Jeszcze nie teraz…

PLFA

Zanim cała Polska usiadła przed telewizorami dopingować piłkarską reprezentację Polski, futbolowy świat ściskał kciuki za kadrę narodową, która również grała o miejsce w Mistrzostwach Europy 2018. Egzamin dojrzałości i sprawdzian umiejętności dał nam do zrozumienia, że pomimo dobrego kierunku i ogromnych możliwości, na boisku, nadal brakuje nam do europejskiej czołówki.

Jeszcze zanim dojechaliśmy do Pardubic pewnym było, że łatwo o zwycięstwo nie będzie. Reprezentacja Czech, to o wiele bardziej doświadczona drużyna, która w 2013 roku zajęła czwarte miejsce w Mistrzostwach Europy Grupy B, rozgrywanych w Mediolanie. Nasza kadra nie ma takich sukcesów na swoim koncie, a jedynie dwa zwycięstwa z Belgią i Rosją, które budują, ale nie są jeszcze żadnym wyznacznikiem. Właśnie nim miało być spotkanie z republiką Czech, pierwsze o tak wysoką stawkę, jaką był awans do grupy B, która w 2016 roku zagra o przedostatnią rundę kwalifikacji do Mistrzostw Europy 2018 w Niemczech.

– Zdajemy sobie sprawę z siły doświadczonej drużyny narodowej Czech. Jej trzon stanowią zawodnicy drużyny Black Panthers rywalizującej w Austrian Football League – drugiej najsilniejszej lidze na naszym kontynencie. Jedziemy do Pardubic po awans do Mistrzostw Europy. Pokażemy, że poziom sportowy futbolu amerykańskiego w Polsce nie odbiega od znanej i docenianej w Europie jakości organizacyjnej. – zapowiadał przed meczem Marcin Łojewski, dyrektor sportowy reprezentacji Polski w futbolu amerykańskim.

Federacja naszych południowych sąsiadów zorganizowała spotkanie na małym, trochę zniszczonym stadionie w Pardubicach, gdzie normalnie swoje mecze rozgrywa stołeczna drużyna „Stallions”. Może obiekt nie jest tak imponujący, jak nasze największe stadiony w największych miastach kraju, ale nie można odebrać mu klimatu, który stworzyli kibice obu reprezentacji. Trąbki, bębny i okrzyki sprawiały, że bębenki w uszach dzwoniły, jak sanie św. Mikołaja w Boże Narodzenie.

Jeszcze chwilka wspomnień z wczorajszego meczu… oczywiście FA Polska Czechy. Tak Oooo kibicował polski sektor wraz z kibicami Patriotów

Posted by Fanklub Patrioci Poznań on 12 października 2015

Apetyty przed meczem były ogromne, a szczególnie, gdy w pierwszym składzie miała pojawić się gwiazda polskiego futbolu – Babatunde Aiyegbusi. Nawet zawodnicy reprezentacji Węgier, którzy przegrali towarzyski mecz z Czechami przed dwoma tygodniami, twierdzili, iż możemy realnie postarać się o sprawienie niespodzianki. No właśnie… Nie możemy zapominać, że pomimo bardzo dobrego składu i doświadczonych trenerów, nie byliśmy faworytami (choć jakimś, magicznym sposobem w rankingu znajdowaliśmy się wyżej od naszych rywali).

