NFL 2017: Piąta kolejka przyćmiona kluczowymi kontuzjami

nfl logo

Kontynuujemy naszą przygodę z NFL i trzeba powiedzieć, że im dalej w las, tym więcej drzew. Nadal jesteśmy świadkami niespodzianek, dramatów kontuzjowanych zawodników a sytuacja wbrew pozorom nie staje się ani trochę bardziej klarowna. Ale to nam chyba nie przeszkadza, co nie? Zapraszamy na przegląd boisk po 5 kolejce

New York Giants w ogromnych tarapatach

Jeden mecz wystarczył, żeby korpus skrzydłowych w ekipie Bena McAdoo został praktycznie wyeliminowany z gry ofensywnej. Ciężko nawet sklasyfikować, które kontuzje bolą najbardziej… W początkowej fazie spotkania boisko opuścili Sterling Shepard (kontuzja prawdopodobnie pozwoli mu kontynuować grę), Brandon Marshall (koniec sezonu) oraz Dwayne Harris (koniec sezonu). Jedynym zdrowym odbiorcą podań Manninga, grający na pozycji wideouta, został Roger Lewis Jr. Jakby tego było mało, na cztery minuty przed ostatnim gwizdkiem urazu doznał również Odell Beckham Jr., który dopiero co zaczynał wracać do zdrowia po opuszczeniu pierwszych meczów sezonu, a już musi się z nim pożegnać.

To kompletnie załamało rozgrywającego Gigantów, który chwilę później dał sobie wybić piłkę z rąk, co skrzętnie wykorzystał duet Rivers – Gordon i przechylił szalę zwycięstwa na ich korzyść. Tym samym Chargers wygrali pierwszy wyjazdowy mecz od 12. kolejki zeszłorocznych rozgrywek.

Drużyna z Nowego Jorku dawno nie była w tak beznadziejnej sytuacji. Ich gra jest pełna nieufności, w linii ofensywnej oraz grze podaniowej panuje obrzydliwy bałagan, gra biegowa to ironiczny żart, a defensywa nie jest w stanie przejąć kontroli nad przeciwnikiem w najważniejszych momentach. Przeciwnicy już dawno przestali brać ich na poważnie, a przecież, jeszcze nie tak dawno, sama nazwa ich klubu budziła respekt. Teraz doszły kontuzje najważniejszych graczy. Ich problemem już nie jest brak szans na awans do fazy play-off, ale stworzenie planu, który w przyszłym sezonie pozwoli odmienić aktualną formę.

Carolina Panthers wracają na właściwe tory?

Cam Newton od dwóch ostatnich kolejek gra na poziomie, którego byśmy po nim oczekiwali. Powrócił jego znak rozpoznawczy, czyli celne głębokie podania, a piłki kierowane między drugą, a trzecią linię obrony również wzmocniły jego statystyki. Kibice nareszcie mogą obserwować swojego rozgrywającego, który będąc w „kieszeni” może liczyć na komfort w rozegraniu, a to przekłada się na małą ilość popełnianych błędów. Choć Lwy z Detroit posiadają czołową defensywę specjalizującą się w odzyskiwaniu piłek, to przeciwko Panterom nawet jej nie dotknęli.

Dobrze wiemy, jakim talentem i umiejętnościami dysponuje zespół z Caroliny. Powoli są one skutecznie wykorzystywane, przy bardzo kreatywnym systemie zagrywek. Ed Dickson potrafi czasem zagrać niczym Greg Olsen, a Kelvin Benjamin oraz Devin Funchess, z meczu na mecz, coraz bardziej się rozkręcają. Do tego dochodzi Christian McCaffrey, który nadał ofensywie wygląd wszechstronności i ściągnął duży bagaż z pleców Newtona, którego biegi nie są już niezastąpione. To wszystko sprawia, że atak tej drużyny będzie bardzo ciężko powstrzymać na przestrzeni kolejnych tygodni.

