Week 8: Kolejka pod znakiem świetnych spotkań.

nfl-logo

Czasami możemy narzekać na słabą jakość elitarnego dania, które serwuje nam NFL. Na to, że sędziowie wypaczyli wynik meczu, czy spotkanie szybko się rozstrzygnęło. Ale niedziela wynagrodziła nam wszystko. To było coś wyjątkowego.

14:30 Washington Redskins 27:27(OT) Cincinnati Bengals

W trzecim meczu International Series 2016 padł dość nieoczekiwany remis. Jest to pierwszy sezon NFL w którym padły dwa remisy od 1997 roku. Kibice na Wembley Stadium byli świadkami widowiska, w którym nie zabrakło niczego, włącznie z dość rzadko widywaną dogrywką i bardzo rzadko widywanym remisem. Kibice z ameryki żartowali, że w Londynie czekali na karne. Tymczasem, obie drużyny miały pełne papiery aby wygrać ten mecz. Kirk Cousins powiedział: ”Ten mecz bardziej traktuję jako porażkę niż zwycięstwo, potrafiliśmy przesuwać piłkę do przodu ale zmarnowaliśmy wiele okazji.” Jedną z nich był nietrafiony FG Dustina Hopkinsa pod koniec dogrywki. Hopkins tłumaczy swoją niemoc: „Było ślisko, co nie wpływało dobrze na przyczepność moich butów.”

Trener Bengals – Marvin Lewis powiedział: „Brak zwycięstwa w tym meczu to rozczarowanie. Mieliśmy okazje po obu stronach boiska, aby wygrać to spotkanie.” Trudno się mu dziwić. Andy Dalton(rush TD) rzuca 284 jardy, genialny A.J. Green wykręcił 121 z nich, a Tyler Eifert 102(TD). Dodatkowo biegacze dorzucają 152 ze świetnym występem Hilla oraz Bernarda(obaj TD).

https://twitter.com/NFL/status/792762120135778309

To nie tak, że Redskins nie mieli odpowiedzi. Kirk Cousin rozdaje 38 podań co kończy na niesamowitej liczbie 458 jardów. Ma jednego skrzydłowego powyżej 100 jardów(Crowder[TD]) i dwóch, którzy o włos nie wykręcili tej cyfry(Reed[TD], Davis). Robert Kelley, runningback Skins również dorzucił niemałą liczbę 87 jardów oraz przyłożenie.

Ze strony defensywnej lepiej spisała się drużyna Washington Redskins która wymusiła fumble, oraz wygrała rywalizację na sacki wynikiem 3-1. Wydaje się więc, że jedynym zawodnikiem, do którego pretensje mogą mieć gracze i kibice Redskins jest Dustin Hopkins, który co prawda trafił wszystkie extra pointy(Nugent jednego przestrzelił), jednak jego skuteczność FG wyniosła 50%.

Chcąc nie chcąc, nawet futbol amerykański na angielskiej ziemi sprowadza się jednak do kopania piłki.

18:00 New York Jets 31:28 Cleveland Browns

Po świetnej pierwszej połowie Cleveland Browns, którzy prowadzili 20-7 z ekipą „Odrzutowców”, Ryan Fitzpatrick powiedział pass i wziął się do roboty, wygrywając drugą połowę 24-8 i uratowaniem spotkania. Wspomniany rozgrywający Jets łącznie wykręcił 222 jardy przy skuteczności poniżej 50%, a w drugiej połowie poprowadził drużynę do trzech punktowych driveów, czym przypomniał najgorszy start Cleveland Browns od 1975, kiedy to drużyna ze stanu Ohio przegrał dziewięć spotkań.

Josh McCown przerzucił co prawda 341 jardów, zdobył dwa przyłożenia, jednak przypłacił to dwoma przechwytami. Świetny w tym roku Terrelle Pryor złapał sześć podań na 101 jardów, co również nie uchroniło Browns od porażki. Drużyna z Cleveland przegrała 11 spotkań z rzędu od W14 poprzedniego sezonu, pierwszy raz jednak zmarnowali dużą zaliczkę w połowie spotkania, co wydaje się być najcięższym aspektem spotkania.

