Panthers jadą do Santa Clara! Newton zdemolował Cardinals

19404475-mmmain

Jeszcze nie zdążyliśmy złapać oddechu po nieudanej 2-punktowej konwersji Brady’ego, a w Charlotte już rozbrzmwiewał hymn USA zapowiadający finał NFC. Po pojedynku dwóch niesamowitych defensyw mieliśmy być świadkami prawdziwej esencji ofensywnego futbolu. I faktycznie byliśmy, ale tylko ze strony jednej z ekip.

Kibice Caroliny Panthers mieli za sobą niezwykły sezon zasadniczy. Ich ulubieńcy z najbardziej niedocenianej niepokonanej drużyny w środku sezonu stali się ekipą, która wygląda, jakby miała na lata zdominować ligę. Po ostatniej wygranej nad Seahawks oczekiwania jeszcze bardziej wzrosły, zwłaszcza, że do przerwy w tamtym spotkaniu ekipa z Bank of America Stadium prowadziła 31-0. W niedzielę gospodarze znów rozpoczęli imponująco. Najpierw w defensywie – szybkie 3&out, a po chwili Cam Newton błyskawicznie wprowadził swoich kolegów w field goal range i mieliśmy trzypunktowe prowadzenie faworyzowanych przez bukmacherów gospodarzy. Ani się obejrzeliśmy, a piłka znów była w ich posiadaniu, Newton szybko zamarkował akcję biegową, oddał piłkę Ginnowi Jr. i zanim defensywa Arizony zorientowała się, co się dzieje, działo sie coś zupełnie co innego. Ginn najpierw ruszył w lewo, potem dynamicznie zmienił kierunek, i z pomocą swoich kolegów, którzy blokowali rywali, wbiegł w pole punktowe rywali kontynuując tradycję rozdawania piłek fanom.

Do końca pierwszej kwarty wciąż pozostawało kilkadziesiąt sekund, gdy Panthers podwyższyli na 17-0. Kolejne szybkie 3&out i gdy już wydawało się, że będziemy świadkami pierwszego puntu najlepszej drużyny sezonu regularnego, Newton posłał niesamowite podanie do Corey’a Browna, który z dziecinną łatwością zmylił rywali, a ci po chwili mogli już tylko bezradnie patrzeć, jak tracą kolejne punkty. To 86-jardowe zagranie było najdłuższym w finałach konferencji od czasu, gdy Brett Favre do spółki z Donaldem Driverem zdobyli przyłożenie przeciwko Giants.

37 jardów w pierwszych trzech posiadaniach mocno podrażniło ambicje ofensywy Cardinals, która przecież tak imponowała w sezonie zasadniczym. Niezły drive Arizony przerwał jednak… fumble Palmera. Goście wiedzieli jednak, że jeśli szybko się nie obudzą, mogą skończyć po pierwszej połowie z taką stratą, jaką mieli Seattle Seahawks przed tygodniem i na odrabianie może po prostu zabraknąć czasu. Szybko więc udało się odzyskać piłkię, a kolejny ofensywny drive napędzał David Johnson, który już w połowie drugiej kwarty miał 80 jardów, przy 35 jardach reszty zespołu. Sam Johnson zakończył zresztą ten drive nurkując między zawodnikami linii defensywnej rywali i znacząco zmniejszył stratę sześć minut przed końcem pierwszej połowy.

Gdy wydawało się, że Cardinals jeszcze przed przerwą mogą wrócić do gry po tym, jak w nieco ponad minutę zmusili gospodarzy do puntu, Patrick Peterson… najzwyczajniej w świecie go nie złapał. Tym samym sprezentował on rywalom kilkadziesiąt jardów, co tylko ułatwiło ekipie z Charlotte zdobycie kolejne przyłożenie autorstwa Cama Newtona. Rozgrywający przy trzeciej próbie mając jard do celu skoczył nad przepychającą się resztą zawodników i przełożył piłkę tak, że wynik wynosił już 24-7.

Wtedy w ciągu kilka chwil kibice obu drużyn mogli poczuć się jak w końcówkach sezonów współczesnych seriali, które starają wywrócić się wszystko do góry nogami. Najpierw piłkę zgubił Palmer i wiele wskazyawło na to, że Panthers mogą – podobnie jak przeciwko Seahawks – zdobyć 31 punktów jeszcze przed przerwą. Przeszkodził w tym jednak wspomniany wcześniej Peterson, który przechwycił podanie Newtona, przebiegł z piłką 72 jardy, po czym został zatrzymany. Palmer nie tracąc czasu już w pierwszej próbie posłał piłkę do end zone, z tym, że zamiast któregoś z jego kolegów, piłka odnalazła tam… Kurta Colemana. Dwa z rzędu przechwyty sprawiły, że mimo dużej przewagi gospodarzy mało kto miał odwagę stwierdzić, że jest po meczu.