Bezsilni Cardinals…

Cardinals to aktualnie najstarszy zespół w stawce, który został zbudowany z myślą o wygrywaniu, a niekoniecznie przyszłości. Tymczasem ich gra wygląda na bardzo spowolnioną, bez większej dynamiki, przez co ich „zwycięskie okno” powoli się zamyka. Linia ofensywna nie jest w stanie wygrywać pojedynków „jeden na jeden” w momencie akcji podaniowych rozgrywającego, który nie potrafi grać pod presją. Ich system ochronny posiada tylko pięciu blokerów, przez co praktycznie nie ma możliwości obrony przed blitzami przy aż siedmiu krokach rozgrywającego zanim wyrzuci piłkę. Efekt? Niezliczona ilość siniaków na ciele Palmera. Wiemy to nie od dziś, a mimo tego koordynator ofensywy wciąż na siłę wywołuje te same zagrywki. Bez Davida Johnsona i gry biegowej, obrona przeciwnika ma ułatwione zadanie, bo wystarczy, że włączy przycisk: pass rush. Nawet jeśli Ci skrócą swoje zagrywki podaniowe do 3-5 kroków zanim rozgrywający pozbędzie się piłki – aby wspomóc zawodników na linii wznowienia akcji – staną się drużyną łatwą/przewidywalną do zatrzymania, bez zdolności do prowadzenia długich serii.

EDIT: W momencie pisania tego podpunktu na jaw wyszła informacja, że Adrian Peterson, na mocy wymiany pomiędzy Saints-Cardinals, przywdzieje barwy Kardynałów. Czy ten ruch odmieni grę zespołu z Arizony? Na takie tezy jeszcze za wcześnie, szczególnie, po przedsezonowych zapowiedziach odnośnie gry biegacza w Nowym Orleanie. Są przesłanki, by wierzyć, że to dobry ruch. Rzeczywistość będzie jednak najlepszym weryfikatorem.

I co teraz, Hue?

Po wielkich planach i zapowiedziach Cleveland Browns, że w tym sezonie rozpoczną zwycięską kampanię, bilans 0-5 wskazuje, że można je wyrzucić do kosza. System budowania zespołu dostarczył niespójnych wyników, stołek trenera nabrał większej temperatury, a aktualny rozgrywający może zaraz usiąść na ławce rezerwowych. DeShone Kizer usiadł na niej już po pierwszej połowie spotkania z Jets, oddając pole Kevinowi Hoganowi. Nie było mowy o większej dyskusji – Kizer rozpoczynał mecz z najniższym współczynnikiem wśród zawodników na swojej pozycji w lidze, a całości dopełnił w brutalnych dwóch kwartach. Dwukrotna wizyta w „czerwonej strefie” przeciwnika zakończyła się błędami z jego właśnie strony.

Za pierwszym razem, najpierw nie zauważył Isaiah Crowella pokazującego się na ścieżce typu „flat”. Zamiast tego zawahał się i skończył ze zbyt wysokim podaniem. W kolejnej akcji, Kizer zdecydował się na toss do swojego biegacza na lewą, krótszą stronę boiska, ale zrobił to w taki sposób, że ostatecznie zakończyła się na stracie posiadania po fumble… Gdyby zrobił to w bardziej precyzyjny sposób – Cleveland cieszyłoby się z przyłożenia.

Za drugim razem… szkoda gadać. Zobaczcie sami:

To piąta strata DeShone’a, tak blisko strefy punktowej, w tym sezonie, a tylko dwie pierwsze próby przy 17-stu kolejnych akcjach podaniowych zmusiły Hue Jacksona do sprawdzenia Hogana. Ten dokonał natychmiastowej poprawy. W swojej otwierającej serii ofensywnej fantastycznie odnalazł Njoku, który zdobył przyłożenie, dzięki czemu zespół odzyskał pewność siebie i zapomniał o swojej bezsilności z poprzednim rozgrywającym. Ostatecznie Kevin zakończył ze 194 jardami na swoim koncie, dwoma przyłożeniami i jednym przechwytem. Czy to oznacza trwałą zmianę na tej pozycji?

Powinno, ale trener główny (którego aktualny bilans z drużyną to 1-20) pozostawia w tej sprawie wiele tajemniczości mówiąc, że zanim podejmie decyzję „spojrzy na kasetę z nagraniem”. Nawet przy takich występach Mylesa Garretta (dwa sacki, z czego pierwszy w pierwszej swojej akcji w NFL) i Njoku zawsze występuje obawa o utrzymanie formy na kolejne mecze. Dlatego kolejnym problemem dla włodarzy klubu powinno być stanowisko trenera głównego.

