NFL 2017: Mocny początek ostatniej kwarty przed playoffs

nfl logo

Rozpoczęliśmy „ostatnią kwartę” sezonu regularnego NFL w 2017 roku i to w jakim stylu! Nie obyło się bez kolejnych dramatów, a lista kontuzjowanych zawodników powiększyła się o kolejne znaczące nazwisko. Byliśmy też świadkami nie małych niespodzianek, fantastycznych emocji i spotkania na… śniegu.

Przed nami „ostatnia kwarta” tegorocznego sezonu regularnego i zaczynamy ją z wysokiego „C”. Od Cleveland Browns, którzy stanęli przed – wielce prawdopodobne ostatnią – szansą na osiągnięcie zwycięstwa, przez historyczne spotkanie wyreżyserowane przez Blizzarda oraz poznanie pierwszych mistrzów dywizji, po faktyczny wielki powrót Carolina Panthers.

Za to w słonecznej Kalifornii Północnej, dwaj niespodziewani pretendenci do decydującej fazy sezonu zrobili wszystko, aby nie pozwolić na spadek swoich notowań. Co więcej, czołowy kandydat do nagrody MVP padł ofiarą szeroko rozpowszechnionego, negatywnego trendu w tym sezonie.

Let it snow!

Nie wiem czy to nostalgia za dzieciństwem, czy sympatia do „prostego” futbolu, ale coś powoduje, że gdy widzę pełno śniegu na boisku, to wiem, że to spotkanie na długo zapadnie mi w pamięć, jak słabe by nie było. Nawet FG z bliskiej odległości nie są pewne, widoczność tragiczna (dodatkowo Colts grali w „kamuflażu”, czyli po prostu białych strojach), a gra górą w większości przypadków jest zbyt ryzykowna.

Mimo zamieci i kilku centymetrów śniegu swoją klasę potwierdził nieśmiertelny niczym Lenin, Adam Vinatieri. Kończący 28 grudnia 45 lat, kicker Colts, trafił decydujące o dogrywce podwyższenie z 42 jardów. Sam drive przeprowadzony przez Brissetta zasługuje na uwagę – by dostać się do endzone ofensywa Colts musiała dwukrotnie podwyższać czwarte próby.

Ostatecznie to jednak gospodarze cieszyli się ze zwycięstwa swoich pupili – zwycięstwo Bills dał LeSean McCoy (który nawiasem mówiąc grał już w takich warunkach w Philly w 2013 roku). Jest to jednak słodko-gorzka wygrana – kontuzji doznał już drugi QB Bills, Nathan Peterman, który w tym spotkaniu zdołał zdobyć nawet przyłożenie górą. Godnie zastąpił go Joe Webb, ale sztab Bawołów musi teraz zająć się rekonwalescencją zarówno pierwszego, jak i drugiego QB w zespole.

889673244.jpg.0

Ponadto obie drużyny próbowały biegać łącznie 97 razy – taki przypadek zdarzył się pierwszy raz od lat 80.

Wielka wygrana – niepewna przyszłość

Czy pamiętacie jeszcze jak wszyscy żałowaliśmy Oakland Raiders po stracie Dereka Carra przed fazą playoffs, w zeszłym sezonie? Tegoroczne rozgrywki już dość zostały wypaczone przez kontuzje kluczowych graczy poszczególnych drużyn. Kto wie, jak wyglądałaby dzisiejsza rzeczywistość, gdyby swoich kolegów mogli wesprzeć: Deshaun Watson, Aaron Rodgers, Andrew Luck, Odell Beckham Jr., JJ Watt, Eric Berry, Richard Sherman, David Johnson i cała masa nie tylko podstawowych, ale i rezerwowych graczy, którzy często decydują o sile i jakości swojego zespołu. Po minionym weekendzie do tego grona dołączył… Carson Wentz. Rozgrywający Philadelphii Eagles, który przez wielu wywoływany był do najważniejszej, indywidualnej nagrody w NFL – Most Valuable Player.

