„Cztery pory roku” w murach black&yellow

2

Cztery akty, cztery całkowicie różne spotkania i cztery zupełnie różne nastroje po ostatnim gwizdku, zupełnie jak w „czterech porach roku” Vivaldiego… To już historia. Więcej podlaskich „black&yellow”, czyli Primacol Lowlanders Białystok na bocznym obiekcie przy Stadionie Miejskim w tym roku nie zobaczymy. Jaki to był sezon? Zapraszam na spotkanie z półfinalistą Topligi 2016.

Akt można rozumieć w różny sposób, z jednej strony może być to coś co szybko się zaczyna i szybko kończy, jednak przy spełnieniu pewnych warunków można przyczynić się do jego przedłużenia… Niestety nie w tym roku, półfinału w Białymstoku nie będzie, ale o tym na starcie sezonu nie wiedzieliśmy.

Cztery całkowicie różne spotkania? Tego można było się spodziewać, bo mimo, że rozgrywający Jabari Deonate (Janusz) Harris pozostał w drużynie na drugi sezon, to jednak miał do pomocy – przede wszystkim – dwa nowe, mocne nazwiska w ofensywie, czyli Long Ronald Levern (który znał się z Harrisem z wspólnej gry w Finlandii) i Bartłomiej Trubaj (wypatrzony z gry w Tytanach Lublin oraz Reprezentacji Polski). Za to zabrakło już drugiej mocnej strzelby z sezonu 2015, Alexandera Romaine Allena. Czy było to widoczne? Moim zdaniem tak. Zespół na nowo uczył się gry. Damian Kołpak – mimo swoich wysokich umiejętności – nie był taką opcją jak Amerykanin i przede wszystkim różnił się od niego fizycznością. Czy Levern był warty ściągnięcia? To doskonały zawodnik, jeden z najlepszych jakich udało mi się zobaczyć z bliska, ale… Sądzę, że bez niego też ekipa dała by sobie radę, bo w palecie skrzydłowych pozostaje przecież znakomity Tomasz Zubrycki, Eryk Mąkowski czy młody Bartłomiej Młodzianowski.  W pierwszym sezonie „Janusza” w stolicy województwa podlaskiego, rozgrywający skupiał się tylko na rzutach i swojej charakterystycznej „gry balansem.” Dzisiaj miał już zdecydowanie więcej „obowiązków” na sobie i w wielu sytuacjach musiał grać bardzo ryzykownie, biegać na silnym kontakcie, szukać ścieżek i często nie mogąc przy nawarstwiającej się niemal co seria, a nawet snap, presji defensorów, kontrolować płynność kolejnych zagrań. Tego brakowało, ale dzięki swojemu atletyzmowi potrafił sobie z tym radzić i ciągnąć wynik drużyny z Białegostoku. Znakomicie funkcjonowała jego gra biegowa, ale powiem szczerze, miałem kilka momentów – również w dzisiejszym spotkaniu – kiedy drżałem o zdrowie „Janusza”. Wiem, wiem, taki talent polskiej PLFA trafia się pewnie raz na 10 lat, ale miałem wrażenie, że jest za dużo wykorzystywany w grze biegowej, przez co pod koniec dzisiejszego spotkania w sytuacji 4-tej próby zabrakło egzekucji Allena z roku 2015. Moim zdaniem, jeżeli chodzi o parę Allen – Levern, zdecydowanie więcej w pojedynkach z najlepszymi (czyt. Seahawks Gdynia, Panthers Wrocław, Warsaw Eagles) – jeżeli chodzi o aspekt czysto sportowy – z gry dawał ekipie biegacz. Największa obawa na koniec, boję się, że w wyniku świetnych produkcji od BoxVideos, ktoś w końcu podeśle jakiejś ekipie np. SWARCO Raiders Tirol  czy z samej NFL kilka filmików i nie będzie wyjścia, Harris opuści Białystok, a Ja dzisiejszego dnia widziałem go na własne oczy po raz ostatni. Lowlanders – wszystko na to wskazuje – rozegrają jeszcze dwa spotkania w tym sezonie, a więc wszyscy Ci, co nie mieli okazji zobaczyć jeszcze „Janusza” w akcji, polecam wybrać się czy to do Wrocławia, czy na spotkanie półfinałowe, a na zachętę zostawię Wam ten film od naszego partnera, BoxVideos.