Czy niedzielnej nocy oglądaliśmy tegorocznych laureatów nagrody MVP i Rookie of the Year?

Alex Smith oraz Deshaune Watson dali popis swoich świetnych ofensywnych umiejętności, w której Chiefs pokazali, że są aktualnie najlepszym zespołem w stawce. Natomiast Texans, że są zespołem o obiecującej przyszłości, ale jeszcze nie w tym sezonie, szczególnie przy kontuzjach J.J Watta oraz Whitney’a Mercilusa.

Smith podejmował pewne i dobre decyzje, rzucając skutecznie z/poza „kieszeni” oraz krótko- lub dalekodystansowo. Był w stanie obserwować całą defensywę, co pozwalało mu na korzystanie z całej szerokości boiska, a tym samym ze wszystkich swoich kolegów z formacji. Nie jest łatwą sztuką zakończyć mecz przeciwko tak dobrej obronie z 78% skutecznością swoich podań (nie notując od początku sezonu żadnego przechwytu).

Po drugiej stronie, Watson w pierwszej połowie wyglądał jak tradycyjny debiutant. W drugiej połowie – jak weteran. Egzekwował akcje z/poza „kieszeni”, jak jego odpowiednik po stronie rywala, a kiedy trzeba wykorzystując swoją mobilność i dobrą pracę nóg. Zaczął też zauważać więcej mankamentów w obronie Chiefs, co przełożyło się na zabójczą skuteczność długodystansowych podań. W pięciu meczach ma już na koncie pięć przyłożeń. Jeśli jesteście koneserami elitarnie grających rozgrywających – to jest spotkanie dla Was!

Nieudany rewanż

Cowboys zamiast zrewanżować się za porażkę w Divisional Game w zeszłym sezonie, niemalże jeden do jednego powtórzyli wynik jaki wówczas padł w Dallas. Podobnie jak w styczniowej potyczce, losy spotkania rozstrzygnęły się w ostatniej minucie, a nikt ani myślał odstawić nogi. Lepiej w spotkanie weszli gospodarze – po pierwszych dwóch częściach spotkania prowadzili już 21:12, gdyż (co do niego absolutnie niepodobne), ale bezradność formacji defensywnej wobec debiutującego Aarona Jonesa. Rookie zaliczył już 13 biegów w meczu z Bears, natomiast Kowbojom nastukał 125 jardów i przyłożenie. Pościg zakończyłby się fiaskiem gdyby nie geniusz Aarona Rodgersa. Nieco ponad minuta do końca i 75 jardów do przejścia? Żaden problem! W Maddenie 08 Rodgers miał odznakę zawodnika który sprawuje się świetnie w końcówkach spotkań. Tyle lat, a to nadal jest aktualne.

Pomimo porażki i w konsekwencji bilansu 2-3 Cowboys mogą się pocieszać, że w końcu odpaliła defensywa, którą pamiętamy z sezonu 2016. Dak co prawda rzucił w czwartej kwarcie pick-six, ale postawa w pierwszej połowie, a do tego ponad 100 jardów Zeke’a pozwalają napawać optymizmem przed kolejnymi meczami – Eagles zaczynają już coraz bardziej odjeżdżać i to ostatni dzwonek dla drużyny Jerry’ego Jonesa.

Nowy sezon – ten sam Cutler

Przechodzące przez Hard Rock Stadium niczym meksykańska fala krzyki, mogły nam przypomnieć czasy starożytnego Rzymu i Koloseum. Podobnie jak rzymska tłuszcza domagała się krwi Bogu ducha winnych gladiatorów, tak w niedzielę turkusowo-białe morze ludzi domagało się krwi Jaya Cutlera. Być może faktycznie przyszła już pora na Matta Moore’a = Ofensywa z Miami to pod jego batutą taki beton, że tylko pomalować na pastelowe barwy i trudno będzie ich rozróżnić od przeciętnego polskiego blokowiska. Niby od czasu do czasu Landry czy Parker złapią jakąś fajną piłkę, ale brakuje tej iskry która w kluczowym momencie drive’u doprowadzi go do końca. Do tego linia ofensywna zaliczyła spory zjazd, a na domiar złego Chris Foerster, trener OL, zrezygnował ze stanowiska po tym, jak striptizerka z Las Vegas opublikowała jego zdjęcia, na których raczy się najsłynniejszym produktem eksportowym Kolumbii – nie, nie była to kawa.