Fitzpatrick musiał zagrać to spotkanie na 100% z prostego powodu. Ostatnio siedział na ławce, a zastępował go Geno Smith, więc zgodnie z duchem sportu dzisiejszy mecz to walka o powrót do roli startera. Nie tylko jemu powinniśmy przypisać zwycięstwo w tym spotkaniu. Genialnie spisywać się RB Matt Forte(82 jardy, 2 TD) oraz Bilal Powel, który również zdobył przyłożenie. Jedynym autorem przyłożenia górą był Enuwa, który łącznie wykręcił 93 jardy. Jego przyłożenie wyglądało imponująco:

Kluczowa w tym meczu wydaje się być przewaga defensywna Jets którzy co prawda zaliczyli mniej sacków(1-2), jednak dwukrotnie przechwycili piłkę rzuconą przez rozgrywającego Browns.

18:00 Oakland Raiders 30:24(OT) Tampa Bay Buccaneers

Oakland Raiders wygrywają kolejne spotkanie na słonecznej Florydzie i wracają do domu z kilkoma mniej lub bardziej chlubnymi rekordami. Tampa Bay Buccaneers przekonali się, że Jameis Winston nie ma jeszcze wyrobionego instynktu zabójcy, co kolejny raz pokazał Derek Carr.

Wspomniany rozgrywający Raiders zaliczył najlepszy występ w historii organizacji drużyny(jeszcze) z Kalifornii, zdobył 513 jardów przy czterech przyłożeniach, nie notując ani jednego przechwytu. Nie to jednak będzie zapamiętane przez szersze gro sympatyków NFL. Oakland Raiders są samodzielnym liderem pod względem zdobytych kar w meczu, jednak nie oddali największej ilości jardów w historii. Przy 23 karach przekazali na konto Bucs 200 jardów.

Jameis Winston dwoił się i troił. Wykręcił 180 jardów przy skuteczności 50% zdobywając dwa przyłożenia. We wczorajszym meczu brakowało mu partnerów do gry. Evans zakończył mecz z 50 jardami na koncie, Humphries z 58. Autorami przyłożeń byli Shepard oraz Brate, którzy łącznie złapali 46 jardów. Mam wrażenie, że Winston nie zrozumiał problemu Raiders, albo nie mógł korzystać z niego przez cały mecz. Rodgers, running back zastępujący Douga Martina, zdobył przyłożenie oraz uzyskał wynik 69 jardów, co jest dobrą wiadomością dla TB pod nieobecność wspomnianego Martina.

Raiders pomimo problemów w defensywie i tak, w tym aspekcie gry byli lepsi od przeciwnika. Dużo zbitych podań secondary Raiders to powód, dla którego Bucs nie mogli przebić się w głąb pola podczas dogrywki, co przypłacili porażką. Instynkt zabójcy to coś, co posiadają nieliczni rozgrywający w NFL – jednym z nich na pewno jest genialny w tym sezonie Derek Carr.

https://www.twitter.com/nflnetwork/status/792831588253872128

Dokładna relacja z meczu jak zwykle do przeczytania na zaprzyjaźnionym portalu Raider Nation Polska pod tym linkiem.

18:00 Kansas City Chiefs 30-14 Indianapolis Colts

To było świetne spotkanie dla KC Chiefs pomimo tego, że stracili oni swojego kapitana, Alexa Smitha. Nowy dowódca, Nick Foles poprowadził drużynę z Kansas City do kolejnego zwycięstwa.

Alex Smith dwukrotnie opuszczał boisko, pierwszy raz z powodu rozciętego ucha, a następnie z powodu podejrzenia wstrząśnięcia mózgu. Bardzo możliwe, że Alex Smith będzie gotowy do niedzielnego spotkania przeciwko Jacksonville Jaguars, jednak czy Andy Reid podejmie ryzyko?

 Mało tego, Chiefs zakończyli spotkanie z tylko jednym zdrowym runningbackiem – Charcandrickiem Westem.