 

Sezon 2016 w domowych „murach” Białostockich Lowlanders rozpoczęliśmy mroźnym spotkaniem z Warsaw Eagles. Oficjalnie temperatura w momencie „zero” była stosunkowo nie najgorsza, ale przez wiatr na stadionie odczuwało się klimat bliski zimowemu. Palce zamarzały po kilku minutach od robienia zdjęć, ale ja schowałem telefon do kieszeni i miałem po problemie. Przed zdecydowanie trudniejszym zadaniem stanął rozgrywający Warsaw Eagles, Karol Żak. Jak pamiętam tego rozgrywającego ze spotkań Warsaw Sharks, tak w Białymstoku zupełnie nie przypominał ubiegłorocznego Reprezentanta Polski. Sam Karol podkreślał też w wywiadach, że to był jego najgorszy mecz w karierze i chce go jak najszybciej wymazać z pamięci. Cóż, zdarza się, ale przez kłopoty z rejestracją zawodników nie tylko to było problemem. Wielu z gości musiało występować na kilku pozycjach, bądź nawet w kilku formacjach. Wszystkie problemy przyjezdnych skrzętnie wykorzystali gospodarze i po stosunkowo szybkim meczu (choć mi przez pogodę wydawało się, że to była jakaś 4-godzinówka) Primacol Lowlanders pokonali wyraźnie „Orły” 27-12. Z tego spotkania zapamiętałem też wyjątkowy materiał z szatni Warsaw Eagles. Kto nie oglądał, to bardzo polecam.

Następny akt, deszcz, wrrruć Husaria Szczecin. W początkowej fazie meczu było to bardzo wyrównane spotkanie i miałem wrażenie, że Olaf Werner – kilka dni wcześniej powrócił na stanowisko trenera głównego przyjezdnych – naprawdę odmienił oblicze tej drużyny. Niestety, pierwsza kwarta wiosny nie czyni i im dalsze minuty spotkania wybijał sędziowski zegar, tym bliżej było tego by gospodarze przejechali się jak walec po Husarzach. Bolesne spotkanie z rzeczywistością dla zawodników ze Szczecina, ale jak sami podkreślali po spotkaniu, mieli świadomość tego, że to będzie bardzo ciężki mecz. Część z nich też dojechała na spotkanie prywatnym samochodem, bo nie mogli dostać z pracy wolnego i drużynowy autobus nie mógł ich zabrać. Takie futbolowe życie… Wracając do spotkania, genialnie zagrała defensywa gospodarzy nie pozwalając sobie wbić nawet jednego punktu  – choć w pierwszej kwarcie było do tego bardzo blisko. Mecz skończony wynikiem 40-0, dalszy komentarz zbędny. Deklasacja. Z kwestii technicznych, na spotkaniu nie zabrakło gości, z Prezydentem Miasta Białystok Tadeuszem Truskolaskim na czele. Po za tym, na spotkaniu zbierano karmę dla niezwykle sympatycznych psiaków, zawiodła tylko frekwencja. Nie chcę podawać liczb ile było mniej więcej osób, bo w obecnym czasie to niezwykle „skomplikowane”, może nie znam też do tego odpowiednich algorytmów, więc nie chcę nikogo wprowadzać w błąd. Fakt jednak pozostaje faktem, tak luźno na obiekcie przy stadionie miejskim nie miałem w żadnym innym spotkaniu w tym roku.