W zaledwie jednym meczu, ochrzczonym mianem wielkiego hitu kolejki, Orły zwyciężyły nad Los Angeles Rams 43:35, sięgnęli po mistrzostwo NFC East, wrócili na należne, pierwsze miejsce w swojej konferencji i… stracili zawodnika, który w większości pozwolił im to osiągnąć. Pierwszy raz od 2013 roku. Czy ta strata zaboli kibiców ze stanu Pensylwania tak samo jak w zeszłym roku „Raiders Nation”? Pewne jest jedno – wszystko w rękach Nicka Folesa. Ten zdążył już pokazać na co go stać w tym sezonie i… nie wygląda to najgorzej. Na przestrzeni dziesięciu podań zdobywał średnio 4,2 jardy i widać, że jest ograny z panującym w drużynie systemem. Oczywiście, nie dysponuje taką mobilnością i kreatywnością jak Wentz, ale to nareszcie czas dla Jaya Ajayi, by móc pokazać, że zasługuje na miano Orła. Foles jest na tyle powtarzalnym, dokładnym i pracowitym zawodnikiem, że jest w stanie zagwarantować solidność w akcjach podaniowych.

Ponadto, to nie pierwszy raz, gdy Foles jest dla klubu, z północno-wschodniego wybrzeża USA, ostatnią deską ratunku. W pamiętnym 2013 roku również musiał zastąpić podstawowego rozgrywającego, Michaela Vicka. Co więcej, zespół stracił również Jeremy’ego Maclina, a do końca sezonu pozostawało aż 11 meczów. Mimo to, zagwarantował drużynie Dziką Kartę i przy okazji wyrównał rekord ligi w ilości zdobytych przyłożeń w jednym spotkaniu (notabene, przeciwko Oakland Raiders, więc już możecie zacierać rączki na przyszły weekend) – siedem – wykorzystując do tego pięciu różnych skrzydłowych.

Tegoroczny sezon pisze niesamowite scenariusze. Za sterami dwóch czołowych klubów konferencji NFC, które zachwycają swoją formą i jakością, zasiadają zawodnicy, którzy objęli pieczę po zawodnikach, którzy wydawali się nie do zastąpienia. Case Keenum, po Teddy’m Bridgewaterze, który przeżywa drugą młodość i nie pozwolił młodemu liderowi na wielki powrót już w tym sezonie. I teraz, Nick Foles, którego z Keenumem łączy wspólna historia. W 2015 roku, kiedy to reprezentował barwy Rams, stracił na jego rzecz rolę startera. Teraz stoi przed wyzwaniem, które może odpowiedzieć na pytanie, czy tamta decyzja była słuszna? Czy jest w stanie wziąć na swoje barki nie tylko utalentowaną, będącą w gazie ofensywę, ale i ciążącą nad zespołem presją wyników? Kalendarz jest po jego stronie, bo przyjdzie mu się zmierzyć z zespołami, które nie prezentują najwyższego poziomu, co powinno pozwolić mu na wejście w odpowiedni rytm. Prawdziwy sprawdzian czeka na niego w playoffs…

Pęknięty worek sacków Case’a Keenuma i Minnesoty Vikings

Pantery ugasiły nieco płomień palący się w otoczeniu Minnesoty Vikings. Przegrana 24:31 z drużyną, która swój rytm złapała dopiero przed tygodniem, to najmniejszy powód do zmartwień dla kibiców Wikingów. Ich zespół nadal jest głównym kandydatem do wygrania NFC North, a ich pozycji w postseason nic nie powinno zagrozić. Jednak dotychczasowa magia unosząca się nad podpiecznymi Mike’a Zimmera została odarta ze złudzeń.