Cam Newton wyglądał jednak, jakby tytuł MVP nie był wystarczającym uznaniem jego umiejętności. Jego linia ofensywna ponadto chroniła go tak, że ten mógł uciąć sobie mała drzemkę w kieszeni przed podaniem. Cardinals z kolei wyglądali, jakby mieli po prostu za mało argumentów, by od pierwszych minut drugiej części gry rozpocząć pogoń za rywalem tak, jak tydzień wcześniej podopieczni Pete’a Carrolla.

Pierwszą akcję po przerwie zakończy zresztą „zaledwie” field goal Panthers. 20 punktów przewagi na nieco ponad 20 minut przed końcem sprawiało, że nawet siedzący w loży honorowej Michael Jordan był pod  wrażeniem. Cardinals chcąc choćby nawiązać walkę musieli więc zacząć odrabiać starty natychmiast. Nie było jednak o tym mowy, defensywa szybko odzyskała piłkę dla Newtona, a ten w niesamowitym stylu najpierw przebiegł dziesięć jardów dając swojemu zespołowi pierwsza próbę, po czym przebiegł kolejne 12 jardów, podwyższając wynik na 34-7. Panthers jedną nogą byli już w Super Bowl.

Tego faktu nie zmieniło nawet to, że po 44 sekundach Cardinals dołożyli osiem punktów do swojego dorobku po dobrym podaniu Palmera do Fellsa i skutecznej konwersji Nelsona. Minęło ledwie 1,5 minuty, a piłka znów trafiła do gości. Z oczywistych względów Palmer próbował szybkich podań (jedno z nich po raz pierwszy w tym meczu złapał Michael Floyd), ale po chwili zanotował kolejne interception (Jo Brown!), a Cam Newton i spółka pokonywali kolejne jardy z takim samym zapałem, jakby dopiero zaczynali budować przewagę. W końcu przyłożenie zdobył Funchess, a dwa punkty dołożył Tolbert. Gospodarze grali, jakby to był Madden na najłatwiejszym poziomie i nie mieli żadnej litości nad rywalem. 15 sekund później zamiast rozpaczliwego drive’a Cardinals zobaczyliśmy… pick-six w wykonaniu Kuechly’ego, który zdobył punkty po przechwycie w drugim meczu z rzędu.

Do końca spotkania nic szczególnego już się nie wydarzyło, a Panthers zdemolowali swoich rywali w finale konferencji tak, jak Patriots zrobili to przed rokiem z Colts. Tak imponująca wygrana tylko utwierdziła ekspertów w tym, że bez względu na jakość defensywy Broncos, to zespół Rona Rivery będzie faworytem jubileuszowego, 50. Super Bowl.

Piotr Stokłosiński

About Piotr Stokłosiński

W futbolu, tym europejskim, już 15 lat temu oszalał za Manchesterm United. W tym amerykańskim siedzi od niedawna, ale już z ciężkim sercem znosi wyczyny Eagles, a z nadzieją patrzy na poczynania Seahawks. Największy fan Richarda Shermana na wschód od Seattle.

5 Responses to Panthers jadą do Santa Clara! Newton zdemolował Cardinals

  1. Kerovsky pisze:

    Nocka zawalona, i CARDS przegrali, jednak trzeba przyznać że Pantery w tym sezonie są drużyną kompletną!!

  2. Hubert Lary pisze:

    Akurat Newton rzucał wiele razy niecelnie. W Arizonie zabrakło Tyranna Mathieu. Po prostu linia ofensywy i defensywy Panthers były świetne i ona odwaliły robotę. Ale z Broncos będzie ciężej. Tam już Cam może być pod dużą presją i wtedy okaże się prawda jak rzuca pod presją. Stawiam nawet na jego kontuzję przy jego skłonności do biegów. Typuję wygraną Broncos.

    • ikon pisze:

      Ja mimo wszystko typuje zwycięstwo Panthers. Chociaż Broncos wygrali z Pats to ofensywa się nie popisała w tamtym meczu a teraz przed nimi jeszcze cięższy kawał chleba.

  3. Szarlatan pisze:

    Palmer chyba przebił nieudolnością Hoyera.

    Ciekawe co by było gdyby Peterson nie zgubił piłki w drugiej kwarcie. Byłaby szansa na wynik 14-17, a wtedy byłby zupełnie inny mecz.

  4. Sreberko pisze:

    Niechaj Panthers wygrają, Luke Kuechly jak mało kto zasługuje na pierścień, a i Newton na MVP sezonu zasadniczego. Ale niech wygra lepszy! Bo jak Cam zagra jak w II połowie z Seahawks to ciężej będzie… A poziom meczu niech będzie zbliżony do superbowl Giants vs Patriots z 2012! {bo lepszy od tamtego nie ma prawa być!}

Dodaj komentarz