Week 9: Kolejka pełna emocji zakończona wyjątkowym Sunday Night Football

raiders

Dziewiąta kolejka z NFL obfitowała w nietuzinkowe emocjonalne doznania. Po niespodziewanych wynikach w Baltimore, Minnesocie i Nowym Jorku, na koniec weekendowej kolejki uraczono nas wykwintnym daniem w postaci Sunday Night Football!

a

a

Historyczny Sunday Night Football w Oakland Alameda Coliseum

Rywalizacja pomiędzy Denver Broncos a Oakland Raiders jest wyjątkowa dla fanów występujących drużyn, ale tym razem na mecz czekał też cały futbolowy świat. Gospodarze to jedna z najlepszych ofensyw ligi, goście to natomiast najlepsza defensywa. Dodatkowo, drużyny charakteryzujące się bilansem 6-2. Najnowsza historia pojedynków to zwycięskie serie Broncos, ale teraz to Najeźdźcy byli faworytami. Czy bukmacherskie prognozy były słuszne? Dla nas też był to wyjątkowy wieczór, bo mieliśmy możliwość skorzystać z uprzejmości Pana Patryka Mirosławskiego i Michała Rosiaka i obejrzeć świetnie zapowiadające się derby AFC West w siedzibie, dokładniej w realizatorce, Eleven Sports.

a

A więc intro SNF już za nami. Czas zapiąć pasy, rozpiąć koszulę – z minuty na minutę emocje rosły – i zacząć mecz.

Zawodnicy i sędziowie wychodzą na środek boiska,  Raiders wygrywają losowanie, wybierają odbiór piłki w drugiej połowie i Sebastian Janikowski robi wykop rozpoczynający spotkanie. Pierwsze serie ofensywne pokazały coś zaskakującego. Tervor Semian zupełnie nie potrafił poradzić sobie z defensywą Raiders i kilka pierwszych wejść kończył szybkim 3&out – choć przynajmniej dwa razy „pomogli” mu przy tym koledzy, którzy zaliczyli fatalne upuszczenia piłki. Za to Raiders grali jak natchnieni. Świetna, ofensywna gra – niczym druga połowa w zeszłotygodniowym spotkaniu z Tampa Bay Buccaneers – pokazywała, że eksperci sondujący wygraną gospodarzy dobrze wykonali swoją pracę. Na potwierdzenie tego faktu może służyć statystyka posiadania piłki w pierwszej kwarcie, kiedy Sieman przebywał na boisku tylko przez niecałe trzy minuty na boisku. Zawodnicy z Oakland udokumentowali to dwoma celnymi field golami Sebastiana Janikowskiego, z czego jedno było już jego 400 w NFL.

Futbol Raiders był miły dla oka. Derek Carr szukał Amarii Coopera czy Setha Robertsa i wszystko sprawdzało się pięknie, lecz nie przynosiło przyłożeń. Wraz z drugą kwartą – Bill Musgrave zmienił schematy ofensywne gospodarzy, by przeważała gra biegowa z wykorzystaniem – przede wszystkim – Lataviusa Murray’a, który w całym meczu zdobył 114 jardów i 3 przyłożenia – wyrównany rekord organizacji ustanowiony przez Darrena McFaddena. Bardzo dobrze uzupełniał go Jalen Richard, który robił też świetną pracę jako zawodnik wracający z piłką po wykopie.

https://twitter.com/kamilslonka/status/795655933460410374

Kolejne minuty meczu pokazywały, że ten nudny styl dla kibiców jest bardzo efektywny, bo nie dość, że Najeźdźcy meldowali się z piłką w polu punktowym, to jeszcze „palili” mnóstwo czasu, a defensywa Broncos nie miała dłuższej chwili na odpoczynek.

Obrońcy tytułu mistrzowskiego grali jakby byli myślami gdzieś w innym miejscu, a z pewnością nie w Oakland. Przed meczem obawiać można się było tego, że nieobecność Seana Smitha, zastąpionego przez D. J. Haydena, sprawi, że autostradę w swoich ścieżkach będzie miał każdy grający po jego stronie skrzydłowy. A Broncos zupełnie nie wykorzystywali tej wielkiej przewagi – może z jednym wyjątkiem w drugiej połowie. Gra podaniowa była ich wielką porażką. Siemian grał niepewnie, bał się pressingu m.in. Khalila Macka (dobry występ, ale oczekuję po nim zdecydowanie więcej), a na koniec mecz skończył przechwytem. Kontuzja C.J. Andersona sprawiła, że goście zupełnie nie potrafili stworzyć zagrożenia grą biegową. To potwierdziło, że jego następcy Devontae Booker i Kapri Bibbs muszą się jeszcze wiele uczyć. W tych okolicznościach Raiders wygrali pewnie 30:20 i potwierdzili dominację w AFC West.

