.alamy.com/comp/FT1EM5/jasson-scott-germany-let-tries-to-get-the-ball-from-anthony-dable-FT1EM5.jpg

 

Podobnie przeanalizowałem reprezentację Austrii, której szczególnie – z racji organizacji ważnej imprezy, jaką w 2011 roku były Mistrzostwa Świata w futbolu amerykańskim – mogłoby zależeć na „naturalizacji” i mogłaby być w porównywalnej sytuacji co Reprezentacja Polski. Jaki wniosek? Wiele nazwisk ma amerykańskie brzmienie, lecz – podobnie jak w reprezentacji Niemiec – bardzo ciężko mi jest potwierdzić pochodzenie tych zawodników i ich rodowodów (brak danych ogólnych, brak jakichkolwiek filmików na Youtube, czy bariera językowa). Niestety – po analizie rosteru – nie mogę w 100% potwierdzić czy w tamtym okresie próbowano naturalizować futbolistę amerykańskiego w kadrze Austrii.

Austria screen

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Austria_national_American_football_team

Czy warto?

Wyobraźmy sobie sytuację, że do NFL24 przechodzi fantastyczny dziennikarz z wielkim dorobkiem, Jan Kowalski. Miał wielką ochotę dołączyć do naszych „barw” bo czuje, że ma podobne „motylki w brzuchu” słysząc słowa „futbol amerykański” i ma wrażenie, że doskonale się tu odnajdzie. Wiadomą sprawą jest fakt, że taki redaktor wzmocni naszą kardę, będzie mógł nas poprowadzić w wielu projektach, ale jednocześnie, dzięki temu, będzie nam zabierał akredytacje na najważniejsze imprezy. Super, że będziemy reprezentowani np. na stadionach NFL, ale przecież to my przez lata walczyliśmy o swoją pozycję, o kształcenie swojego warsztatu, a teraz przychodzi „zawodnik” i bierze podstawową „bluzę” redakcji, a my siedzimy w domu. Czy bym to zaakceptował? Zależy jak na to spojrzeć. Jeżeli dostrzegł bym w tym redakcyjny sukces np. rozpoznawalności, podniesienia marki – co wiąże się ze zbudowaniem bazy sponsorskiej – to pewnie nie miał bym z tym problemu. Gorzej bym to przyjął, jeśli ten „Jan” porozpychałby się w naszych murach, zepsuł atmosferę w zespole i odszedł. Dlatego tak ważne jest poznanie człowieka, zawodnika i jego hierarchii celów. Przekładając to na futbol amerykański: jeżeli miałoby to przynieść długofalowy sukces, to w przypadku gdyby zawodnicy otrzymali polski paszport i spełnili odpowiednie procedury, nie miałbym z tym problemu. Każdemu zależy na tym by Nasza kadra osiągnęła sukces, byśmy byli sportem medialnym i nawiązywali walkę z najlepszymi. W końcu to buduje naszą pozycję na mapie sportów w Polsce. Zawsze sukces (jaki by nie był, np. wyrównane spotkania) = wzrost zainteresowania (czyt. kibiców, prasy i samej telewizji).

Na zakończenie poprosiłem jeszcze o opinię naszych ekspertów, co sądzą o naturalizacji Deante Battle i Jabari Harrisa: Dawida Białego, Łukasza Kądziołkę, Kubę Kaczmarka i Mateusza Chrzanowskiego (pod wypowiedziami znajduje się anonimowa ankieta do której wypełnienia gorąco zachęcam).

Dawid Biały (komentator i felietonista PLFA): Przyznam szczerze, że nie mam jednoznacznej opinii w tej kwestii. Z jednej strony gracze takiego kalibru byliby potężnym wzmocnieniem dla kadry, ale z drugiej widzę również szereg wątpliwości. Po pierwsze sam proces nadania obywatelstwa to dośc skomplikowane przedsięwzięcie, a eksperymenty typu Olisadebe do dzisiaj nie są oceniane jednoznacznie pozytywnie. Po drugie trudno powiedzieć jakby to wpłynęło na chęć nauki polskich graczy do gry na kluczowych pozycjach, skoro wiadomo, że jest importowany gracz, który u tak będzie grał. Po trzecie i najważniejsze trudno powiedzieć jaka jest opinia samych „zainteresowanych” zawodników. Jak każdy najemnik jeden sezon rozgrywają tutaj, a kolejny gdzie indziej. Super, że podoba im się u nas na tyle, że są gotowi przedłużać kontrakty, ale trzeba być świadomym, że lepsza propozycja zza granicy może bardzo szybko zmienić ich optykę. Temat ciekawy, aczkolwiek myślę, że na ten moment tylko w kategoriach teoretycznej dyskusji bez wielkiego przełożenia na realne działania.