Pierwsza połowa spotkania dobitnie nam pokazała, że ten mecz będzie kompletnie inny od tych, które mieliśmy przyjemność oglądać podczas meczów towarzyskich. W formacji ofensywnej praktycznie nic nam nie wychodziło. W otwierającej spotkanie kwarcie nie zdobyliśmy żadnej pierwszej próby. Linia ofensywna grała poniżej oczekiwań, a nawet Babs nie przypominał siebie, gdy przegrywał pojedynki z defensive endem przeciwników. To spowodowało liczne błędy w zagraniach Bartka Dziedzica, który kompletnie nie mógł wejść w mecz i przerzucał swoich skrzydłowych, do tego stopnia, że w pewnym momencie widać było ich irytacje i pytające gestykulacje w jego stronę. Gra biegowa również nie chciała zafunkcjonować, choć tu nasuwa mi się pytanie: Dlaczego wszystkie biegi były kierowane na prawą stronę, a nie lewą, gdzie drogę mógł utorować Babatunde? Nie mniej brak punktów po obu stronach możemy zawdzięczać głównie naszej formacji defensywnej, która stanęła na wysokości zadania i nie pozwoliła na rozwinięcie skrzydeł reprezentacji Czech. Co więcej, zablokowali też kopnięcie z głębi boiska. Nasi rywale, co prawda również nie ustrzegli się błędów, tj. liczne kary, niezłapane piłki (choć wydawały się oczywiste do złapania), ale na pewno było ich mniej niż po naszej stronie, dzięki czemu przesuwali się po boisku częściej niż robiła to nasza ofensywa.

IMG_6929

Drugą połowę rozpoczęliśmy na miarę naszego talentu i umiejętności. Najpierw zaliczyliśmy fantastyczny powrót, a potem Bartek Dziedzic poprowadził drive, jak za starych, dobrych czasów w Panthers Wrocław, który zwieńczył podaniem do Tomka Ochnio na przyłożenie. Podziw można było wyczytać również z gestów i min zawodników gospodarzy, stojących na linii bocznej. Natomiast wybuch radości naszych kibiców był nie do opisania. Wszak to pierwsze, historyczne przyłożenie w meczu o taką stawkę!

Z tej radości i ekscytacji zapomnieliśmy jednak o naszej defensywie, która niemal przez całą pierwszą połowę nie schodziła z boiska. To odbiło się w drugiej połowie, przez co nasi rywale natychmiast odpowiedzieli na nasze przyłożenie i wyrównali wynik spotkania. Na wyróżnienie zasługuje QB Jan Dundacek, który wykorzystał swój atletyzm i prócz skutecznych rzutów, potrafił również zdobyć sporą ilość jardów biegając z piłką. Trzecia kwarta kończyła się wynikiem remisowym i dawała ogromne nadzieje, choć w ofensywie nadal nie było widać poprawy – pomimo zdobytego przyłożenia – a nasza defensywa powoli oddychała ‚rękawami’.

Pomimo tego IV kwartę otworzyliśmy przechwytem, którego niestety nie potrafiliśmy wykorzystać i po trzech zagraniach formacja defensywna znów zameldowała się na boisku. Wystarczyło kilka zagrań, które wykorzystywały zmęczenie naszych zawodników (szczególnie we front seven), czyli krótkie podania, biegi rozgrywającego przez środek, więc po kilku minutach przegrywaliśmy już 14-7.

Na całe szczęście ofensywa zdobywała pierwsze próby w większym procencie niż wcześniej, a więc defensywa mogła nieco po oddychać, dzięki czemu to my mieliśmy piłkę na 2:43 minut przed końcem meczu i mogliśmy doprowadzić, chociażby, do dogrywki. Drive wyglądał jeszcze lepiej niż ten z początku trzeciej kwarty, bo już po czterech celnych podaniach byliśmy na 30 jardów od pola punktowego, gdzie zaczęły się kłopoty… Po trzech próbach nadal mieliśmy 10 jardów do przejścia, więc o czas poprosił trener główny naszej reprezentacji. Po nim stała się rzecz, którą kibice obecni na stadionie będą pamiętać przez długi okres czasu. Bartosz Dziedzic podał w stronę swojego brata, który wbiegł w pole punktowe. Szał na trybunach uciszyli sędziowie – notabene pochodzący z Polski – którzy go nie zaliczyli. Według ich decyzji nasz skrzydłowy nie opanował piłki zanim ta została wybita przez jednego z defensorów. Z naszej perspektywy nie było mowy o poprawnej ocenie tej sytuacji, a na wideo również niewiele widać. Sam bohater powiedział jasno: Na 100% było przyłożenie, nie ma innej możliwości. Podobne stanowisko wygłosił Babs, który również twierdzi, że punkty nam się należały. Niestety, decyzja sędziowska jest nieubłagana i wypadliśmy z walki o miejsce w grupie mistrzowskiej Mistrzostw Europy 2018.