Dopiero teraz moglibyśmy zobaczyć, ile swojej drużynie daje Marcus Mariota. Znany nam wszystkim obieżyświat futbolowy, Matt Cassel, miał swoje lepsze i gorsze występy w karierze, ale nie jest w stanie zastąpić absolwenta Oregonu. Do tego uraz złapał Taylor Lewan, a DeMarco Murray nie wykręcił nawet 60 jardów. Po obiecującym starcie, Titans zaczynają powoli spoglądać w przepaść – ratuje ich w zasadzie tylko relatywnie słaba dywizja.

Trzeba wiedzieć kiedy ze ściany zejść

Nic nie jest wieczne – nowe samochody, ciepłe pierogi czy też zegary. Po pewnym czasie tracą one blask i czas je sprzedać, zamrozić na kiedyś lub zdjąć ze ściany. Big Ben, wizytówka Londynu, przestał w tym roku pracować – podobnie jak Ben Roethlisberger po 5 tygodniu rozgrywek.  Mający szwajcarskie korzenie rozgrywający pobił w niedzielę swój niechlubny rekord – rzucił 5(!) przechwytów, nie notując jednocześnie żadnego celnego podania do endzone. Jego słowa, które wypowiedział po meczu („Maybe I don’t have it anymore”), są jednymi ze smutniejszych (obok kontuzji), chwil tego weekendu i zwiastują koniec ery Big Bena w Pittsburghu. Antonio Brown zaliczył dobry mecz, radząc sobie początkowo z Ramseyem, ale z pustego nawet Salomon nie naleje i bez podań od Roethlisbergera oraz wsparcia dołem, korpus skrzydłowych niewiele mógł zrobić.

Rzecz jasna oprócz defensywy (a w szczególności secondary), najjaśniejszym punktem Jags był bez wątpienia Leonard Fournette. Rookie zdobył 181 jardów i 2 przyłożenia, które były jednocześnie jedynymi zdobytymi punktami tego typu przez ofensywę gości z Jacksonville. Tak długo jak kontuzje będą się trzymać od niego z dala, absolwent LSU będzie poważnym kandydatem do tytułu rookie of the year.

big ben

Wyniki wszystkich spotkań piątej kolejki:

Thursday Night Football
Patriots 19, Buccaneers 14

Niedziela
Eagles 34, Cardinals 7
Bengals 20, Bills 16
Panthers 27, Lions 24
Jaguars 30, Steelers 9
Chargers 27, Giants 22
Jets 17, Browns 14
Colts 26,  49ers 23 (po dogrywce)
Dolphins 16, Titans 10
Ravens 30, Raiders 17
Seahawks 16, Rams 10
Packers 35, Cowboys 31
Chiefs 42, Texans 34

Monday Night Football
Vikings 20, Bears 17

 

Kuba Kaczmarek i Kuba Tłuczek

 

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

4 Responses to NFL 2017: Piąta kolejka przyćmiona kluczowymi kontuzjami

  1. Jakub pisze:

    Witam.Bardzo fajny opis,to jest to-pozdrawiam,redakcje.

  2. osinho pisze:

    jak dla mnie Peterson w Cardinals to strata picku w drafcie

    co do Kizer – słynne niewypały Browns czyli Quinn, Wedden i Manziel zostali wybrani z #22, Kizer z #44 (czyli 2×22); magia liczb działa

    • dario pisze:

      na prawej ma ”siła” na lewej ”pycha” a chyba powinno być duma, bo myślę ze o to mu chodziło ale wtedy nie wolno pytać translatora, bo po co pycha nie, jakby by cos jadł czy taki grzech jak pycha ,mysle ze sie pomylił ale nikt go sie uświadomił że to powinno być ”pride”

Dodaj komentarz