Ofensywa z Minnesoty była jednym z ważniejszych elementów w zwycięskiej passie wygranych, a gra Case’a – co nadal jest zaskakujące – idealnie ją definiowała. Jego znakomita precyzja, zdolność do skutecznych interpretacji wydarzeń boiskowych, przy wsparciu Adama Thielena i Stefon’a Diggsa oraz umiejętność do manewrowania w kieszeni i unikania sacków były jednym z największych atutów dotychczasowych sukcesów. Przed 14 tygodniem, rozgrywający z Minnesoty był sackowany w zaledwie 2,4 % wszystkich akcji. Niestety, w Karolinie Północnej oglądaliśmy coś, do czego nie byliśmy przyzwyczajeni, co mogło całkowicie zbić nas z tropu.

Obrońcy Panthers aż sześciokrotnie sackowali Keenuma, z czego pięciokrotnie już w pierwszej połowie. Trzy z nich miały miejsce przy egzekwowaniu trzecich prób. Za ten stan rzeczy ciężko winić linię ofensywną, która – co warto zaznaczyć – jest przetrzebiona kontuzjami. Do tego meczu podchodzili tylko z dwoma podstawowymi zawodnikami, kończąc spotkanie z jednym (kontuzji doznał Riley Reiff). Linia ofensywna powinna „wyzdrowieć” pod koniec sezonu, co będzie miało niebagatelne znaczenie. Case Keenum znajduje się pod stałą presją i potrzebuje solidnego wsparcia. Inaczej, takich obrazków jak minionej niedzieli możemy oglądać znacznie więcej.

Kings in the North

Steelers aby zapewnić sobie mistrzostwo dywizji AFC North musieli po prostu wygrać z Baltimore Ravens. Choć, umówmy się, szanse Kruków na dogonienie drużyny z Pittsburgha były nikłe, to Flacco i spółka nie zamierzali sprzedać skóry darmo, tym bardziej że wyścig o dziką kartę nabiera rumieńców.

Okropna kontuzja Ryana Shaziera wpłynęła negatywnie nie tylko na morale drużyny, ale i na ich sportową postawę. Front seve po raz pierwszy w tym sezonie wpuściła ponad 100 jardów dołem w dwóch kolejnych spotkaniach, a secondary nie mogło się uporać z korpusem odbierających z Baltimore, a szczególnie z Mikiem Wallacem i Chrisem Moorem. Dzięki temu Ravens w trzeciej kwarcie wyszli na prowadzenie 31:20 i wydawało się że mają spotkanie pod kontrolą.

Od tego momentu inicjatywę przejęli Steelers i wskoczyli na najwyższe możliwe dla siebie obroty – punktowali w czterech ostatnich drive’ach, a trio Big Ben-Brown-Bell pogrążyło defensywę Ravens, która do tej pory nie pozwoliła zdobyć więcej niż 300 jardów górą. Roethlisberger rzucił na 506, z czego 213 zdobył sam Brown. Warto pochwalić także Chrisa Boswella – po raz kolejny Stalowi mogli na niego liczyć i to jego FG dał skromne zwycięstwo jednym punktem.

Steelers mają już nie tylko playoffy, ale i dywizję. Do końca sezonu będą walczyć już tylko o awans do Divisional Round i przewagę własnego boiska. Ponieważ Patriots przegrali w MNF, Steelers wskoczyli na pierwsze miejsce w konferencji i trzeba przyznać, że patrząc na przebieg tego sezonu, absolutnie na to zasługują.

Nie na mojej plaży

Odkąd w Foxborough nastała era Belichicka i Brady’ego, zdominowali oni dywizję AFC East. Niemal rok w rok zdobywają oni mistrzostwo dywizji i Bills, Jets oraz Dolphins są skazane na walkę o dziką kartę jeżeli chcą pograć w playoffach. Pats mają jednak swój słaby punkt – ciężko go zlokalizować, ale prawdopodobnie znajduje się on gdzieś w okolicach Hard Rock Stadium.

