Week 7: Koniec perfekcji Vikings, niepoważny mecz w Arizonie

Czyżby OBJ mógł nie zagrać w Londynie?

To była wyjątkowo długa niedziela w NFL. Rozpoczęta przeciętnym meczem w Londynie, a zakończona wybitnie defensywnym meczem w Arizonie, który zakończył się po dogrywce. Zapraszamy na podsumowanie niedzieli!

Giants – Rams 14:10, czyli jak bardzo wierzysz w Keenuma?

To nie było kolejne wielkie widowisko w Londynie. NFL po raz pierwszy zagościło na Twickenham i zgromadzeni tam kibice nie zobaczyli wielkiego meczu ani w wykonaniu Odella Beckhama, ani Todda Gurleya. Obaj mieli być bohaterami widowiska, a tymczasem byli w cieniu… Defensywy Giants, kto by pomyślał.

Cztery przechwyty, w tym TEN:


Keenum miewał już w tym sezonie lepsze mecze. Pytanie, kiedy widzieliśmy go w prawdziwym wydaniu? W Londynie, kiedy rzucał 4 przechwyty przeciwko wcale-nie-tak-dobrej-defensywie Giants, czy gdy rozmontowywał secondary Seahawks jak tylko chciał? Rams dość już pokazali w tym sezonie, by nie wyciągać od ręki wniosku „oni wcale nie umieją grać górą”, ale dziś ekipa z Los Angeles nie pokazała zbyt wielu swoich atutów. Ciche popołudnie Gurleya, kilka niezłych chwytów poszczególnych reciverów i wcale nie tak dobry mecz ich lnii defensywnej, która potrafiła już sprawiać sporo problemów rozgrywającym rywali.

10 punktów w pierwszej kwarcie rozbudziło nadzieje fanów ekipy Fischera, ale później było już tylko gorzej. Nowojorczycy nie grali nic specjalnego, a jednak to wystarczyło. Indolencja ofensywna obu ekip w trzeciej kwarcie raziła chyba nawet największych fanów „meczów dla koneserów”. Gdy już Giants zdołali wyjść na prowadzenie 17-10, a Rams robili wszystko, by to odrobić, dwa ostatnie ich posiadania skończyły się przechwytami. Mimo wszystko, wnioskując po pomeczowej konferencji, na start Jareda Goffa jeszcze będziemy musieli poczekać. Koniec końców, mam wrażenie, wszystko wróci na swoje miejsce. Rams tuż nad 49ers z dala od liderujących w NFC West Seahawks i Cardinals, a Keenum… na ławkę.

Eagles – Vikings 21:10, czyli jak ciężko być nowymi Panthers

Minnesotta Vikings nie będzie nową Caroliną Panthers i nie otrze się o perfekcyjny bilans. Kiedy rano czytałem o Eagles, którzy po niezłym starcie przegrali dwa mecze z rzędu, a w perspektywie mieli najcięższy terminarz w całej lidze, mało było we mnie wiary w szczęśliwe zakończenie tego meczu dla Orłów. 

W modzie byłoby napisać, że swoje trzy grosze dołożył do tej porażki Blair Walsh, ale w tym tygodniu ograniczył się do dostarczenia rozrywki:

 

W międzyczasie Carson Wentz rzucił dwa przechwyty i tylko jeden TD. Rookie nie przypomina już tego niesamowitego chłopaka z pierwszych tygodni, gdzie wykręcał niesamowite ilości podań bez INT. Mimo to robi przyzwoitą robotę (fantastyczny pokaz atletyzmu przy 2-pt conversion, kiedy zachował się jak rasowy fullback) i Philadelphia wciąż jest w grze o wygranie NFC East.

Jeszcze coś dla statystyków: W pierwszych dziesięciu meczach obie ekipy straciły łącznie trzy piłki. Tylko w tym meczu straciły posiadanie osiem razy, z czego raz miały serię strat w pięciu posiadaniach z rzędu.
Patriots – Steelers 27:16, czyli festiwal gdybania

Patrząc na wynik można powiedzieć „Kolejne, standardowe zwycięstwo Patriots”.