?

Kolejne spotkanie to było coś, na co od dłuższego czasu czekał cały Białystok. Friday Night Lights to spotkanie o specjalnym wymiarze i wyjątkowej oprawie (m.in orkiestra, sektorówka i inne akcesoria kibiców). Po raz drugi zaszczyt wystąpienia w tym spotkaniu przypadł Warsaw Sharks i było to niezwykle żywiołowe wydowisko, ale… Tylko na trybunach. Na boisku był totalny dramat, jeżeli chodzi o gości. W pierwszej połowie nie zdobyli chyba nawet jednej pierwszej próby, ale to nie istotne. Widać było dużą dysproporcję w umiejętnościach, „Janusz” i Bartłomiej Trubaj (niczym Tom Brady z Robem Gronkowskim) robili co chcieli, ale też trzeba tutaj podkreślić, że TE gospodarzy miał mnóstwo miejsca by się szukać z Harrisem. Dodatkowo, swoją cegiełkę dołożyła też doskonała defensywa i efekt końcowy 53-7 mówi wszystko. Lowlanders nie mieli litości. Jak to wyglądało z trybun? Absolutna perfekcja. Stadion wypełniony już 20 minut przed spotkaniem, było głośno, zsynchronizowanie, o to chodzi. Piękna sprawa, a ja swój głos zdarłem po raz pierwszy – nie ostatni. 😉

20160520_195249

W końcu przyszedł moment na ostatnie spotkanie, derby black&yellow. Czy to spotkanie było dobre? Hmm, najlepsze jakie mogło się przytrafić, choć zakończenie nie po myśli gospodarzy. Już w momencie kiedy usiadłem na stadionie i wymieniłem się uwagami z Dawidem Białym czułem, że szykuje się coś niezwykłego. Obaj byliśmy zdania, że to będzie wyrównane spotkanie, Ja twierdziłem, że różnica punktowa nie będzie większa niż jedno posiadanie, a Dawid sądził, że wszystko zależne jest od dyspozycji Joshuy Quezady. Przed spotkaniem wiedzieliśmy, że narzeka na uraz barku i nie było pewne w jakim stopniu będzie „do gry” najlepszy ofensywny zawodnik Mistrzów Polski. Wracając do samej otoczki, do spotkania 10 minut, a ja słyszę jak kibice mówią „Słuchaj, my ten mecz rok temu z nimi wygraliśmy, widziałem jak ją złapał”, a inny „tak tak, teraz pokażemy kto jest lepszy”.

?

Nakręcenie maksymalne, więc wszyscy nie mogli się już doczekać pierwszego rzutu monetą, aż w końcu nadszedł ten moment, Seahawks zaczynają od odbioru piłki. Pierwsze dwa posiadania i mamy maksymalną zdobycz punktową 7:7. Niesamowita determinacja w szeregach zarówno jednej jak i drugiej drużyny, czego efektem była też kontuzja – mamy nadzieję niegroźna – Pawła Kądziora. Michael Hall co chwilę organizował za linią boczną zebrania formacji defensywnej i przekazywał wskazówki. Dało się też zauważyć zawężanie pola gry przez Mistrzów Polski, grali dużo przez środek, a wykonawcą w pierwszej części był wspomniany wyżej Joshua Quezada, choć widać było, że coś mu dolega i nie jest w pełni formy fizycznej. Potwierdzenie tego mieliśmy w drugiej połowie, gdy w ogóle nie wyszedł na boisko, a zastępował go duet Brandon Stanley – Gaweł Pilachowski. Za to w szeregach gospodarzy pierwsze skrzypce grał GENIUSZ „Janusz” Harris. To co wyprawiał z defensywą Mistrzów Polski to był jakiś obłęd, ale mimo to zabrakło jednego, jedynego podwyższenia po przyłożeniu. Pamiętacie akcję ze wstępu? Tuż po niej cały stadion oszalał. Wszyscy krzyczeli Janusz Janusz Janusz, a za ich plecami w tym tumulcie, do podwyższenia ustawiał się Artur Zalewski… Nie trafił, podwyższenie zostało zablokowane. Zabrakło też kilku sekund w końcówce pierwszej połowy by wykończyć serię z 5-6 jarda, zabrakło w końcu jednego punktu i wynik skończył się porażką 20-21. Seahawks Gdynia znowu pokazali pazur, klasa!