Mówią, że to ofensywa wygrywa spotkania, a defensywa mistrzostwa. W przypadku wczorajszego spotkania musielibyśmy zrewidować to powiedzenie, gdyż ciężko oprzeć się wrażeniu, że to właśnie postawa formacji defensywnej pozwoliła osiągnąć taki wynik. Brady na dzień dobry, w pierwszym drive, został przywitany przechwytem Xaviena Howarda, który tuż po przerwie powtórzył ten wyczyn. Stała presja ze strony front seven i dobra postawa secondary (no i jednak brak Gronka) wymusiły błędy Toma. Trzeba jednak oddać cesarzowi co cesarskie, Pats walczyli do samego końca i kto wie, jak skończyłby się ten mecz gdyby pod koniec czwartej kwarty Gostkowski skutecznie wykonał onside kick.

Umarł król, niech żyje król! Po Jayu Ajayim już nikt nie płacze, Kenyan Drake skutecznie wypełnia pustkę po, jak się może okazać, „one hit wonder” jakim był poprzedni sezon w wykonaniu obecnego biegacza Eagles. Drake zdobył łącznie niemal 200 jardów i przodował w statystykach zarówno biegaczy jak i odbierających. Dobre zawody zaliczył Jarvis Landry, który dwukrotnie meldował się w endzone, a także Jay Cutler który rzucił 25 na 38 podań na 263 jardy i 3 przyłożenia. Stary dobry Jay co prawda jedzie już na rezerwie, ale widać że nie było to chrzczone paliwo.

Pats tracą pierwsze miejsce w konferencji na rzecz Steelers, a Dolphins jakimś cudem mają jeszcze szanse na playoffy, tracąc tylko jedno zwycięstwo do zajmujących 6. miejsce w AFC Ravens.

Co działo się na pozostałych arenach?

  • Oakland Raiders stanęli przed niepowtarzalną szansą pokonania dywizyjnego rywala – tym samym jednego z głównych konkurentów do jej wygrania – i legitymowania się w następnej kolejce dodatnim bilansem, 7-6. Tymczasem, w pierwszej połowie zgromadzili mniej niż 100 jardów i doprowadzili do straty 16 punktów, przy braku zdobyczy ze swojej strony. W trzeciej kwarcie Chiefs zapisali na swoje konto jeszcze 10 i przed ostatnią odsłoną rywalizacji prowadzili aż 26-0. Późniejsze dwa przyłożenia z ich strony miały jedynie charakter honorowy, a owiany w wielkie nadzieje sezon w Oakland nie zapowiada się optymistycznie. Technicznie wciąż mają szanse na mistrzostwo dywizji i playoffs, jednak to spotkanie negatywnie zdefiniowało Najeźdźców.
  • How about them ‘Boys? To miał być mecz zapowiadający nowe, lepsze czasy w niebieskiej części Nowego Jorku, a Eli Manning w wielkim stylu miał udowodnić swoją wartość. Choć przed czwartą kwartą na tablicy wyników widniała dziesiątka po obu stronach, to goście powrócili w wielkim stylu. Dak Prescott podał piłkę na dwa przyłożenia, a wszystkiego dopełnił Rod Smith. Ten ostatni przeżył podobne chwile chwały, co przed tygodniem Alfred Morris. 160 jardów, 2 przyłożenia i jeden z kluczowych elementów w grze podaniowej pozwoliły mu na najlepszy występ w karierze. Pomimo początkowych problemów z uporaniem się z rzeczywistością bez Ezekiela Elliotta, Cowboys wracają na właściwe tory i wciąż liczą się w grze o playoffs.