Nawet pozbawienie Chiefs pierwszego rozgrywającego nie pozwoliło na zatrzymanie ich przez kulejącą obronę Indy. Chiefs zakończyli mecz z dwukrotnie większa ilością zdobytych jardów górą niż Colts, oraz bardzo bliskim wynikiem w jardach biegiem. Nick Foles musi rozumieć ofensywę Chiefs nie mniej dobrze, niż Smith. Andy Reid powiedział o nim: „Jest w tym świetny i robił to wcześniej. Przecież to zawodnik Pro Bowl. Jest naprawdę dobry.”

Andrew Luck natomiast posypuje głowę popiołem: „Dałem ciała. Mam wrażenie, że każdy zawodnik ofensywy odnosi podobne wrażenie. Po prostu zawiedliśmy.” Autor 210 jardów, dwóch przyłożeń i jednego przechwytu zagrał fatalne spotkanie, na co złożyła się również gra jego OL, która pozwoliła, aby ten został powalony aż sześciokrotnie! QB rating Lucka po tym meczu to 19.8, co wydaje się mówić zdecydowanie wszystko, a nawet więcej. Mimo wszystko, był on najlepszym podającym drużyny i najlepszym… biegaczem! Dołem zdobył 60 jardów w 9 próbach.

Zawodnikiem, który zrobił różnice musiał być Travis Kelce, który wydaje się wracać do genialnej formy z przed kilku lat. Autor 101 jardów oraz jednego przyłożenia był najjaśniejszym punktem ofensywy Chiefs. Do pary z nim świetne spotkanie rozegrał Tyreek Hill(98 jardów, TD) oraz Jeremy Maclin, który również zdobył przyłożenie. Defensywnie największa bestią okazał się Dee Ford, który jest autorem aż 3,5 sacka.

18:00 New England Patriots 41-25 Buffalo Bills

Tom Brady udowodnił, że to wciąż ON biega po murawach NFL. W Nowym Jorku obyło się bez żadnej niespodzianki. Większość typowała na Patriotów i to właśnie oni wyszli zwycięsko z tego starcia.

Spotkanie lepiej zaczęło się dla gospodarzy, dość łatwo przedarli się pod pole punktowe gości, jednak tam zostali przyblokowani. Skończyło się jedynie na trzech punktach po FG. Po przekazaniu piłki do gry wszedł Brady, defensywa Bills wyglądała niczym grupka dzieci zagubionych we mgle.

Nie do pomyślenia jest, że trzech zawodników goni Chrisa Hogana, po tym jak rozgrywający przerzucił  pół boiska, rezultat – przyłożenie. Później przyłożenie graczy z Nowego Jorku  po standardowym „kopalnianym” przebijaniu się, następnie znów świat ujrzał magię duetu Brady – Gronkowski. Słabość drużyny przeciwnej widać, gdy na zdobycie przyłożenia potrzebny jest return, a po nim rush, aby zdobyć przyłożenie – właśnie w ten sposób swoją wyższość potwierdzili Patrioci, tego wieczoru byli nieziemscy. Stephen Gostkowski również błyszczał, zdobył dla swojej drużyny 11 punktów.

Do dość zabawnej sytuacji doszło na początku trzeciej kwarty, gdy Colton Schmidt próbował zmylić rywali, jednak piłka wyleciała mu z rąk – na jego szczęście szybko zareagował i zdobył 1st down. Choć ofensywa zawodników z Nowej Anglii to istna rewelacja – defensywie daleko do niej. Zawodnicy z tej formacji zbyt często się mylą, dlatego dochodziło do naprawdę dziwnych sytuacji, gdy gospodarze wbijali się w nią niczym nóż w masło.

Buffalo Bills muszą wziąć się w garść, następnym mecz grają z Seahawks, który też od dwóch spotkań nie wygrali, Patrioci udadzą się na tygodniową przerwę, by później zmierzyć się z Seattle Seahawks.

18:00 Arizona Cardinals 20-30 Carolina Panthers

W Carolinie wciąż szukają leku na swoją drużynę. To dopiero druga wygrana Panter w tym sezonie, jednak nic nie wskazuje na poprawę sytuacji. Cam Newton został nieźle poobijany, za co ma pretensje do władz ligi.

Cardinals mogli wywieźć więcej z tego meczu, ale zdecydowanie za późno się obudzili. Wiele pomyłek poskutkowało utratą zwycięstwa na terenie przeciwnika.