Michał Rosiak – z którym miałem przyjemność oglądać mecz – potwierdził, że zagraliśmy mało efektownie, ale co najważniejsze skutecznie i to się liczy. Podobnie wypowiadał się komentujący mecz w Eleven Sports – Witek Cebulewski, który dodał, że to nie styl gry sprawia, że drużyny zapisują się do historii, a zwycięstwa. Ja jednak czuję niedosyt… Mówi się, że Derek Carr ma w najbliższym czasie podpisać kontrakt z Raiders na kolejne 5-6 lat, o wartości około 120-140 milionów dolarów. Jeśli ma dostawać takie pieniądze, to wczorajszy mecz mnie do tego nie przekonał. Tom Brady – mimo, że ma świetnych biegaczy pod sobą – potrafi robić równocześnie fantastyczne wyniki grą podaniową. Derekowi – przynajmniej moim zdaniem – jeszcze brakuje systematyczności i musi nad tym pracować. A jakie jest Wasze zdanie? Zachęcam do udziału w poniższej ankiecie.

Czy Derek Carr zasługuje na kontrakt 5-6 letni warty 120-140 milionów dolarów?

Wyniki

Loading ... Loading ...

Podsumowanie SNF przygotował Karol Potaś

Krótka podróż po pozostałych boiskach…

Dallas Cowboys 35-10 Cleveland Browns

W Cleveland nie zobaczyliśmy niczego nowego. Najgorsza tegoroczna drużyna w NFL, zgodnie z przewidywaniami, przegrała, nie pokazując niczego konkretniejszego niż do tej pory. Daleko im do przełamania zawstydzającej passy i wydaje się, że choć jedna wygrana w sezonie będzie dla nich sukcesem… Jak to o nich świadczy, dopowiedzcie sobie sami. Pozytywnym aspektem spotkania są za to Dallas Cowboys, którzy przejechali się po rywalu jak rozpędzona lokomotywa.

Dak Prescott i Ezekiel Elliott to idealny przepis na tegoroczny sukces Kowbojów. Oczywiście, cała drużyna spisuje się fenomenalnie, ale ta dwójka to coś więcej niż „paliwo”. Tony Romo wciąż pozostaje niewiadomą, ale jedno jest pewne – w Dallas rodzi się nowa legenda.

Baltimore Ravens 21-14 Pittsburgh Steelers

Ravens zaprezentowali się naprawdę dobrze w spotkaniu 9. kolejki NFL, jednak ich rywali spokojnie można nazwać „Śpiącą Królewną”. Steelers dopiero w ostatniej kwarcie pokazali coś godnego uwagi, a poza tym… „nothing special”.

Dobrą robotę – jak w każdym tegorocznym spotkaniu – wykonał Justin Tucker, który nie mylił się przy kopnięciach piłki, co pozytywnie wpłynęło na wynik gospodarzy. Trzeba przyznać, że samo spotkanie nie porwało. Rozgrywający podawali niecelnie, co sprawiło, iż starcie stało się nudne jak flaki z olejem. Na szczęście, od czasu do czasu, mogliśmy nacieszyć oko świetnymi akcjami Chrisa Moore’a, ale samo widowisko… przeciętne.

Kansas City Chiefs 19-14 Jacksonville Jaguars

Wydawało by się, że przynajmniej 200 jardów zdobyte dzięki samym akcjom biegowym, powinno wystarczyć do końcowe sukcesu. A jednak, Jaguars pokazali, że można, a receptą na takie osiągnięcie były straty. Goście aż cztery razy gubili piłkę (trzy przez fumble oraz jedną przez przechwyt), co bezlitośnie wykorzystali gospodarze zamieniając własne posiadanie w dodatkowe 13 punktów na tablicy wyników. To był ciężki dzień dla kibiców z Jacksonville i wydaje się, że powoli powinni się do nich przyzwyczajać…