Łukasz Kądziołka (były zawodnik Kraków Tigers, obecnie mieszkający w Norwegii, Mistrz Polski Fantasy Football 2015/2016 i jeden ze stałych ekspertów podcastu Pick Six): Temat „importów” jest ostatnio gorącym tematem. Widzimy już coraz liczniejsze ich grono na boiskach PLFA, w tym również na poziomie PLFA2. Myślę, że zanim zaczniemy rozmawiać o naturalizacji obcokrajowców do gry w reprezentacji, należało by zrewidować przepisy dotyczące limitów ich liczebności w poszczególnych drużynach lig PLFA. Moim skromnym zdaniem, importy to jest must have i tu nie ma co dyskutować. Z nimi przychodzi szeroko rozumiane know how oraz typowy dla futbolu amerykańskiego swag, ale Dawid Ostręga (trener główny Kraków Kings) też ma racje, mówiąc że slaby import daje Ci więcej strat niż korzyści i nie mówię tu tylko o finansach. Ryzyko kontraktowania importów można porównać do wzięcia kredytu hipotecznego. Jedni kupują od razu własne M na kredyt, inni oszczędzają latami. Naturalizacja importów na siłę, obecnie to jest głupota. Natomiast uznawanie „Antka” czy „Janusza” za importa w kategoriach boisk PLFA to jest osobna kwestia, bo tak dochodzimy do tego, że jeśli drużyna ściąga sprawdzonego importa, który nie tylko daje im „kopa” na boisku, ale też pomaga przy pozaboiskowych sprawach, plus jest dobrym wzorem i coachem dla innych zawodników na tyle, że zostaje on w Polsce na kolejny sezon, to np. po trzecim sezonie gry dla tej samej drużyny nie powinien być liczony w limicie obcokrajowców. Tak, żeby Deante, który już praktycznie zadomowił się we Wrocławiu – bądź Andre Whyte (Warsaw Eagles) lub „Janusz” jeśli zostaliby na kolejne sezony w obecnych drużynach – nie byli już objęci limitem. Jest to wtedy korzyść dla drużyny i poziomu ligi, bo taki import to jest ktoś kto faktycznie pozytywnie wpływa na grę zawodników i poziom coachingu. Takich właśnie zawodników nam potrzeba. Natomiast Polska Reprezentacja to Polacy, jeśli będzie się wspomnianym zawodnikom chciało uruchomić procedurę by uzyskać dla siebie polski paszport bo czują się i chcą być Polakami, to niech grają, jeśli nie, to nie wygłupiamy się.

Kuba Kaczmarek (redaktor naczelny NFL24): Osobiście jestem przeciwny takim zagraniom, szczególnie, gdy sport jest jeszcze młody, a reprezentacja dopiero zaczyna się rozwijać. Poza tym, w Polsce nie jesteśmy do końca skłonni do takich decyzji i nie zawsze jest to respektowane przez kibiców (patrzmy na dotychczasowe spory związane z importowanymi zawodnikami w Toplidze). Na tę chwilę powinniśmy postawić na swoich graczy, trenerów i postawić na ich rozwój (pamiętajmy o juniorach, o których wciąż mówimy „przyszłość reprezentacji”). Futbol amerykański nie jest sportem narodowym, czy wysoko cenionym w naszym kraju, od którego wymaga się nie wiadomo jakich wyników, żeby trzeba było „chwytać po ratunkowe koło”. Oczywiście, są one ważne dla jego rozwoju, ale nie niezbędne. Na tę chwilę najważniejsze, aby samemu dojść do celu i stworzyć mocny kolektyw rodzimych graczy, którzy przecież i tak stoją na wysokim poziomie. Za kilka lat, kiedy reprezentacja będzie grała o najwyższe cele i będzie zmuszona coraz mocniej zawieszać sobie poprzeczkę, a będzie brakowało do tego środków (czyt. znakomitych zawodników), to wtedy moglibyśmy się nad tym zastanawiać. Dla mnie, teraz jest na to za wcześnie.