Na boisku zdecydowanie wyróżniły się dwie postaci – David Johnson po stronie Cardinals oraz Jonathan Stewart z Panthers, właściwie ci dwaj sprawili, że mecz oglądało się przyjemniej. Natomiast rozgrywający zagrali dobre zawody, choć lepiej czuje się Carson Palmer, który wyszedł z mniejszymi obrażeniami oraz popisał się paroma klasowymi zagraniami,  choć nie do końca – doszło do jednego interception.

To najwyższy czas dla Panter, aby wyjść z dołka – należy wykorzystać to zwycięstwo do nabrania rozpędu, a Cardinals zapewne wymażą tą pechową porażkę zwycięstwem nad 49ers za dwa tygodnie, ponieważ teraz czeka ich przerwa.

18:00 Seattle Seahawks 20-25 New Orleans Saints

W Nowym Orleanie trochę się zadziało. Earl Thomas już w pierwszej kwarcie zaszalał i doszło do turnoveru – w rezultacie tego ruszył z rajdem i zdobył TD. Był to dobry mecz ofensyw, gorszy dla defensyw, które kiepsko kryły.

Drew Brees i jego ludzie w końcu wyglądali poprawnie, ale wciąż nie pokazali swojego pełnego potencjału, trochę gorzej zaprezentował się Russell Wilson, ale udowodnił swój charakter w ostatniej kwarcie, gdy zachował zimną krew.

Zdecydowanie na uwagę zasłużyła sobie końcówka starcia.. Seahawks mogli to wygrać, w ostatnich chwilach mocno przycisnęli broniących się Świętych. Gdyby ostatnie podanie meczu było celne – przyjezdni świętowaliby zwycięstwo, jednak piłka oraz Jermaine Kearse wylecieli razem poza plac gry. Sędziowie jednogłośnie oznajmili „Out of bounds”. Nie była to dobra końcówka dla ludzi o słabych nerwach.

Nowoorleańczycy czekają na zwycięstwo, w przyszłej kolejce zmierzą się z 49ers, natomiast fani Seahawks znów czeka góra emocji, ponieważ następne spotkanie zagrają z Buffalo Bills.

18:00 Detroit Lions 13-20 Houston Texans

Brock Osweiler w końcu zaprezentował się w dobrym stylu i poprowadził Texans do zwycięstwa nad Lions w dość nudnawym meczu. Zadowoleni mogą z siebie być C.J. Fiedorowicz oraz DeAndre Hopkins, którzy właściwie byli jednymi z niewielu pozytywnych aspektów tego starcia.

Lwom zabrakło szponów i kłów, zachowali się jakby dopiero w czwartej kwarcie wybiegli na murawę, przez pozostałą część spotkania narzuca się klasyk „Głucho wszędzie, cicho wszędzie”.

Mecz z pewnością nie należał do tych z górnej półki, a wynik powinien być korzystniejszy dla Texans, którzy nie wykorzystali spóźnienia się na spotkanie rywali. To może być dla nich przestroga na przyszłość, gdyż niewykorzystane okazje lubią się mścić – to okaże się w przyszłości. Lions w 9. kolejce nie będą mieć łatwo – czekają na nich żądni wygranych Wikingowie.

21:30 San Diego Chargers 19:27 Denver Broncos 

W zasadzie oba popołudniowe spotkania nie pozwalały nam odejść na dłuższą chwilę od ekranów. Zarówno w Denver, jak i w Atlancie oglądaliśmy szybką wymianę ciosów i emocjonujące pościgi pod koniec czwartych kwart. Chargers przed starciem z urzędującymi mistrzami mieli nadzieję na przełamanie się i doprowadzenie do bilansu .500, który i tak byłby najniższym w wyjątkowo mocnej w tym sezonie AFC West. Plan gości z południowej Kalifornii początkowo działał – Devontae Booker początkowo nie mógł się przebić przez mur postawiony przez defensywę z San Diego, a brak skuteczności Trevora Siemiana w trzecich próbach nie pozwolił im nawet powąchać pomalowanej trawy w endzone.