  • Pierwsze miejsce dla Jacksonville Jaguars? Na początku sezonu było to nie do pomyślenia, a jednak. Blake Bortles i spółka zostali samodzielnymi liderami AFC South po zwycięstwie nad… Seattle Seahawks. Nie obyło się bez dramatycznych i brzydkich scen (patrz pod spodem), ale zostając przy sportowych aspektach – obrona z Jacksonville zrobiła świetną robotę! Russell Wilson przez cały sezon stracił posiadanie piłki po swoim błędzie ośmiokrotnie, a minionej nocy miało to miejsce aż trzykrotnie. Dwukrotnie zdarzyło się to blisko pola punktowego Jaguars, co przy tak bliskim wyniku (30:24) pokazuje jak ważne to były interwencje. Co więcej, Blake Bortles przyćmił swojego vis-a-vis niczym Jay Cutler Toma Brady’ego. 18 z 25 jego podań trafiało w ręce skrzydłowych, co przyniosło mu i drużynie 268 jardów oraz dwa przyłożenia. Za najbardziej efektowną akcję można obrać 75-jardowe podanie na przyłożenie do Keelana Cole’a.
  • Dwa mecze Jimmy’ego Garoppolo, dwa zwycięstwa San Francisco 49ers. Przypadek? Młody rozgrywający udowadnia jak wiele nauczył się od swojego mentora, Toma Brady’ego, zdobywając aż 334 jardy i swoje pierwsze przyłożenie w barwach nowego klubu. Choć początek wcale tego nie zapowiadał, kiedy w pierwszej kwarcie rzucił przechwyt (tym razem ze swojej winy) i w czterech seriach ofensywnych zdobył niewiele ponad 60 jardów. Później było tylko lepiej, a wręcz wspaniale. Jeśli Garoppolo utrzyma taką formę do końca sezonu to już nikt nie będzie miał wątpliwości, że jest rozgrywającym wartym franczyzy.
  • Cleveland Browns powinni to wygrać! W meczu z Green Bay Packers, w czwartej kwarcie spotkania, prowadzili już różnicą dwóch przyłożeń. Wtem, Serowi zameldowali się dwukrotnie w polu punktowym doprowadzając do dogrywki. Tam DeShone Kizer stał się „wrogiem numer jeden” w Cleveland rzucając jedno z najbardziej upokarzających przechwytów. Jak łatwo można się domyślić – Packers wykorzystali szansę i wygrali spotkanie, dając powracającemu Rodgersowi możliwość sprawienia kolejnego cudu. Po rozstaniu z Sashi Brownem i zastąpieniu go Johnem Dorsey’em nikt nie ma wątpliwości jak wielkie zmiany czekają Cleveland. Problem w tym, że mówimy o nich co roku, więc poczekajmy, aż faktycznie nadejdą. Najbardziej niepokojący może być fakt pozostania Hue Jacksona na stanowisku trenera głównego, na kolejny rok. Taka informacja pojawiła się w oficjalnym oświadczeniu klubu, gdzie głównym wątkiem miało być pożegnanie Browna. Czyżby szkoleniowiec, który może „pochwalić się” bilansem 1-28 miał być nadal wiązany z przyszłością klubu?

Wyniki wszystkich spotkań 14. kolejki:

Thursday Night Football

Atlanta Falcons 20, New Orleans Saints 17

Niedziela

Buffalo Bills 13, Indianapolis Colts 7 (OT)

Carolina Panthers 31, Minnesota Vikings 24

Chicago Bears 33, Cincinnati Bengals 7

Green Bay Packers 27, Cleveland Browns 21 (OT)

San Francisco 49ers 26, Houston Texans 16

Kansas City Chiefs 26, Oakland Raiders 15

Dallas Cowboys 30, New York Giants 10

Detroit Lions 24, Tampa Bay Buccaneers 21

Arizona Cardinals 12, Tennessee Titans 7

Denver Broncos 23, New York Jets 0

Los Angeles Chargers 30, Washington 13

Jacksonville Jaguars 30, Seattle Seahawks 24

Philadelphia Eagles 43, Los Angeles Rams 35

Pittsburgh Steelers 39, Baltimore Ravens 38

Monday Night Football

Miami Dolphins 27, New England Patriots 20

Kuba Kaczmarek i Kuba Tłuczek

NFL24

About NFL24

Największa polska strona fanowska poświęcona futbolowi amerykańskiemu. Od 2009 roku dostarczamy fanom w Polsce najświeższych newsów, analiz oraz podsumowań z aren amerykańskich (NFL, NCAA, AFL) i kanadyjskich (CFL). Za główny cel stawiamy sobie promocję futbolu w Polsce – dyscypliny którą z roku na rok interesuje się coraz więcej naszych rodaków.

Dodaj komentarz