Oglądając takie akcje duetu Brady – Gronkowski można się tylko w tym utwierdzić:


Potem jednak należy przeczytać, że ani DeAngello Williams, ani Ben Roethlisberger nie wykurowali się na to spotkanie. A gdybyście widzieli, jak bardzo nie istnieje pass-rush Patriots, wiedzielibyście, że gdyby wyżej wymienieni byli w pełni zdrowia, Brady i spółka nie mieliby większych szans.

To nie był zły mecz ekipy Bellichicka. Gdy tylko ubiegłoroczni finaliści AFC poczuli na plecach oddech gospodarzy momentalnie przyspieszali i trzymali bezpieczną przewagę. Szybkie 14-0 z początku spotkania czasem malało, ale ostatecznie nie było większych szans na wygraną Pittsburgha.

Pats mają jednak swoje problemy. Nie w ataku, tu wszystko działa jak należy, ale obrona wciąż pozostawia swoje do życzenia. Malcolm Butler był swoją najlepszą wersją, ale to w najbliższych tygodniach może nie wystarczyć. Kolejne ich mecze to wyjazd do Bills i Seahawks na swoim terenie. Potem będzie dużo łatwiej, ale te dwa najbliższe mecze (rozdzielone bye weekiem) sporo powiedzą nam o New England w kontekście walki o Super Bowl.

Cardinals – Seahawks 6-6, czyli im kopać nie kazano

W ostatnim meczu niedzielnej nocy nie było pięknych ofensywnych akcji, dalekich podań, spektakularnych biegów. Były flagi, popisy zespołów specjalnych i tona materiału do internetowych memów.

Cardinals byli tego dnia w Rams-Mode. Russell Wilson w ostatnich dwóch sezonach wydawał się rosnąć w oczach, do momentu meczów z Rams. Ci bezlitośnie go sackowali, odcinali od możliwości podania, wywierali presję jak nikt inny. Tymczasem podopieczni Bruce’a Ariansa robili w nocy to samo. Zdobycie pierwszej próby w wykonaniu Seahawks graniczyło z cudem. Liderzy NFC West nie potrafili przedostać się na połowę rywala, a momentami wydawało się, że mają więcej flag, niż przebytych jardów.

Cardinals z kolei dzięki absolutnie fantastycznemu Davidowi Johnsonowi niemal każdy drive zaczynali od prostego biegu, który skracał im dystans do okolic 2&5 , co znacznie ułatwiało zdobywanie terenu. Palmer był jednak pod niewiele mniejszą presją niż Wilson i o ile krótkie podania wychodziły mu bardzo dobrze, to na dokładne wymierzenie podania dłuższego niż 15 jardów zwyczajnie nie było czasu. `

Wielką pracę wykonały zespoły specjalne Seahawks. Zablokowany field goal przez Wagnera, później zablokowany punt przez McEvoya, który pozwolił na pierwsze punkty po 3,5 kwartowej całkowitej indolencji w ataku. Kiedy chwilę później, na niecałe dwie minuty przed końcem meczu Seattle odzyskali piłkę, a Kearse po wreszcie-przyzwoitym podaniu Wilsona dobiegł do połowy boiska wydawało się, że rzutem na taśmę goście wygrają. Później przyszły dwa holdingi linii ofensywnej i Wilson musiał poczekać na dogrywkę.

W niej nagle obu zespołom przypomniały się zasady gry ofensywnej i w obu pierwszych posiadaniach mieliśmy udane kopnięcia za trzy punkty. W kolejnym piłkę dostał Palmer, Cardinals w mgnieniu ogka przedostali się do RedZone rywali, byli jard od TD, gdy nagle… wspominałem o nabijaniu się z Walsha? Catanzaro nie trafił field goala z niemal najbliższej możliwej odległości – piłka odbiła się od słupka, a kolejną szansę dostali goście. Zamienili ją w swój najlepszy drive meczu, pierwsze w tym spotkaniu 1&goal, które skończyło się niecelnym kopnięciem Hauschki. Palmer dostał zbyt mało czasu na drive, żeby cokolwiek zdziałać i mecz… zakończył się remisem.