Sytuacja zmieniła się w drugiej części gry, kiedy to pick six rzucił Philip Rivers. Broncos te 7 punktów okupili jednak kontuzją.. DC Wade’a Philipsa. Melvin Gordon już po stracie pilki przez Chargers został wepchnięty na sideline Broncos, gdzie z pełnym impetem uderzył w Philipsa. Leciwy DC nie miał szans w starciu z Gordonem i po zwiezieniu z boiska został przewieziony do szpitala na obserwację, jednak na szczęście nic poważnego mu się nie stało.

Ekipa z San Diego trzymała kontakt z Broncos, dopóki PAT Lambo nie został zablokowany przy próbie podwyższenia TD Benjamina. Potem Chargers musieli gonić wynik, co koniec końców im się nie udało i w chwili obecnej ich bilans wynosi 3-5, zaś gospodarze mogą się pochwalić 6 zwycięstwami i tylko 2 porażkami.

Pozycja Trevora Siemiana powoli zaczyna się stabilizować – mimo tego, że nie rzucił wczoraj żadnego przyłożenia, mądrze prowadził grę i nie dał za wygraną świetnie dysponowanej defensywie Chargers. Philip Rivers i spółka po raz kolejny potwierdzili, że są chyba najbardziej pechową ekipą w NFL. Kluczowe, zmieniające momentum gry INT w drugiej kwarcie i seria niepowodzeń w czwartej zniweczyła wysiłki obu formacji, które wczoraj zagrały naprawdę miły dla oka futbol.

21:30 Green Bay Packers 32:33 Atlanta Falcons

Falcons przed meczem byli w identycznej sytuacji jak Chargers, z którymi zresztą mierzyli się tydzień temu. Także potrzebowali zwycięstwa jak wody do jakże cennego przełamania, ale w przeciwieństwie do Chargers, Sokoły osiągnęły swój cel. Wszyscy zdążyliśmy sie przyzwyczaić do tego, że Falcons nie dają sobie w kaszę pluć, ale to podanie podniosło parę brwi i przypomniało najlepsze czasy Ryana

Tak szybka odpowiedź po wcześniejszym TD Nelsona trochę wytrąciła z równowagi przybyszów z Wisconsin, ale Aaron Rodgers dość szybko pozbierał swoich kolegów i już w następnym drive „serogłowi” wrócili na prowadzenie. Ogólnie w całym spotkaniu słabo spisywały się obie secondary, przez co widowisko stało się bardziej widowiskowe – jednocześnie obie ekipy grały mniej dołem, co doskonale obrazuje fakt, że najlepszym biegaczem Packers był.. Aaron Rodgers z 60 jardami dołem. Nawet on w głębi duszy jest scramblerem.

Falcons na każde przyłożenie znajdowali odpowiedź, nie tracąc do Packers więcej niż 7 punktów. Przyłożenie Mohameda Sanu na 30 sekund przed końcem zapewniło zwycięstwo gościom, a Rodgers nie zanotował kolejnego udanego Hail Mary w czwartej kwarcie.

1:30 Philadelphia Eagles 23:29(OT) Dallas Cowboys

Spotkanie pomiędzy Dallas Cowboys a Philadelphia Eagles już od momentu ogłoszenia SNF zapowiadało się ekscytująco. Zresztą, ta rywalizacja ma tak wiele smaczków historycznych, że dla samych nazw organizacji warto było zakreślić 30 października w kalendarzu z zapiską „nie ma mnie w domu dla nikogo, wygrał futbol”.

Gdy zbierałem materiał do Pick Six zauważyłem, że mecz odbędzie się też godzinę wcześniej niż zawsze. 1:30, idealnie. Dodatkowo słyszy się, że Tony Romo prezentuje formę na treningach jak za czasów z przed kontuzji w ubiegłym sezonie. Mimo to rozgrywającym będzie Dak Prescott. Jak zareaguje na presję Romo? Dodatkowo trzecia gwiazda Cowboys Dez Bryant (za pierwszą zawsze uważam genialnego LB Seana Lee, drugą Romo) też palił się do gry i chciał dużej liczby podań. A przewodzić miał nimi nowicjusz z Mississippi State. Czy wytrzyma presję? Z drugiej strony Carson Wentz. Debiutant z North Dakota State, który może nie ma tak świetnych odbierających jak kolega w niebiesko-białych strojach, ale ma za sobą ogromną masę wiernych fanów, nie tylko z Philadelphii. Jak ułożyło się spotkanie?