IMG_6538

Po meczu widać było żal i smutek na twarzach zawodników, ale trenerzy podczas przemowy pomeczowej są zgodni co do jednego. Nie przegraliśmy tego spotkania w ostatniej akcji. Popełnialiśmy za dużo błędów taktycznych w trakcie całego jego trwania, które trzeba przeanalizować i sami zawodnicy muszą je wyeliminować, tj. znajomość playbooka, czy skupienie podczas kolejnych akcji.

Popełniliśmy za dużo błędów, jak również ja sam. Nie tylko taktyczne – bo z reprezentacją jestem od 72 godzin – ale i mentalny, który przełożył się na mój występ. Dla mnie jednak znaczą one o tyle więcej, że prawdopodobnie był to ostatni mój mecz w barwach tej reprezentacji. Nie chcę jednak wypowiadać się, co do mojej przyszłości, ale niebawem dostaniecie więcej informacji. Nie mniej mam nadzieję, że ta porażka podziała mobilizująco na chłopaków, bo najważniejszy rok przed nami, czyli The World Games. Trzeba pamiętać, że nasi rywale to nieprzypadkowi zawodnicy, a my postawiliśmy im trudne warunki i możemy schodzić z podniesioną głową. – powiedział po meczu Babs, który wrócił z Ameryki po stracie miejsca w składzie Minnesoty Vikings (drużyny NFL, najbogatszej ligi futbolu amerykańskiego na świecie). Co sądzi o zmianach, które nastąpiły w naszej kadrze?

Skład trenerski wykonał kawał świetnej roboty i imponujące jest to, co zrobił z naszymi chłopakami. Na pewno, to co będzie się działo z polskim futbolem w najbliższych latach jest godne uwagi, bo ta reprezentacja będzie się naprawdę szybko rozwijała.

Z takimi nadziejami czekamy na kolejne mecze naszej reprezentacji, które zostaną rozegrane w przyszłym roku. Ostatnim przed najważniejszą imprezą w naszym kraju po EURO 2012, czyli The World Games. Sztab trenerski, jak i cała drużyna mają przed sobą sporo pracy, bo kibice będą mieli jeszcze większe oczekiwania niż przed niedzielnym meczem.

Ja zapraszam już w czwartek do naszego najbliższego odcinka, podcastu Pick Six, gdzie w większym gronie przedyskutujemy minione spotkanie, które na pewno będzie odnośnikiem do formy, którą nasza reprezentacja zaprezentuje w 2017 roku we Wrocławiu.

IMG_6527

Kuba Kaczmarek

About Kuba Kaczmarek

Z futbolem amerykańskim związany od 2006 roku. Redaktor NFL24 od 2013 roku, a od 2014 redaktor naczelny portalu. Kibicuje New England Patriots, jak również ma sympatię do St. Louis Rams. Zawodnik poznańskiego klubu futbolu amerykańskiego - Patriotów Poznań oraz redaktor portalu PiłkarskaPrawda.pl. Miłośnik wszelakich sportów.

3 Responses to Jeszcze nie teraz…

  1. Arek pisze:

    „Federacja naszych wschodnich sąsiadów zorganizowała spotkanie na małym, trochę zniszczonym stadionie w Pardubicach” oj ktoś chyba spał na geografii. 😀

  2. teiczer pisze:

    „Trochę zniszczonym” to też spore niedomówienie 😉 Trochę komunizmem trąciło.

  3. bearfan pisze:

    Nie oglądałem tego meczu na żywo, ale widziałem mecz z rosją. Ciekawi mnie, że nie gramy w ogóle o field gole. Widocznie brak na to umiejętności w obronie.

Dodaj komentarz