 

Ja za to po spotkaniu zamieniłem sobie jeszcze kilka słów z Dawidem Białym, o tym co sądzi o samym spotkaniu, półfinałach, Mistrzach Polski czy ewentualnym, trzecim w sezonie black&yellow derby. Co mówił?

W tym momencie już wiemy, że Lowlanders na pewno będą grali w półfinale mecz wyjazdowy, ale z kim konkretnie, czy z Seahawks czy z Panthers, to jest jeszcze sprawa ciągle otwarta. Na razie Seahawks są niepokonani i wszystko zdecyduje się w ich bezpośrednim starciu w Gdyni, tam odbędzie się mecz o pierwsze miejsce. (…)

Joshua Quezada nie grał dzisiaj tak często i tak mocno jak sobie by życzyła cała ekipa Seahawks. Nie wiemy czy to było oszczędzanie zawodnika, czy faktycznie coś jest nie tak na tyle mocno, że uniemożliwia mu to grę. W każdym razie, może być to kluczowy element w tym czy Seahawks będą mieli mega problem z obronieniem tytułu. (…)

Czy jest szansa na  black&yellow derby po raz trzeci?

Z pewnością, życzyli by sobie tego chłopacy z Lowlanders, by zagrać raz jeszcze z Seahawks w tym sezonie, bo dzisiaj – można powiedzieć – „poczuli krew”. Nie umieli jednak postawić tej „kropki nad i”, zabrakło niewiele, ale po raz kolejny przekonujemy się jaką wartość mają podwyższenia i że mogą być one decydujące i kluczowe. (…)

Po raz kolejny Seahawks potwierdzają, że są ekipą na końcówki. Pokazują, że w tych najważniejszych momentach potrafią się spiąć i zagrać najważniejsze, dokładne akcje. W trakcie tego spotkania zwracałem też uwagę na zarządzanie czasem sztabu Seahawks, który był na naprawdę bardzo wysokim poziomie. Idealnie „zjadali” kolejne meczowe minuty, swoje punkty zdobywali cierpliwie i to oni panowali nad upływającymi sekundami. Dzięki też temu, schodzą jako zwycięzcy. (…)

Myślę, że Seahawks nie pokazali jeszcze wszystkiego. Znając ich sztab szkoleniowy, będą z pewnością znakomicie przygotowani do kolejnego rywala i o ile w dwóch poprzednich sezonach byłem pewien, że to Panthers Wrocław zdobędą Mistrzostwo Polski, to w tym sezonie nie jestem do tego aż tak przekonany i będę daleki od jednoznacznych odpowiedzi. Seahawks wielokrotnie udowodnili, że potrafią wygrywać najważniejsze mecze, w najważniejszych momentach. Będą groźni do samego końca. Podsumowując, życzę wszystkim zawodnikom zdrowia, bo to jest najważniejsze. Chciałbym by grali w pełnych składach, a wtedy będziemy mogli realnie porównać wartość każdej z drużyn.

Karol Potaś

About Karol Potaś

Pasjonat futbolu amerykańskiego od 2009 roku i SB XLIII. Oddany Oakland Raiders. Zawodnicy których ceni szczególnie to K. Warner, L. Fitzgerald i C. Woodson. Lubi trudne tematy i wyzwania, a w życiu kieruje się się zasadą "odważni nie żyją wiecznie, ale ostrożni nie żyją wcale".

Dodaj komentarz