Zdelegalizować obie ofensywy!

***

A przy okazji:
Jay Ajayi znowu to zrobił. 214 jardów w 28 próbach dla Dolphins to tylko liczby. Kilka jego biegów było absolutnie kluczowych dla wygranej nad Bills. Miami są 3-4, a Ryan Tannehill wciąż może mieć nadzieje, że trochę czasu jako starterowi mu jeszcze zostało.

Matt Ryan zaliczył 46 mecz z rzędu z ponad 200 jardami górą na koncie. Tym samym pobił oczywiście rekord ligi. Zapewne byłby tym zachwycony, gdyby nie fakt, że przy 3-punktowym prowadzeniu Falcons na trzy minuty przed końcem rzucił INT, co najpierw doprowadziło do dogrywki, a następnie do porażki z Chargers. Atlanta, zupełnie nagle, jest 4-3 i za moment mogą stracić prowadzenie w dywizji na rzecz Tampa Bay.

Piotr Stokłosiński

About Piotr Stokłosiński

W futbolu, tym europejskim, już 15 lat temu oszalał za Manchesterm United. W tym amerykańskim siedzi od niedawna, ale już z ciężkim sercem znosi wyczyny Eagles, a z nadzieją patrzy na poczynania Seahawks. Największy fan Richarda Shermana na wschód od Seattle.

12 Responses to Week 7: Koniec perfekcji Vikings, niepoważny mecz w Arizonie

  1. Szarlatan pisze:

    Lekturę tutaj zawsze zaczynam od autora. Mimo to przeczytałem to podsumowanie. I podobało mi się. Dobra robota!

  2. Szarlatan pisze:

    Z Atlantą i ich utratą przodownictwa bym nie przesadzał. Za tydzień grają u siebie z Green Bay. Już Dallas pokazało jak serowych rozjechać. Atak Packers nie błyszczy. Także 5-3 bardziej niż prawdopodobne. A Tampa musi ograć u siebie Raiders. Także zupełnie z niczego może znowu urosnąc w tabeli bezpieczna przewaga Falcons.

    • Piotr Stokłosiński Piotr Stokłosiński pisze:

      Z całym szacunkiem do Chargers, to mają sporo wad, Atlanta powinna – zwłaszcza u siebie – sprawić im łomot. Poczekamy zobaczymy 😉

      • Szarlatan pisze:

        Muszę przyznać Ci rację. Po Packers w terminarzu Atlanty jest Bucks. A potem Eagles, Cardinals, Chiefs. Jeśli Falcons nie wygraja obu najbliższych spotkań, faktycznie, może być tak jak rok temu.

  3. osinho pisze:

    jeżeli mecz Cardinals Seahawks był niepoważny, to chyba połowa spotkań w tej lidze jest niepoważna, to było starcie czołowych defensyw ligi – wynik może do końca poważny nie jest, ale na pewno nie mecz

  4. Makakas pisze:

    „Brady i spółka nie mieli by wówczas szans”… serio??? O ile było by im niewątpliwie trudniej to cytowane stwierdzenie jest chyba grubo na wyrost…
    Podobnie wyfaje mi się, że moze i mecz Belichicka nie byl zły to juz na pewno TB12 był dobry, nawet gdyby wymienieni przez Ciebie gracze zameldowali się na boisku

    • Piotr Stokłosiński Piotr Stokłosiński pisze:

      Jak patrzyłem na ten nieszczęsny pass-rush Pats, to Big Ben z taką ilością czasu mógł im władować 30 punktów. Zwłaszcza, że Secondary New England nie należy do ligowej czołówki. W perspektywie play-off dalej nie skreślałbym Steelers 😉

  5. Makakas pisze:

    Poza moją polemiką, to również posumowanie ok

  6. kaliber pisze:

    Patriots zagrali na spokojnie, kontrolowali mecz i kiedy trzeba było przyspieszali. Od początku było wiadomo kto ten mecz wygra z resztą to było już wiadomo przed meczem a tylko rozprężeniu Patriots ( co nie powinno się wydarzyć) Pittsburgh może zawdzięczać, że uciułali jakieś punkty

Dodaj komentarz