Wydawało się, że Cowboys wiedzą w czym są mocni. Świetna linia ofensywna powinna pozwolić im zdobywać wielką ilość jardów biegowych, natomiast mecz… pokazywał zupełnie coś innego. Od początku spotkania mało wykorzystywany był kolejny rookie Ezekiel Elliott – mimo że spisywał się świetnie. Dak Prescott dostawał (niezrozumiałe?) wskazówki zza lini bocznej i wyglądało to jak wyglądało. Tak na marginesie, zgadnijcie kto był jednym z asystentów Jasona Garretta? Dobrze myślicie, Tony Romo, ale oczywiście nie piszę spiskowej teorii dziejów. Z pewnością gra Prescotta i brak wykorzystywania Elliotta w pierwszej połowie, przy jednoczesnym asystowaniu Romo to przypadek.

Wracając do samego meczu, Prescott grał niepewnie, rzucił m.in. prosty przechwyt w środek. Nic nie wskazywało na to, że Cowboys mogą ten mecz wygrać, aż tu nagle w drugiej połowie… zmieniono priorytety w seriach ofensywnych drużyny z Dallas. Elliott zaczął dużo biegać, co niemal zawsze przynosiło pierwszą próbę. Dak szukał to coraz nowszych rozwiązań wśród swoich odbierających. Znajdował m.in. Brice Butlera, ex zawodnika Raiders. I wszystko wyglądało jak w świetnie trybiącej maszynce. Za to Eagles nie mogli zupełnie poradzić sobie z defensywą gospodarzy. Prym w niej wiódł Lee, ale i m.in. DT Tyrone Crawford. Zawodnicy z Phily wyglądali momentami jak bezradne dzieci mówiące w szkole, że to nie ich wina. Dla mnie najbardziej dobijającym był fakt, kiedy pod koniec drugiej połowy Eagles mieli jeszcze mnóstwo czasu i szansę na doprowadzenie do zwycięstwa, ale z niej po prostu zrezygnowali. To zemściło się w dodatkowej części gry. Piłkę w polu punktowym złapał weteran TE Jason Witten (gdzie była w tym momencie ta świetna def. Eagles?) i ustalił wynik meczu na 29:23.

Cóż to było za spotkanie. Coś pięknego, dodatkowo sukces Daka w takim stylu sprawił, że w przyszłym spotkaniu na rozgrywanie Tony’ego Romo nie ma co liczyć. Z uwagą będzie trzeba śledzić kolejne informacje z obozu Cowboys, bo „wróble ćwierkają”, że Romo jest do kupienia! A sezon na wymiany wciąż trwa!

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

One Response to Week 8: Kolejka pod znakiem świetnych spotkań.

  1. kaliber pisze:

    Mecz na Wembley rewelacja, sam stadion robi olbrzymie wrażenie. 90% kibiców ubrana w barwach drużyn NFL jednak ze sporą przewagą Bengals nad Redskins co mnie zaskoczyło. Spodziewałem się, że będzie odwrotnie. Z Cincinnati przyleciało sporo ludzi plus AJ Green robi w Londynie za gwiazdę wobec pozostałych uczestników meczu, stąd też londyńczycy najczęściej ubrani w jego koszulkę. Atmosfera świetna a i widowisko na boisku trafiło się nie byle jakie. Jedynie czego zabrakło to wygranej Bengals, sami są sobie winni, powinni ten mecz zamknąć w 3 kwarcie. Cousins – co trzeba mu przyznać wyszedł z tego obronną ręką, podawał pod presją tam gdzie chciał i stąd też między innymi ta dogrywka i na dobrą sprawę to Redskins byli bliżej wygranej na koniec. Ogólnie najlepszy mecz w Londynie jak do tej pory, polecam wszystkim wyprawę tam w przyszłym roku. Naprawdę warto.

Dodaj komentarz