Chiefs zaprezentowali się niewiele lepiej, dlatego nie można powiedzieć, aby ich zwycięstwo należało do „godnych polecenia”. Po stronie ofensywnej zdobyli zaledwie 231 jardów i tylko raz udało im się zdobyć pierwszą próbę przy sytuacji 3rd&down. Kiedy MVP spotkania możemy przyznać jedynie kopaczowi – Cairo Santosowi – za cztery skuteczne kopnięcia na bramkę, to niewiele dobrego świadczy to o całym zespole. Dlatego powiedzmy sobie szczerze: Chiefs wygrali mecz tylko dzięki temu, że naprzeciwko nich stali Jags…

Miami Dolphins 27-23 New York Jets

Spotkanie, które pokazało nam jak blisko, a jednocześnie daleko można być od końcowego sukcesu. Główną rolę w tym meczu odegrały formacje specjalne i to nie koniecznie na przestrzeni całego spotkania, ale zaledwie jednej kwarty, wieńczącej cały pojedynek. Najpierw punter Dolphins, Matt Darr zgubił piłkę tuż po snapie, co dało prowadzenie ekipie z Nowego Jorku 23-20. Wielką fetę i radość na linii bocznej zgaszono już po kilku sekundach, bo już przy wprowadzeniu piłki do gry, po kickoffie, Kenyan Drake zameldował się z piłką w endzone Odrzutowców, a Hard Rock Stadium eksplodowało.

Od początku sezonu za każdą porażkę Jets winimy Ryana Fitzpatricka, ale tym razem jesteśmy w stanie go wytłumaczyć. Pomimo dwóch przechwytów te nie wpłynęły szczególnie na przebieg spotkania, a to gospodarze tragicznie radzili sobie na wysokości 20 jarda do pola punktowego (zaledwie raz udało im się przebić na punktowane terytorium, choć mieli ku temu pięciokrotną okazję).

Taktyka gospodarzy na ten mecz? Jay Ajayi – Ryan Tannehill jakby poszedł w zapomnienie i cały ciężar przeniósł się na biegacza, który w tym sezonie zdobywa średnio 200 jardów. Tym razem zanotował o połowę gorszy wynik, ale nie mniej imponujący, szczególnie, że akcje biegowe jego drużyny stają się coraz bardziej oczywiste…

New York Giants 28-23 Philadelphia Eagles

Po fenomenalnym początku rozgrywek kibice Eagles nareszcie mogli cieszyć się futbolem. Jednak po kilku tygodniach nad Philadelphią zebrały się ciemne chmury i po przegranych spowodowanych brakiem koncentracji, frustrującej porażce z Dallas Cowboys w dogrywce, nadszedł czas na największy kaliber goryczy… porażka z Giants po kontrowersyjnych decyzjach trenera. Doug Pederson nie będzie miał łatwych konferencji – dwukrotnie błędnie podjął decyzję o graniu przy czwartej próbie (choć drużyna mogła kopać i zdobyć dodatkowe 6 punktów – dodajcie je sobie do widniejącego u góry wyniku…), a nie byłoby to na tyle zawstydzające, gdyby wspomniane akcje były choć odrobinę lepiej przygotowane… Dla Carsona Wentza również nie będzie to łatwy tydzień, gdyż to jego dwa przechwyty na początku spotkania dały przeciwnikowi 12 punktów. Orły same kopią pod sobą kolejne dołki… A miało być tak pięknie.

WAŻNE! 257 rzuconych jardów przez Eli Manninga pozwoliło mu się wspiąć na dziewiąte miejsce w klasyfikacji zdobytych jardów przez rozgrywających i aktualnie jest o 25,512 jardów od swojego brata, Peytona, który przewodzi w rankingu.

Detroit Lions 22-16 (OT) Minnesota Vikings

Ofensywa Lions prawdopodobnie zanotowała najdramatyczniejszy comeback w tym sezonie. Matthew Stafford dokonał cudu i na 23 sekundy przed końcem poprowadził 35 jardową serię ofensywną, która pozwoliła na skuteczne kopnięcie i doprowadzenie do dogrywki. To prawdopodobnie tak mocno zszokowało przeciwnika, bo chwilę później ten sam rozgrywający pokonał ze swoją ofensywą 87 jardów i zakończył mecz przyłożeniem. 109 jardów w dwóch posiadaniach to czyste szaleństwo, mając na uwadze 202 w całym meczu!