Mateusz Chrzanowski (NFL24): Sprawa jest zarazem prosta i skomplikowana. Wolę zacząć od tej strony, która jest w moim mniemaniu prostsza. W Reprezentacji Polski może grać każdy kto ma obywatelstwo, więc jeśli któryś z „importów” spędzi tu kilka lat, stwierdzi, że chce związać swoje życie z Polską, uzyska paszport i będzie chciał grać dla biało-czerwonych, to nikt nie ma prawa mu tego zakazać. Bez względu na to czy będzie kontynuował karierę w PLFA czy w jakiejkolwiek innej lidze. Jeśli czuje się polakiem i chce bronić biało – czerwonych barw to nie mam nic przeciwko. Z drugiej strony stoi uzupełnianie braków kadrowych obcokrajowcami – tu bardziej niż na przykłady piłkarskie, spojrzał bym na europejskie reprezentacje koszykówki, gdzie stało się to normą. Tu zaczyna się dla mnie problem, bo wszyscy wiemy, że czasami na rok przed dużą imprezą – głównie w kraju, który jest organizatorem np. Eurobasket – jest potrzeba sukcesu na szybko i wtedy szukamy metod na „niedociągnięcia”, które np. zawodnik z USA często rozwiązuje. Jednak jeśli chodzi o budowanie reprezentacji na lata, to lepiej dać czas na rozwój zawodnikom z własnego kraju. Często zawodnik, który w obecnej chwili nie jest gotowy grać na takim poziomie, ale jest topowym zawodnikiem na tej pozycji w kraju, dzięki powołaniu może dostać dodatkowego „kopa” do rozwoju. Najlepiej – z mojej strony – było by zamiast zawodników, zakontraktować większy sztab trenerów. Oczywiście nie dla kadry jako takiej, ale by budować kadrę dla kadry np. prowadząc całoroczne kliniki. Zbierać zawodników w rożnych rocznikach, określać dla nich plany rozwoju, monitorować ich. Taki sztab będzie mieć też wtedy czas by „objechać” wszystkie ligi i pomagać wyróżniającym się zawodnikom w ich rozwoju. Dziś często o tym czy jesteś zawodnikiem Topligi niestety decyduje adres zamieszkania i szansa na rozwój kończy się w momencie gdy zostajesz starterem w swoim klubie. Przeprowadzka dla młodych zawodników niesie ze sobą duże koszty, na które często ich nie stać, a więc może to byłoby ciekawe rozwiązanie, które znacząco podniosło by możliwości rozwoju dyscypliny. 

Czy byłbyś za "naturalizacją" zawodników o podobnej przeszłości do Deante Battle i Jabari Harrisa oraz ich występów w reprezentacji Polski w futbolu amerykańskim?

Wyniki

Loading ... Loading ...
Karol Potaś

About Karol Potaś

Pasjonat futbolu amerykańskiego od 2009 roku i SB XLIII. Oddany Oakland Raiders. Zawodnicy których ceni szczególnie to K. Warner, L. Fitzgerald i C. Woodson. Lubi trudne tematy i wyzwania, a w życiu kieruje się się zasadą "odważni nie żyją wiecznie, ale ostrożni nie żyją wcale".

2 Responses to A gdyby tak naturalizować…

  1. Ochocinco pisze:

    Z Loganem to było trochę inaczej, bo on sam mówił, ze mógłby zagrać nawet dla reprezentacji Afganistanu (na prawdę tak mówił), bo dla niego nie ma to różnicy, fakt jest, że i wtedy jak i teraz (o czym świadczy naturalizowanie AJ Slaughtera, który z Polską w porównaniu do Logana nie ma kompletnie nic wspólnego) brakuje nam rozgrywających. Logan dodatkowo po Eurobaskecie 2009 zaczął być problemowy jeżeli chodzi o dostępność dla kadry i już nigdy potem nie zagrał z Orłem na piersi. Ciekawym za to przykładem jeżeli chodzi o koszykówkę jest Tomek Kelati, żona Polka a on sam zapierniczał dla kadry ile tylko się dało (grał m.in z urazem na EB11, grał też na EB13) a jego dostępność dla reprezentacji była zawsze (w przeciwieństwie do np takiego Gortata).

  2. M pisze:

    Nie ma nic gorszego niż wszelkiego rodzaju „farbowane lisy”. Reprezentacje, to nie klub i sprzeciw przeciw takim praktyką.

Dodaj komentarz