Po stronie Vikings winnych poszukiwać można w dwóch osobach: Blair Walsha (przestrzelone podwyższenie i zablokowany jeden FG po zbyt lekkim kopnięciu) oraz Mike’a Zimmera, który w ostatnich 30 sekundach w taki sposób dysponował czasem, że pozwolił na doprowadzenie do dogrywki. Na 27 sekund przed końcem, będąc na jard od pola punktowego przeciwnika, po akcji biegowej (co znaczy, że czas nie zatrzymuje się), trener postanowił skorzystać z time-out’u, przez co zatrzymał zegar, dzięki czemu z zegara ubyły zaledwie 4 sekundy. Gdyby poczekał Lions nie mieliby wystarczająco dużo czasu na skuteczny powrót do gry…

Carolina Panthers 13-10 Los Angeles Rams

Kłopotów Panthers ciąg dalszy. Linia ofensywna wciąż gra na swoim poziomie pozwalając na pięć sacków formacji defensywnej. Dobra wiadomość: wszystkie powalenia Cama Newtona były legalne, więc nie będzie miał na co narzekać, a nie był też jedynym rozgrywającym, który miał ciężkie życie, bo Case Keenum miał okazję zapoznać się z murawą cztery razy, a cała jego drużyna zdołała wybiegać 59 jardów… W Los Angeles kibice stracili cierpliwość i wzięli przykład z San Francisco skandując podczas meczu nazwisko Jarreda Goffa. Czy Jeff Fisher ulegnie jak Chip Kelly? Chyba będzie musiał, bo najgorsze dla jego drużyny jest to, że staje się monotematyczna i przegrywa w ten sam sposób z każdą drużyną: zablokowanie biegów Todda Gurley’a i wywarcie presji na Keenumie. Nic trudnego.

New Orleans Saints 41-23 San Francisco 49ers

Najważniejsza lekcja z tego meczu jaką powinni wynieść zawodnicy z San Francisco? Nie idź na wymianę ciosów z przeciwnikiem, który jest od Ciebie dwa razy lepszy. Mark Ingram i Drew Brees wręcz zdewastowali defensywę 49ers, która straciła na ich rzecz 570 jardów, czyli najwięcej od 2005 roku. Plan gospodarzy spalił na panewce i nie był w żadnym stopniu mądrym rozwiązaniem.

San Diego Chargers 43-35 Tennessee Titans

Jeśli chcesz wygrywać mecze w NFL, to nie możesz oddawać darmowych punktów przeciwnikowi, a to właśnie zrobił Marcus Mariota. Pierwsze przyłożenie przeciwnicy zdobyli po fumble rozgrywającego Titans, a drugie dzięki przechwytowi Brandona Flowersa. Oczywiście nie był on jedynym winnym (defensywa nie była w stanie zatrzymać akcji biegowych), ale jego błędy znacznie przyczyniły się do porażki.

Po drugiej stronie bohaterem został Melvin Gordon, który chyba miał dość oglądania, jak jego drużyna traci zwycięstwa w końcówce i w ostatniej kwarcie wziął sprawy w swoje ręce. Zresztą, co będziemy pisać, sami zobaczcie:

Indianapolis Colts 31-26 Green Bay Packers

Indianapolis Colts przed tym meczem byli desperatami, bo jak tlenu potrzebowali kolejnych wygranych, które przedłużyły by ich szanse na byt w tym sezonie. To nam udowodnił Jordan Todman, który już na początku spotkania, po pierwszym kontakcie z piłką, przebiegł 99 jardów prosto do pola punktowego przeciwnika. Największa niespodzianka z tego spotkania? Formacja defensywna Indianapolis, która będąc na 29 miejscu w rankingu utrzymała drużynę w meczu i pozwoliła na efektowne zwycięstwo. Linia defensywna wykonała świetną robotę wywierając presję na Rodgersie i pozwalając na aż trzy sacki. Natomiast ofensywa była wystarczająco dobra w ważnych momentach spotkania.

Jeśli mamy coś powiedzieć o Packers… Twierdza Lambeu Field upada. Ostatnia porażka z Colts na własnym stadionie? 1988 rok…

Pozostali autorzy podsumowania: Kuba Kaczmarek oraz Patryk Segda

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

One Response to Week 9: Kolejka pełna emocji zakończona wyjątkowym Sunday Night Football

  1. ikon pisze:

    Fisher już jest w czołówce kandydatów do tytułu debila roku ale jeśli w kolejnym meczu nie zobaczymy w końcu Goffa w pierwszym składzie, to wydaje mi się że już chyba nikt mu nie zagrozi – o ile ktoś nie poparzy się petardą w między czasie albo nie znokautuje swojej żony 😀

Dodaj komentarz